Tutaj cudów natury nie trzeba szukać. Pchają się przed oczy z każdej możliwej strony, pojedynczo, bądź grupami śmiesznie drepczą, kołysząc się na boki, niektóre z norek podążają w stronę morza, inne wracają by zmienić partnera przy wysiadywaniu jaj. Nawołują się wzajemnie, niektóre walczą, inne przymilają się do siebie, poprawiają i sprzątają gniazda, jednym słowem – życie wre.

Jest ich niezliczona ilość, po sam horyzont. Po prawej stronie widzę większą grupę, około 10 ptaków, które badawczo zerkają w moją stronę, po chwili ruszają z miejsca, przecinając ścieżkę na której stoję, są na wyciągnięcie ręki!

Co to za miejsce i o czym mowa?

Isla Magdalena to chilijska wyspa umiejscowiona w samym środku cieśniny Magellana, która zamieszkuje największa na świecie kolonia pingwinów Magellana. Wg szacunków na 1,5 km kwadratowego, bo taka jest powierzchnia wyspy, mieszka ponad 60 tysięcy par tych ptaków.

Jest wczesny lodowy, listopadowy poranek, gdy wraz z kilkoma osobami ładujemy się na niewielką łódź pontonową, kilkanaście kilometrów od Punta Arenas. Pora dnia odgrywa tu kluczową rolę – w cieśninie Magellana pogoda jest najbardziej stabilna we wczesnych godzinach (o ile w ogóle można użyć określenia „stabilna pogoda” w stosunku do Patagonii!!). Im później, tym większe prawdopodobieństwo, że silny wiatr uniemożliwi żeglugę.

Na łodzi buja niesamowicie, dodatkowo wiatr i rozbryzgujące wodę fale potęgują uczucie żołądka podchodzącego do gardła. Wnioskując po minach współpasażerów, nie tylko ja mam takie problemy.

Po drodze mijamy Isla Marta – już z daleka wita nas głośne warczenie i krzykliwe hałasy – tą skalistą wysepkę zamieszkuje duża kolonia lwów morskich, które w ten sposób reagują na intruzów. Między nimi foki, które ciekawsko płyną w naszą stronę. Podglądamy zwierzęta przez chwilę z pewnej odległości i ruszamy dalej. Isla Marta to rezerwat ścisły i tutaj gatunek homo sapiens wstępu nie ma. Isla Marta wraz Isla Magdalena tworzą pomnik natury pod nazwą Los Pinguinos, gdzie ptaki te są objęte monitoringiem.

Pingwin na pingwinie

W końcu po dwugodzinnym rejsie dobijamy do brzegu Isla Magdalena. Widok jest niesamowity, a ilość pingwinów naprawdę robi wrażenie. A jakie z nich eleganciki! Dorosłe osobniki mają czarne grzbiety, czarne głowy z białą pętlą biegnącą od nasady dzioba, ponad oczami, przez boki szyi aż do gardła, podbrzusze białe, a na piersi czarna przepaska, która jak podkowa ciągnie się wzdłuż boków ku nogom. Kubrak pełna klasa.

Miesiące grudzień – luty to okres wysiadywania jaj i lęgu młodych, wiele par już siedzi w swych norkach, wśród nich krążą żarłoczne mewy cierpliwie wyczekując chwili nieuwagi rodziców, by z gniazda wyciągnąć jajo bądź młode pisklę. Natura rządzi się tutaj swoimi prawami.

Pingwiny Magellana przez pięć miesięcy w roku żyją na morzu, na ląd wracają w okolicach września/października, gdzie rezydują w gniazdach. Gniazda budują w płytkich norkach bądź pod niewielkimi krzewinkami. To niezwykle wierne ptaki, co roku wyczekują tego samego partnera. Najpierw samiec wraca do swego zeszłorocznego gniazda i czeka by połączyć się z samicą, która rozpoznaje i odnajduje go po dźwiękach, które wydaje. Samica znosi dwa jaja, z których po około półtora miesiąca wylęgają się młode pingwiniątka. W kwietniu z powrotem wyruszają w morze.

Polecamy: Życie na Antarktyce – zdjęcia

Dla turystów udostępniona jest tylko niewielka część wyspy. Wyraźnie wyznaczona ścieżka z maleńkiej przystani początkowo ciągnie się wzdłuż wybrzeża, tak, że pingwiny wracające z morza do swych gniazd muszą ją przeciąć. Bardziej hałaśliwe osobniki naszego gatunku budzą ich niepokój, który jest widoczny gołym okiem, jednak wystarczy przez parę minut stać bez ruchu i wpasować się w krajobraz by moc bez przeszkód zaobserwować ich codzienne zwyczaje.

Wyspa Isal Magdalena w Patagonii

Latarnia morska na Isla Magdalena. (Fot. Maria Januś)

W najwyższym punkcie wyspy znajduje się latarnia morska, z której rozciąga się panoramiczny widok na wyspę i jej mieszkańców. W środku – muzeum i mnóstwo informacji o pingwinach, uwagę moją zwraca wzmianka o głodnych żeglarzach, którzy mieli w zwyczaju zbierać i jaja i ptaki na mięso – uchodziło ono za pyszny kąsek.

Dziś, mimo iż miliony tych pingwinów żyją u wybrzeży Argentyny, Chile i Falklandów, kwalifikują się jako gatunek zagrożony. Powód? Tysiące dorosłych i młodych osobników ginie każdego roku na skutek zanieczyszczenia wód, głównie ropą naftową.

Na szczęście turystów dziś niewielu i można w spokoju podziwiać ptaki w ich naturalnym środowisku. Ale uwaga – tylko godzinę! Restrykcje są bardzo surowe, pingwinom nie można za długo zakłócać spokoju, w końcu jesteśmy tu tylko gośćmi.

Listopad 2012, Isla Magdalena, Chile.

Maria Januś

Geograf z zamiłowania, wędruje się od zawsze, jak nie w realu, to palcem po mapie.

Komentarze: (1)

Karol Werner 27 grudnia 2019 o 12:00

Hej! Błąd! :) Nie jest to największa kolonia tych pingwinów. Nawet powiedziałbyum jedna z mniejszych, są i takie po 300k jak i 500k osobników w okolicy :)

Odpowiedz