Opowieść o tym jak przeżyć we Włoszech bez pizzy i makaronu, za to z mężem, dzieckiem, dwoma rowerami i przyczepką.

Sierpień, a może lipiec, w każdym razie ciepło. Siedząc na tarasie rozmawiamy o tym, że przydałyby się jakieś wakacje. Tak  we wrześniu, może październiku, ewentualnie w listopadzie, ale w grudniu w sumie też mogłyby być.

I w tym momencie przychodzi SMS: Ślub 12 października STOP. Cefalu na Sycylii STOP. Godzinę jeszcze podam – ODBIÓR! Nie pozostało nam nic innego, jak mrugnąć do siebie porozumiewawczo i pójść bukować loty.

Nasza podróż od początku wzbudzała mnóstwo kontrowersji, miała swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników.

Włochy, Sycylia. Rowerowa podróż z dzieckiem

Dwa rowery, przyczepka, osiem sakw – tak przemieszczamy się po Sycylii.

Lecicie z rowerami i z dzieckiem? Jesteście szaleni! Niby jak to rozegracie logistycznie? Hardcory – przyjaciółka Anka

Koszmarna godzina – szósta nad ranem. Stoimy na peronie czekając na pociąg do Warszawy i zastanawiamy się dlaczego wszyscy patrzą na nas. Chyba nie dlatego, że w nosidełku na plecach mam dziecko, obok stoi jego przyczepka, dwa rowery, osiem sakw, teść, teściowa, acha, no i mąż. Zajmujemy jakieś pół peronu…

Podjeżdża nasz pociąg, jakoś udaje nam się wszystko załadować. No więc, zaczynamy przygodę!

Na lotnisku pakujemy rowery w pokrowce, przyczepka robi za wózek. Dwie sakwy są bagażem podręcznym, pozostałe, spakowane w torbę z IKEI, lecą jako bagaż dodatkowy. Da się? Da się!

Lot mija bez większych perypetii, wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku. Aż do rana.

Skręcając na powrót rowery okazuje się, że tylne koło w rowerze męża bardziej przypomina symbol nieskończoności niż okrąg. U mnie przebita opona.

Nowe miejsce nowy język, siesta… Mąż przeszedł pół Katanii z rowerem na plecach i dopiero ostateczny argument: my wife and son are waiting for me at the park nearby (lekkie zaciekawienie, ale równie dobrze mógłby mówić po polsku, znajomość angielskiego jest tam znikoma), bambino is crying. Łee, łee! uzupełniony pokazem naszych zdjęć, pomógł. We Włoszech dzieci są ponad wszystko. Zaraz ktoś otworzył swój przydomowy warsztat, ktoś wynalazł koło i mogliśmy wyruszyć pociągiem do Palermo, by zacząć naszą rowerową przygodę.

Ciekawe co wy tam będziecie jeść – bezmleczni, bezglutenowi… – mama

Oprócz ryb bez głowy rzucanych na wycieraczkę przez lokalną mafię, sycylijskich pomarańczy pojawiających się okresowo w Biedronce, Włochy kojarzą się generalnie z pizzą i makaronem. Gorzej, gdy jedzie się na wakacje  z małym dzieckiem, dla którego pizza nie jest odpowiednim pożywieniem, i bezglutenowo – beznabiałowym mężem. Na dodatek w mało turystyczne rejony. Nie pozostaje nic innego jak gotowanie.

POLECAMY: Jeśli nie koloseum to co? Jak nie przedawkować zwiedzania Rzymu

Niemożliwe? Nie ma rzeczy niemożliwych. Na Sycylii, co krok można spotkać stragany ze świeżymi warzywami i owocami. Ryż znajdziemy w każdym, nawet najmniejszym sklepie. W większych miastach, w marketach można dostać produkty bezglutenowe, a bezglutenowa pizza nie jest niczym dziwnym. Natomiast bardzo trudno znaleźć restauracje serwujące kuchnię inną niż włoska.

Sycylia, podróż z dzieckiem, jedzenie, spaghetti z dziczyzną

Giovani karmi Leo legendarnym spaghetti z dziczyzną.

Podróżowanie z dzieckiem otwiera na nowe doświadczenia, a przede wszystkim sprawia, że ludzie podchodzą do nas bardziej przychylnie. W Santa Christina Gela – przepięknej, małej miejscowości w górach, postanowiliśmy pójść coś zjeść. We wszystkich restauracjach serwowano jedynie zimne przekąski, ciepłe dania miały być dopiero po dziewiętnastej. Taką wersję otrzymywaliśmy, wchodząc pojedynczo. I gdy zrezygnowani, zdecydowani na kanapki, weszliśmy w trójkę – czary mary!

Właściciel na widok Leo rozpromienił się, zaprowadził nas do stolika i kategorycznie stwierdził: – Pasta. Bambino, am, am. Pomodoro, ok?

– Ok, ok – odpowiedzieliśmy, grzecznie siadając na wyznaczonym miejscu.

Po chwili przed nami parował lokalny przysmak – spaghetti w sosie pomidorowym z dziczyzną, owczym serem i… ziemniakami.

Niespodzianek na tym nie koniec. Giovani, usiadł z nami i zaczął karmić Leonka, śmiejąc się radośnie przy każdym zjadanym przez niego kęsie. Włosi kochają dzieci.

Włosi jeżdżą jak wariaci. Na Sycylii są tylko autostrady i górskie serpentyny. Byliśmy, widzieliśmy. Nie pochwalamy tego wyjazdu – teściowa

Infrastruktura rowerowa na Sycylii praktycznie nie istnieje. Oznaczenia dróg na mapach nijak mają się do rzeczywistości. Czasem krajówka okazywała się mniej uczęszczana niż droga podrzędnie podrzędna prowadząca, jak nam się wydawało, donikąd. Na szczęście nasza przyczepkowo-rowerowa karawana była czymś tak dziwnym i niespotykanym, że kierowcy podchodzili do nas z dużą ostrożnością.

POLECAMY: Mediolan – kościoły i krew

No i trąbienie. Polskim zwyczajem trąbi się na kogoś, kto robi coś źle (mrucząc pod nosem o bałwanach i innych takich a takich, co to nie wiadomo kto dał im prawo jazdy). Początkowo reagowałam typowo po polsku – no ciekawe gdzie mam zjechać? Czemu trąbisz, przecież jadę prawie poboczem? Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że na Sycylii trąbi się w zupełnie innym celu: przed zakrętami, na przywitanie, na to, że fajni jesteście na tych rowerach.

Włochy, Sycylia, okolice Riserva Naturale Orientata Serre della Pizzuta

Okolice Riserva Naturale Orientata Serre della Pizzuta.

Dziecko w przyczepce jest dla Sycylijczyków rzeczą bardzo nietypową. Czasem czuliśmy się jak przysłowiowy “cyrk na kółkach”. Mijający nas na skuterach ludzie zwalniali, żeby zobaczyć co/ kto tam jedzie w środku. Kobiety – od małych dziewczynek, przez nastolatki, po starsze babcie – piszczały i śmiały się pokazując sobie nawzajem nasze dziecko. Mężczyźni uśmiechali się i z zaciekawieniem przyglądali, jak to się wszystko trzyma i jak jedzie. A Leonek, niczym doświadczony celebryta, patrzył raz na prawo, raz na lewo, śmiejąc się i robiąc wszystkim papa, czym wywoływał jeszcze większe salwy śmiechów i pisków. Doświadczenie bardzo pozytywne – szczerze polecamy.

Jeżdżąc rowerami po Sycylii nie polecamy natomiast noclegowego freestylu – rowery ich nieco przerażają. Raz postanowiliśmy nie bukować nic wcześniej, tylko znaleźć coś na miejscu, co zaowocowało nadprogramowymi ośmioma kilometrami. Widząc nas na żywo u wszystkich był “problem z siecią”, albo “booking nie działa”.

Dla Sycylijczyków jeżdżenie na rowerze po Sycylii jest czymś dziwnym. Jeżdżenie we dwójkę na rowerach, czymś osobliwym. Jeżdżenie we dwójkę na rowerach z sakwami i dzieckiem – nie mieści się w głowie.

A już podróżowanie takim zestawem pociągiem, hmmmm…. zazwyczaj kupowaliśmy dwa pierwsze i zarazem ostatnie miejsca rowerowe. A konduktorzy byli bardzo zdziwieni faktem, iż w ogóle mamy zamiar z takim ekwipunkiem wejść do pociągu.

Sycylia jest piękna, te malownicze krajobrazy, stare miasta, wąskie uliczki… Zakochałam się w tej wyspie – przyjaciółka Alla

Tak, Sycylia jest piękna, nie można temu zaprzeczyć. Lazurowe morze, złociste plaże, piękne góry, urokliwe miasteczka… Podróżowanie na rowerze wyzwala zupełnie inne odczucia niż samochodem. Widzisz więcej, czujesz więcej, na więcej szczegółów zwracasz uwagę.

Ja jednak mam mieszane uczucia co do tej wyspy. Z jednej strony przepiękne krajobrazy w Riserva Naturale Orientata Serre della Pizzuta, nad Lago di Piana degli Albanesi, czy w Riserva Naturale Orientata Bosco della Ficuzza. Na zawsze pozostaną w mojej pamięci miasta i miasteczka, o niepowtarzalnym klimacie: Monreale z majestatyczną katedrą, Cefalu z jego niesamowitą atmosferą i wspaniałym nabrzeżem, Noto z niezliczoną ilością bazylik i kościołów, czy Syrakuzy, w których plątaninie uliczek koniecznie trzeba się zgubić.

Z drugiej strony codziennie otaczał nas brud i śmieci. Sycylia tonie w śmieciach. W miastach śmieci wysypują się z przepełnionych kubłów i pojemników, leżą na ulicach. Poza miastami, co krok natykaliśmy się na dzikie wysypiska, leżące przy drodze pralki, lodówki, sofy, kanapy… O plastikowych opakowaniach, siatkach czy butelkach nie wspomnę.

Do tej pory pamiętam szok towarzyszący mi po powrocie do Katowic – jak tu czysto!

Agnieszka Krzemińska

Agnieszka Krzemińska

Kocham podróże, wszystko, co hygge i czas spędzany z moją rodziną. Od ponad roku naszą pasję dzielimy z dzieckiem, na przekór przeświadczeniu, że "z dzieckiem nie da się podróżować".

Komentarze: Bądź pierwsza/y