– Wietnam swoim kształtem przypomina węża – powiedział mi kierowca motor-taxi, który podrzucił mnie z dworca autobusowego do hostelu. Jeżeli to prawda, to Hanoi jest, dosłownie i w przenośni, oczkiem w głowie tego niebezpiecznego zwierzęcia.

Podobnie jak w innych większych azjatyckich miastach powietrze jest tutaj białe od kurzu i spalin. Mieszkańcy poruszając się po ulicach zakładają maseczki, ilość motocykli zawłaszczających nie tylko ulice, ale nieraz i chodniki, przytłacza, hałas otumania, a na około panoszy się wszędobylski chaos.

Mimo wszystko wolę jednak Hanoi od takich miast jak Sajgon czy Bangkok. Rozmiary miasta są bardziej przyjazne, do najważniejszych atrakcji z wielu miejsc można dojść piechotą, w historycznym centrum sporo jest zieleni, a tu i ówdzie pomiędzy budynkami wyłaniają się pokolonialne place i parki, pośrodku których wyrastają socjalistyczne pomniki. Hanoi to także fuzja różnych okresów historycznych.

Wietnam, Hanoi, ruch uliczny na ulicach, Azja, podróże

Ilość motocykli na ulicach Hanoi przytłacza. (Fot. Katarzyna Gnyra)

Nie spadnij z krzesełka!

Stolica Wietnamu potrafi zaciekawić pod wieloma względami. Architektonicznie zderza się tutaj azjatyckość (stare miasto) z kolonialnymi wpływami (gmach opery głównej, katedra św. Józefa, pałac prezydencki) i wybujałą nowoczesnością (wieżowce takie jak Keangnam Hanoi Landmark Tower).

Od strony kulinarnej – przybysze z całego świata rozkoszują się phở (zupą z makaronem ryżowym i kawałkami mięsa, przypominającą w smaku rosół), bánh mì (wietnamską bagietką ze świeżymi warzywami i wołowiną lub wieprzowiną), bánh cuốn (cienkim naleśnikiem z ciasta ryżowego podawanym z wieprzowiną) i innymi smakołykami.

W starej dzielnicy jadłodajnie sadzają gości na ulicy przy plastikowych stołach, na miniaturowych, podobnych do dziecięcych krzesełkach. Turyści nieco większych rozmiarów, zwłaszcza panowie z brzuszkiem, czasami miewają problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do siedzenia. Zdarza się również, że któryś z lekko pijanych podróżników spadnie z krzesełka i wyląduje na przysłowiowym bruku.

Wieczorem ciężko jest się poruszać pomiędzy budynkami, każdy Wietnamczyk będzie nas próbował przekonać, że to właśnie w jego lokalu powinniśmy tego dnia zjeść kolację. Zawodowi „naganiacze”, podobnie jak kierowcy taksówek, w Hanoi potrafią być niezwykle nachalni.

Trzydzieści sześć ulic Hoan Kiem

Stare miasto Hanoi, czyli dzielnica Hoan Kiem, to absolutne „must see” dla każdego turysty odwiedzającego Wietnam. Malownicze, ruchliwe ulice przemierzane codziennie przez setki skuterów i tysiące backpackerów, a każda z nich zastawiona dziesiątkami straganów i plastikowych krzesełek, to wszystko początkowo przytłacza, później jednak przyciąga swoim nieodpartym urokiem.

POLECAMY: Zatoka Ha Long? Lepiej jedźcie do Sapa

Zatrzymując się w jednym z hoteli starego miasta nie ma co liczyć na spokój. Dzielnica ożywa o poranku i pozostaje głośna oraz zatłoczona do późnych godzin nocnych. Od hotelu nie powinno się również oczekiwać zbyt wiele przestrzeni – większość budynków w tej części miasta to tzw. domy tunelowe, niezwykle wąskie i długie (grunt od strony ulicy najwięcej kosztuje, stąd owe dziwne rozwiązanie architektoniczne). Kamienice nie powalają również swoją wysokością – wszystko dlatego, że dawniej nie wolno było stawiać budynków wyższych niż dwupiętrowe, budowle prywatne nie mogły bowiem przewyższać królewskiego pałacu.

Dzielnicę Hoam Kiem nazywa się czasem miastem trzydziestu sześciu ulic, a to dlatego, że w XIII wieku miało tutaj swoje siedziby trzydzieści sześć gildii, każda wytwarzająca inne towary. Do dziś pozostały nazwy takie jak chociażby Pho Hang Gai (ulica jedwabna).

Warto zgubić się w tym labiryncie skrzyżowań, maleńkich knajpek, sklepików i agencji turystycznych (Hanoi jest punktem startowym dla wielu wycieczek w północnej części kraju np. do Halong Bay czy Sa Pa). Jeżeli już całkowicie się pogubimy, dobry punkt orientacyjny stanowi pobliskie jezioro Hoan Kiem, którego prawy brzeg wieczorami zamienia się częściowo w kawiarnię, a częściowo w siłownię dla okolicznych mieszkańców.

W Wietnamie, jak i w całej Azji, w przeciwieństwie do Europy, życie nie toczy się w zamknięciu, ale na zewnątrz lub przy szeroko otwartych drzwiach. Zaskakuje wśród Azjatów ten brak potrzeby tak ważnej dla nas Polaków prywatności.

Lekcja historii

Najbardziej fascynująca w Hanoi jest sama historia miasta – doskonała reprezentacja historii narodu. Znajdziemy tu takie budowle jak Świątynia Literatury (pierwszy wietnamski uniwersytet), w architekturze której można rozpoznać wyraźne wpływy chińskie (okupacja chińska w Wietnamie trwała przez ponad tysiąc lat, zakończyła się w 938 roku).

Głównym punktem zwiedzania historycznych atrakcji Hanoi jest oczywiście mauzoleum Ho Chi Minha, ikony komunizmu, wyzwoliciela narodu, przez wielu Wietnamczyków wciąż traktowanego jako bohater narodowy. W końcu to właśnie wujaszek Ho w 1945 roku na słynnym wiecu na placu operowym w Hanoi proklamował niepodległość Demokratycznej Republiki Wietnamu. Wietnamczycy na bardzo krótką chwilę odetchnęli z ulgą po stu latach kolonializmu.

Wietnam, Hanoi, muzeum Ho Chi Minha, figura woskowa - foto

Dom Ho Chi Minha, figura woskowa jak żywa. (Fot. Katarzyna Gnyra)

Pokłon dla wujka Ho

W mauzoleum Ho Chi Minha najlepiej zjawić się z samego rana (otwarte jest od godziny 9 do godziny 12), w celu uniknięcia gigantycznych kolejek. Mimo wszystko muszę jednak przyznać, że zwiedzanie zorganizowane jest sprawnie i nawet jeżeli zjawimy się w okolicy godziny 11, nie dość że zdążymy jeszcze odwiedzić wujaszka, to w dodatku na przysłowiową audiencję (trwającą około trzydziestu sekund) nie powinniśmy czekać dłużej niż pół godziny.

Ho Chi Minhowi należy okazać należyty szacunek chociażby poprzez strój (osoby w szortach nie zostaną wpuszczone). Nie powinno nas zdziwić, że wielu Wietnamczyków wodzowi narodu oddawać będzie powitalny pokłon.

POLECAMY: Stara Dama Orientu – zdjęcia z Hanoi

Warto poświęcić trochę czasu na wizytę w pobliskim ogrodzie Ho Chi Minha, zobaczyć pałac prezydencki, gdzie pracował, aleję mangowców, gdzie spacerował i ćwiczył, skromny dom na palach, w którym podobno mieszkał i samochody, których wujaszek nigdy nie kupował sam, każdy z nich dostał w prezencie od ludu bądź Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Po opuszczeniu ogrodów należy skierować swoje kroki do Muzeum Ho Chi Minha, gdzie poza sklepem z pamiątkami oferującym serię gadżetów z podobizną prezydenta, warto zwrócić uwagę na fragmenty ekspozycji informujące o wydarzeniach w Europie, które zainspirowały prezydenta Ho do działania.

Dopełnieniem wizyty w mauzoleum może być odwiedzenie Narodowego Muzeum Historii Wietnamu, znajdującego się w dzielnicy francuskiej, w pobliżu opery i zwrócenie uwagi zwłaszcza na wystawy poświęcone historii współczesnej oraz propagandowe dwie sale eksponujące prezenty dla wujka Ho nadesłane z krajów komunistycznych całego świata. Nie mogło tu oczywiście zabraknąć podarunków z Polski, przysłanych w drugiej połowie lat pięćdziesiątych.

Hilton Hanoi, czyli jak Francuzi nam, tak my Amerykanom

Wspaniałą lekcją historii (z lekką dawką groteskowej propagandy pod sam koniec) jest zwiedzenie więzienia Hoa Lo, w latach sześćdziesiątych przez amerykańskich jeńców wojennych przemianowanego ironicznie na tzw. Hilton Hanoi. Zostało one wybudowane przez Francuzów pod koniec XIX wieku w miejscu przesiedlonej wioski. Przez długi czas budowla, znana wtedy jako maison centrale, służyła do przetrzymywania (często w nieludzkich warunkach) wietnamskich opozycjonistów przeciwstawiających się francuskiemu reżimowi. Więźniowie dostawali głodowe racje żywnościowe, pozbawieni byli opieki medycznej, podstawowych środków higieny osobistej (w tym bieżącej wody), torturowani, czasem również skazywani na śmierć na stojącej w centralnym punkcie więzienia gilotynie. Wizyta w Hao La daje dogłębny obraz tego, czym dla Wietnamczyków były czasy kolonializmu.

Znajduje się tam również wystawa poświęcona więźniom pochodzącym z USA (po 1945 roku, zwłaszcza podczas wojny wietnamskiej, Wietnamczycy wykorzystywali dawne własne miejsce kaźni w celu przetrzymywania jeńców amerykańskich). W trakcie oglądania filmów o nachyleniu propagandowym stworzonych przez komunistyczny rząd, informujących o doskonałych warunkach, w jakich w Hilton Hanoi goszczono Amerykanów, na twarzach wielu Europejczyków pojawia się lekko sceptyczny uśmiech. Trudno się dziwić, skoro w Internecie powszechnie dostępne są prawdziwe świadectwa żołnierzy nakręcone po wojnie, z których wynika, że wietnamskiemu więzieniu do raju na ziemi było co najmniej daleko.

Wietnam, Hanoi, więzienie Hoa Lo - zdjęcia z podróży po Wietnamie

Więzienie Hoa Lo w Hanoi. (Fot. Katarzyna Gnyra)

Wieczna impreza obok pomników Lenina

Hanoi opowiada historię Wietnamu, historię narodu uciskanego przez Francuzów, a następnie zaatakowanego przez Amerykanów, historię ludzi walczących o wolność. Z drugiej jednak strony to kolebka komunistycznej propagandy, miasto, gdzie powszechne jest stawianie pomników Leninowi. To także raj dla turystów i imprezownia dla backpackerów. Miasto o tysiącu twarzy, głośne, tłoczne, zakurzone, to miejsce, w którym każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Katarzyna Gnyra

Katarzyna Gnyra

Blogerka (www.wethair.pl), amatorka podroży. Ukończyła dziennikarstwo i filologię polską - być może stąd zamiłowanie do pisania :) Najczęściej pisze o Szkocji i o Azji. Na emigracji/ w podroży od prawie trzech lat.

Komentarze: Bądź pierwsza/y