Anna Janicka-Galant: w Gruzji stare miesza się z nowym
Anna Janicka-Galant nie pierwszy raz jedzie do Gruzji. Ten mały kraj zjechała wszerz i wzdłuż autostopem, między innymi ze swoim synem, którego edukowała przez podróżowanie. Tym razem wybiera się tam z Arturem Bińkowskim, żeby realizować projekt Oblicza Gruzji. Efektem ma być książka o tym samym tytule.
Przezimują wspólnie kilka miesięcy w małej miejscowości górskiej, gdzie będą pracować i czekać na przyjście wiosny.
– Co takiego jest w maleńkim kraju pomiędzy Morzem Czarnym a Kaukazem, że coraz więcej ludzi postanawia tam pojechać?
– Nie wiem czemu inni tam jadą. Mnie pociąga wieloetniczny, językowy i religijny koloryt oraz to, że na tak niewielkim skrawku ziemi można przeskoczyć przez kilka stref klimatycznych doświadczając bliskości gór i morza, lodowców i pustyni.
Można tam też podumać o Prometeuszu przykutym do skały, o wędrówce Jazona, o przenikalności kultów i tradycji. Z bliska zobaczyć jak mitraizm zmiksował się z chrześcijaństwem, a niosąca winną gałąź św. Nino zamieniła się w waleczną Matkę Gruzji z mieczem w jednej dłoni dla wrogów i kielichem dla przyjaciół w drugiej. Ja czuję się tam zawieszona między mitami a rzeczywistością. Stare miesza się z nowym – mogę w pełni podróżować w czasie, w przestrzeni i w głąb duszy ludzkiej – a to lubię.
– Jak pierwszy raz trafiłaś do Gruzji? Czyżby przypadkiem?
– Karl Gustaw Jung takie znaczące przypadki nazwał synchronicznością bądź koincydencją. Trafiłam do Gruzji i do niej wracam przez Saakaszwilego, Busha i pewien zaginiony konwój. Nie, nie – o wielkiej polityce nie będzie :)
Pamiętasz niesamowite oczy Grigorija Saakaszwilego, gdy w Rudym 102 daje gaz do dechy, a w tle leci stara pieśń “Gruzinie chwyć za miecz”? Rosjanie ten film nazywają “Tri Poljaka, Gruzin i sobaka” – Grigorij był pierwszą inspiracją.
Potem był konwój pomocy humanitarnej, który na czas nie dojechał, a my czekając na niego przez dwa miesiące przejechaliśmy autostopem Gruzję. I jeszcze Bush – pewien zacny syjamski kot z Batumi – dzięki niemu poznałam Gruzję toastową i spontaniczną.
A na koniec Swański malarz – symbolik, filozof i pastuch z Usghuli – Fridon Nizharadze. On powiedział: “Przyszliśmy na ten świat w gości. Tymczasowo. Na krótką chwilę. To przywidzenie… to sen. Znajdujemy się we śnie… z otwartymi oczami.” Więc jeżdżę tam w gości – z otwartymi oczami.
– Można wyczuć Twoją głęboką fascynację tym krajem. Byłaś tam już kilka razy, napisałaś zbiór reportaży ze swoich podróży. Czy Gruzja to twój “drugi dom”?
– Dom noszę w sobie – Gruzję też. Trafiła do mojego świata wewnętrznego i na razie dobrze się z tym czuję.
– O czym są Twoje Oblicza Gruzji?
– Oblicza Gruzji to pomysł na pokazanie tego kraju poprzez jego niesamowitą różnorodność zapisaną w osobistych historiach, wydarzeniach, miejscach i krajobrazach. To obecna wyprawa, książka o tym samym tytule, strona internetowa z felietonami, wywiadami, reportażami, galeriami zdjęć i fotocastami, spotkania, pogadanki i pokazy multimedialne.
Zrodził się on z fascynacji Gruzją i jej mieszkańcami, jej przeszłością i teraźniejszością, legendami, mitami i historiami współczesnymi, zabytkami, tradycjami i folklorem. Realizuję go wspólnie z moim partnerem, Arturem Bińkowskim, który zajmuje się całą multimedialną i fotograficzną oprawą projektu. Artur czytając moje reportaże wymyślił nazwę “Oblicza Gruzji” zwracając uwagę na jej wieloznaczność.
- Mery Kwicjani – Edikilisa, Awtandil Naschlidaszwili – Achalcyche. (Fot. z archiwum wyprawy)
- Fridon Nizharadze – malarz, symbolik, filozof z Ushguli. (Fot. z archiwum wyprawy)
- Gruzja od morza do gór, mity, historia i teraźniejszość. (Fot. z archiwum wyprawy)
– Z początkiem jesieni kolejna wyprawa. Co będziecie porabiać całą zimę, odcięci niemalże od świata, gdzieś w górskiej wiosce?
– Myślisz, że wiemy? Znaczące przypadki nas poprowadzą… Mamy ciepłe ubrania i lembasy, przenośny dom, sprzęt do pracy i zasilanie słoneczne – poradzimy sobie.
Z tą wyprawą mają szansę spełnić się dwa z moich marzeń. Jedno, to dać się na chwilę odciąć od świata w jakiejś zasypanej śniegiem wiosce i wreszcie mieć czas na pisanie, a przy tym doświadczyć życia w małej społeczności lokalnej. Drugie – zobaczyć pokryte wiosennymi kwiatami zbocza. Oba marzenia realne a reszta dopisze się sama…
– Czego będzie wam najbardziej brakowało w tym domku na końcu świata?
– Czego nam będzie brakowało? Podróż to wielkie poznawanie siebie i swoich drobnych przywiązań. Codziennie wychodzi się poza własne schematy i codziennie odkrywa nowe smaki… wspominając stare. Na razie sadzę, że zabieramy ze sobą wszystko co najważniejsze.
– Jeśli wracasz do Gruzji to gdzie najczęściej?
– Podczas tego wyjazdu nie mam szczególnych preferencji. Będziemy tyle miesięcy, że pewnie dotrzemy do większości regionów. Na pewno trafimy do Swaneti i to zarówno tej wysokiej jak i niskiej. W wysokiej będę chciała odwiedzić Fridona Nizharadze i jego rodzinną wieś Usghuli.
Drugim takim regionem, w którym spędzimy sporo czasu będzie Samcche-Dżawachetia, pogranicze Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji – czyli etniczny tygiel i skansen historii pradawnych. Jest taka mała wieś Edikilisa – Siedem Cerkwi, gdzie spotkałam Mery Kwicjani – kobietę o wielkim sercu, pomagającą wielu ludziom, a zwłaszcza uchodźcom z rejonu Wąwozu Kodori. W jej domu pełnym ziół i aromatów chętnie odpocznę. W wielu miejscach spotkam dobrych znajomych, jednakże będziemy otwarci na nowych – jak sama wiesz w Gruzji to bardzo proste :)
Jest takie powiedzenie: “Jeśli Gruzin zaprosi do domu gościa, to jest to jego gość. Lecz jeśli gość zatrzyma się przed Gruzina domem, to znaczy, że sam Pan Bóg go przysłał, a z Bogiem się nie dyskutuje.”
Fragmenty księgi wyprawy będą publikowali na stronie projektu Oblicza Gruzji.
Komentarze: Bądź pierwsza/y