Boliwia. Najwyżej położony i najtrudniej dostępny kraj w całej Ameryce Południowej. Najwyższy odsetek ludności indiańskiej na kontynencie. Miejsce, gdzie latynoski rytm salsy, caporales, morenady, jak i głos samego Julio Iglesiasa przygrywany w ulicznych budkach spożywczych, wplątuje się w barwny korowód życia. Miejsce, gdzie słowo mañana może zostać na nowo zdefiniowane… Jak i ból głowy przy tych wysokościach.

Bez obaw jednak. Niemal co sto metrów jest apteka. Pierwszego dnia głowa jeszcze nie boli. Następnego boli już zajebiście. Do tego tlenu jakby było mało. Starasz się głęboko oddychać, ale się nie da. Wziąć głęboki wdech i wydech, a tu lipa. Trzeba kilka brać, by mieć satysfakcję, że się jeden normalny wzięło.

BOLIWIA, Sucre. Handlarka w centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

1. BOLIWIA, Sucre. Handlarka w centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Oruro. Indianka, tradycyjny kapelusz. foto

2. BOLIWIA, Oruro. Tradycyjne kapelusze typu bowler hat (melonik) noszone są przez mieszkańców pochodzenia indiańskiego. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, La Paz, panorama miasta, podróże, Ameryka Połusniowa

3. BOLIWIA, La Paz. Panorama miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Autokar jedzie bez przerwy, jedynie na punktach poboru opłat dosiada się ktoś nowy. Od czasu do czasu zjawiają się także autokarowi artyści-sprzedawcy z mikrofonem oraz głośnikiem zawieszonym na szyi, reklamujący w żartobliwym dla miejscowych stylu różne leki, słodycze i inne badziewie. Te spektakle z reguły trwają dobre pół godziny. Zazwyczaj jednak, co przystanek, na kilka minut wpadają do busu miejscowe handlarki z jakimiś przekąskami.

Malownicza podróż z La Paz do Copacabany będzie się odbywać bez żadnych większych problemów. Część tej trasy trzeba przebyć promem. Wysiąść z busa i przepłynąć osobowym promem na drugą stronę. Bus w tym czasie przepływa sam. Teoretycznie. W realu wjeżdżamy wszyscy na prom. Podróżni na siedzeniach, bus na promie, prom na wodzie.

Prom to raczej zwykła barka. Stare belki, stare drewno. Tu kałuża, tam kałuża. I tak się płynie. Ręce lekko spocone, barka buja co trochę na prawo i lewo. Drzwi autokaru są zamknięte więc nie ma jak wyjść na zewnątrz, by delektować się wiatrem we włosach i szumem fal. Jak zaczniemy się topić to jak kamień pójdziemy wszyscy na dno. Sama przeprawa trwa jakieś dwadzieścia, trzydzieśi minut i jedzie się dalej. Z tego miejsca podróż do Copacabany trwa jeszcze jakąś godzinę. Krętą, malowniczą trasą.

Boliwia, Cochabamba, handel uliczny, zdjęcia, Ameryka Południowa, podróż

4. BOLIWIA, Cochabamba. Handel uliczny. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Sucre, podróż do Ameryki Południowej

5. BOLIWIA, Sucre. Festyn uliczny. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, La Paz, street photo, travel

6. BOLIWIA, La Paz. Plaza San Francisco – centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Niczym mały chłopiec zmieniam szybko rezerwację siedzeń w autokarze z Oruro do La Paz. Pani w okienku kręci głową z niedowierzaniem. Mówię jej ze szczerym uśmiechem, by miała wyrozumiałość Turistico! Polonia! Por favor! Chcę siedzieć przy szybie, na samym początku autokaru, podziwiać piękne widoki, góry, pejzaże, pasące się lamy… Co w tym dziwnego?… Choć tak naprawdę chyba sam nie wierzę w te swoje pragnienia…

Na dworcu oczywiście oczy dookoła głowy. To nic, że ktoś mówi, że bus będzie na przystanku numero cuatro… Kilka dalej też może podjechać, sztywnych reguł nie ma. No i właśnie. Niby cuatro, a jednak siete. Autokar podjeżdża punktualnie jak w zegarku.

Czy pojadę na moim „upragnionym” panoramicznym siedzeniu, to nie do końca jest pewna sprawa. Miejscówka niby jest, ale bileterów chodzi po dworcu cała masa. Każdy z plikiem zadrukowanych karteczek, serwujący fotele ot „jak mu się podoba”. Trzy osoby na jedno miejsce? Czemu nie? Ważne, by bilet sprzedać. Moim „hiszpańskim“ będę walczył, by ewentualnego kolesia wywalić z upragnionej miejscówki.

POLECAMY: La Paz. Widzę, jak diabeł tu chodzi na palcach

Pakuję się z plecakiem na sam przód. Z nim, to ważne! Boliwia i mieszkańcy to wspaniali ludzie, ale oddać plecak do schowka równa się stracić kontrolę nad nim, jakoś nie mam na to ochoty.

Siedzę! Góra autokaru, przednia i boczna szyba moje! Gorąco tu jak w saunie przez te szyby. Może jak ruszymy, to jakiś nawiew zacznie chłodzić gotujące się ciało? Boliwia leży poniżej równika, a co za tym idzie, podróż z Oruro (południa Boliwii) do La Paz (na północ) będzie się odbywać w stronę słońca. Dam radę! W końcu widoki, pejzaże…

Ruszamy punktualnie! Wpierw ślimacze tempo, by zgarnąć jeszcze wszystkich spoza dworca. Wskakują niemal w biegu chętni do podróży, za nimi kasjerka wypisująca na kolanie bilety wraz z miejscówkami od jeden do sześćdziesiąt cztery. Coś jak lotek. Zakreśla, a szczęśliwcy z tymi samymi numerami niech się sami dogadają, kto gdzie siedzieć będzie.

Wreszcie ruszamy na całego. Drzwi pozamykane, nawiewu jakiegokolwiek jednak brak… Szczęśliwi ci, co z tyłu z ręcznie otwieranymi oknami siedzą. Z przodu prawdziwa sauna. Firanki, stare szmaty, naciągam, pragnąc choć trochę cienia na siebie rzucić. Chmury niby są, słońce znika co trochę za nimi, by zaraz ponownie przygrzać i tak już opaloną skórę.

Boliwia, La Paz, Ameryka Południowa, kobiety, street photo

7. BOLIWIA, La Paz. W pobliżu Plaza San Francisco. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Potosi, podróż do Ameryki Południowej, zdjęcia

8. BOLIWIA, Potosi. Około osiemdziesięciu procent mieszkańców Boliwii posługuje się hiszpańskim jako językiem ojczystym. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Cochabamba, uliczny handel, Ameryka Południowa

9. BOLIWIA, Cochabamba. Uliczna handlarka w centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Droga z Oruro do La Paz jest dwupasmowa, więc zaraz za ostatnią policyjną rogatką miasta rozpoczyna się piekielny wyścig. Z jednej strony słońce ogrzewa moją wymarzoną szklarnię, z drugiej strony, walimy przed siebie, wyprzedzając wszystko i wszystkich, dodatkowo ścigając się z innymi busami.

Drogi w Boliwii nie są idealne, co trochę jakieś przeszkody się pojawiają. Beczki, stare opony, środkowo-uliczni kierowcy, jakieś fałdy asfaltowe. Nasz bus ma (chyba) dodatkową wersję miękkiego zawieszenia. Przy tej prędkości (przynajmniej sto kilometrów na godzinę) odnieść można wrażenie jakbyśmy statkiem, lub raczej motorówką płynęli po drodze, bujając się z prawa na lewo.

W tej saunie i z tą indiańską fantazją pobicia rekordu prędkości z Oruro do La Paz wymiękam. Nie daję rady. Mózg mi się zagotuje za jakiś czas. Rozglądam się czy z tyłu jest jeszcze jakieś wolne miejsce. Jest! Na samym końcu! Uciekam stąd, wolę już mieć „boczne“ widoczki, ale przynajmniej ręcznie sterowaną klimę, czytaj: otwierane przesuwne okno.

Boliwia, Potosi, street photo, podróż do Ameryki Południowej

10. BOLIWIA, Potosi. Centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Sucre, zdjęcia z podróży

11. BOLIWIA, Sucre. Mama z bawiącym się synkiem. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Potosi, street photo

12. BOLIWIA, Potosi. Indianka w tradycyjnym kapeluszu. (Fot. Sebastian Placzek)

Uyuni, miasto pośrodku jakiegoś bezkresu życiowego, jakby opuszczone, zapomniane na krańcu świata, gdzie tumany kurzu wirują między ulicami, śnięte upałem psy leżą na chodnikach, a wszystko sugeruje zaprzeszłą świetność tego miejsca. Nawet plac zabaw dla dzieci wygląda upiornie, co potęgują jeszcze wiszące i skrzypiące na wietrze zardzewiałe huśtawki. Każde przejeżdżające zdezelowane auto, pozostawia za sobą brunatną chmurę kurzu, a amerykańskie ciężarówki tworzą filmową scenerię hollywoodzkich filmów akcji.

Około dziesiątej podjeżdża autokar do Oruro. Parkuje z lekkim problemem, mało nie przewraca słupa z wysokim napięciem. Wszyscy pakują się na swoje miejsca. Jestem jedynym turystą w tej czarnowłosej grupie Indian.

POLECAMY: Cerro Rico – diabelska góra z Potosi

Zbliża się godzina wyjazdu. Wszystko jak w zegarku. Silnik uruchomiony, lekko warczy, szyby drgają, każdy wygodnie się usadza niczym kura na swoich jajkach… I czekamy… Pięć minut, dziesięć. Wieczność to nie będzie trwać. Pewnie jeszcze ostatnie formalności trzeba podpisać i jedziemy.

Trzydzieści minut… Silnik dalej warczy, szyby drgają. Nikt nic nie mówi, zero informacji. Ludzie zaczynają się niecierpliwić krzycząc sugestywnie co trochę vamooos!, hooraaaa! Pewnie zaraz ruszymy?

Obok autokaru kręcić się zaczął ni stąd, ni zowąd jakiś policjant robiący zdjęcia. Trochę jak antyterrorysta, z bronią przypiętą specjalnym mocowaniem do uda. Jeszcze jego tu brakowało, by przyczepił się do złego stanu busa. Niemal każdy jeżdżący w Boliwii autokar to jakiś gruchot. Ten nasz, wcale aż taki zły (optycznie) nie jest, więc o co chodzi?

Policjant zniknął. Ok, teraz już na pewno ruszamy. Nagle pośrodku drogi pojawia się policyjny jeep. Tylne drzwi się otwierają, wyskakuje dwóch rosłych policjantów, by chwilę później wrócić z zaaresztowanym kierowcą autokaru! Pakują go do jeepa, zamykają za nim drzwi i odjeżdżają…!? Pijany, ścigany, przestępca, czy może szef kartelu narkotykowego?

W autokarze oczywiście ogólne poruszenie. Pojedziemy czy nie pojedziemy? Kasjerka, u której wcześniej bilet kupiłem, nerwowo rozmawia z różnymi osobami na ulicy. Szukamy nowego kierowcę? Czekamy na nowego? Oczywiście nikt nic nie wie. Silnik dalej warczy, szyby drgają… Już godzina opóźnienia…

Nagle ruszamy… Powoli, powoli, ale do przodu. Pośrodku pierwszego skrzyżowania następuje kompletna cisza. Silnik zgasł. Stoimy wokół trąbiących zirytowanych innych kierowców muszących nas omijać. Dziesięć minut pośrodku skrzyżowania, aż w końcu udało się odpalić silnik. Ruszamy. Teraz będzie już bez większych przebojów. Aż do samego Oruro. Silnik co prawda kilka razy zgaśnie w trakcie jazdy, ale w całości dotrzemy do celu podróży.

Boliwia, Oruro, dworzec autobusowy, podróż

13. BOLIWIA, Oruro. Sprzedawca biletów. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Oruro, policja w centrum miasta, podróże, zdjęcia

14. BOLIWIA, Oruro. Centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, podróż, La Paz, handel

15. BOLIWIA, La Paz. Okolice Plaza San Francisco. (Fot. Sebastian Placzek)

Siedzę na lotnisku w Santa Cruz. Ostatnie chwile przed powrotem. Patrzę na zbliżający się zachód słońca oraz chmury za oknem. Chmury jak chmury. Widział każdy. Te południowoamerykańskie są jakby nieco „inne”. Potężniejsze, masywniejsze, bardziej nieokiełznane. Niczym chmury wulkaniczne, wyrzucone przed chwilą z krateru po eksplozji i powoli wbijające się w przestworza. To jak kinowa uczta. Podobnie jak sam lot nad Boliwią. Pośród ośnieżonych szczytów górskich oraz zielonych wzgórz. Poprzecinanych co trochę krętymi zakolami rzek, niczym żywy organizm żyłami, oraz usytuowanymi gdzieniegdzie domostwami. Rozsypanymi niczym ziarna kukurydzy.

Boliwia, La Paz, Mi Teleferico

16. BOLIWIA, La Paz. Mi Teleferico – kolejka linowa zapewniająca komunikację miejską na obszarze dwu miast La Paz-El Alto. Kosz jednorazowego przejazdu to około dwudziestu centów. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, La Paz, panorama miasta, zdjęcia, photo

17. BOLIWIA, La Paz. Panorama miasta. La Paz to najwyżej położona stolica państwowa na świecie. (Fot. Sebastian Placzek)

BOLIWIA, La Paz. Panorama miasta, zdjęcia z podróży

18. BOLIWIA, La Paz. Panorama miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Ameryka Południowa, La Paz, stolica Boliwii, relacja z podróży

19. BOLIWIA, La Paz. Centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Salar de Uyuni, zdjęcia z podróży do Ameryki Południowej

20. BOLIWIA, Uyuni. Salar de Uyuni – solnisko, pozostałość po wyschniętym słonym jeziorze w południowo-zachodniej Boliwii. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, okolice Uyuni, lamy, zwierzęta Ameryki Południowej

21. BOLIWIA, okolice Uyuni. Lamy wykorzystywane są głównie jako zwierzęta juczne oraz do produkcji wełny. (Fot. Sebastian Placzek)

BOLIWIA, Uyuni. Salar de Uyuni. Największym solnisko świata. Jest położone na wysokości 3653 m n.p.m. i zajmuje powierzchnię 10 582 kilometrów kwadratowych.

22. BOLIWIA, Uyuni. Salar de Uyuni. Największym solnisko świata. Jest położone na wysokości 3653 m n.p.m. i zajmuje powierzchnię 10 582 kilometrów kwadratowych. (Fot. Sebastian Placzek)

23. BOLIWIA, La Paz. Panorama najwyżej położonej stolicy na świecie. (Fot. Sebastian Placzek)

23. BOLIWIA, La Paz. Panorama najwyżej położonej stolicy na świecie. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Ameryka Południowa, La Paz. Dzielnica El-Alto

24. BOLIWIA, La Paz. Dzielnica El-Alto. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Sucre, handel uliczny, street photo

25. BOLIWIA, Sucre. Uliczny handel. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Sucre, fiesta, festyn, street photo

26. BOLIWIA, Sucre. Uliczny festyn. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Copacabana, zdjęcia i relacja z podróży do Ameryki Południowej

27. BOLIWIA, Copacabana. To małe miasteczko położone jest tuż przy granicy Boliwii z Peru, nad znajdującym się na wysokości ponad trzech tysięcy metrów jeziorem Titicaca. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, La Paz, dziecko w centrum miasta, zdjęcia z podróży

28. BOLIWIA, La Paz. Dziewczynka spotkana w centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Sucre, kobiety, Ameryka Południowa, podróż

29. BOLIWIA, Sucre. Festyn uliczny. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Potosi, góra srebra, kopalnia, podróże, zdjęcia

30. BOLIWIA, Potosi. Słynna góra srebra. Masowe wydobywanie tego kruszcu zachwiało w XVI wieku systemem ekonomicznym całej Europy. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, La Paz, kobieta z dzieckiem, street photo, podróże

31. BOLIWIA, La Paz. Kobieta z dzieckiem na plecach. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Cochabamba, biznes, handel, ulica, foto

32. BOLIWIA, Cochabamba. Uliczna handlarka. (Fot. Sebastian Placzek)

BOLIWIA, Uyuni. Salar de Uyuni. Podróż na największe solnisko świata.

33. BOLIWIA, Uyuni. Salar de Uyuni. Największe solnisko świata. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Uyuni, zdjęcia i relacja z podróży, Ameryka Południowa

34. BOLIWIA, Uyuni. Centrum miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, Uyuni, turystyka, cmentarzysko pociągów

35. BOLIWIA, Uyuni. W pobliżu miasta znajduje się cmentarzysko pociągów, które stało się atrakcją turystyczną. (Fot. Sebastian Placzek)

Ameryka Południowa, turystyka, podróż Boliwia, cmentarzysko pociągów, Uyuni

36. BOLIWIA, Uyuni. Cmentarzysko pociągów w pobliżu Uyuni. (Fot. Sebastian Placzek)

Ameryka Południowa, zdjęcia z podróży, krajobraz Boliwii

37. BOLIWIA, Uyuni. Krajobrazy Boliwii pomiędzy Uyuni a Potosi. (Fot. Sebastian Placzek)

Boliwia, krajobrazy Ameryki Południowej, podróż z Uyuni do Potosi

38. BOLIWIA, Uyuni. Krajobrazy Boliwii pomiędzy Uyuni a Potosi. (Fot. Sebastian Placzek)

BOLIWIA, Oruro. Panorama miasta, zdjęcia z podróży

39. BOLIWIA, Oruro. Panorama miasta. (Fot. Sebastian Placzek)

BOLIWIA, Ameryka Południowa. Panorama okolic La Paz z okna samolotu

40. BOLIWIA, La Paz. Panorama okolic La Paz z okna samolotu. (Fot. Sebastian Placzek)

Sebastian Placzek

Sebastian Placzek

Uwielbia podróże te małe i te duże. Wolne chwile dzieli pomiędzy pasje jakimi są malarstwo, góry, morze i muzyka. Podróżuje od lat po malowniczych rejonach, poznając historie z przeszłości dawnych kultur, jak i dzisiejsze życie.

Komentarze: 3

Wojtek 24 listopada 2018 o 15:27

Zawsze sądziłem, że Indianie mieszkają w Indiach i w książkach Cejrowskiego.
A tu się okazuje, że także w Boliwii wg Płaczka.

Odpowiedz

Sebastian 23 grudnia 2018 o 23:18

Meczaca ta Twoja krucjata o nieuzywanie slowa ‚Indianie’. A przeciez sprawa wcale nie taka czarno-biala, co bylo poruszone w dyskusji pod innym artykulem.

Odpowiedz

Wojtek 6 stycznia 2019 o 12:32

Nie wiem czy to takie męczące. Może.
Natomiast z męczącego może stać się bolesne:
kiedyś za „indio” jakiś „Indianin” da ci w mordę.
A jeśli w Boliwii, to może nawet cię wioska ukamienuje.
Albo spali żywcem.
Także ja bym uważał.

Odpowiedz