Zimowa pocztówka z Majorki
Majorka kojarzyła mi się kiedyś z jedną wielką imprezą (i hiciorem zespołu Loft – kto pamięta? Maaallorca… Extasy and motion, ooo…), a potem z zamorską kolonią niemiecką. Słyszałam o jakichś ładnych miejscach, ale ogólnie spisałam ją na straty. Do czasu, aż przyjechałam tu zimą.
Zimą na Majorce można – owszem – spotkać trochę Niemców. Trafiają się też Anglicy. Jest sporo Hiszpanów. A poza tym pełno kotów, psów, ptaków i przeróżnych zwierząt hodowlanych…
Zimą Majorka to nie tylko zatłoczone plaże, imprezy z niemiecką muzyką w tle i wszechobecna komercja. To spokojna wyspa, która pozwala się przyjemnie zrelaksować.
Zimą nad turystami przeważają mieszkańcy – ludzie mówiący językiem podobnym bardziej do katalońskiego, niż kastylijskiego, który dość trudno zrozumieć – szczególnie, gdy mówią szybko.
Zimą można jechać do niemalże wyludnionego Andratx, gdzie jedną z posiadłości ma Tom Cruise i w promieniach słońca napić się słodkiego świeżo wyciskanego soku z pomarańczy uprawianych w fincach gdzieś w głębi lądu.
Zimą można wybrać się do Valldemossy i pospacerować ulicami, którymi kiedyś chodził Fryderyk Chopin z George Sand. Nie obawiając się, że zginie się w tłumie.
Zimą nie można wylegiwać się jak kiełbaska na plaży, ale można wypożyczyć rower i pojeździć po majorkańskich polnych drogach.
Zimą nie można pływać w morzu, ale można wędrować po górach Tramuntana – jeśli akurat jest ładna pogoda i policja nie zamknie szlaków.
Zimą można świętować w Palma de Mallorca z okazji Sant Sebastia i wziąć udział w wielkim zbiorowym grillowaniu.
Tyle przynajmniej zdążyłam zrobić będąc tu od połowy stycznia. Pozdrowienia z zimowej Majorki!

