Gori to miasteczko jakich w Gruzji wiele. Na tle innych nie wyróżnia się niczym szczególnym: dworce kolejowy i autobusowy, rynek, kilka knajpek, most na rzece oraz muzeum. W końcu alei Józefa Stalina wznosi się zadbany, klasycystyczny budynek. Muzeum ku czci Wodza, jego wiecznej chwale i pamięci.

Można tam zobaczyć pancerny wagon, którym podróżował po świecie Josif Wassirionowicz Dżugaszwili. Legenda głosi, że tak bał się zamachu na swoje życie, że jeździł tylko koleją. Jest też dom, w którym przyszedł na świat niedoszły ksiądz i spełniony zbrodniarz. Mówi się, że to dom w którym spędził pierwsze cztery lata swego życia z matką i ojcem – szewcem, cierpiącym na chorobę alkoholową.

Mały Soso był dzieckiem chuderlawym, słabym i chorowitym. Jedynym w tej rodzinie, który nie umarł w niemowlęctwie. Jako że był z nieprawego łoża nie cieszył się zbytnią estymą mieszkańców miasteczka. Soso obrastał w kompleksy i pewnie z dzieciństwa już krzewił nienawiść i podejrzliwość do ludzi.

Konstrukcję rodzinnego domu Stalina przeniesiono na teren muzeum i dokładnie odwzorowano jego wygląd. Postawiono nad nim coś w rodzaju monumentalnego baldachimu, dość kuriozalnie przypominającego mauzoleum.

Salonka

Salonka może wprawić w osłupienie. Jest doskonale umeblowana, luksusowa i sprawia wrażenie bardzo wygodnej. Wielki Myśliciel używał jej od 1941 roku, jeździł nią między innymi do Jałty, Teheranu i Poczdamu. W niej podejmował ważne decyzje, podpisywał wyroki i konsultował się ze swoimi doradcami. Stalin bał się latać, dlatego pociąg był dla niego idealnym rozwiązaniem.

Salonka ma liczne udogodnienia: łazienkę z wanną i prysznicem, ubikację, sypialnię, gabinet, kilka pokoi dla swoich popleczników a nawet kuchnię. Pancerny wagon waży ponad osiemdziesiąt ton. Za dodatkową opłatą można zobaczyć ten złowieszczy przybytek.

Wycieczka po muzeum

Kilka lat temu pracownicy muzeum przyjmowali odwiedzających w sowieckich mundurach z czerwoną chustą, dziś to rzadkość. Jedno jest niezmienne – na półpiętrze wita nas sam generalissimus. Młody, dostojny i jakby wyższy niż w rzeczywistości (Stalin liczył sobie zaledwie sto sześćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu). Otoczony przepychem, marmurowymi schodami, wyciszającymi dywanami i wiszącym nad wszystkim olbrzymim, kryształowym żyrandolem.

Muzeum Józefa Stalina stanowi główną atrakcję turystyczną miasta, jego markę. Otwarto je w 1937 roku w chacie Wielkiego Nauczyciela, by po dwudziestu latach przenieść do kompleksu, który miał sprostać formatowi Wodza. Do niedawna w Gori stał wykonany z brązu, sześciometrowy monument Stalina. Do upadku komunizmu miały miejsce dwie próby jego zniesienia (w 1956 oraz 1988 roku), niemniej jednak udało się tego dokonać dopiero po wojnie z Rosją w 2008 roku. W 2011 roku gruziński parlament uchwalił zakaz używania symboliki sowieckiej, w tym pomników, inskrypcji, nazw parków i ulic. Zabroniono też sprawowania urzędów państwowych członkom byłej partii komunistycznej oraz oficerom KGB.

Stalin jakoś zdołał oprzeć się tym zmianom. W wielu miastach nadal pozostały ulice nazwane jego imieniem. Dziś ma miejsce proces odnowienia kultu Wodza. Powstała nawet Partia Socjalistyczna, której poplecznicy wychodzą na ulicę z portretami Stalina.

– Jesteśmy dumni, że był Gruzinem. Żaden inny Kaukazczyk nie doszedł tak daleko. I nie można słuchać tych wszystkich zachodnich bredni o jego pseudomordach. To nie Stalin. To Beria – powiedział mi Guram, jeden z członków nowej partii.

W samym muzeum ciężko jest znaleźć informacje o stalinowskich zbrodniach. Nie licząc jednej małej komnaty, umieszczonej pod schodami (nie wiedząc o jej istnieniu, można ją łatwo pominąć) upamiętniającej pokój przesłuchań NKWD i celę oraz dokumentu, podpisanego przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec i ZSRS z dnia 23 sierpnia 1939 roku. Treść paktu Ribbentrop – Mołotow możemy więc przeczytać w muzeum Stalina.

Przewodniczka, zapytana o ten dokument, ze zdziwioną miną rozpoczyna opowiadać historię o wyzwoleniu Polski spod jarzma faszyzmu.

– Gdyby nie Towarzysz Stalin dziś mówilibyście po niemiecku… – kwituje.

Sale muzeum w Gori obfitują w fotografie Wodza. Soso w dzieciństwie, Josif w młodości, żony Towarzysza, dzieci, rodziny… Stalin z Leninem, Stalin z Dzierżyńskim, Stalin w bieli, Stalin w gabinecie, Stalin z fajką, Stalin w Jałcie, Stalin z Towarzyszami, Dobry Wujek Stalin z dziećmi. Stalin tu, Stalin tam. Uśmiech nie schodzi z twarzy Uczitela Wsjech Narodow i Wriemjon.

POLECAMY: Nadal dzikie góry Swanetii

Można poczytać cytaty z Wodza, zachwycić się jego poezją, ale nie ma śladu o jego kryminalnej przeszłości, rabunkach, napadach na banki i pociągi. Muzeum stanowi swoistą apoteozę Stalina, borykającego się przez całe życie na przemian z manią wielkości i paranoicznym strachem przed czyhającymi na jego życie zdrajcami. Przy czym manię wielkości widać na każdym z obrazów, fotografii a oznak paranoi trzeba szukać między wierszami.

Wśród pamiątek zebranych w muzeum związanych z nim osobiście (jego fajki, cygara, książki, rzeczy osobiste), istnieje także pokaźna kolekcja upominków dla Wodza , wysyłanych z różnych republik wchodzących w skład ZSRS oraz państw-satelit, w tym Polski. Są tam kobierce, porcelany, wytworne ubrania, lampy, kałamarze i im podobne podarunki. Widać, że każdy starał się jak mógł, by trafić w wyszukane gusta Wassirionowicza.

Maska

Salę spowija mrok. Wokół panuje cisza. Czerwień wykładziny kontrastuje z bielą baldachimu, ustawionego nad pośmiertną maską jednego z największych zbrodniarzy świata. Brakuje tylko świec i świeżych kwiatów. Klimat sali narzuca ciszę, zwiedzający, nawet robiąc zdjęcie, czuje się niezręcznie.

Dziwne budzi uczucia pośmiertna sala Stalina. Wręcz wyrzutu, że przestąpiło się próg tego przybytku.

Stasia Budzisz

Stasia Budzisz

Kiedyś chciałam zostać archeologiem, ale wybili mi to z głowy. Zostałam więc filologiem i powsinogą. Uwielbiam obserwować, słuchać i gadać. Kiedy nie ma mnie w Polsce - szukać na Kaukazie.

Komentarze: (1)

Mirek 6 grudnia 2017 o 15:24

Pracownicy tego muzeum są w większości wręcz fanatycznymi wielbicielami Stalina :)))

Odpowiedz