Co przychodzi Ci do głowy kiedy słyszysz słowo „Tybet”? Flagi „free Tibet”, film z Bradem Pittem, uśmiechnięta buzia Dalajlamy czy zarys pałacu Potala w Lhasie?

W naszej świadomości Tybet jest tożsamy z Tybetańskim Regionem Autonomicznym ze stolicą w Lhasie. Jednak Tybet to obszar znacznie większy, obejmujący praktycznie cały teren Wyżyny Tybetańskiej, trzy ogromne historycznie tybetańskie krainy – U-Tsang, Amdo i Kham, których znaczna część znajduje się obecnie w chińskich prowincjach Syczuan, Gansu, Qinghai i Yunnan.

Z braku funduszy na dość kosztowną wycieczkę po Tybetańskim Regionie Autonomicznym, postanowiliśmy przejechać autostopem dostępne bez pozwoleń tybetańskie ziemie w Gansu i Syczuanie. Zapraszamy Cię na wycieczkę po tybetańskich bezdrożach.

Xiahe, Chiny, pogranicze z Tybetem

1. CHINY, Xiahe. Trudno ocenić gdzie kończą się Chiny, a gdzie zaczyna Tybet. Tybetańczycy musieli nauczyć się żyć pod chińskim jarzmem. W tybetańskim Xiahe zdominowanym przez mnichów i pielgrzymów masowo odwiedzających słynny klasztor Labrang, główna ulica przyozdobiona jest chińskimi flagami. Nie ma wątpliwości gdzie się znajdujemy. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Podróż przez CHINY, Xiahe. Klasztor Labrang w Xiahe

2. CHINY, Xiahe. Klasztor Labrang w Xiahe jest jednym z sześciu najważniejszych ośrodków sekty żółtych czapek, ważnej odnogi tybetańskiego buddyzmu. Na imponującej powierzchni ponad 800 hektarów znajdują się świątynie (18 głównych i wiele mniejszych!!), siedem szkół dla mnichów, budynki gospodarcze i mieszkalne. Mieszka tutaj aktualnie ok. 700 mnichów. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Tybet, Xiahe, klasztor Labrang

3. CHINY, Xiahe. Świątynie w klasztorze Labrang są piękne, nic dziwnego, że corocznie odwiedzane są przez coraz więcej turystów. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Xiahe w Tybecie, klasztor Labrang

4. CHINY, Xiahe. Emblematycznym elementem klasztoru Labrang jest ponad trzykilometrowy korytarz modlitewnych młynów, otaczający cały obszar. To droga Kory. Podążają nią codziennie turyści i wierni. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Podróż do Chin, Tagong w Tybecie

5. CHINY, Tagong. Tagong, które kiedyś było zaledwie zakurzoną tybetańską wioską, odwiedzaną przez okolicznych koczowników, w ostatnich latach przekształciło się w miejsce popularne wśród turystów. Doskonale oddaje ideę chińskiego rozwoju. Vis a vis pięknego tybetańskiego klasztoru powstaje ogromny hotel. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Tagong chińskim Tybecie, flagi modlitewne

6. CHINY, Tagong. Wystarczy oddalić się trochę od wiejskich zabudowań, żeby nasycić wzrok oszałamiającymi widokami. Flagi modlitewne są stałym elementem krajobrazu. Dodają kolorytu i mistycyzmu. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Podróż przez Chiny. Ganzi, miasteczko chińsko-tybetański

7. CHINY, Ganzi. Zamiast jechać od razu na południe w kierunku prowincji Yunnan, odbiliśmy na zachód, do Ganzi. Spodziewaliśmy się kolejnej wioski, a zastaliśmy chińsko-tybetańskie miasteczko. Choć zdominowane przez Chińczyków, nie utraciło całkiem swojego charakteru. Tybetańskie budynki zgrabnie przeplatają się z chińską zabudową. A wszystko to w otoczeniu ośnieżonych szczytów. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Ganci, miasto w tybetańskich Chinach

8. CHINY, Ganzi. Wystarczy zagłębić się w dzielnicę tybetańską i cichnie hałas samochodów. Brukowane uliczki, remontowane domy i uśmiechy mieszkańców, a nad nimi, majestatyczny klasztor. Ganzi nas urzekło, choć na pozór nie ma tu żadnych „turystycznych atrakcji” (i pewnie dlatego omijają je grupy chińskich turystów). (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Podróż przez chiński Tybet, bazar w Ganzi

9. CHINY, Ganzi. Bazary i targowiska są stałym elementem tybetańskich miasteczek i naszym osobistym „must see”. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Tybet, Ganzi, zdjęcia z bazaru

10. CHINY, Ganzi. Praca na bazarze jest męcząca, a kawałek świeżego mięsa może posłużyć za wygodną poduszkę. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Tybet, Ganzi, Autostop w Chinach

11. CHINY, Ganzi. Do tej pory autostop nie stanowił większego problemu. Podwozili nas buddyjscy mnisi, chińscy turyści i Tybetańczycy. Jednak los bywa kapryśny. Choć na wylotówce z Ganzi mieliśmy wyjątkową malowniczą autostopową miejscówkę, złapanie okazji na tej mało uczęszczanej drodze stało się nie lada wyzwaniem, a ostatecznie porażką. Byliśmy zmuszeni wsiąść w autobus. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Tybet, Litang - zdjęcia z podróży

12. CHINY, Litang. Litang przez wielu uważane jest za idealne tybetańskie miasteczko. Podobno jeszcze kilka lat temu przypominało Tagong. Brukowane ulice, kilkaset mieszkańców, brak bankomatów i internetu. Dzisiaj ulicami jeździ miejski autobus, wzdłuż głównej ulicy znajduje się kilka banków, kilkanaście hoteli, mnóstwo restauracji i sklepów. Wystarczy jednak odbić w jedną z bocznych uliczek i przenosimy się w czasie i przestrzeni. Bogato dekorowane tybetańskie domy, lazurowe niebo i kolorowe flagi modlitewne. Litang jak kiedyś. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Podróż przez Chiny, miasteczko Litang w Tybecie

13. CHINY, Litang. Jedna z takich uliczek prowadzi do klasztoru. Idziemy nią razem z wiernymi, obserwując jak powoli podążają pod górę, kręcąc modlitewnymi młynkami i powtarzając mantrę. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, klasztor w Litang

14. CHINY, Litang. Klasztor w Litang nie robi wrażenia. Po imponującym klasztorze Labrang w Xiahe, remontowane budynki są najmniej ciekawym elementem krajobrazu. Wolimy przysiąść na murku i obserwować wiernych. Proste tybetańskie stroje, ogorzałe policzki i wiara, którą pewnie byliby w stanie obdarować dziesiątki niewierzących. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Tybetańskie Chiny, podróż motocyklem

15. CHINY, Litang. Okolice Litang są piękne, a najlepiej oglądać je z siodełka motocykla. Dość łatwo go wynająć. Nikt jednak nie pyta o prawo jazdy, wystarczy wynegocjować stawkę, sprawdzić czy działają hamulce i można ruszać. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Litang, jurty koczowników tybetańskich

16. CHINY, Litang. Jurty tybetańskich koczowników nie są okrągłe jak w Mongolii, lecz prostokątne. Leżą w znacznej odległości od siebie, lecz zawsze w pobliżu rzeki. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Litang w chińskim Tybecie, jaki

17. CHINY, Litang. Wytrzymujące srogie zimy jaki dają koczownikom wszystko co potrzebne do życia – mleko, mięso, opał, a w ostatecznym rozrachunku – pieniądze. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Tybetański krajobraz, Litang w Chińskim Tybecie

18. CHINY, Litang. Tybetańskie osady to dość przygnębiający widok. Kilkanaście biednych namiotów, umorusane dzieci, zimno i wietrznie. Chińczycy się tutaj nie zapuszczają. Jesteśmy na wysokości 4500 metrów. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Chiny, Zhongdian, Shangri La

19. CHINY, Zhongdian (Shangri La). Ostatnim (albo pierwszym w zależności od tego czy jedziemy z północy, czy z południa) przystankiem na tybetańskim szlaku jest Shangri La. Tylko Chińczycy są w stanie przekształcić tybetańskie miasteczko w doskonale funkcjonujący produkt marketingowy. Kolorowe modlitewne flagi są gwarancją sukcesu. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Shangri La w Tybecie, zdjęcia z podróży przez Chiny

20. CHINY, Zhongdian (Shangri La). Trudno się dziwić turystom. Shangri La jest łatwo dostępne i… ładne. (Fot. Kasia Sanchez-Wołoszczak)

Kasia i Victor Sanchez

Kasia i Victor Sanchez

Polka i Hiszpan. Lubią jeść, czytać i miziać czworonogi. Od października 2015 r. jadą niespiesznie na wschód. Nieważne jak, byle dalej. Wrażenia spisują na bieżąco na blogu kasiavictor.com.

Komentarze: (1)

PanMirek 7 listopada 2017 o 0:17

Bardzo fajne. To ruszam niedługo (Y) http://www.lifeistravel.eu

Odpowiedz