Gdy książę Ermias Sahle Selassie wylądował w Kingston na lotnisku przywitał go tłum ludzi w dredach, przystrojony w trójkolorowe etiopskie barwy i trzymający portrety dziadka Ermiasa – Hajle Syllasje I. Hajle Syllasje I odwiedził Jamajkę 21 kwietnia 1966 roku. Dziś rastafarianie na całym świecie czczą ten dzień i porównują go z biblijnym wjazdem Chrystusa do Jerozolimy.

To właśnie wiara w boskość króla Etiopii, którego imię sprzed koronacji brzmiało „Ras Teferi”, stanowi fundament tożsamości rasta. Jednak świat pomylił ich z hipisami.

Niech żyje król!

Początki istnienia ruchu rastafari należy szukać w twórczości panafrykańskiego aktywisty Marcusa Garveya (1887-1940). Jamajski mówca zasłynął na początku XX wieku ze swoich ognistych, antykolonialnych i antyrasistowskich przemówień. W wydawanej przez siebie gazecie Negro World starał się przywrócić dumę czarnoskórym mieszkańcom Ameryki. Postulując hasło „Afryka dla Afrykanów” był jednym z założycieli kompanii morskiej Black Star Line, której jednym z celów miało być umożliwienie powrotu czarnoskórym do ziemi swoich ojców. W rzeczywistości żaden ze statków Garveya nigdy nie dotarł do Czarnego Lądu. Jego polityczną i przedsiębiorczą karierę w Stanach ukróciły oskarżenia o korupcje i oszustwa, zakończone procesem oraz dwuletnim pobytem w więzieniu.

Po tej porażce Marcus Garvey w 1927 roku wrócił na Jamajkę, gdzie kontynuował swoją działalność oratorską, która z roku na rok nabierała coraz bardziej mistycznego charakteru. Jego przepowiednia o dniu odkupienia, który nadejdzie, gdy na skroniach czarnego króla zabłyśnie korona, spełniła się 2 kwietnia 1930 roku. Wtedy to Ras Tefari Makonen został koronowany na cesarza Etiopii.

Garvey głosił, że zarówno Maria i Jezus byli czarni, a pierwsi rastafarianie obwołali Hajle Syllasje nowym Chrystusem i zbawcą. W przekonaniu tym utwierdziło ich kilka faktów. Po pierwsze Etiopia jako jedyny afrykański kraj skutecznie opierała się europejskiej supremacji. W 1896 roku spektakularnie pobiła łakomych na ich bogactwa Włochów. Po drugie, wyższe siły wydawały się legitymizować władzę nowego króla. Jego rodowód miał sięgać samego Salomona. Zaś królewskie imię oznaczało w języku amharskim „Potęgę Trójcy”. Wokół pałacu krążyły też plotki o cudach i niesłychanej wiedzy biblijnej władcy. Po trzecie, rastafarianie lubowali się w cytatach z Biblii (przede wszystkim z Apokalipsy) mających potwierdzić ich przekonania. Wielkie znaczenie zdobyła też, wypełniona proroctwami karaibska książka Holy Pipy, która przedstawiała Etiopczyków jako naród wybrany przez Boga.

Sam Marcus Garvey został obwoływany przez rastafarian prorokiem, a nawet nowym Janem Chrzcicielem. Osobiście pozostawał sceptyczny wobec nowego ruchu, podkreślając dalej kluczowe znaczenie powrotu do Afryki. Pod koniec życia Garvey nawrócił się na rzymskim katolicyzm.

Hajle Syllasje, gorliwy wyznawca Etiopskiego Kościoła Prawosławnego (jednym z jego tytułów był „Obrońca wiary”), również oficjalnie dementował swoją boskość. Dopiero w 1966 roku cesarz zdecydował się odwiedzić Jamajkę. Ponad sto tysięcy rastafarian z całej wyspy oblegało lotnisko uniemożliwiając władcy wyjście z samolotu. Interweniować musiała starszyzna rasta, z którą Hajle Sellasje spotykał się już wcześniej w Etiopii.

Podczas wizyty na Jamajce jeden z senatorów zapytał etiopskiego władcę, kiedy zamierza powiedzieć rastafarianom, że nie jest bogiem. Ten miał odpowiedzieć: Kim jestem by burzyć ich wierzenia? Nawet śmierć cesarza spowodowana komunistycznym przewrotem w Etiopii, którą barwnie, lecz z elementami fantastycznymi opisał w swojej książce Ryszard Kapuściński, nie podważyła głębokiej wiary wspólnoty. Choć niektórzy, łącznie z Bobem Marleyem i jego rodziną, nawrócili się na chrześcijaństwo obrządku etiopskiego – zresztą po przez misjonarzy wysłanych przez samego Króla Królów.

Spal Babilon

Wizyta Hajle Sellasje na Jamajce była nie tylko znacząca w kontekście duchowym, ale również politycznym, nadając ruchowi zupełnie nowy kierunek. Podczas prywatnej audiencji z przedstawicielami mesjanistycznej społeczności, cesarz miał powiedzieć by nie wyjeżdżali do Etiopii dopóki Jamajka nie będzie prawdziwie wolna.

Nowy slogan Wyzwolenie przed reemigracją (ang. liberation before repatriation) sprawił, że do tej pory w dużej mierze zamknięta i odizolowana wspólnota, zaczęła udzielać się społecznie – głównie poprzez muzykę. Rastafarianie w swojej twórczości przede wszystkim potępiali instytucjonalny rasizm, kolonializm, policyjną i uliczną przemoc, analfabetyzm, brak moralności, odejście od natury i nierówności społeczne. Duchową odnowę miał dawać etiopski władca. Według rastafarian, to Hajle Sellasje, nie brytyjskiej królowej, Jamajczycy winni oddawać cześć.

Nie było im łatwo dotrzeć ze swoim przekazem do szerszego grona odbiorców. Społeczeństwo jamajskie było w dużej mierze negatywnie ustosunkowane do ruchu, którego przedstawicieli postrzegano jako wyrzutków i wywrotowców – którymi, co trzeba podkreślić, poniekąd byli. Specyficzna fryzura rasta była niezwykle negatywnie odbierana przez większość Jamajczyków. Zapuszczając dredy, sami zainteresowani wskazywali na starotestamentowe śluby nazireatańskie, których celem było całkowite oddanie się Bogu i które nakazywały powstrzymywanie się od przycinania włosów. Dodatkowo fryzura ta symbolizuje Lwa Judy.

Polecamy: Wyciągnąć muzyka spod prysznica, czyli przygody na Jamaice

Dystans spowodowany był też różnicami językowymi. Na Jamajce funkcjonuje zarówno angielski, jak i patois – język kreolski na bazie angielskiego z wpływami afrykańskim. Większość rastafarian wywodząc się z biedoty używała właśnie patois, który uległ dalszym modyfikacjom. Rasta wierzyli, że język kształtuje rzeczywistość, dlatego postarali się dostosować go do własnej filozofii. Najlepszym tego przykładem jest używanie zaimka osobowego Ja (ang. I) związanego z filozofią Ja i Ja (I&I), która podkreśla przynależność mówiącego do wyższej boskiej sfery, której jest częścią. Również niektóre słowa, by podkreślić ich duchową wartość, zyskały przedrostek Ja. W ten sposób słowo eternal (pl. nieśmiertelny) zmieniło się w Iternal, brethren (pl. bracia) stało się Idrin itd.

Rastafarianie byli od początku napiętnowani. Ich muzyka była cenzurowana i niedopuszczana do radia. Policja wielokrotnie napadała oraz niszczyła farmy i komuny rastafarian. Członkowie ruchu byli wtrącanie do więzienia pod pozorem posiadania „niebezpiecznego narkotyku” marihuany i przymusowo goleni. Niektórzy wbrew własnej woli byli umieszczani w domach psychiatrycznych.

Sytuacja uległa zmianie dopiero po sukcesie Boba Marleya, który doprowadził również do złagodzenia wizerunku rasta wśród Jamajczyków. Choć należy pamiętać, że do dziś rastafarianie nie stanowią więcej niż dwa procent populacji wyspy.

Zielony sakrament

W oczach europejskich obserwatorów rasta kojarzą się praktycznie wyłącznie z marihuaną. Rastafarianie uczynili z konopi swoją ideologiczną broń. Jednak święte ziele nigdy nie było głównym elementem ruchu. Konopie indyjskie były powszechnie palone przez biedotę jamajską na długo przed popularnością ruchu.

Do powszechnego łączenia rastafari z marihuaną przyczynił się przede wszystkim Bob Marley. W 1974 roku ukazała się reedycja albumu Catch a fire, na okładce którego wydawcy umieścili słynne zdjęcie, na którym muzyk pali wielkiego skręta. W pierwszym wydaniu nie było zdjęcia Marleya. Nic dziwnego, że w kontestującej Ameryce reedycja albumu okazała się gigantycznym sukcesem.

W rzeczywistości obecnie część rastafarian marginalizuje znaczenie marihuany. W dużej mierze z powodu szkodliwych w ich przekonaniu wyobrażeń i stereotypów, które trywializują oraz przesłaniają główne idee ruchu. Należy dodać, że wielu członków rastafari otwarcie krytykuje używanie marihuany poza celami rytualnymi. Słynny dubowy poeta i radiowiec Mutabaruka, który osobiście nie pali, mówił nawet podczas międzynarodowej konferencji rastafari, o potrzebie zachowania surowej dyscypliny w stosunku do ganji.

O tym, że rastafari to nie religia marihuany przekonał się Calvin Broadus Jr., znany powszechniej pod pseudonimem Snoop Dog. W 2013 roku artysta ogłosił światu, że podczas swojej wizyty na Jamajce nawrócił się na rasta i od teraz będzie występował pod nowym pseudonimem Snoop Lion. Konwersji towarzyszył nowy album i film dokumentalny pt. Reincarnated (tłum. Odrodzony).

Wątpliwość w szczere intencje rapera wyraził Bunny Wailer, jedyny żyjący założyciel zespołu The Wailers, oskarżając go o marketingowe wykorzystanie symboliki rastafari i nie spełnianie moralnych wymogów ruchu. Bardziej dobitne było oświadczenie Milenijnej Rady Rasta (Rasta Millennium Council), której kwintesencją były słowa:

To nie palenie marihuany i słuchanie muzyki Boba Marleya określają człowieka jako członka ruchu rastafari.

Zupełnie analogiczna sytuacja spotkała Polaka, których chciał założyć Kościół Uwolnionych Rasta, by w celach religijnych konsumować konopie. Jego obwieszczenie na Youtube spotkało się z krytyką polskich rastafarian.

Wielu zapomina, że członkowie rastafari używają marihuany jako leku (jako pierwsi popularyzowali wiedzę o leczniczych właściwościach konopi) i sakramentu, a także są zdecydowanymi przeciwnikami innych substancji odurzających. Kierując się biblijnym przekonaniem o ciele jako świątyni odrzucają zazwyczaj nie tylko tzw. twarde narkotyki, ale też tytoń, kawę i alkohol.

Walcz o swoje prawa!

Dla wielu ruch rastafari kojarzy się hipisowskim hasłem „pokój i miłość”. W ujęciu rastafari maksyma dzieci-kwiatów znaczy jednak zupełnie coś innego. Rastafarianie nigdy nie postulowali wolnej miłości, podkreślając wagę związków monogamicznych. Choć wielu artystów nawołuje do pokoju na świecie i do odrzucenia przemocy, to postawa rastafarian nie wyklucza jej całkowicie. Niektórzy członkowie rastafariańskich ruchów na Jamajce, takich jak Black Youth Faith, potrafili być też agresywni. Jak śpiewał Peater Tosh, słynny frontment The Wailers: Nie chcę pokoju, chcę sprawiedliwości i równych praw.

Polecamy: Etiopia – kraj kawą pachnący

W wielu utworach reggae kultywuje się postawę waleczności i nieustępliwości. W muzyce rastafari, prędzej niż o Martinie Lutherze Kingu, usłyszymy o legendarnych afrykańskich wojownikach, takich jak Zulus Czaka, i o zwycięstwach Etiopii nad Włochami.

Sam Bob Marley nie odrzucał całkiem przemocy. W swojej muzyce przede wszystkim nawoływał do walki i przeciwstawianiu się opresji. W 1979 roku wydał album Survival – utworem Zimbabwe wokalista udzielał poparcia partyzantom walczącym w Rodezji. Utwór stał się hymnem całego panafrykańskiego ruchu.

Muzyka reggae z twórczością Marleya na czele towarzyszyła protestom i wszystkim tym, którzy uważali się za prześladowanych na całym świecie. Karaibskie dźwięki wybrzmiewały zarówno na placu Tienanmen, podczas upadku muru berlińskiego, jak i pośród komunistycznych partyzantów z Ameryki Łacińskiej.

Muzyka serca

Zarówno popularna kultura, jak i rząd Jamajki, zrobili dużo by zmarginalizować społeczne i rewolucyjne aspekty ruchu rastafari. Wizerunek kolorowych afrykańskich cyganów dobrze sprzedaje się jako towar eksportowy i inspiruje zachodnie subkultury młodzieżowe. W spotach reklamowych wyspy zawsze pojawiają się „rastafarianie” i pozytywne dźwięki muzyki reggae. Tworzy się mit „rajskiej wyspy”, pełnej uśmiechniętych tubylców, który choć nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością, to ściąga rok w rok rzesze białych turystów. Ironią jest fakt, że przez lata jednym z głównych postulatów ruchu było opuszczenie tropikalnej wyspy – do dziś część rasta emigruje do Afryki.

Promocyjna propaganda Jamajki wpłynęła również na postrzeganie wielu złożonych zjawisk społecznych na wyspie jako związanych z rastafari. W oczach postronnego obserwatora kultura reggae niewiele różni się od świecącej triumfy na Jamajce, pełnej seksualnych kontekstów i przemocy współczesnej kultury dyskotekowej. Pomimo że ta powstawała w kontrze do prezentowanych przez rastafari wartości.

Tymczasem rasta dalej nawołują do protestu i duchowego przebudzenia pod sztandarem Cesarza. Na całym świecie. Nawet w Polsce aktywnie działa Polska Wspólnota Rastafari głosząc chwałę Hajle Syllasje. Pod koniec swojej wizyty na Jamajce Ermias Sahle-Selassie wydawał się zawstydzony czcią jaką był otoczony, ale i niemniej wzruszony. Książę dobrze wie, że nie ma dziś większych obrońców jego rodu niż rastafarianie.

Roman Husarski

Roman Husarski

Bob Marley kiedyś powiedział „My home is in my head, my home is always were I Am” i tego się trzymam. Zapraszam na mojego bloga.

Komentarze: Bądź pierwsza/y