Każdego ranka na wzgórzu Penanjakan zasiadają tysiące turystów, żeby zobaczyć „ten jedyny, najpiękniejszy” wschód słońca w swoim życiu. Bromo jest kolejną atrakcją napędzającą trybiki machiny biznesu turystycznego na Jawie.

Niewielu osobom uda się zobaczyć to miejsce na własną rękę, a ci nieliczni, przepłacą to szarpaniem się o każdą rupię z miejscową mafią turystyczną. Bo wizyta na wulkanie Bromo, to punkt obowiązkowy na trasie Yogyakarta – Bali.

Pierwsze promienie słońca

Kolejna nieprzespana noc za mną, zaczynam się przyzwyczajać. O godzinie trzeciej trzydzieści byliśmy już na nogach i nie usłyszałam od nikogo, żadnego narzekania. Rozdzielili nas do jeepów, którymi mieliśmy udać się na punkt widokowy Penanjakan.

Udaliśmy się na punkt widokowy i w totalnej ciemności oczekiwaliśmy pierwszych promieni słońca. Było zimno, więc przydała się cała termoaktywna odzież, z czapką i rękawiczkami włącznie. Od momentu, kiedy na horyzoncie pojawiła się różowo – pomarańczowa łuna, podekscytowanie wszystkich automatycznie wzrosło.

Mówi się, że to wschód słońca nad Bromo. W praktyce słońce nie wschodzi zza wulkanu Bromo i dopóki światło nie oświetli wulkanów, nic nie zobaczymy.

Gdy pojawiły się pierwsze promienie słońca, przed nami zaczęły malować się poszczególne obrysy wulkanów, otoczone gęstą mgłą. W oddali było widać najwyższy z nich, wulkan Semeru, który raz po raz wypuszczał z siebie chmurkę dymu. Na pierwszym planie dominował zaś wulkan Batok, który jako jedyny jest wulkanem wygasłym.

Ku mojemu zaskoczeniu, Bromo był totalnie pochłonięty przez mgłę, która uparcie nie chciała opaść, więc nie zobaczycie go na moich zdjęciach. Punktualnie o szóstej ruszyliśmy w drogę na kalderę. Trochę byłam niepocieszona, bo zaczęło robić się naprawdę dobre światło do zdjęć, a już trzeba było się pakować. Niestety taka jest cena wycieczek grupowych.

W drodze na kalderę

Gdy wysiedliśmy z samochodów, naszym oczom ukazał się iście księżycowy krajobraz. Kaldera Tengger, zwana jest „Morzem Piasku” nie bez powodu. Gęsta mgła cały czas nisko unosiła się nad ziemią skutecznie ograniczając widoczność, a przez nią przebijało się słońce. Całość tworzyła nieziemską atmosferę i rekompensowała mi trudy podróży.

Na turystów czekało już stado naganiaczy z konikami. Kto leniwy mógł za sto rupii wjechać na wulkan na grzbiecie kuca (cena w jedna stronę, o czym przekonała się nasza Tajwanka, mimo początkowych zapewnień kierowcy, że w obydwie). Trasa nie była, ani długa, ani wymagająca, więc trochę mnie dziwiła ilość osób korzystających z podwózki. Jak dla mnie to wątpliwa atrakcja.

POLECAMY: Wulkany Indonezji. Gunung Rinjani onieśmiela swoją wielkością

Ruszyliśmy przed siebie w stronę wulkanu. Po wdrapaniu się na szczyt, mogliśmy zajrzeć w głąb krateru. Już u podnóża wulkanu czuć było siarkę w powietrzu. Z jego wnętrza wydobywał się gaz, który drażnił nasze gardła, a groźny, niski dźwięk nie wróżył nic dobrego. Ze szczytu krajobraz był jeszcze bardziej imponujący. Mgła, miękkie światło, wyżłobienia na ścianach wulkanu, składały w jedną, piękną całość. W sumie wyglądało to nawet lepiej, niż ze wzgórza Penanjakan.

Bromo i kraina wulkanów

Wulkan Bromo jest jednym z najpopularniejszych i najłatwiej dostępnych wulkanów w Indonezji. Znajduje się na terenie Parku Narodowego Bromo-Tengger-Semeru na wschodzie wyspy Jawa. Co ciekawe, leży on w ogromnej, pradawnej kalderze wulkanu Tengger, z której wyłoniło się pięć mniejszych stożków, m.in. on sam. Formalnie Bromo jest wulkanem wewnątrz wulkanu.

Wysokość Bromo wynosząca 2329 m nie jest imponująca, ale z pewnością jest to najbardziej aktywny wulkan z całej grupy. Mount Bromo cały czas wydobywa z siebie niewielkie ilości gazu i pyłu, które potrafią skutecznie podrażnić gardło.

Wioletta Lipińska

Wioletta Lipińska

Moje pasje to fotografia oraz dalekie i bliskie podróże. Z aparatem w ręku zwiedzam najdalsze zakątki świata. Łapię w kadrach ulotne chwile z moich podróży, jak i moją codzienność. Staram się uchwycić piękno i zróżnicowanie odwiedzanych przeze mnie miejsc. Chcę pokazać codzienność i zwyczajność w sposób nieoczywisty, wciągnąć odbiorcę w świat widziany moimi oczami. Z miłości do fotografii prowadzę bloga www.myownphotostory.pl , na którym dzielę się również relacjami z podróży.

Komentarze: 2

Kuba 5 listopada 2017 o 14:42

Polubiłbym, ale w sumie chyba nie ma przycisku.
Ale w sumie to ja już nie wiem, wkurzają te stada ludzi, czy nie? Czy mistyczny spektakl narodzin nowego dnia sprawia, że czujesz się jednak samnasam z Absolutem? Czy może te tabuny ludzi są spoko, bo dają jedzenie, czy coś?

Odpowiedz

    Wioleta 9 listopada 2017 o 20:38

    Jadąc w takie miejsce trzeba być przygotowanym ze jest tłum ludzi i odpowiedni się do tego nastawić. Wschód słońca jak najbardziej warty zobaczenia, to tylko od ciebie zależy jak przeżyjesz te chwile. Mając przed oczami takie obrazki byłam zachwycona. Mgła zrobiła dobra robotę :)

    Odpowiedz