Pojechałyśmy do Chile w listopadzie – tamtejszą wiosną. Tak było taniej. Bojąc się tłoku wybrałyśmy miejsca, gdzie nikt nie chodzi. Condor Cirquit w rejonie Maule i trasę z Thermas de Chillan do wulkanu Antuco. Nie było łatwo.

Prawie wszystko nas tam zaskoczyło. Nie sprawdziły się prognozy pogody, ścieżki narysowane na mapach zarosły, GPS-y pokazywały dowolną pozycję, różniącą się o kilkadziesiąt kilometrów co dzień. Leżało mnóstwo śniegu.

Nocami nie zawsze był mróz, więc rozbuchane w słońcu rzeki opadały rano tylko odrobinę. Większość pokonałyśmy bez szwanku (mokre do majtek), jedna wywróciła Jagodę. Inna, największa, zakpiła z nas.  Nawet nie chciałyśmy na drugą stronę, woda rozlana po całym kanionie nie pozwoliła nam iść wzdłuż. Po sześciu dniach, tylko dzień drogi od szosy i już bez jedzenia, musiałyśmy zawrócić. Udało nam się. Dotarłyśmy do cywilizacji i zaraz wyszłyśmy jeszcze raz.

W ciągu trzech tygodni wędrówki zobaczyłyśmy wspaniałe miejsca dużo się nauczyłyśmy o rzekach, o trudnym terenie, o sobie. Wiosną, kiedy w Andach nie ma zupełnie nikogo, kiedy topią się śniegi (i kiedy bilety lotnicze są tanie) ta trasa wymaga co najmniej dwóch osób. Jest piękna, pusta i dzika. Nieznakowana, ale do powtórzenia. Opisałam ją szczegółowo na blogu, gdzie przeczytać możecie garść praktycznych informacji. A tu wrzucam garść zdjęć.

Katarzyna Nizinkiewicz

Katarzyna Nizinkiewicz

Autorka Wędrówek Pirenejskich oraz bloga Kocham Góry. Współwłaścicielka firmy Kwark, projektant mody i ubrań sportowych.

Komentarze: (1)

Zbigniew 6 lipca 2018 o 15:46

Znakomite zdjęcia. Dawno nie widziałem takich mistrzowskich ujęć. Serdecznie pozdrawiam.ZS

Odpowiedz