Kiedy człowiek wyląduje na lotnisku w Dżakarcie, to może mu się wydawać, że na tej wyspie gęsto zaludnionych miast nie ma miejsca dla piękna przyrody. Okazuje się jednak, że natura upodobała sobie to miejsce, żeby z pomocą wybuchów i walk między płytami tektonicznymi ukształtować niesamowite krajobrazy, czasem wręcz kosmiczne.

Ludzie przyjeżdżają na Jawę ze względu na przepiękne świątynie będące pozostałością hinduistycznego królestwa Majapahit, piaszczyste plaże nad Oceanem Indyjskim, ale również ze względu na to, że właśnie tu można stosunkowo łatwo i za niewielkie pieniądze przeżyć trekking po zapierających dech w piersiach wulkanach. Nie wymaga to szczególnych umiejętności ani specjalistycznego sprzętu, a stanięcie na gorącym szczycie krateru i spojrzenie na zniewalający wschód słońca potrafi dać człowiekowi ogromną satysfakcję.

Na Jawie można znaleźć wiele wulkanicznych szczytów, na które można się wspinać. Wśród nich kilka się wyróżnia. Największą sławę ma zespół górski Bromo znajdujący się we wschodniej części wyspy i będący niezwykle popularnym celem turystów odwiedzających Indonezję.

Czemu wulkan Bromo zawdzięcza swoją sławę?

Zespół kraterów układa się w niesamowity księżycowy krajobraz, który nie ma sobie podobnych. A przy tym jest to góra bardzo łatwa do zdobycia. Niemal do samego punktu widokowego prowadzi wygodna droga asfaltowa, po której można sobie bez problemu podjechać wynajętym motocyklem. Jeśli ktoś woli – można też podejść, co nie stanowi żadnego problemu dla człowieka o przeciętnej kondycji fizycznej.

Na zwiedzanie całej okolicy trzeba sobie zarezerwować cały dzień. Warto spędzić chwilę czasu w okolicy punktu widokowego, podziwiając panoramę wyłaniającą się spod opadającej mgły. Następnie można zejść (bądź zjechać, zależnie od naszego nastroju i sił) na dół i zobaczyć „wulkan w wulkanie”, gdzie można podejść po schodach naprawdę blisko krateru, z którego się wydobywa siarkowy dym… Podobno jeśli wrzuci się do środka bukiet kwiatów i pomyśli życzenie, to ono się spełni.

Niedaleko stoi mała hinduistyczna świątynia, która przypomina o religijnym znaczeniu góry. Kiedy już opędzimy się od wszystkich naganiaczy pragnących zarobić parę groszy na podwiezieniu nas gdzieś motorem, konno bądź próbie sprzedaży nam pamiątek, możemy sobie również pozwolić na zwiedzanie okolic. Tu już warto wynająć przewodnika, który zapozna nas ze szczegółami otaczającej nas flory i fauny, dość unikatowej ze względu na wulkaniczną glebę.

Jeśli ktoś dysponuje większą ilością czasu i energii – można sobie też pozwolić na kilkudniowy trekking po okolicy. Wtedy można oddalić się od głównej atrakcji regionu i pobyć trochę bliżej natury, a dalej butików z pamiątkami…

Nie tak daleko od Bromo znajduje się drugi niezwykle interesujący wulkan – Ijen. Wspinaczka na niego również nie przysparza trudności, ale po dotarciu do samego krateru człowiek zaczyna mieć pewne wyobrażenie piekła.

W powietrzu unosi się zapach siarki, wokół gęstnieje mgła złożona z mieszanki pary wodnej, deszczu i kwasowych oparów, spod ziemi dobywają się grzmoty. Można zejść na dół nad siarkowe jezioro, żeby podziwiać jedną z niewielu odkrywkowych kopalni siarki na świecie. Droga wewnątrz krateru jest już jednak dość trudna i śliska, a im głębiej się znajdujemy, tym bardziej gęstniejące opary siarki utrudniają oddychanie.

Jeden taki kosz waży około 40 kilogramów (fot. Gosia Drewa)

Jeden taki kosz waży około czterdziestu kilogramów (Fot. Gosia Drewa)

Tymczasem jest całkiem sporo ludzi, którzy dwa razy dziennie przemierzają tę trasę niezależnie od pogody. I to z czterdziestokilogramowym ciężarem na plecach. Są to pracownicy kopalni siarki, którzy dzień w dzień odkąd sami pamiętają wstają rano po to, aby napełnić kosze siarką i przetransportować ją ku okolicznym żyznym dolinom. Podobno są nawet tacy, którzy pomieszkują tam, w dole, a ich organizmy są już się przyzwyczaiły do wszechobecnych trujących oparów, które otaczają ich każdego dnia.

Siłacze z Kawah Ijen

Wschodnia Jawa szczyci się swoimi wulkanami i jest jeszcze wiele innych dymiących szczytów, które można tam zdobyć. Niesamowita i groźna Merami, która od czasu do czasu przypomina o swoim istnieniu mieszkańcom niedalekiej Yogyakarty, góra Merbabu oraz wiele, wiele innych, mniejszych i większych.

Warto je odwiedzić, gdyż pozwala to zauważyć, że Jawa to nie tylko gęsto zaludniona wyspa wielkich miast, ale także miejsce, gdzie natura przybiera naprawdę niespotykane kształty i pozwala nam podziwiać się w najbardziej nietypowych odsłonach.

* * * * *

INFORMACJE PRAKTYCZNE: Jawa jest jedną z najłatwiej dostępnych wysp w Indonezji, ze względu na łatwo dostępne międzynarodowe lotniska (największe w Dżakarcie i Surabayi). Można się tam poruszać samolotem, pociągiem oraz autobusem za stosunkowo niewielkie pieniądze, ale czasem w mało komfortowych warunkach – najlepsze jakościowo są długodystansowe autobusy, ale podróż najtańszą klasą w zatłoczonym pociągu kosztuje z kolei grosze.

Najłatwiej dostać się w okolice gór Bromo i Ijen właśnie z Surabayi, skąd liczne lokalne autobusy bez problemu przetransportują nas do okolicznych miasteczek (należy uważać na naciągających turystów sprzedawców biletów na dworcach autobusowych). Nie jest to jednodniowa wycieczka, ale w tych okolicach można znaleźć nocleg za 5-10 $. Należy również pamiętać, że za wejście do Parku Narodowego pobierana jest niewielka opłata. Dla bardziej wygodnych – z Yogyakarty, z Surabayi lub z Malang bez problemu można wykupić wycieczkę do obu wulkanów.

Gosia Drewa

Polonistka z wykształcenia, która rzuciła wszystko i całkowicie oddała się swojej podróżniczej pasji. O poznawaniu różnych kultur pisze na Swoją drogą .

Komentarze: Bądź pierwsza/y