Naszą przygodę w Los Angeles zaczęliśmy od małych problemów. Gdzieś przepadła nam kartka z adresem do naszego couchsurfera Ryana. Przyzwyczajeni do nowojorskich standardów, że wszędzie można „złapać” wifi wyciągnęliśmy laptopa i zaczęliśmy szukać zasięgu. I tu pojawił się problem, musieliśmy jechać specjalnie do Downtown, żeby złapać jakikolwiek sygnał. Kafejki internetowe? Zapomnij.

Wizyta w LA przypomina wizytę w innym kraju. To dalej USA, ale większość osób używa tu języka hiszpańskiego i jak się dowiedzieliśmy wkrótce (za 5 – 10 lat) mieszkańcy LA będą chcieli by język hiszpański stał się głównym językiem w tym stanie.

Pierwsze noce spędziliśmy u Ryana, który udostępnił nam swoją kanapę. Jego mieszkanie mieściło się niedaleko Pasadeny. Na naszym osiedlu była tylko trójka białych ludzi my i Ryan. Większość populacji tego rejonu to Meksykanie.

Już pierwszej nocy zobaczyliśmy słynne pościgi policyjne. Akurat niedaleko nas policja szukała jakiegoś zbiega. Wszędzie było pełno policji, dodatkowo nad obszarem poszukiwań latał policyjny śmigłowiec, który oświetlał różne zaułki. Akcja zupełnie jak w filmie i jedno z ciekawszych przeżyć.

W Los Angeles takie sytuacje są całkiem normalne. Przestępczość jest tu na wysokim poziomie. Duża liczba gangów sprawia, że często można być świadkiem krwawych egzekucji. Nasz couchsurfer Ryan pokazał nam także różnego rodzaju graffiti, które można znaleźć niemal wszędzie. Ci, którzy potrafią je odczytać wiedzą w jakim rejonie panuje dany gang. Film? Nie, to życie.

Los Angeles nie oferuje turystom zbyt dużo. Nie warto wierzyć filmom i marzyć o mieszkaniu w tym mieście. Owszem są tu piękne dzielnice jak choćby Beverly Hills. Mieszkanie jednak w tym mieście wiąże się z tym, że spotkać tu można wiele osób umysłowo chorych (i nie jest to jakiś żart, naprawdę jest tu sporo „crazy people on the street”, a w nocy wychodzi bardzo wielu bezdomnych, mają oni zresztą swój własny specjalny dystrykt, który mieści się niedaleko centrum).

Co do poruszania się po mieście – przed przyjazdem wszyscy ostrzegali nas przed tym, że tu każdy ma samochód i że bez niego nie damy sobie rady. Oczywiście dawaliśmy sobie radę i to całkiem dobrze. Metro nie jest tu jakoś szalenie rozwinięte, ale np. z Downtown do Hollywood dojeżdża się w 20 minut. Zdecydowanie częściej poruszaliśmy się autobusami, których jest tu znacznie więcej. Taki np. wypad do Santa Monica trwa ok. 1 godzinę, ale to jeszcze nie powód, by wypożyczać auto. W polskich korkach potrafimy jechać do domu dłużej ;)

Kiedy myślisz o Los Angeles myślisz o Hollywood.

Z czym to miejsce się nam kojarzy? Z przepychem i bogactwem, super samochodami i znanymi osobami na każdym kroku? Nic z tego…

Hollywood wygląda dokładnie tak samo, jak każde inne miejsce, dodajcie sobie tylko Aleję Gwiazd, trochę neonów, mnóstwo sklepów z pamiątkami i mnóstwo kiczowatych miejsc typu sklepy z perukami, ogrom salonów tatuaży ,tłumy turystów i… wyjdzie najbardziej znane miejsce w LA.

Hollywood można spokojnie przejść w trzy godziny i wrócić z powrotem do swojego miejsca pobytu z pewnym hmm zażenowaniem? Nawet gdybyśmy nie polecali tego miejsca wiemy, że prawie każdy tam pojedzie i może ma ta osoba rację. W końcu najlepiej zobaczyć wszystko samemu, zweryfikować czy faktycznie jest tak jak się gdzieś przeczytało.  W sumie my też tam pojechaliśmy, no nie… ;)

Dla planujących podróż do LA: Do Hollywood najszybciej dostać można się czerwoną linią metra. Podróż z Downtown trwa jakieś 20 minut, przystanek, na którym należy wysiąść to Hollywood Higland.

Co warto zobaczyć w Los Angeles?

  • dzielnicę El Pueblo, niedaleko Union Station -mieści się tam najstarszy w mieście budynek, który można zwiedzić za darmo, oprócz tego można przejść się po barwnym, meksykańskim targowisku
  • Bunker Hill (można zjechać ze wzgórza dość ciekawie wyglądającą kolejką)
  • plaże – zarówno tę w Santa Monica, gdzie przywita nas diabelski młyn, mnóstwo charakterystycznych budek ratowników (jak te ze „Słonecznego patrolu”) oraz przed plażą, wielki pasaż handlowy.  Venice Beach to z kolei niekończący się deptak z różnego rodzaju kramami, artystami, sportowcami itd. Możesz wypożyczyć rower/rolki i w ciągu kilku minut przejechać z jednej plaży na drugą, zajadając się przy tym hot-dogiem na patyku. Obie plaże są równie urocze i bardzo szerokie.
  • Chinatown – w sumie wygląda jak Chinatown w każdym innym mieście, ale jest dosyć schludnie i można znaleźć ciekawe sklepy z chińską żywnością i naprawdę tanio zjeść
  • Sunset Blvd – mieści się tam mnóstwo sklepów muzycznych, ale także Muzeum Psychiatrii (wstęp za darmo, ale uprzedzamy – dosyć drastyczne widoki, można np. własnoręcznie odpalać krzesło elektryczne…)
  • Griffith Park oraz obserwatorium, które się tam znajduje. Jeśli odwiedzicie to miejsce wieczorem, genialny widok na LA nocą gwarantowany, plus możliwość zobaczenia za darmo odległych galaktyk czy planet.

Podsumowując, Los Angeles nie jest z pewnością miejscem, do którego chce się wracać. Jedna wizyta w tym mieście z pewnością wystarczy, by upewnić się, że nie ma tu nic ciekawego i są na świecie z pewnością bardziej interesujące miejsca do zobaczenia.  Niemniej jednak nie odradzamy pobytu tam – każdy lubi co innego i najlepiej jeśli wszelkie sądy i opinie zweryfikuje sam. Należy przygotować się jednak na to, że LA jest ma mocno wykreowany wizerunek przez media, który nie do końca pokrywa się z rzeczywistością. Warto też odnotować, że ceny produktów spożywczych są o połowę tańsze niż w Nowym Jorku.

Magdalena Kostyszyn i Paweł Bielecki

Ekipa 27trip – projektu, w trakcie którego w dwa miesiące postanowili okrążyć świat.

Komentarze: 13

Marta 18 listopada 2010 o 13:04

Hmm… zawsze chciałam wybrać się do Los Angeles ;-) Ale artykuł baaardzo mi sie spodobał, chociaż, że ukazuje dużo faktów, o których nawet nie myślałam (Np. Negatywna opinia Hollywood). Jednakże na pewno tam kiedyś polecę, ponieważ już od dziecka niesamowicie mnie to miejsce fascynuje ( Nowy Jork również ;)).
Zawsze jak oglądam amerykańskie filmy ( gdzie akcja dzieje sie np. Na Manhattanie, San Francisco, LA itp ) marzę, aby się tam znaleźć , gdzie bohaterzy. Nie chciałabym tylko do LA, NY… chciałabym zwiedzić całą północną amerykę; kaniony w Colorado, Atlantę, Oklahomę ; ) Bardzo spodobał mi się artykuł nie tylko o LA, ale także o NY ;)) dziękuję i pozdrawiam.

Marta.

Odpowiedz

z_k_s 7 grudnia 2010 o 23:33

drętwa relacja.jak z przewodnika.gdzie ceny np moteli,biletóm na metro?szczegóły?kuchnia?ludzie?zdjecia?

Odpowiedz

cyklonsześć 8 grudnia 2010 o 13:06

z_k_s przeczysz sam sobie. Piszesz, że relacja jest jak z przewodnika, a nie ma w niej cen moteli i biletów na metro.

Pozwól więc, że zapytam: miałeś kiedyś w rękach przewodnik?

Odpowiedz

AJ 17 grudnia 2010 o 15:50

Zupełnie się nie zgadzam. To fascynujące, eklektyczne pod każdym względem miasto i wracam tam za miesiąc już na dłużej:)

Odpowiedz

Zuza 19 listopada 2011 o 21:21

Widać wszystko zależy od gustu. Dla mnie LA to miejsce niezwykłe, właśnie przez szaleństwo, przez dziwaczne rozparcelowanie, przez kicz tak potężny, że aż piękny. No i przez pamięć o złotych czasach kina, które – mam nadzieję – jeszcze kiedyś wrócą.
Zdecydowanie warto zobaczyć i własnoocznie przekonać się, czy to miasto dla nas czy nie. :)

Odpowiedz

Amma 3 czerwca 2012 o 14:36

HOWRSE.PL Amanda 2389 zapraszajcie i dajcie mnie za sponsora

Odpowiedz

interameryka 15 lipca 2012 o 4:34

Zdecydowanie zgadzam się z autorem tekstu.
Los Angeles nalezy omijac szerokim lukiem (zwlaszcza w godzinach szczytu komunikacyjnego). Bedac w tych okolicach, nalezy jak najszybciej udac sie na autostrade nr 1 biegnaca przeslicznym brzegiem oceanu i nie zatrzymywac sie nigdzie. Pierwszym przeslicznym stopem niechaj bedzie Santa Barbara. Zakochalem sie w tym miescie od pierwszego wejrzenia…

Zostancie tam co najmniej 1 dzien, a pozniej dalej na polnoc w kierunku Big Sur przepiekna „jedynka”

ps.
pozwole sobie zareklanowac swoja strone -osobisty przewonik po USA
http://www.interameryka.com

pozdrawiam
Pawel

Odpowiedz

MW 4 sierpnia 2012 o 22:34

cóż każdy lubi co innego to nie jest miasto dla czerstwiaków.

Odpowiedz

wojtek 15 października 2012 o 15:32

a tak podsumowujac bo wlasnie tu jestem to smierdzi
na ulicach jak w ZOO. Nie mniej jednak zobaczyc trzeba tak
jak kiczowate Las Vegas i jak ktos chce to niech sobie wraca ja wole NYC lub SFO

Odpowiedz

lily 15 lutego 2013 o 13:44

Szkoda, że nie wspominacie nic o Universal Studios, niezwykłym i niezapomnianym filmowym miejscu – punkt obowiązkowy dla każdego bez względu na koszty! Wrażenia nie do opowiedzenia!

Do Disneylandu też możnaby wstąpić – bez względu na wiek :)

Amoeba – chyba największy sklep z płytami na świecie…

LA to ogromne miasto, a jego atrakcje można wymieniac długo. Jezeli ktos sie zastanawia nad wyjazdem – warto jechac, tylko wczesniej trzeba zrobić na tyle dobry research, żeby nie pominąć niczego istotnego :)

Odpowiedz

marian 20 kwietnia 2013 o 23:11

witam Kalifornia jest pięknym słonecznym miejscem na ziemi. Polecam to miejsce.

Odpowiedz

karola 12 czerwca 2013 o 4:59

Na mnie LA nie zrobiło żadnego wrażenia, o przepraszam – negatywne. Jak już ktoś wspomniał śmierdzi …. Jedynym miejscem, które miło wspominam to Santa Monika, a jeśli już ktoś się wybiera proponuje zarezerwować sobie kilka godzin na opalanie i leżakowanie w Malibu.
Zdecydowanie natomiast pokecam każdemu San Francisco!!!!!!!!!!!!!
To dla mnie najładniejsze miasto w jakim byłam. Specyficzny klimat, jak to mówią City of love. tam polecam zwiedzić wszystko, poprostu wsiąść do samochodu i jechać przed siebie. Powodzenia

Odpowiedz

Interameryka 28 marca 2014 o 18:52

@karola
LA nie zachwyca ale bez przesady….smierdzi?
Jesli wyladujesz w latynowskiej dzielnicy to pewnie smierdzi, ale wystarczy udac sie w strone „lepszych” przedmiesc i jest calkiem przyjemnie.
Samo centrum – jak wspomnialem mocno zakorkowane, nie oferujace nic ciekawego…

Polecam wybrzeze ..mozna odetchnnac bryza morska i gonic dalej w kierunku North California…
I nie zapomnijcie o Santa Barbara …sliczne miasteczko…sliczne….

Odpowiedz