Na książkę Upały, mango i ropa naftowa wpadłam po publikacji fragmentu Matki, kochanki, rzadziej żony. Przyznam, że biorąc ją do ręki spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Ale nie uprzedzajmy faktów…

Wojtek Ganczarek, „szaleniec” przemierzający świat na rowerze, rysuje nam przed oczami obraz Wenezueli, w której się zakochał, a obraz ten wydaje się nieomal schizofreniczny.

Możemy zobaczyć kraj, gdzie brakuje niemal wszystkiego – od mydła i papieru toaletowego po leki i sprzęt umożliwiający jakąkolwiek pracę fabrykom. Państwo, w którym nieomal tradycją stało się przejmowanie władzy za pomocą wojskowej rewolty i właściwie nikogo to nie dziwi. Kraj, w którym każdy „kombinuje” a naginanie prawa i zwykłe oszustwa wobec aparatu państwowego są jedyną metodą, by jakkolwiek funkcjonować. Zwłaszcza, gdy wpadło się na szalony pomysł, by zostać przedsiębiorcą. Ta część obrazu jest dla człowieka żyjącego we względnie zorganizowanym państwie nieomal nie do pojęcia – jak można funkcjonować w takim chaosie i takiej niepewności?

 

POLECAMY: Matki, kochanki, rzadziej żony – fragment książki Wojtka Ganczarka

 

Ale jednocześnie jest to opowieść o kraju, gdzie nie spotka się smutnego człowieka. Wszędzie dosięgnie cię gwar ulicznego ruchu, muzyka i śmiech. Zawsze znajdzie się ktoś, kto otworzy drzwi swojego domu, zaprosi na posiłek i nocleg. I po chwili zostaniesz już „najlepszym przyjacielem”. Bo w Wenezueli nie ma się zwykłych przyjaciół, tylko najlepszych.

Wojtek pisze plastycznie i ekspresywnie, a jego opowieść płynie niczym wspomnienia snute przy wspólnym ognisku. Często przywołuje drobne zdarzenia „dnia codziennego”, co tylko zwiększa obrazowość opowieści i pozwala jeszcze lepiej wczuć się w klimat jego podróży.

Doprawdy, trudno nie dać się porwać. Z jednej strony niemal od pierwszego zdania nasze umysły przepełniają wyobrażenia kolorów, zapachów, dźwięków – chwilami dosłownie czuje się w ustach smak kurzu z pobocza drogi gdzieś na płaskowyżu Gran Sabana. To kolorowa, niebywale sugestywna część opowieści.

Jest jednak i druga część, nie mniej fascynująca, choć całkowicie inna w odbiorze. Znaczną część książki autor poświęca na opisanie sytuacji polityczno-ekonomicznej i społecznej. I czyni to w sposób wyjątkowo przystępny. Często wskazuje analogie do bardziej zrozumiałych dla nas procesów i wydarzeń z czasów transformacji gospodarczej w Polsce. Przedstawia czytelnikowi szeroki rys historyczny, który umożliwia zrozumienie przyczyn niektórych zachowań czy zdarzeń. A przede wszystkim – oddaje głos samym Wenezuelczykom. Czytanie rozmów i wywiadów jest fascynującą wiwisekcją mentalności, która wydaje się całkowicie inna od naszej, a jednak z każdym zdaniem staje się coraz bliższa. Niepokojąco wręcz bliska!

Książkę uzupełniają fotografie autorstwa Wojtka. Gdy oglądałam je po raz pierwszy, zaraz po wzięciu do ręki książki, nie zrobiły na mnie ogromnego wrażenia. Owszem, widoki piękne, kolory nasycone, życie uchwycone w kadrach całkiem żywe, jest ok. Ale kiedy już przeczyta się książkę, kiedy otworzy się na opowieść umysł i wyobraźnię, te fotografie stają się magiczne, ożywają.

Ale to już wisienka na torcie. Książkę Upały, mango i ropa naftowa polecam każdemu, w kim drzemie ta specyficzna ciekawość, która każe zaglądać za kulisy spektaklu i zadawać pytania jak? Dlaczego?

Wojtek Ganczarek, Upały, mango i ropa naftowa. Wydawnictwo Bezdroża

Magdalena Marciniak

Wielbicielka wina, długich rozmów i poznawania œświata na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Wiecznie ciekawa, co jest za następnym zakrętem i czy po drugiej stronie góry trawa rzeczywiœście jest bardziej zielona.

Komentarze: Bądź pierwsza/y