Miejsce czwarte w naszym konkursie zajęła Diana Socha z Krakowa. Oto jej krótka historia.

Podczas podróży po Ukrainie pewnej nocy wylądowaliśmy na dworcu w Chmielnickim. Następny pociąg mieliśmy o 4:00. Siedliśmy w pobliżu kas, a po chwili pojawił się ukraiński milicjant… To nie wróżyło nic dobrego.

Padło pytanie, kto jest kierownikiem grupy – nie mieliśmy takiego, bo każdy z nas był tam prywatnie – na Ukrainie nie jest to jednak żadne wytłumaczenie – musi być kierownik. Na ochotnika zgłosił się nasz kolega – dobrze rozumiał ukraiński. Michał zniknął z milicjantami.

Po chwili pojawił się inny milicjant, kazał nam zebrać plecaki i iść za nim. Ruszyliśmy po schodach za milicjantem. Zaprowadzono nas na górne piętro na której okazało się że jest olbrzymia poczekalnia. Michał już na nas tam czekał. Ukrainiec wskazał nam część poczekalni gdzie mogliśmy spokojnie rozłożyć karimaty i odpocząć. Po chwili, gdy wszyscy się ułożyliśmy, milicjanci się odmeldowali. I wtedy Michał opowiedział, że milicjant zabrał go na posterunek, dopytał skąd jesteśmy etc., oprowadził go po dworcu, pokazał gdzie ich szukać, gdzie są łazienki, po czym zaprowadził do poczekalni i zrobił miejsce dla nas.

Każdy z nas się nieco przekimał. Co 20 min zaglądał do nas jakiś policjant i cicho sprawdzał czy wszystko ok. 40 minut przed przyjazdem naszego pociągu zostaliśmy obudzeni i poinformowani że za 30 min będzie czekał na nas milicjant który zaprowadzi nas do pociągu. Każdy zastanawiał się jaki zaraz dostaniemy rachunek od ukraińskiej milicji za te luksusy. Na dole faktycznie czekał na nas milicjant i zaprowadzi dokładnie pod nasz wagon. Trochę niepewnie wsiedliśmy do pociągu, a milicjant pożyczył miłej podróży i poszedł. Zdębieliśmy.

Wszystkie informacje które wypisują o ukraińskiej milicji właśnie zostały obalone!

Redakcja

Redakcja

O załodze peronu czwartego przeczytacie tutaj. Zapraszamy do współpracy.

Komentarze: 3

Marcin 10 marca 2010 o 18:56

Bardzo pozytywna historia. Ja z kolei gdzieś w Rosji jadąc pociągiem zdębiałem, widząc patrzącego się na mnie osiłka z nieciekawą twarzą. Pomyślałem- upsss- chyba podpadłem i będzie zaraz się działo… Chodziło mu o to, że mój plecak jest jak na jego oko zbyt ciężki, bym sam go dźwigał, więc pomógł mi założyć go na plecy i życzył wszystkiego dobrego… Zdębiałem drugi raz:)

Odpowiedz

Agnieszka 14 marca 2010 o 14:59

Najlepsza historia :) Szkoda tylko, że dopiero 4 miejsce.

Odpowiedz

Kliwia 14 marca 2010 o 20:42

pewno że szkoda , bo pierwsze miejsce jest z netu sciagnięte

Odpowiedz