Nazwa Kosowo kojarzy się wszystkim jednoznacznie – z wojną, czystkami etnicznymi i konfliktem, który się jeszcze nie zakończył. Dlatego też nic dziwnego, że turystykę w regionie trudno nazwać kwitnącą.

Nawet miłośnicy Bałkanów, którzy wędrują z plecakiem po okolicy, jakoś omijają ten malutki najmłodszy kraj Europy (nie zamierzam tu wnikać w kwestie polityczne o niepodległości Kosowa).

Symbol Kosowa, napis "New Born", znajdujący się w centrum Prisztiny jest popularnym miejscem spotkań (fot. Gosia Drewa).

Symbol Kosowa, napis „New Born”, znajdujący się w centrum Prisztiny jest popularnym miejscem spotkań (fot. Gosia Drewa).

A jak już jakaś siła zaniesie nas w te okolice? Czy to znaczy, że znajdziemy się między młotem a kowadłem wśród żądnych krwi Albańczyków i Serbów, którzy tylko czekają na okazję, żeby zacząć strzelać do siebie nawzajem? Cóż… Miłośnicy mocnych wrażeń będą zawiedzeni – codzienność w Kosowie jest po prostu codziennością, może nie najłatwiejszą, ale też nie taką niebezpieczną, jak ją media malują.

Łatwo nie jest – może nas zaskoczyć tu i ówdzie barykada, zerknięcie na karabiny wszechobecnego wojska niejednemu podgrzewa krew, a to, że co jakiś czas znika prąd albo woda, albo i jedno, i drugie raczej nie ułatwia życia. Mimo wszystko Kosowo przyciąga żądnych wrażeń backpackerów.

Meczet w Prizren

Prizren uchodzi za najładniejsze miasto w Kosowie. (Fot. Gosia Drewa)

Pierwszym miejscem, z którym styka się podróżujący do Kosowa, jest najczęściej Prisztina, która – nie owijajmy w bawełnę – jest po prostu brzydka. Warto jednak zatrzymać się na chwilę, wypić filiżankę tureckiej kawy w jednej z licznych kawiarni.

Tak naprawdę w Prisztinie nie ma zbyt wiele do zobaczenia, jeśli nie jesteśmy miłośnikami sowieckiej architektury blokowej, ale warto zorientować się, czy w czasie naszego pobytu nie ma przypadkiem festiwalu jazzowego czy jakiegoś undergroundowego koncertu, bo z racji nieustannie napływającej pomocy międzynarodowej, która wspiera tutejszą kulturę, jest tego niemało.

Miano najbardziej uroczego miasta Kosowa zostało chyba jednogłośnie przyznane miejscowości Prizren, która znana jest również z tego, że jest główną bazą niemieckich sił pokojowych. Niemniej jeśli ktoś się wybiera w tym kierunku, to raczej z racji uroczej starówki przypominającej nam inne bałkańskie miasta w tureckim stylu – na przykład Sarajewo czy Skopje.

Warto tu się wybrać latem, kiedy ma miejsce Dokufest – jeden z największych festiwali filmów dokumentalnych, podczas którego zobaczymy nie tylko filmy, ale także liczne koncerty i inne imprezy towarzyszące. Ale podczas każdego innego uroczego dnia warto wybrać się na turecki czaj w tym uroczym miasteczku.

Wśród typowych atrakcji turystycznych są też liczne serbskie cerkwie rozsiane po całym Kosowie – choćby w Gracanicy, która położona jest ledwie kilkanaście kilometrów od Prisztiny, czy Decani niedaleko miejscowości Peja. Serbskie cerkwie? Wbrew mediom serbskie enklawy nie są otoczone kordonem wojskowym i spokojnie można wsiąść w autobus i wybrać się na krótką wycieczkę do Gracanic.

Turystyka na Bałkanach

Brezowica jest narciarskim centrum Kosowa. (Fot. Gosia Drewa)

No właśnie, autobusy, pociągi, autostop? Jak się przemieszczać po Kosowie? Czy to bezpieczne? Z własnego prywatnego doświadczenia: Kosowo to jedno z najprzyjemniejszych miejsc do autostopowania, w jakich byłam. Nawet fakt, że mówię z albańskimi kierowcami po serbsku jakoś nikogo specjalnie nie odstręcza, bo większość z nich po serbsku mówi płynnie i wcale nie mierzi ich korzystanie z tego języka.

Większość z nich ma również trochę doświadczenia z pracy w Niemczech lub Szwajcarii, więc jak ktoś mówi po niemiecku też bez problemu się dogada. Ludzie są przyzwyczajeni do widoku obcokrajowców, ale raczej się spodziewają wolontariusza którejś z organizacji humanitarnych, pracownika NGO i tym podobne niż zwykłego turystę. Ale na widok turysty na pewno się ucieszą, że ich kraik zaczyna funkcjonować i pod tym względem.

A tak na deser dla narciarzy – Brezowica i okolice to mały wyjątek. Tam turystyka ma się całkiem dobrze, a wyciągi funkcjonują zwykle do kwietnia.

Gosia Drewa

Polonistka z wykształcenia, która rzuciła wszystko i całkowicie oddała się swojej podróżniczej pasji. O poznawaniu różnych kultur pisze na Swoją drogą .

Komentarze: 12

Джеймс Захор 3 marca 2012 o 18:33

bałkany kochamy!!

Odpowiedz

Maria Kuc 3 marca 2012 o 19:17

W Kosowie po Albańskich wojażach odpoczęłam i w ciągu kilku dni zaznałam duuużo więcej życzliwości (i dobrego jedzenia;) ) niż w Albanii. Polecam!!

Odpowiedz

Jakub Jurkowski 4 marca 2012 o 1:10

Kosowo może nie jest zbytnio atrakcyjne turystycznie, ale warto tam pojechać chociażby dla ludzi, którzy są po prostu przemili i przeczą mitowi, że to niby niebezpieczny kraj.

Odpowiedz

Anna Tratkiewicz 4 marca 2012 o 15:54

zgodzę się z Martą, w Kosowie jest więcej uprzejmości niż po Albańskiej stronie. Minie już z 7 lat kiedy tam byłam, ale polecam odjechać troszeczkę od stolicy i podjechać do wiosek gdzie mieszkają jeszcze Serbowie (Laplo Selo), historie które opowiadają są fascynujące. Od nich można poznać prawdziwe oblicze Kosowa i prawdziwą bałkańską gościnność.

Odpowiedz

Kasia 17 marca 2012 o 19:55

Bardzo miłe wspomnienia z zeszłego roku. Byłam we wrześniu i przypadkowo trafiłam na ciekawy II Pristina film festival.

Odpowiedz

Mirosław Stefanek 22 marca 2012 o 22:56

Ciekawy blog. Warunki co prawda na Bałkanach są nieco inne jak w „cywilizowanej” Europie. Zwłaszcza chodzi mi o standardy polityczne. Natomiast zauważyłem iż im dalej w kraje „egzotyczne” tym ludzie serdeczniejsi.

Odpowiedz

Vomi 18 lipca 2013 o 9:33

Pragnę nawiązać kontakt z osobą mieszkającą lub często przebywającą w Prisztinie.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Vomi 18 lipca 2013 o 9:35

Jeszcze tylko moj adres do korespondencji: uznam4@gazeta.pl

Odpowiedz

Kasia Nowak 20 lipca 2013 o 21:28

Nigdy, w żadnym innym kraju, nie spotkałam sie z tak serdecznym przyjęciem. Życie w Kosowie nie jest wcale różowe, ale mimo szalejącej korupcji i niesłychanego wręcz poziomu bezrobocia, Kosowianie są radośni i pełni entuzjazmu dla swojej swieżo powstałej ojczyzny.

To prawda, że z albańską większoscią można porozumieć się i po albańsku i po serbsku. Bo wszyscy znają serbski. Niejeden mieszkaniec Prisztiny Bulwar Matki Teresy nazywa odruchowo „Majka Tereza”, zamiast „Nënë Tereza”.

Natomiast pamięć o niedawnym konflikcie etnicznym jest jednak wciąż żywa w serbskich enklawach. Wystarczy zajrzeć do sklepiku z pamiątkami przy klasztorze w Gračanicy.

W lutym 2013, w przeddzień 5-tej rocznicy niepodległości, spędziłam parę godzin w Gračanicy. Pierwszego spotkanego na drodze człowieka zapytałam, z rozpędu po albańsku, o drogę do klasztoru. Machnął ręką w niezbyt określonym kierunku, po czym odwrócił się na pięcie i oddalił szybkim krokiem. Wszyscy mieszkancy Gračanicy, z ktorymi zetknęłam sie w czasie tej krótkiej wizyty, wydawali się zamknięci w sobie i przestraszeni. Nie wiem, czy tak jest zawsze. Może to tylko z powodu zbliżającego się Wielkiego Kosowskiego Święta.

To prawda, że klasztor nie jest już otoczony kordonem wojska. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że unosi sie nad tym miejscem duch niedawnej, smutnej przeszłości. Na pewno nie pomaga widok muru zwieńczonego zwojami kolczastego drutu.

Podobnie, albo jeszcze gorzej, wygladały (przynajmniej te które widziałam, po drodze do górującej nad miastem twierdzy) prawosławne obiekty kultu religijnego w Prizren. Co kilkadziesiąt metrów ruiny, przy niektórych cerkwiach strażnicy KFOR.

Mimo to, zgadzam sie z autorką artykułu, że Prizren to najładniejsze miasto w Kosowie. Ale “najładniejsze w Kosowie” to niekoniecznie to samo co “ładne”. Jak juz wcześniej wspomniałam, na wzgórzu z twierdzą jakieś ruiny i zgliszcza, a w Prizrenskiej Bistricy meduzy reklamówek i wodorosty szmat. Ale o zmierzchu, kiedy zapalają się uliczne lampy, z głośników meczetu Sinan Paszy dobiega głos muezzina, a liszaje śmieci rozpływają się w ciemnościach, prizreńska starówka rzeczywiście nabiera uroku.

http://www.trekearth.com/members/kasianowak/photos/Europe/Serbia/

Odpowiedz

Naokolo Zawsze Blizej 21 lipca 2013 o 10:25

Ludzie pomocni i przemili, nie wahajcie sie tam jechac!:)
Co wiecej z latwoscia mozna go zwiedzic za pomoca autotopu-

https://www.facebook.com/NaokoloZawszeBlizej

Odpowiedz

Kasia Nowak 21 lipca 2013 o 18:58

Polecam. To najbezpieczniejszy kraj w jakim bylam. I bardzo potrzebuje turystow.

Odpowiedz

pbak 24 kwietnia 2014 o 23:41

Wlasnie wrocilem z Kosowa i musze przyznac, ze po raz drugi w moim podrozniczym zyciu mam troche mieszane uczucia. Uwaga, bedzie niepoprawne politycznie.

Z jednej strony mamy wzglednie bezpieczny, w miare aktrakcyjny kraj na Balkanach, z ciekawa przyroda, milymi i inteligentnymi ludzmi. Mieszanka serbskich i albanskich zabytkow wystarcza spokojnie na pare dni zwiedzania, jedzenie jest dobre i tanie a zimna raki bije turecka na glowe. Czyli krotko mowiac fajne miejsce do spedzenia paru dni.

Z drugiej strony wystarczy troche zajrzec pod podszewke i sprawa zaczyna wygladac troche inaczej. Nie bez powodow serbskie zabytki otoczone sa ochrona, przy wejsciu np do klasztoru w Decanie albo patriarchatu w Pecu non-stop stacjonuja wojska KFORu. Na dwujezycznych tablicach z nazwami miast wersja serbska jest czesto zamazana.
Mozna powiedziec, ze Kosowo to jedno wielkie muzeum propagandy i potwierdzenie tezy, ze historie pisze zwyciezca. Na kazdym kroku stoja pomniki wojownikow UCK, w muzeum w Kosowie chwali sie interwencje NATO i Wyzwolencza Armie Kosowa i jedzie po serbskich ‚mordercach kobiet i dzieci’. Ani slowa o tym, ze np. NATO bombardowalo serbskie szkoly i szpitale albo przez przypadek zmiotlo z ziemni konwoj albanskich uchodzcow. Nigdzie nie znajdzie sie wzmianki o powiazaniach UCK z albanska mafia i ich udziale w przemycie heroiny do Europy Zachodniej (w latach 90 70% tego narkotyku przechodzilo przez rece UCK), ze o sprzedarzy ludzkich organow pobranych od serbskich jencow nie wspomne.

Za schylkowych czasow Jugoslawii Albanczycy nie mieli latwego zycia w Kosowie ale teraz wahadlo przesunelo sie w druga strone. Tylko z jakiegos powodu zachodniej opinii publicznej to nie przeszkadza.

W sumie mozna sie zastanawiac, po co Kosowo w zasadzie istnieje. Serbowie go nie uznaja z wiadomego powodu, Albanczycy przycisnieci przyznaja, ze tak w zasadzie to chetnie polaczyli by sie z Albania. Kraj nie ma ani surowcow naturalnych ani przemyslu wiec bez pomocy z zewnatrz nie ma wielkich szans na rozwoj.

Ale to wszystko czlowiek uswiadamia sobie dopiero na miejscu, wiec jak najbardziej polecam wyjazd do Kosowa.

PS. po raz pierwszy mieszane uczucia mialem po pobycie w Rwandzie. Tam czlowiek zastanawia sie, czy barman w knajpie albo taksowkarz nie ganial przypadkiem 20 lat temu z maczeta po ulicy…

Odpowiedz