Tomasz Michniewicz jest dziennikarzem i podróżnikiem. Na swoim koncie ma też dwie bestsellerowe publikacje: Samsara. Na drogach, których nie ma oraz Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów. Muszę przyznać, że żadnej z nich nie czytałem, lecz pozytywne, a czasem wręcz entuzjastyczne recenzje sprawiły, że podszedłem do jego najnowszej książki z ciekawością i życzliwym zainteresowaniem.

Swoją drogą. Trzy podróże po inne życie zaczyna się od podróżniczej anegdoty autora z czasów jego pobytu w Laosie, którą opowiedział jednemu z warszawskich taksówkarzy. W odpowiedzi usłyszał, że bez wątpienia każdy by chciał prowadzić takie życie jak on. Życie człowieka, który zarabia na opisywaniu swoich podróży po świecie.

Czy aby na pewno? – zastanawiał się Michniewicz i te rozważania podsunęły mu pewien pomysł. Zabiorę Cię w dowolne miejsce na świecie. Ty decydujesz kiedy, dokąd i po co. Ale zdecydować musisz teraz, w tym momencie. Decyduj. – tak brzmiała propozycja, którą przygotował dla trzech wybranych przez siebie osób.

Pierwszą był Marcin, z którym autor kilka lat wcześniej podróżował po Etiopii. Ówczesne marzenie Marcina o pracy na Czarnym Lądzie, nie spełniło się. Zaskakującą ofertę usłyszał pracując jako księgowy. Mimo początkowych wątpliwości, kierowany miłością do Afryki, wybrał Kamerun. Drugi bohater to Marianna, prywatnie żona Michniewicza. Prowadząca ustabilizowany tryb życia i traktująca wakacyjny wyjazd jedynie w kategorii odpoczynku, wybrała wybitnie nieturystyczną Arabię Saudyjską. Trzecia i ostatnia podróż to Nowy Orlean, do którego Autor jedzie ze swoim ojcem, miłośnikiem jazzu i bluesa oraz muzykiem.

Tak w dużym skrócie prezentuje się fabuła. A szczegóły? W Kamerunie wraz z bohaterami spędzamy czas u pigmejów Baka. Obserwujemy ich tryb życia i poznajemy problemy, z którymi się borykają: niemal niewolniczą pracę dla ludności Bantu, brak dostępu do opieki medycznej, a także udział w handlu kością słoniową. W tej historii pojawiają się retrospekcje z etiopskiej wyprawy sprzed lat, przemyślenia Autora dotyczące odwiedzanych miejsc oraz jego obserwacje dotyczące zachowania towarzysza podróży.

Drugi rozdział Swoją drogą jest bardziej osobisty. Autor chce w pewien sposób pokazać swojej żonie, że nie wszystko jest takie, jakie być się wydaje. Począwszy od jej wyobrażenia o jego podróżach i ciągłej nieobecności w domu, poprzez spojrzenie na islam, jako religię i jej wpływ na życie codzienne mieszkańców Arabii Saudyjskiej, po relacje kobiet i mężczyzn w tym kraju, czy nawet kwestie posiadania przez parę dzieci.

Michniewicz w skrócie opisuje też proces błyskawicznego powstania dzisiejszej monarchii Saudów, która dzięki odkryciu wielkich złóż ropy naftowej w latach 30-tych, dzięki uzyskanym z jej sprzedaży środkom, podjęła próbę błyskawicznego nadrobienia tysięcy lat zacofania przy jednoczesnym trwaniu w konserwatywnej, pustynnej wersji islamu.

Część trzecia i zarazem ostatnia to Nowy Orlean. Ojczyzna jazzu i bluesa, muzyki, której miłośnikiem jest ojciec Michniewicza. Autor przedstawia z jednej strony korzenie tej muzyki wyrosłej na gruncie niewolniczej i pełnej dyskryminacji historii amerykańskiego Południa. Z drugiej strony skupia się na relacji ojciec – syn, związanych z nią problemach, miłości swojego towarzysza podróży do muzyki oraz jego stosunkowi do podróżowania jako takiego.

Jak wspólne z autorem podróże zmieniły bohaterów trzech historii? Trzeba przeczytać [edytowane – przyp.red].

Do plusów książki zaliczyć można na pewno prosty i bardzo przyjemny w odbiorze język, który sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Michniewicz porusza wiele ciekawych tematów, aczkolwiek moim zdaniem poświęca im zbyt mało miejsca. Pisze o: pigmejach Baka, niewolnictwie i czarach w Afryce, a także historii, życiu codziennym i roli islamu w Arabii Saudyjskiej. Dla osób, które wspomnianą tematyką nigdy się nie interesowały będą one interesujące i niewątpliwie zachęcą do zgłębienia poszczególnych zagadnień. Bardzo dobra jest również oprawa graficzna, przy czym zaznaczam, że oceniam ją jedynie na podstawie wersji na czytnik Kindle. Mam co prawda pewne wątpliwości, czy warstwa multimedialna z linkami do dodatkowych materiałów jest potrzebna, niemniej jednak same fotografie ilustrujące poszczególne rozdziały są ciekawe i wpływają pozytywnie na lekturę.

W Swoją drogą są też fragmenty słabsze. Michniewicz zbyt często wysuwa samego siebie na pierwszy plan i można odnieść wrażenie, że te podróże zorganizował bardziej dla siebie, niż dla innych. Tak przynajmniej wynika z narracji, w której ocenia i opisuje swoich bohaterów jedynie przez pryzmat własnych doświadczeń oraz w stosunku do tego, co sam już przeżył.

Nie podobały mi się komentarze w stylu: a może po prostu zbyt wiele przejechałem już kilometrów, które Autor wplatał w swoje rozważania nad sensem podróży w miejsca, gdzie spotykamy się z niewygodami, które jemu przestały już wystarczać i nie dostarczają większych emocji. Podobnie było w rozdziale pierwszym: Te emocje, których on [Marcin] tak bardzo łaknie, mam na co dzień. Wszystko czego mu brakuje, mam pod dostatkiem. Dla mnie, jako czytelnika, tego typu narracja była chwilami irytująca i nie rozumiem sensu ciągłego podkreślania przez Michniewicza swojego podróżniczego doświadczenia. Szczególnie w konfrontacji z ludźmi, którzy go nie mają. Nie przekonały mnie także pewnego rodzaju oczywistości w stylu zdań: podróż zaczyna się od decyzji, które pasują raczej do takich autorów „złotych myśli” jak Martyna Wojciechowska czy Beata Pawlikowska.

Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

Z oceną recenzowanej książki mam pewien problem. Z jednej strony bardzo chętnie przeczytałbym publikację Tomasza Michniewicza, w której skupiłby się w całości na jednym temacie bądź miejscu. Taką, w której znalazłoby się miejsce zarówno dla wielu nieznanych szerszemu ogółowi faktów, a także na głębsze i dłuższe przemyślenia. Taką, w której jego osoba nie wyróżniałaby się za wszelką cenę, lecz zostawiłaby więcej miejsca swoim bohaterom. Myślę, że autor Swoją drogą ma do tego predyspozycje.

Z drugiej strony nie jestem do końca pewny, komu mógłbym najnowszą książkę Michniewicza polecić. Fani literatury podróżniczej i ci, którzy chcieliby wyruszyć w podróż, ale mają – podobnie jak bohaterowie Swoją drogą – pewne obawy i wątpliwości, powinni być usatysfakcjonowani. Nie wiem natomiast czy osoby, które zaczytują się w reportażach Kapuścińskiego, Tochmana i Terzaniego uznają ją za interesującą. Mam co do tego wątpliwości. Jako ciekawostkę i lekką lekturę, którą możemy przeczytać dla przyjemności – być może. Ale osobiście poleciłbym wybranie czegoś z szerokiego repertuaru wydawnictw takich jak Czarne czy W.A.B., które w ostatnich latach rozpieszczają zarówno miłośników reportaży, jak i książek podróżniczych.

Tomasz Michniewicz, Swoją drogą. Trzy podróże po inne życie, Wydawnictwo Otwarte 2014

Bartek Borys

Bartek Borys

Historyk, miłośnik podróży z plecakiem. Planuje kolejną wyprawę w dzień powrotu z poprzedniej, uwielbia być w drodze. Od czasu do czasu wrzuca zdjęcia na My Point of View.

Komentarze: 26

Ania 29 maja 2014 o 9:52

Zachwycona poprzednimi książkami Michniewicza, „Swoją drogą” kupiłam jeszcze w przedsprzedaży i niecierpliwie na nią oczekiwałam. Przeczytałam ją w dwa wieczory i niestety pozostał mi pewien niedosyt. Czy taki był zamysł autora, czy wyszło przypadkiem, ale dla mnie ta książka bardziej powinna znaleźć się na półce z dramatami psychologicznymi niż na półce między innymi książkami podróżniczymi. Mam wrażenie, że autor usprawiedliwia się przez sobą i całym światem ze swojego trybu życia, patrzy na czytelnika z góry.

Pierwszy rozdział przeczytałam z zainteresowaniem, drugi rozdział sprawiał wrażenie rozprawki psychologicznej, trzeci rozdział czytałam już z trudem i właściwie dobrnęłam do końca tylko w oczekiwaniu na rozwój akcji.

Wasza recenzja jak najbardziej trafiona i zgadzam się z każdym wyważonym słowem jej autora. Z przyjemnością polecę Samsarę czy Gorączkę, ale Swoją drogą nie będzie należała to moich ulubionych.

Odpowiedz

Monika 29 maja 2014 o 10:49

Recenzja dosyć ciekawa i trudno się nie zgodzić z wieloma punktami. Natomiast to co tu jest wymienione jako minus, dka mnie akurat było powodem, dla którego ta ksiazkami się podobała.
Po pierwsze to, ze to Michniewicz komentuje zachowanie bohaterów i ich ocenia, dopuszcza bohaterów do głosu, pozwala im mówić, ale sam bardziej opisuje ich reakcje niż to co mu się wydaje, ze myślą.

Druga sprawa to dla kogo jest ta książka. Ja jestem osobą, która zaczytuje się w reportażach, ale współczesne książki podróżnicze najczęściej mnie nudzą, bo zazwyczaj mam wrażenie jakbym czytała wydrukowanego bloga. Czytając „Swoją drogą” w końcu czytałam powieść i dlatego przeczytałam ją z dużą przyjemnością.
To, że czytam reportaże nie ma tu znaczenia – nie będę z nimi porównywać książki przygodowo-podróżniczej, podobnie jak nie porównuje z nimi kryminałów.

Odpowiedz

kaasia 29 maja 2014 o 12:55

powinniście napisać na wstępie: „uwaga, spojery” ;)
książki nie czytałam, ale dawno nie widziałam recenzji, w której było tyle streszczonej treści, prawie jak w wypracowaniu na lekcjach polskiego /o ile dobrze pamiętam, bo było to daaaawno temu ;)

Odpowiedz

A. 29 maja 2014 o 16:32

LOL – Kasia ma rację. Sama na to nie zwróciłam uwagi, bo książkę już przeczytałam – ale faktycznie recenzent dał ciała – i to mocno – podając zakończenie każdej historii. To tak jak ci (), którzy złośliwie piszą kto zabił na pierwszej stronie kryminału wypożyczonego z biblioteki.
Bardzo nieładnie.

Odpowiedz

Bartek 29 maja 2014 o 22:43

@ Monika

Dzięki za Twoją opinię.

W moim przypadku lektura literatury faktu jednak wpływa na ocenę książek podróżniczych, takich jak „Swoją drogą”. Można powiedzieć, że to dwa różne gatunki, ale oceniając i recenzując literaturę podróżniczą nie potrafię zapomnieć o tym, że wiele kwestii można opisać pełniej, z większą liczbą szczegółów pozwalających na lepsze zrozumienie tematu. Czytając „Swoją Drogą” czułem się jakbym czytał książkę podróżniczą, a nie powieść, co pewnie wpłynęło na moją opinię i porównania z reportażem, jako gatunkiem literackim. Swoją drogą chętnie, o czym wspomniałem w recenzji, sięgnę po pozostałe książki T.M., żeby wyrobić sobie lepsze zdanie o jego stylu.

To oczywiście tylko moja prywatna opinia po lekturze najnowszej książki Tomasza Michniewicza, ale wolałbym przeczytać więcej o plemieniu Pigmejów wspomnianym z pierwszego rozdziału niż rozważań autora nad zachowaniem towarzyszy swojej podróży. Stąd moje rozczarowanie tymi fragmentami.

@ kaasia

Lubię czytać szczegółowe recenzje, z których dowiedzieć się można trochę więcej o treści książki, co zapewne wpłynęło na taką a nie inną jej formę;)

@ A.

Faktycznie masz rację, mogłem pominąć ten, bo recenzja i bez niego nie zmieniła by swojego oblicza.

Odpowiedz

Rafał 30 maja 2014 o 8:40

Wydaje mi się, że Bartek Borys jako recenzent popełnił podstawowy błąd niezrozumienia gatunku tej książki. Czytał z założeniem, że to ma być reportaż i cały czas mu czegoś brakowało. A to nie jest reportaż, w ogóle moim zdaniem to nie jest książka podróżnicza, tylko książka o decyzjach życiowych, relacjach z bliskimi, względnie kosztach życia nastawionego na pasję. Podróże są tylko tłem. To „że ciągle ci czegos brakowało” albo „irytowały cię osobiste wtręty” wynika moim zdaniem właśnie z tego – na siłę próbowałes ją wcisnąć na półkę, na której ta książka wcale nie miała leżeć. Trochę to słabe, tak jakby mieć pretensje do płyty rockowej że nie jest jazzem.

Moim zdaniem ta książka – w swojej kategorii! – jest znakomita, nie czytałem czegoś takiego wcześniej, a czytam w sumie wszystko z literatury podróżniczej. Własnie te zyciowe rozterki, konfrontacja z problemami autora były dla mnie najważniejsze, elementy reportażu społecznego mniej. Bo ja mam te same problemy w życiu, mimo że wiodę zupełnie inne niż Michniewicz. I to nie jest jakas Pawlikowska-Coelho, takie prostackie pitupitu z aforyzmami. Wyciągnąłeś pojedyńcze frazy z kontekstu – one w kontekście wcale nie brzmią tak jak to pokazujesz. Recenzent tak nie powinien robić chyba.

Zgadzam się z kaasią, że to strasznie słabe, ztreścić całą książkę od poczatku do końca i wywlec wszystkie zaskoczenia, jakie w niej są. Sorry, ale to już jest amatorszczyzna straszna. Nie obraź sie Bartek, ale Michniewicz jest lepszym pisarzem niż Ty recenzentem.

Zresztą byłem na spotkaniu autorskim michneiwicza i czytałem parę innych recenzji tej książki i jest dla mnie oczywiste, że jej po prostu nei rozumiałeś. Tu masz wywiad, w którym jest sporo o znaczeniu tej książki: http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/galeria/swoja-droga-tomka-michniewicza-zwierzenia-nie,2290432,t,id.html?kategoria=1

Odpowiedz

yo man 30 maja 2014 o 9:20

Czytalem ksiazke. Po tej recenzji jedno jest pewne – na pewno nie przeczytam już zadnej recenzji Bartka Borysa. Zeby pisac to jednak trzeba umiec tez czytac ze zrozumieniem.

Odpowiedz

Monika 30 maja 2014 o 10:10

Przyznam Bartku, że Twoją odpowiedź przeczytałam z pewną niechęcią (niechęcią co do treści) i trudno mi się teraz nie zgodzić z trafnym podsumowaniem Rafała.
Jeśli uważasz, że tylko reportaż jest wartym uwagi gatunkiem to może innych nie należy recenzować? Bo wszystko to co chciałbyś mieć w tej książce przesunęłoby ją w stronę reportażu (robiąc ją przeciętnym reportażem i o wiele gorszą książką podróżniczą).

Twoje uwagi dotyczące krytyki umieszczenia zakończenia historii według mnie świadczą o braku szacunku do czytelników.
Tu nie chodzi o to, czy Twoja recenzja wyglądałaby tak samo czy inaczej bez tego,chodzi o to, że jest wiele osób, które sięga do recenzji przed przeczytaniem książki – i zdradzanie im zakończenia jest bardzo nie w porządku.

Odpowiedz

Bartek 30 maja 2014 o 11:27

@ Rafał:

„Swoją drogą” czytałem bez wrzucania jej do szuflady „reportaż”. Po prostu taką literaturę lubię i bardzo często czytam, stąd moje porównanie, bo jednak pewne podobieństwa są.

„Wtręty”, o których wspomniałeś, po prostu mi się w tej książce nie podobały. Nie dlatego, że od książki podróżniczej (czy jak Ty ją określiłeś „o wyborach życiowych”) oczekiwałem reportażu, tylko po prostu dlatego, że takie komentarze narratora mnie nie przekonują. I nie podobałyby mi się w każdej innej książce.

Szanuję Twoje zdanie i opinię, że ta książka jest w swojej kategorii znakomita. Dla mnie nie jest, co starałem się w swojej recenzji uzasadnić. Chyba mi się to do końca nie udało, stąd wiele krytycznych komentarzy, które na pewno wezmę pod uwagę i za które dziękuję. Zwłaszcza tą o zdradzaniu zbyt wielu książkowych wątków w samej recenzji.

Michniewicz jest niewątpliwie lepszym pisarzem niż ja recenzentem, ale pisanie recenzji to nie zawody o to kto jest lepszy, a kto gorszy, tak więc nie rozumiem za bardzo powodów tej uwagi. Nie rozumiem też, dlaczego miałbym się przez nią obrazić;)

@ yo man:

Żadnego przymusu nie ma, Bartek Borys nie zmusza nikogo do czytania jego recenzji;)

@ Monika:

Nie uważam, że reportaż jest jedynym gatunkiem literackim wartym uwagi. Skąd to pytanie?

Masz rację jeśli chodzi o zakończenie, myślę – po zastanowieniu – że lepiej by było, gdybym je pominął. Ale to, że o nim napisałem nie wynikało z braku szacunku do czytelników, a raczej z mojego przekonania, że jego znajomość nie ma większego znaczenia jeśli chodzi o lekturę tej konkretnej książki.

Odpowiedz

Persona 30 maja 2014 o 15:25

Jeśli autor w notce na okładce nie tylko nie mówi kogo i dokąd zabiera (bo nie mówi, pisze tylko oględnie), ale jeszcze zawiera w niej pytanie: „co stanie się z bohaterami po zakończeniu tych podróży?”, a Ty na to pytanie odpowiadasz w swojej recenzji i wywalasz wszystkie szczegóły, to jest oznaka zupełnego braku szacunku zarówno dla autora, jak i dla jego czytelników. Nie musi Ci się podobać książka, ale nic Cię nie uprawnia, żeby ją innym. Internet to nie papier, pokaż klasę i wytnij te wszystkie spoilery, po co mają kolejnym osobom podnosić ciśnienie.

Ciekawe też jest, że recenzja jest w sumie bardzo wyważona, i na plus, i na minus, ale wyimek na głównej stronie sugeruje, że to miażdżąca krytyka książki. Celowo napisałeś taką zajawkę? Czemu to ma służyć?

Odpowiedz

Bartek 31 maja 2014 o 1:19

@ Persona:

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o jaki „wyimek” sugerujący miażdżącą krytykę książki chodzi.

Odpowiedz

Persona 31 maja 2014 o 5:49

O ten: „„Swoją drogą” czyta się szybko i przyjemnie. Są tu jednak też fragmenty słabsze. Michniewicz zbyt często wysuwa samego siebie na pierwszy plan i można odnieść wrażenie, że te podróże zorganizował bardziej dla siebie, niż dla innych.” Zapowiada bardzo krytyczną recenzję, która przecież taka wcale nie jest.

Odpowiedz

Persona 31 maja 2014 o 5:51

Nota bene – w którym miejscu książki jest ustęp „podróż zaczyna się od decyzji”? Nie pamiętam nic takiego.

Odpowiedz

Bartek 31 maja 2014 o 9:01

@ Persona:

Moim zdaniem ten fragment nie zapowiada bardzo krytycznej recenzji, nie mogę się więc z Tobą zgodzić i odnieść do Twoich pytań.

Książkę czytałem na Kindlu, którego nie mam teraz ze sobą, ale w poniedziałek sprawdzę i napiszę, w którym miejscu jest ten fragment.

Odpowiedz

Natalia 31 maja 2014 o 9:37

Niestety Bartku, nie udźwignąłeś tej recenzji i nie warto tak się bronić, czasem warto przyznać się do błędu. Napisałeś streszczenie książki i to takie jak do bryku – byle licealista wiedział tyle o treści, żeby zdał klasówkę.

Nie wiem, czy czytałeś jakieś inne recenzje „Swoją drogą”? Widziałeś, jak wysoko jest oceniana ta książka przez zawodowych recenzentów, często z dużych mediów, specjalistów od literatury? Na Facebooku Michniewicza można znaleźć informację, że średnia ocen to 8.11/10! Bardzo wysoko! Na LubimyCzytać też ma bardzo wysokie noty, i to często od blogerów literackich. Z treści Twojej recenzji wynika, że przerosła Cię na książka, po prostu jej nie zrozumiałeś – zarówno konwencji, jak i jej znaczenia, treści. To co uznałeś za stawianie się autora w centrum uwagi jest czymś zupełnie innym, ale nie wyczytałeś tego. Chciałeś reportażu albo książki-relacji o podróżach i się rozczarowałeś, „bo można było napisać to inaczej”. Ale to niestety najwięcej mówi o recenzencie a nie o książce…

Jeśli się krytykuje coś, co wszyscy inni recenzenci oceniają bardzo wysoko, trzeba mieć na poparcie coś więcej niż „mi się nie podobało”. Każdy ma prawo do opinii, ale taka opinia jest bezwartościowa. Następnym razem musisz się bardziej postarać w swojej kategorii (recenzenta), jeśli chcesz dyskredytować nagradzanego reportera i podróżnika. W przeciwnym razie znowu wejdziesz na minę, tak jak teraz. Nie sądzę, żebyś tę recenzję chciał wpisać do swojego cv… Uczmy się na swoich błędach.

Na marginesie ciekawa jestem, co by powiedział Michniewicz o tej recenzji. Podsyłałeś mu? Może warto?

Odpowiedz

Ttttrrk 31 maja 2014 o 9:46

Przez takie wpisy coraz rzadziej zagladam na Peron. Coraz czesciej zdarza wam się krytykowac innych. Jak nie wojciechowska albo palkiewicza to michniewicza, a jak nie jego, to turystow w ogole albo „innych” backpackerow. po co sa te teksty, musicie się lepeij poczuc sami czy jak? Wole monoloco, oni pisza o tym co warto znac a nie atakuja innych. Peace!

Odpowiedz

Maszynista Jasiek 31 maja 2014 o 11:57

Cześć wszyscy,

Parę zdań od człowieka, który u Bartka „zamówił” tę depresję i później ją redagował. NIe jestem w stanie odnieść się do wszystkiego, co tu napisano, więc tylko kilka ważniejszych punktów:

1. „Spojlery” – przepraszam tych, którzy poczuli się urażeni liczbą informacji podanych w recenzji. Wiem, co możecie czuć, bo sam tego nienawidzę. Dlaczego zatem przepuściłem to do publikacji? Bo, podobnie jak Bartek, nie poczułem, że cokolwiek ważnego zostało zdradzone. Książki nie czytałem, ale na chęć sięgnięcia po nią w najmniejszy sposób nie wpłynęła wiedza, że jeden z towarzyszy Michniewicza poczuł to, a drugi tamto. Może to przekonanie, że, tym razem mówiąc metaforycznie, podróz jest tu ważniejsza od miejsca docelowego? No ale oczywiście w przyszłości postaram się być w tej kwestii uważniejszy, skoro widzę, że czytelnicy niekiedy inaczej to widzą.

2. Jakość książki i samej recenzji. Oczywiste jest, że mogą być w tej kwestii odrębne zdania – pierwsi komentujący generalnie się z Bartkiem zgadzali – nie wydaje mi się natomiast (to @Natalia), że argumentem jet tu to, jaka jest średnia ocen gdzie indziej. Rolą recenzenta nie jest przeczytać, co mają na temat do powiedzenia inni i się dostosować. Odmnienność oceny o niczym nie świadczy. Mi w recenzji Bartka podobało się to, że sięgnął poza „podobało mi się, 8/10” i napisał, co konkretnie jest jego zdaniem OK, a co nie. Tak się rozpoczyna dyskusję.

3. @Ttttrrk: Z przyjemnością poznałbym fakty, na których oparty jest Twój komentarz. Mi nie są one znane. Tymczasem widze tylko tyle, że oczekujesz od recenzji, że nie będzie krytyczna, co jest wbrew definicji tego gatunku pisania.

Odpowiedz

Persona 31 maja 2014 o 12:27

„Książki nie czytałem, ale na chęć sięgnięcia po nią w najmniejszy sposób nie wpłynęła wiedza, że jeden z towarzyszy Michniewicza poczuł to, a drugi tamto.” Czyli nie czytałeś książki i nie masz w związku z tym prawa wiedzieć, co w niej jest ważne a co nie, i gdzie są istotne dla treści zaskoczenia, a mimo to zakładasz, że wiesz lepiej niż autor książki? I wywalasz na stół wszystko, czego on nie chciał wywalić? Po co? Tak jak już kilka osób pisało – to jest zupełny brak szacunku dla autora i czytelnika i nic nie wnosi do recenzji, że opiszecie, jak się kończą rozdziały. Tym że tak obaj idziecie w zaparte tracicie coraz bardziej w moich oczach. Żenada.

Zgadzam się też z Natalią, że argument „nie podoba mi się, bo mi się nie podoba” jest poniżej wszelkiego poziomu, a to jest główny zarzut w tej recenzji – że książka nie jest tym, czym recenzent chciałby, żeby była.

Odpowiedz

ego 31 maja 2014 o 12:46

Maszynista Jasiek to ten typ co kiedys napisal KIEP, w ktorym się nabijal z michniewicza? Wszystko jasne, jakis osobisty diss tu jest grany po prostu! „Bartek napisz recenzje TM, trzeba mu znowu dojebac, ale zeby nie było na mnie”. Smieszni jestescie w tej swojej frustracji chlopaki. Daliscie dupy to przeprosce a nie się wozicie jak jakies pizdeczki obrazone.

Odpowiedz

Maszynista Jasiek 31 maja 2014 o 13:55

@Persona

Powtórzę: Rozumiem Twoje rozgoryczenie, przy czym wydaje mi się, że w tej chwili przyczyniło się do tego, że błędnie zinterpretowałeś mój pierwszy komentarz. Nazywasz „pójściem w zaparte” wypowiedź, w której zarówno przyznaję się do błędu, jak i zapewniam, że postaram się go uniknąć w przyszłości. To, co bierzesz za negację tego błędu jest w istocie tylko wyjaśnieniem, skąd się wziął – to zupełnie coś innego.

Jestem teraz przy komputerze, który mi na to pozwala, więc zaraz dokonam korekty w recenzji i usunę stamtąd spojlery.

Odpowiedz

NorSkr 1 czerwca 2014 o 17:15

Uwielbiam takie mrowiska! Tym bardziej gdy w ich „kijowaniu” zaczynają brać udział prawdziwi fanatycy, radykalni zwolennicy, a radykalnym przeciwnikom otwierają się noże w kieszeniach… Milczą natomiast wszyscy ci, którym lekko mówiąc zwisa czy TM, MW, WC czy BP napisali jakąkolwiek nową książkę, bo po prostu średnio ich interesuje literatura „produkowana” na zamówienie (i nie ważne czy zamówienie jest kierowane od wydawcy, czytelników, czy wewnętrznego przeświadczenia Autora).
Każdy czyta (i pisze) co chce. Jedni piszą o spełnianiu marzeń (także innych). Jeszcze inni z przyjemnością graniczącą z uwielbieniem, spijają słowa z ich ust (czyt. odciski palców wystukujących słowa i zdania na klawiaturze komputera) bez minimalnej choćby refleksji nad skutkami wywoływanymi taką literaturą.
Jednym z celów pisania recenzji, jest kształcenie (kształtowanie) gustów odbiorców. Sztuka jest to niezmiernie trudna, i niektórych się po prostu nie da kształcić, zatracili bowiem umiejętność zmieniania i rozwijania, trwając w przyzwyczajeniu czytania „ulubionych” autorów, których cenią, lubią i szanują… Jeśli spotkają się z jakimkolwiek zdaniem krytykującym „ich ulubionego autora”, atakują. Mają prawo. Tak samo jak inni mają prawo pisać recenzje, krytyczne.
Mnie akurat tekst Bartka skłania do zastanowienia się nad przeczytaniem nowej książki TM, i głównie dlatego, że zawiera bardzo dużo szczegółów dotyczących treści.
Wszystkim tym, którym nie podoba się „zdradzanie” zakończenia historii chciałbym zwrócić uwagę, że niemal zawsze czytając książkę całkowicie się zapomina o treściach recenzji, które wywołały chęć sięgnięcia po lekturę.

No, chyba, że recenzje (np. na Peronie) przegląda się i komentuje wyłącznie dlatego, by sobie wyrobić zdanie o przeczytanym już tekście… Ale to już jest kwestia tego, dlaczego w ogóle po daną książkę się sięgnęło…

Odpowiedz

Tomek Michniewicz 4 czerwca 2014 o 21:25

Nie zgadzam się z recenzentem, książka jest świetna i trzyma w napięciu do samego końca…

Autor jak autor, jeden ma prawo napisać gniota a drugi go zrecenzować…

Odpowiedz

Wiola 20 czerwca 2014 o 1:51

@Persona – Peron4 od jakiegoś czasu „lubi jeździć” po tych, którzy mają inne zdanie, inaczej podróżują niż Szanowna Redakcja, która lubi pouczać. Mam wrażenie, że głównym celem niektórych tekstów jest po prostu negowanie dla negowania i budowanie napięcia tytułami i nagłówkami. W temacie Michniewicza była już kiedyś taka sytuacja, że tytuł wywiadu ( http://www.peron4.pl/tomek-michniewicz-backpackerskie-podroze-nie-sa-dla-kazdego/ ) z nim był kontrowersyjny, żeby pewnie podbić oglądalność! Ładnie wyszło to w innym wywiadzie Wiaherosów z Michniewiczem ( http://www.loswiaheros.pl/podroze-bez-cenzury-wywiady/81-internet/677-tomek-michniewicz ). Trochę szkoda, że Peron zmierza w takim kontrowersyjnym kierunku i staje się typowym dla mediów mainstreamowych, szukającym taniej sensacji.

Odpowiedz

Grzegorz Król 23 czerwca 2014 o 10:47

@Wiola
Redakcja Peronu to lubi jeździć na wczasy, a nie po kimś.

Co do tytułu wywiadu, to wynika on z jego treści, poza tym całość była autoryzowana i Tomek nic do niego nie miał, a że LosWiaherosi zwrócili na tytuł uwagę, no to się o niego zapytali. Tak przy okazji, serio widzisz jakieś kontrowersje w tym, że bacpacking nie jest dla każdego?

Co do oglądalności to od jakiegoś czasu utrzymuje się na stałym poziomie i naprawdę nie mamy potrzeby jej podbijać. Peron to nasze hobby, a nie praca, a tania sensacja w ogóle nas nie interesuje. Tyle że, wiesz, recenzja to gatunek subiektywny. I zawsze wydawało mi się, że autor może, wręcz nawet powinien, napisać co w recenzowanej rzeczy wydaje mu się słabe. Bartek to zrobił, tyle że jak widać ruszył nieodpowiedniego autora.

@ego
Ubawiło mnie drugie i trzecie zdanie :))

@Maszynista Jasiek
Właśnie zauważyłem, że w KIEPie nabijasz się też z samego siebie. Może Ty się powinieneś leczyć.

Odpowiedz

Persona 24 czerwca 2014 o 8:31

@Grzegorz Król – „Bartek to zrobił, tyle że jak widać ruszył nieodpowiedniego autora.”

Bartek napisał bardzo słabą recenzję i o to jest dyskusja. Czemu na siłę próbujecie ją zmienić w dyskusję o tym, czy Michniewicza można krytykować? Podejrzewam, że identycznie byście dostali gdyby sprawa dotyczyła książki JHB czy Robba Maciąga, a autor recenzji popełniłby taką serię błędów jak w tym przypadku i jeszcze krytykował za jedyny argument mając „mi się nie podobało”. Opublikowaliście po prostu słabą recenzję i tyle. Ten wasz zabieg retoryczny jest poniżej waszego poziomu, dajcie spokój.

Odpowiedz

Grzegorz Król 24 czerwca 2014 o 9:52

@Persona: Ok, może nie jest to najlepsza recenzja. Publikując ją nie zwróciłem uwagi na spojlery itd. (po prostu o takowych nie wiedziałem) Uznałem, że jest w porządku – plusy, minusy, wszystko. Więc poszła.

Mogę się jednak założyć, że gdyby nie chodziło o Tomka, ilość komentarzy wyniosła by zero w porywach do trzech. I nikt nie jechałby po peronie, nie pisałby bzdur o jakiejś naszej chęci dokopania komukolwiek itp. Dlatego odniosłem się do komentarza Wioli. Tyle.

Odpowiedz