Dorotę Kamińską znałam z internetu jako autorkę bloga Sałatka po grecku, na którym opisuje swoje życie w Helladzie. Poznałam ją osobiście gdy przyjechałam na Korfu do pracy i okazało się, że całkiem przypadkiem jesteśmy sąsiadkami. Dorota znalazła chwilę czasu, by opowiedzieć mi jak udało jej się połączyć pasję z pracą. Poczytajcie!

– Cieszę się, że znalazłaś dla mnie czas. Widzę, że jesteś ostatnio bardzo zajęta…

– Tak, mimo że jeszcze nie ma szczytu sezonu, mamy prawdziwe urwanie głowy. Nasze wycieczki cieszą się naprawdę dużym zainteresowaniem. Wszystkim od początku do końca zajmuje się sama, więc jest co robić.

– Jak w ogóle do tego doszło, że mieszkasz tu na Korfu i pokazujesz ludziom tę piękną wyspę?

– Długa historia… Wszystko zaczęło się osiem lat temu, kiedy w ramach stypendium Sokratesa pojechałam na rok na wyspę Lesbos. To właśnie wtedy złapałam takiego greckiego bakcyla. Tam też poznałam mojego męża Janiego. Dziś śmieję się, że z tego Sokratesa wciąż jeszcze nie wróciłam. To znaczy, wróciłam dokończyć studia, ale do Grecji przez cały czas niesamowicie mnie ciągnęło. Zdaje się, że moje serce już tam zostało.

– To znaczy, że poszłaś za jego głosem, bo spotykamy się właśnie w Grecji. Kiedy postanowiłaś przyjechać tu na stałe?

– Cztery lata temu, czyli w momencie, kiedy wszystkie media trąbiły o kryzysie.

– Ryzykantka z ciebie…

– Albo świetny przykład na to, że nie trzeba słuchać tego co mówią inni, tylko robić to, co się w środku czuje. Przyjechaliśmy do Grecji cztery lata temu zaczynając zupełnie od zera. Przez kilka pierwszych miesięcy mieszkaliśmy z rodzicami Janiego. Pierwszego dnia po przyjeździe, jeszcze przed rozpakowaniem walizek, zaczęłam pisać blog, w którym do dziś opisuje życie w greckiej rodzinie. Zajęłam się pisaniem, a Jani szukaniem pracy. I tak po kilku miesiącach Jani znalazł całkiem dobrą pracę, dzięki której mogliśmy się utrzymać i przeprowadzić na swoje. Tymczasem mój blog zaczął mieć coraz więcej czytelników. Zaczęłam też publikować w gazetach i na portalach internetowych, m.in. na Peronie Czwartym.

– Znam Twój blog. Nazywa się Sałatka po grecku. Skąd ta nazwa?

– Pomyślałam sobie, co pierwsze przychodzi mi do głowy na hasło „Grecja”. Pierwszym skojarzeniem była właśnie sałatka po grecku. Idąc tym tropem, żeby zachować anonimowość moich realnych bohaterów i ułatwić zapamiętywanie ich imion, każdy z członków rodziny został ochrzczony jednym z sałatkowych składników. W blogowej opowieści moja teściowa to Feta, teść to Pomidor, szwagierka to Olivka, a nasza ponad stuletnia babcia to Oliwa z Oliwek. Moi czytelnicy czasem mówią do mnie Sałatka. Sałatka nie jest tradycyjnym składnikiem sałatki po grecku. Można więc powiedzieć, że jestem do niej takim polskim dodatkiem.

– W jaki sposób Sałatka po grecku przerodziła się w Sałatkę po grecku w podróży?

– Kiedy przeprowadziliśmy się do naszego domu i osiedliliśmy się w jednym miejscu, zaczęłam szukać pracy. Wysyłałam ogromne ilości CV. Żadna z odpowiedzi nie była pozytywna. Życie jednak zaskakuje, a włożona w coś energia wraca. Pewnego dnia dostałam maila od jednego z moich czytelników z propozycją pracy na wyspie Zakinthos, jako pilot wycieczek. Nie zastanawiałam się ani sekundy i kilka miesięcy później mieszkałam już na Zante.

– A mąż co robił w tym czasie? Czy pojechał z Tobą?

– Jesteśmy zahartowani i przyzwyczajeni do związku na odległość.

– Dlaczego zamieniłaś Zakintos na Korfu?

– Kiedy skończyłam pracę na Zakinthos, stwierdziłam że jestem gotowa iść własną drogą. Jestem typowym wodnikiem, więc szalenie ważna jest dla mnie wolność. Idealnie czuję się, kiedy mogę sama być sobie szefem, pracować zupełnie niezależnie. Dokładnie rok po powrocie z Zakinthos zarejestrowaliśmy swoją firmę. Na siedzibę wybrałam sobie wyspę Korfu.

– Nic dziwnego, bo jest tu naprawdę pięknie…

– W Grecji mówi się, że jak bardzo lubisz jakieś miejsce, to masz z nim romans. I z Korfu mam właśnie taki romans.

– Mąż nie jest zazdrosny?

– Hmmm… Nie wiem, bo nie pytam. (śmiech) Wracając do Korfu, zanim otworzyliśmy tu naszą firmę zadałam sobie pytanie, jaka wyspa będzie dla mnie najlepsza. Pierwszą myślą było właśnie Korfu, ale sprawdzenie i zbadanie wszystkich potencjalnych wysp – kandydatek zajęło mi około czterech miesięcy. Po tym czterech miesiącach okazało się, że intuicja podpowiedziała najlepiej. Korfu okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Ta wyspa jest świetnym miejscem na idealne wakacje. Znaleźć tu można wszystko, co człowiekowi jest potrzebne do spędzenia fajnego urlopu: morze, plaże, widoki, wspaniałe jedzenie, zabytki, świetną atmosferę i fantastycznych ludzi. Poza tym jest to spora wyspa i dobrze się tu mieszka na stałe. Człowiek nie czuje odizolowania od kontynentu. Dla mnie najważniejsze jest, to że na tej wyspie aż kipi pozytywną energią.

– Czyli udało ci się połączyć pasję z pracą.

– Dokładnie. A przecież ciągle mówią, że jest to niemożliwe.

– Obecnie prowadzisz dwa rodzaje wycieczek. Co daje ci największą satysfakcję, a co z kolei sprawia największe trudności?

– Największą satysfakcją jest uśmiech ludzi i to jak nie chcą na koniec wychodzić z busa! (śmiech) To, że wjeżdżamy do miejsc, w które nie wjeżdżają inne zorganizowane grupy. Pokazujemy prawdziwą, niekomercyjną stronę Grecji, często wyjeżdżając poza wydeptane szlaki.

Najwięcej trudności sprawia mi fakt, że wszystkim od początku do końca zajmuje się sama.

– A jakie masz plany na przyszłość?

– Na razie cieszę się z tego, że jesteśmy jedynym polskim biurem, które umożliwia zwiedzanie Korfu osobom na  wózkach inwalidzkich, tak że są zupełnie samodzielne. Dysponujemy specjalnie dostosowanym mini busem. W przyszłości chcemy rozszerzać ofertę, zawsze jednak stawiając na kameralność i bardzo wysoki standard, a nie masowość. Naszym już właściwie nie marzeniem, a celem jest organizowanie wycieczek po Korfu z lotu ptaka…

– Póki co swoje wycieczki prowadzisz sama, więc najlepiej wiesz, jaką jakość proponujesz swoim gościom. Czy planujesz w czasie rozwoju firmy zatrudnić dodatkowych przewodników?

– Na pewno w przyszłości będzie potrzebna nam pomoc, jednak teraz skupiamy się na tym, co dzieje się w tej chwili. Wszystkim zajmuję się sama, mam pełne ręce roboty. Chodzę spać właściwie nad ranem i padam ze zmęczenia. Ale zasypiając mam ogromną satysfakcję z tego, że znów udało mi się zrobić coś fajnego z moim dniem.

– Dziękuję zatem za poświęcony czas i życzę powodzenia!

Ewa Serwicka

Ewa Serwicka

Zamieniła korpopracę na turystykę. Lubi patrzeć na świat przez obiektyw aparatu. Bloguje na Daleko niedaleko.

Komentarze: 3

ola 13 sierpnia 2015 o 20:37

byłam na wycieczce organizowanej przez panią Dorotę i faktycznie było super, dobrze prowadzone, dobrze ułozony plan podrozy, niesamowite widoki i pyszne jedzenie :) Polecam goraco, bo to wartosciowa rzecz!

Odpowiedz

ola 13 sierpnia 2015 o 20:37

w tekscie brakuje chyba linku do strony: http://www.salatkapogreckuwpodrozy.pl

Odpowiedz