Kocioł narodów kaukaskich jest wyjątkowo skomplikowany, zdecydowanie bardziej od bałkańskiego, głównie ze względu na to, że zamieszkuje go znacznie więcej nacji. Kolejna przyczyna leży w tym, że krzyżują się tam wpływy kultury perskiej, osmańskiej i oczywiście rosyjskiej. W tym krótkim reportażu skupię się na Abchazji – malutkiej republice na północno-zachodnim krańcu Gruzji.

Podczas planowania zeszłorocznej podróży autostopowej do państw nieuznawanych nie mogło zabraknąć Abchazji. Od początku chciałem pojechać tam z dwójką znajomych, z którymi miałem spotkać się w północno-wschodniej Turcji (a wcześniej w Kosowie, gdzie minęliśmy z powodu jednodniowego poślizgu). Jednak nasze drogi zeszły się dopiero w Zugdidi, zaledwie pięć kilometrów od ponoć najpiękniejszego skrawka Gruzji – Abchazji.

Państwa nieuznawane są intrygujące ze względu na to, że stanowią dość nowe twory, dlatego bardzo trudno jednoznacznie wypowiadać się o ich istnieniu. Nic, co z nimi związane, nie jest ani czarne, ani białe. Każda strona konfliktu (bo praktycznie wszystkie państwa nieuznawane są skonfliktowane z państwami, które roszczą sobie prawo do ich terytoriów) ma swoją wersję wydarzeń i kurczowo się jej trzyma.

W przypadku Abchazji i Osetii Południowej my, jako Polacy i Europejczycy, znamy głównie wersję gruzińską. W końcu Rosja jest naszym odwiecznym wrogiem, a Gruzja przyjacielem. Ale czy wersja Gruzinów o tym, jak Rosjanie okupują ich terytoria, jest tak jasna i oczywista? Przecież ciągle słyszymy pozytywne opinie o gościnności Gruzinów od osób tam podróżujących. Ale ile z tych osób chce usłyszeć i słyszy wersje Abchazów, Osetyjczyków czy nawet Rosjan?

Burzliwe dzieje Abchazji

Aby cokolwiek powiedzieć na temat historii Abchazji, musimy cofnąć się do czasów, gdy Imperium Osmańskie ustępowało rosnącej potędze Imperium Rosyjskiego w rejonie Kaukazu – czyli do połowy XIX wieku. Wtedy dużą część ludności Kaukazu stanowili muzułmanie zamieszkujący między innymi rosyjskie republiki kaukaskie (pomijając Osetię, która zachowała religię prawosławną) czy właśnie Abchazję. Jednak w wyniku postępowania Rosjan wiele narodów muzułmańskich, w tym także Abchazi, uciekło w głąb Imperium Osmańskiego (m.in. do Trabzonu, Samsunu i Stambułu). W Abchazji do tej pory mieszkają prawosławni jak i muzułmanie.

Gdy w 1918 roku Gruzja, Azerbejdżan i Armenia ogłosiły niepodległość, Abchazja znalazła się w państwie gruzińskim. Cztery lata później bolszewicy urośli w siłę i podbili republiki południowego Kaukazu. Wówczas Abchazja stała się republiką związkową (Abchaska SRR) i pozostała nią do roku 1931. Jednak Stalin ze względu na swoje gruzińskie pochodzenie zdecydował, aby włączyć Abchazję do Gruzińskiej SRR, rozpoczynając gruzinizację republiki. Abchaskie nazwy zamieniano na gruzińskie, abchaskie szkoły zamykano, a jedynym słusznym alfabetem i językiem był gruziński. Germanizacja, rusyfikacja – mówi Wam to coś? No właśnie.

Powoli przechodzimy do współczesności. Wraz z rozpadem ZSRR 22 lata temu Gruzja ogłosiła niepodległość. Abchazi pierwotnie chcieli pozostać w Związku Radzieckim, jednak z biegiem wydarzeń rozpoczęli dążenia niepodległościowe.

Służby UB w Abchazji

Po Abchazcji podróżowalismy autostopem .

W Sukhumi, stolicy Abchazji, doszło do niewielkich zamieszek. Gruzja wysłała trzy tysiące żołnierzy w celu opanowania sytuacji. Jednak ogromnego wsparcia Abchazom udzieliła Konfederacja Narodów Kaukaskich składająca się z rosyjskich republik kaukaskich, chcących wyjścia z Federacji Rosyjskiej (co zrobiła Czeczenia). To właśnie ich bojówki przechyliły szalę zwycięstwa na stronę Abchazji.

Wojna ostatecznie została zakończona w 1993 roku. Ciekawostką jest to, że Czeczenami walczącymi po stronie Abchazji dowodził Szamil Basajew, dowódca z II Wojny Czeczeńskiej. Kolejne wojny z 1998 i 2008 roku doprowadziły do utworzenia Abchazji w granicach, jakie deklarowała, przy znacznej pomocy Rosji.

Perypetie na granicy

Jak obecnie wygląda procedura wjazdu do Abchazji? Ponad miesiąc przed rozpoczęciem podróży ubiegaliśmy się z Wojtkiem i Kamilem o pozwolenie na wjazd wydawane przez MSZ Abchazji. Otrzymuje się je pocztą elektroniczną.

Po trzech tygodniach milczenia upomnieliśmy się, po czym zostało nam przesłane. Już w trakcie podróży dołączyła do mnie Kasia, która spontanicznie podjęła decyzję o odwiedzeniu Abchazji. Zostały wówczas zaledwie trzy dni do ostatecznej daty mojego wjazdu. W związku z tym odpowiedź MSZ na prośbę Kasi o wydanie pozwolenia była negatywna, ponieważ urzędowo potrzeba na to pięciu dni roboczych. Jednak Kasia napisała grzecznego maila po rosyjsku, uzasadniając swoją prośbę tym, że to jedyna taka okazja dla niej i po kilku dniach okazało się, że… MSZ nieuznawanej republiki wydało pozwolenie na wjazd w ciągu trzech dni! Gdyby w Polsce możliwe było przeskoczenie pewnych przepisów dla dobra ogółu…

W Zugdidi czekali na nas Wojtek i Kamil. Złapanie stopa do granicy oddalonej o zaledwie 5 kilometrów zajęło nam chwilę, po czym musieliśmy przejść kawałek pieszo. Na posterunku gruzińskiej policji zostały spisane dane z naszych dokumentów. Zostaliśmy także ostrzeżeni, że w Abchazji jest niebezpiecznie i możemy tam zginąć. Nie mogliśmy się doczekać obiecanych atrakcji!

Polecamy: Czacza wśród kamiennych wież – relacja z podroży do Gruzji

Granica gruzińsko-abchaska jest opustoszała, poruszają się po niej głównie wozy zaprzęgane w konie, przewożące ludzi. Czasami jeżdżą również samochody ONZ – spotkaliśmy nawet Polaków monitorujących sytuację. Po drugiej stronie granicy stacjonują już jedynie rosyjskie wojska. Po dotarciu na przejście graniczne naszym oczom ukazało się kilka blaszanych budek, szlaban i żołnierze przypominający jakieś bojówki. Wojtek trafnie podsumował obraz, jaki przedstawiała sobą ta granica: Wygląda to jak nasze wejście do lasu!

Rozpoczęło się przetrząsanie plecaków, ja poszedłem na pierwszy ogień. Pogranicznik znalazł w moim bagażu gaz pieprzowy i zaczął dopytywać, co to jest. Wówczas mój rosyjski ograniczał się do niewielu słów i zanim zdążyłem cokolwiek wyjaśnić, gaz został wypróbowany na… psie. Oczywiście pies wybiegł z piskiem, ja zaraz za nim, a pozostali żołnierze zlecieli się, aby zobaczyć, co się stało. I tak na około 5-10 minut zniknęła z mapy sporna granica… Dorosłe dzieci z ostrą bronią w rękach były rozbawione zaistniałą sytuacją. Przeszukiwanie kolejnych plecaków było już znacznie mniej dokładne.

Na domiar złego okazało się, że dokumenty (pozwolenia) powinny być wydrukowane. Jednak Kasia i Wojtek mieli je wyłącznie na swoich skrzynkach mailowych, a niestety punkt graniczny nie miał połączenia z Internetem. Tak więc z Kasią zostawiliśmy plecaki i pognaliśmy do najbliższego miasta, aby je wydrukować – dwoma stopami obróciliśmy w godzinę! W tym czasie Kamil i Wojtek siedzieli pod budką pograniczników, grając na gitarze i nagrywając kamerą nielegalnie przekraczające granicę krowy (a było ich co niemiara!). Nie umknęło to uwadze pograniczników, którzy wytargali Kamilowi kamerę i usunęli wszystkie te filmiki.

Uroki Abchazji

I tak po kilku godzinach prób w końcu znaleźliśmy się w Abchazji. Uczucie ulgi szybko ustąpiło, gdy okazało się, że po drugiej stronie nie ma praktycznie żadnego ruchu. Dopiero po godzinie złapaliśmy ładę i w cztery osoby wraz z plecakami i gitarą wsiedliśmy na tył samochodu.

Dojechaliśmy tak do samego Sukhumi. Jednak nie mieliśmy przy sobie żadnych rubli, a późnym wieczorem kantory były już zamknięte. Przypomnijmy, że byliśmy w kraju, w którym nie ma bankomatów… Przypadkowo poznanych Finów poprosiliśmy o wymianę na ruble wygrzebanych z kieszeni drobnych 7 euro. Swoją drogą owi Finowie byli jednymi z tych turystów, których strach o cokolwiek pytać.

Na drzwiach urzędu, w którym wydawane są wizy, wisiała kartka z godzinami otwarcia. Finowie przetłumaczyli sobie z dużą dozą wyobraźni słowo перерыв (przerwa) jako sobota, po czym zapewniali nas, że w sobotę możemy udać się po wizy. Gdy przyszliśmy do urzędu, strażnik kazał przebrać się nam w ubrania, które zakryją nogi i ramiona. Ja próbowałem ominąć to, przywdziewając na siebie flagę, w czasie gdy Wojtek wskoczył w elegancki dresik z adidasa… Jednak nasze starania spełzły na niczym – w sobotę pocałowaliśmy klamkę. Po wizy wróciliśmy parę dni później, bo była konieczność okazania ich wyłącznie przy wyjeździe z kraju.

Podróż przez Abchazję w Gruzji

Abchazja to dość urokliwe miejsce.

Pierwszą noc w Abchazji spędziliśmy w namiotach rozłożonych za żywopłotem w parku tuż obok toalet. Nad ranem zostaliśmy namierzeni przez czujnych stróżów prawa, próbujących uświadomić nas, że spanie w pobliżu urzędu jest karygodne (najbliższy urząd znajdował się w odległości co najmniej kilometra). Szczęśliwie już wyspani zwinęliśmy się i ruszyliśmy w kierunku słynnego jeziora Ritsa.

Gdy przemierzaliśmy Sukhumi w drodze na wylotówkę, towarzyszyły nam mieszane uczucia. Z jednej strony otaczał nas beztroski klimat nadmorskiej miejscowości, z drugiej – poniszczone budynki, ruiny i ogólne wrażenie otaczającej beznadziei. Ceny ze względu na blokadę gruzińską były wręcz absurdalne, aby zrobić kolację dla czterech osób złożoną z chleba, najtańszego sera, pomidora i mielonki zapłaciliśmy około 40 złotych.

Pop na stopa, zakonnice gratis

Mimo że w Abchazji większość kierowców (w przeciwieństwie do tych gruzińskich czy ormiańskich) oczekuje od autostopowiczów pieniędzy, to przy odrobinie cierpliwości można złapać podwózkę. Po odczekaniu swojego udało nam się złapać busa jadącego do granicy z Rosją. Po upewnieniu się, że kierowca zna reguły autostopu, zostaliśmy podwiezieni na drogę prowadzącą bezpośrednio do Parku Narodowego. Tam złapaliśmy kolejnego busa, obsługującego spływy na rzece. Kierujący pojazdem na polskiej rejestracji powiedzieli, że przewiozą nas po kryjomu przez płatną granicę parku (koszt wjazdu – 50 zł od osoby). Wysiedliśmy dwa kilometry dalej, jednak kilkanaście minut później przyjechała po nas ochrona parku wraz z policjantem i zapytała nas o bilety. Udawaliśmy niedoinformowanych turystów, mimo to musieliśmy się wrócić, aby kupić bilety.

Po dotarciu do budek rozpoczęliśmy negocjacje. Zaczynając od nominalnej kwoty 500 rubli od osoby, wynegocjowaliśmy 250, a w końcu dzięki Kasi skończyło się na wjeździe za darmo i butelce wina dla naszej czwórki. Choć było już po 18 i strażnicy proponowali nam nocleg w swej budce, udało nam się złapać stopa, aby ruszyć nad jezioro. I to nie byle jakiego – otóż złapaliśmy „popa na stopa” z zakonnicami gratis!

W rytmie uspokajającej muzyki (która bawiła nas do łez) dotarliśmy do samej Ritsy. Widok był niesamowity, tym bardziej w czasie deszczu. Zakonnice zaprosiły nas na wielką ucztę w restauracji nad brzegiem jeziora. Aby zobrazować jej przepych, wystarczy dodać, że po wszystkim dostały od właściciela trzy butelki wina! Pojechaliśmy dalej, zwiedzać kolejne, urokliwe jeziora i wodospady wśród gór i wąwozów.

Żeby tego było mało, zakonnice zabrały nas na kąpiel do gorących siarkowych źródeł. Na koniec tego pełnego przygód dnia trafiliśmy do luksusowego domku położonego 50 metrów od morza (oczywiście, że należał do zakonnic!). Mieliśmy do użytku nawet maszynkę do robienia lodu. I oczywiście odpowiednie do tego trunki…

Następnego dnia wypoczęci i wyspani udaliśmy się na iście królewskie śniadanie składające się z trzech dań (przed nami było jeszcze wiele takich posiłków). Długo by opisywać, co kosztowaliśmy… od krewetek po przeróżne mięsa przyrządzane na przeróżne sposoby. Nie dało się odmówić, w skutek czego cierpieliśmy prawdziwe męki z powodu nadmiaru w jedzeniu, jak i piciu. Tak, barek zakonnic był bardzo dobrze zaopatrzony – znalazła się tam nawet rosyjska czacza. Jednak w najgorszej sytuacji była Kasia. Została zmuszona do tłumaczenia dla zakonnic przepisów z polskiej księgi kucharskiej. W czasie gdy my pluskaliśmy się w ciepłym morzu, Kasia siedziała godzinami i tłumaczyła.

Nad morzem w AbchazjiAtmosfera w tym przedziwnym zakonie pełnym przepychu, w jakże biednym kraju była wyjątkowa. Wszystko, co powiedziała Matka (główna dowodząca) było święte i od razu wykonywane przez jej podopieczne. Nawet pop był do jej usług. Czuliśmy się niezręcznie, będąc obsługiwani niczym szlachta. Sprawiało to wrażenie cywilizowanego niewolnictwa. Przy Matce nikt z jej świty praktycznie się nie odzywał, zachowując grobową twarz. Dopiero gdy Matka znikała, osoby z jej otoczenia powoli nabierały barw, emocji, charakteru i co najważniejsze – uśmiechu.

Przed wyjazdem, a w zasadzie odwiezieniem nas przez popa pod sam urząd, gdzie wydawane były wizy, mieliśmy okazję zwiedzić cudowną jaskinię Nowoatońską. Otrzymaliśmy od zakonnic także po 100 dolarów na głowę i obiecaliśmy wysłać im po powrocie do Polski proszek do pieczenia, którego w Abchazji i chyba też w okolicznym rejonie Rosji nie ma (wysłaliśmy je w grudniu).

Po kupieniu wiz udaliśmy się w stronę granicy. Po drodze reanimowaliśmy wodą przegrzany silnik, a pewien kierowca wyrzucił ze swojego auta psa, żebyśmy mogli wejść. Po dotarciu do granicy już bez większych problemów wróciliśmy do Gruzji. To były zaledwie trzy noce i cztery dni abchaskiej przygody, a przede mną i Kasią był jeszcze ponad tydzień wspólnej podróży (mojej ponad miesiąc). Wojtek z Kamilem niedługo później udali się do Iranu.

Perspektywy separatystycznej republiki

W tej części podróży historia znajdowała się w odległym tle. W Abchazji temat wojny nie jest szczególnie ważny. Granica, w przeciwieństwie do pobliskiej Osetii, przebiega z dala od dużych skupisk ludzi. Sukhumi jest ponad 80 kilometrów od granicy, w czasie gdy na przedmieściach Cchinwali (stolica Osetii Południowej) jest już strefa wojny.

Mieszkańcy Abchazji nie czują na sobie oddechu Gruzji tak jak Osetia, która co roku w okolicach lata toczy raz większe, raz mniejsze boje w obronie swojej państwowości. Abchazi są już oswojeni ze swoją niepodległością i traktują ją jako coś naturalnego. Próbując oprzeć swoje młode państwo na turystyce, zwiększają swoje szanse na przetrwanie – fizyczne jak i ekonomiczne. Rosji zależy na tym, aby posiadać satelity po południowej stronie kaukaskich gór, tym bardziej jeśli przyciągają rosyjskich turystów, którzy latem zdają się stanowić większość etniczną. Jednak Abchazi marzą o tym, aby w pełni uniezależnić się od Rosji. Jeden z naszych kierowców prosił nas, żebyśmy dalej przekazywali informacje o istnieniu ich państwa. Abchazi chcą, żeby cały świat dowiedział się o ich dążeniach do pełnego uznania na arenie międzynarodowej.

Czy zobaczymy kiedyś na mapie świata państwo z odrębną, dosyć śmieszną flagą, przedstawiającą otwartą dłoń przeplataną biało-zielonymi paskami? Na pewno nie szybko, ale jestem przekonany, że Abchazja na długie lata pozostanie niepodległa kosztem gospodarczego zastoju i suwerenności oddanej w putinowskie ręce.

 

Piotr Ryczek

Pierwszy raz przekroczył granicę w wieku 16 lat, potem już wszystko potoczyło się szybko. Po krótkiej emigracji wrócił do ojczyzny i kilka razy w roku stara się włóczyć po świecie. Ma za sobą autostopowy równik, uwielbia historię. W te wakacje wraz z Kasią wyrusza w podróż na Syberię, do Mongolii i Azji Środkowej: www.thumbingthestans.com.

Komentarze: 29

Mateusz 10 kwietnia 2013 o 21:32

Autor jest obrzydliwie stronniczy. Wręcz kosmicznie. Gratuluję bezstronności!
I wyjaśniam kłamstwa i niedomówienia.
1. Wówczas Abchazja stała się republiką związkową (Abchaska SRR) i pozostała nią do roku 1931. Jednak Stalin ze względu na swoje gruzińskie pochodzenie zdecydował, aby włączyć Abchazję do Gruzińskiej SRR, rozpoczynając gruzinizację republiki. Abchaskie nazwy zamieniano na gruzińskie, abchaskie szkoły zamykano, a jedynym słusznym alfabetem i językiem był gruziński. Germanizacja, rusyfikacja – mówi Wam to coś? No właśnie.
ad. 1. Abchazja była republiką związkową sfederowaną z Gruzją. Niedopowiedzenie tego może świadczyć, jakoby był to podmiot na takim samym poziomie co Gruzja. A nie był.
W Rosji carskiej była prowadzona rusyfikacja, potem gruzinizacja, potem znów rusyfikacja. Proszę mieć świadomość, że tu nie Gruzja dominowała, a Moskwa.

Odpowiedz

Mateusz 10 kwietnia 2013 o 21:35

2. Zostaliśmy także ostrzeżeni, że w Abchazji jest niebezpiecznie i możemy tam zginąć. Nie mogliśmy się doczekać obiecanych atrakcji!

ad. 2 – nie należy się śmiać z ostrzeżeń, które nie są absurdalne. Próby kradzieży z użyciem broni, próby gwałtów itp. Są na porządku dziennym. Podróżując 2 lata temu sam byłem ich świadkiem.

Odpowiedz

Mateusz 10 kwietnia 2013 o 21:40

3. Ceny ze względu na blokadę gruzińską były wręcz absurdalne, aby zrobić kolację dla czterech osób złożoną z chleba, najtańszego sera, pomidora i mielonki zapłaciliśmy około 40 złotych.

ad. 3 – Ceny są absurdalne ze względu na POLITYKĘ WŁADZ W SUCHUMI I PILNUJĄCYCH TEGO ROSYJSKICH POGRANICZNIKÓW. Te zabroniły kilka lat temu sprowadzać towary z taniej Gruzji, zmuszając miejscowych do importu WSZYSTKIEGO z Rosji. Od tego czasu ludzie, również żyjący w Gali Gruzini nie mają prawa sprowadzić z Gruzji więcej niż (bodajże) torbę produktów. Więc wszystko co kupują, jest wykorzystywane w domu. Na handel nie zostaje nic.
Nie wiem kto takie bzdury naopowiadał autorowi…

Odpowiedz

Mateusz 10 kwietnia 2013 o 21:47

Nie wolno wierzyć we wszystko, co mówią miejscowi. Nie ważne, czy w Gruzji, czy w Abchazji, czy na Bałkanach.
Dlatego sugeruję, żeby autor przed opisem pewnych wydarzeń i ich oceną zastanawiał się co pisze.

Bo również w Osetii Południowej ceny wszystkiego są jak z kosmosu. I również tam Gruzini nie zamknęli granicy. Separatystom niewygodnie jest pokazywać swoim obywatelom, że obok, w Gruzji jest taniej, lepiej i wszystko można kupić w normalnych cenach. Wolą, żeby w krainie, gdzie rośnie wszystko, ceny były większe, niż w Petersburgu czy Moskwie…

Odpowiedz

Nero12 10 kwietnia 2013 o 21:58

Hej, dzięki za komentarz!
Poruszając tematyke polityczno-spoleczna, miejsc takich jak Abchazja ciezko o obiektywizm gdyz on defacto nie istnieje. Kazda strona ma swoja subiektywna wersje.

Ad1. Bardzo słuszna uwaga! Dziękuje za zwrócenie uwagi.
Ad2. Oj, będę się głupio tłumaczył, gdyż Kasia robiła korektę tekstu i cóż, nie wychwyciłem, bo faktycznie nie uważam abym marginalizował zagrożenie. Wjeżdzając do Abchazji byłem świadomy, że jest tam wysoka przestępczość, tak samo jak w Osetii czy Kosowie. To, że nie zetknęliśmy się z nią to nasze szczęście.

Pamiętam jak jechałem w stronę Dagestanu i w zasadzie cały czas od Osetii Północnej przez Inguszetię i Czeczenią słyszałem, że jest tam niebezpiecznie. Dosłownie 10km przed granicą republiki odpuściłem ;) Więc, tak – jak najbardziej należy uwzględniać zagrożenie i być jego świadomym. Druga strona medalu jest taka ze jakby jezdzic tylko do „bezpiecznych” miejsc to swiat by sie mocno okroił ;)

Odpowiedz

Wojtek 10 kwietnia 2013 o 23:37

Jest gigantyczna różnica co do poglądów miejscowych, jeśli zwrócimy uwagę na wiek rozmówców. Abchazi w wieku 20-kilku lat zioną rosyjską propagandą i odsądzają Gruzinów od czci i wiary chociaż nie mają pojęcia kim ci Gruzini są. Starsi, którzy bardzo często sami uczestniczyli w wojnie z początku lat 90′, częściej przyznają, że z Gruzinami żyło się normalnie, a wojna chyba jednak była inspirowana z Moskwy.

A kto ma racje, kto zaczął, kto kogo bardziej męczył? Cóż, prawda, jak to prawda, pewnie jest gdzieś po środku.

A teraz autoreklama: proponuję lekturę mojej relacji z Abchazji
http://fizyk-w-podrozy.blogspot.com.es/2012/06/opowiesci-abchaskie-1-granica.html

Odpowiedz

Nero12 10 kwietnia 2013 o 23:45

Ad3. Moge prosić o źródło?
Faktycznie ten wniosek mógł być błędny, wyciągnąłem go na podstawie polityki Serbii odnośnie Kosowa, która na pewno blokowała (nie wiem czy nadal blokuję, bo ostatnio było trochę zawirowań) wszelkie produkty „Made in Kosovo”. Jest to logiczne posunięcie państwa macierzystego aby spróbować zmusić ekonomicznie zbuntowaną prowincję do współpracy.

To co ja znalazłem:
http://wikitravel.org/en/Abkhazia (wiem mało poważne źródło)
„After the war with Georgia in 1992-1993, Abkhazia survived in spite of an immense embargo and blockade imposed by Georgia.”

Tuż po I wojnie.

http://en.wikipedia.org/wiki/Georgian–Abkhazian_conflict
Georgia has moved to increase Abkhazia’s isolation by imposing a sea blockade of Abkhazia.

http://www.hiddeneurope.co.uk/between-two-rivers-abkhazia
„Today, Georgia still enforces a maritime embargo on Abkhazia, so the only way in is by road.”

Skoro Gruzja posuwa się do morskiego embarga to tym bardziej będzie blokować granicę lądową. To, że wszelkie samochody ciężarowe nie mają prawa tam się poruszać to kwestia bezdyskusyjna. Można to śmiało uznać za embargo gdyż torebkami i wozami na koniach można jak sam napisałeś zaspokoić jedynie podstawowe potrzeby osób przy granicy. Dla gospodarki kraju, nawet takiego jak Abchazja jest to raczej ciekawostka aniżeli realna stosunki gospodarcze.

http://en.wikipedia.org/wiki/Abkhazia–Turkey_relations
„However since Turkey does not want to antagonize its neighbor and important trading partner Georgia of which Abkhazia is de jure part of, Turkey maintains a strict trade embargo on Abkhazia.”

Mogę się mylić ale logiczne jest, że skoro Turcja utrzymuje embargo ze względu na Gruzję to tym bardziej Gruzja musi utrzymywać swoje embargo.

http://www.kavkazcenter.com/eng/content/2008/02/18/9343.shtml
„Abkhaz President Sergei Bagapsh said he would call for the lifting of the embargo on his republic and the restoration of external traffic.”

Jak wyżej, mogę nie mieć racji ale wtedy proszę o podanie źródła dla potwierdzenia wersji ze to rządy Abchazji i Osetii same blokują granicę.

Odpowiedz

Mateusz 11 kwietnia 2013 o 13:57

Gruzja ma swój interes w tym, by nie blokować swoich granic z Abchazją. Skoro dla niej nie są to granicę. Im więcej tanich/dobrych produktów z Gruzji tym bliżej do Tbilisi będzie Suchumi.
Czymś zupełnie innym jest blokada morska, tzn. blokada transportu towarów nie podlegających kontroli Tbilisi.
Ale tu przykładem było jedzenie, czyli główny produkt eksportowy Gruzji…

Moim źródłem są niestety tylko mieszkańcy Gali (Gruzini i Abchazowie), którzy opowiadali, jak to niedawno po wojnie zabroniono im przywozić produkty z Gruzji w ilościach większych, niż przysłowiowy bagaż podręczny w samolocie…
Ale logicznym jest, że dla władz w Suchumi wygodnym jest blokować wwóz czegokolwiek z Gruzji (po co ją reklamować?) i wszystko z Rosji wwozić (przyjaciele!!!), a także próbować wwozić produkcję z Turcji (statkami), bo Turcja to jednak potęga handlowa – no i statkami taniej… No a granicy z Rosją Gruzini zablokować nie umieją. Więc wspólna polityka obu podmiotów sprawia, że towary idą stabilnie tylko przez most na rzece Psou.

Ale podkreślam, koszmarne ceny jedzenia to efekt blokady Suchumi importu żywności z Gruzji. W Gruzji wszystko jest nie bez kozery tanie, tam są magazyny (choć niezbyt wiele). W Abchazji byłoby tak samo, gdyby się na nią otworzyła…

Odpowiedz

Mateusz 11 kwietnia 2013 o 14:12

*w Gruzji są magazyny, w związku z tym może ona przechowywać żywność i sprawić, żeby nie była ona kosmicznie droga poza sezonem zbiorów.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/721698,Osetia-Poludniowa-chce-powrocic-do-Gruzji

Generalnie nie są to oficjalne informacje, tylko raczej odczytywanie działań Tbilisi-Suchumi-Cchinwali. Czy remontują drogi do granicy? Czy pozwalają pogranicznikom na swobodę? Czy zezwalają na ruch ciężarówek?
Wydaje mi się, że nie jest to zapisane w prawie, ale jest przestrzegane. I odróżnia sytuację (szczególnie w Osetii) z tym co było do 2008 roku.
Deklaracje rządowe krajów nieuznawanych nie są często warte analizy. Mi szef MSZ Abchazji powiedział w 2010 roku, że w 2012 ich niepodległość przyzna USA…

Odpowiedz

Nero12 11 kwietnia 2013 o 14:17

„Gruzja ma swój interes w tym, by nie blokować swoich granic z Abchazją. Skoro dla niej nie są to granicę. Im więcej tanich/dobrych produktów z Gruzji tym bliżej do Tbilisi będzie Suchumi.”

W mojej opinii nie do końca. Serbia blokuje mimo, że są to dla nich wewnętrzne granice. Chodzi aby zabić export danego państwa i zmusić do kooperacji. Dla Gruzji zniszczona Abchazja nie jest znaczącym partnerem handlowym. Gruzja utrzymuje ożywione stosunki z Turcją, Armenią i Azerbejdżanem, a od niedawna znowu z Rosją więc mała prowincja to raczej sprawa honoru.

„Ale logicznym jest, że dla władz w Suchumi wygodnym jest blokować wwóz czegokolwiek z Gruzji (po co ją reklamować?) i wszystko z Rosji wwozić (przyjaciele!!!), a także próbować wwozić produkcję z Turcji (statkami), bo Turcja to jednak potęga handlowa – no i statkami taniej”

Nie jest logicznym, dla małej Abchazji Gruzja to strategiczny partner. Lepiej narzucić cła. „Reklamować”? No bądźmy poważni, na poziomie polityki międzynarodowej to nie jest argument. Co do Turcji napisałem, że Turcja utrzymuje embargo na Abchazji więc jedynym partnerem gospodarczym Abchazji jest wyłącznie Rosja.

„Ale podkreślam, koszmarne ceny jedzenia to efekt blokady Suchumi importu żywności z Gruzji.”
Będę się czepiał, potrzebne są źródła potwierdzające, że są to odgórne decyzje władz Sukhumi.

Może to nie jest argument ale: ja widziałem blokady na granicy na moście na Inguri, jedynie po gruzinskiej stronie.

Odpowiedz

Nero12 11 kwietnia 2013 o 14:22

„http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/721698,Osetia-Poludniowa-chce-powrocic-do-Gruzji”

I według mnie to potwierdza, że to Gruzja dobija ekonomiczne te regiony. Przeciez to najlepsze mozliwe posuniecie: zagłódź i ludzie sami zmuszą swój rząd aby wrocić do państwa macierzystego. Nie uwazam to za cos zlego, to naturalny krok i duzo zdrowsze od wojny.

Tak zrobili Rosjanie z Czeczenią. Po wojnie Czeczenia była niepodległa przez 3 lata ale blokada ekonomiczna doprowadziła do takiej biedy i przestepczosci, że wszystkie repubilki wokol sie odwrocili od Czeczenii wraz z samymi Czeczenami. Tak, że podczas II Wojny Czeczeńskiej Rosjanie walczyli jedynie z fundamentalistami.

Odpowiedz

Wojtek 11 kwietnia 2013 o 23:03

@Mateusz

Handel z Turcją ma dużo głębsze podłoże: w Turcji istnieje ogromna emigracja abchaska, szacuje się ją zresztą na znacznie większą niż ilość Abchazów w Abchazji. TO historia jeszcze z XIX wieku…

Odpowiedz

elzbieta 12 kwietnia 2013 o 10:28

Zaczelam czytac blog Wojtka pt. fizyk w podrozy. Poprzestalam na wstepie i jego ocenie ksiazki pana Goreckiego. To mi wystarczylo. Rozumiem, ze komus moze sie nie podobac styl pisania ale wiedza czlowieka, ktory na Kaukazie spedzil kilka lat i jest specjalista w sprawach dotyczcych tego regionu jest naprawde nie do przecenienia. W przeciwienstwie do osob, ktore po 3 dniach w Abchazji uwazaja sie za znawcow terenu.

Odpowiedz

Nero12 12 kwietnia 2013 o 11:52

@elżbieta: osobiście nie czytałem ani danej ksiązki ani wstępu blogu Wojtka ale tu chodzi o coś innego. Można spędzić i wiele lat w jednym miejscu ale takiej osobie jeśli nie odwiedziła innych miejsc zabraknie porównania. Będzie ekspertem w danej dziedzinie ale nie będzie mogła możliwie obiektywnie porównać sytuacji z innymi, podobnymi miejscami. Abchazja dla mnie jest jedynie urywkiem, jednym z wielu podobnych miejsc. Z jednej strony jest mnóstwo osób, które mają wiedzę 100x większą od mnie w zakresie Kaukazu, z drugiej nie wiem czy będzie już tak dużo osób, które bedą w stanie to porównać z kotłem Bałkańskim, istnieniem Naddniestrza, sytuacją Kurdów itd. Założe się, że jest dużo osób, które odwiedziły wiele państw nieuznawanych ale ja osobiście nie znam żadnej, która była w Osetii Południowej, niestety, bo chciałbym wymienić się poglądami i dowiedzieć czegoś więcej.

Z góry będę bronił tego reportażu gdyż lwia jego część to opis przygód aniżeli rozprawka historyczno-społeczno-polityczna. W Abchazji zaznaczyłem, że te sprawy były w tle. W Karabachu, Osetii czy Kosowie są zdecydowanie ważniejsze.

Więc podsumowujac nie wiem czy ten komentarz tez tyczy sie mnie, a podejrzewam, że tak – nie, nie uważam się za znawcę terenu, opisałem przygody na tle historii i polityki mając niewielkie, ale jednak odniesienie do innych państw nieuznawanych.

Odpowiedz

elzbieta 12 kwietnia 2013 o 12:35

Kazdy moze napisac swoja wersje zdarzen i relacje z podrozy. Pytanie tylko -ile ona jest warta. Jesli ktos, jak Wojtek, dyskredytuje to co pisza znawcy to nie mam ochoty czytac jego. Apeluje o dystans i troche pokory. Jest takie powiedzenie, ze po paru dniach w jakims kraju chce sie o nim napisac ksiazke; po paru miesiacach juz tylko artykul a po roku juz nic, bo dopiero wtedy wie sie, ze nic nie wie. A sam Kapuscinski tez mawial, ze aby napisac jedna ksiazke trzeba przeczytac 100 innych.

Odpowiedz

Kasia 12 kwietnia 2013 o 15:23

A ja gratuluję Mateuszowi „kosmicznej bezstronności”, który w momencie gdy zarzuca innym „obrzydliwą stronniczość” i nakazuje nie wierzyć we wszystko, co mówią miejscowi, sam wyjaśniając „kłamstwa i niedomówienia” Piotrka, powołuje się na to, co słyszał od miejscowych… :) Cytując, również sugeruję, aby najpierw zastanowić się, co się pisze :)

Odpowiedz

Wojtek 14 kwietnia 2013 o 8:42

@elzbieta

Bardzo mnie rozbawił Twój komentarz, serio ; ).

Nie mam ślepego uwielbienia dla nikogo, kto ma etykietę „znawca”. Książka Góreckiego zawiera dużo ciekawych faktów, ale jest schrzaniona jeśli chodzi o styl. I nie zamierzam się z tą opinią kryć, tylko dlatego, że Góreckki jest ZNAWCĄ.

Kapuściński ma świetne reportaże i dość mizerne wierze.
Jan Paweł II wielkim człowiekiem był, ale jego sztuki teatralne nie wzbijają się specjalnie wysoko.

Szczera krytyka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie widzę więc także powodu, dla którego Górecki miałby być trzymany pod kloszem jakio WIELKI PAN I ZNAWCA KAUKAZU.

Odpowiedz

Wojtek 14 kwietnia 2013 o 8:43

literówka:

jest: Kapuściński ma świetne reportaże i dość mizerne wierze.
miało być: Kapuściński ma świetne reportaże i dość mizerne wiersze.

Odpowiedz

Michal 16 września 2013 o 22:27

Czy byl ktos w Osetii Poludniowej? Szukam informacji o przekroczeniu granicy z Osetia od strony Gruzji i dalej podroz do Rosji. Bede wdzieczny za jakies info.

Odpowiedz

dren 18 grudnia 2013 o 14:12

macie riebiata jaja pchać się w najbardziej konfliktowe miejsca.
Chyba taka przekorna natura – tylko jak dojdzie do porwań, gwałtów i uprowadzeń nie żalcie się i nie wyciągajcie ręki o pomoc bo sami się o to prosiliście
nie wszędzie zakonnice wam dogodzą
a co do punktu widzenia to zależy od punktu siedzenia,
dla jednego Stalin był wielkim gierojem a dla drugiego mordercą – i tak samo ze sprawą abchazką…

Odpowiedz

Nero12 18 grudnia 2013 o 14:15

Jeszcze niecały miesiąc temu bylismy w Afganistanie.

A o pomoc będę wyciągał rękę. Po to wykupuję ubezpieczenie i po to płacę podatki aby w kryzysowej sytuacji móc przynajmniej próbować otrzymać pomoc.

Odpowiedz

Gruzinka 1 lutego 2014 o 23:12

Czytałam o tym jak pluskaliście się w ciepłym morzu i widziałam ciała porozrzucane na Suchumskiej centralnej plaży. Ciała okaleczone przez wybuchy i kule, mewy i psy… krew na żwirze… To były głównie ciała kobiet, i starców, czasem dzieci – morze nie chcę tego, wyrzuca by wzbudzić w ludziach sumienie. Ostatnią rzeczą jaka przyjdzie mi do głowy to powrócić do miasta mojego dzieciństwa. Staram się wytrzeć z pamięci ruiny miejsc, gdzie jako nastolatki chodziliśmy na kawę i lody, moją szkołę, nawet mój własny dom, gdzie spędziłam całe swoje dzieciństwo zanim wyjechałam na studia. Nie wiecie czym wtedy była Abchazja. To nad czym umilacie się dziś wy-europejczycy, którzy po krótkim „egzotycznym” pobycie wrócicie do cywilizacji, jest dziełem chorych ambicji podsycanych przez wielkiego brata. Co zyskali Abchazowie swoją niepodległością? Wyrzucili 300 000 swoich sąsiadów (właśnie tyle było uchodźców z obszaru liczącego niewiele ponad 500 000 mieszkańców). Dostali nędzne rosyjskie ruble, za które niczego nie kupisz i ruskie paszporty? A kto chcę ich w bratniej Rosji? Tam wszyscy z Kaukazu są „czernożopyje”. Dla ruskich nie ma znaczenia czy jesteś Ormianinem, Gruzinem, Czeczenem, Dagestańczykiem, Abchazem czy Azerbejdżaninem. Nieważne jak wielka i wspaniała jest historia twojego narodu. Dla wielkiego brata pijącego rosyjski samogon (i proszę nie obrażać tu czaczę, która od twierdzenia że jest ruską wyparuje) i śpiewającego durne rosyjskie „czastuszki” i tak jesteś czarnożopyj. To nawet nie czarnuch, tylko jeszcze większy stopień pogardy. A co zyskał wielki brat podjudzając pospolitego Abchaza i budząc w nim „wielkonarodowościowe” ambicję? Spójrzcie na mapę. Odpowiedź nasuwa się sama. Wyjście na Morze Czarne stało się dwukrotnie dłuższe. A Abchaz nadal jest tym „czarnożopym”. W życiu zawsze coś jest za coś. Niech ktoś mi wytłumaczy, co w zamian za sprzedanie się Wielkiemu Bratu otrzymali Abchazowie? I proszę mi tu nie mówić okrągłymi frazesami o wolności i godności. Czy żyjący na tych terenach ludzie są wolni, a ich życie można nazwać godnym? Wolę być zniewoloną w zagniwającej Europie (dokąd wygoniła mnie z mojego domu nie prowadzona przeze mnie wojna). Cała moja rodzina żyjąca dziś w różnych zakątkach świata (w tym również w Gruzji)na wygnaniu jest o wiele bardziej wolna. Poczucie godności ucierpiało u nas tylko, gdy by pochować wujka, który po wojnie mieszkał w Gruzji i ostatnim życzeniem którego było być pochowanym na rodzimej wsi (na terenie Abchazji) musieliśmy dać w łapę tak zwanej „straży granicznej”, ponieważ oficjalnego pozwolenia mimo braku jakichkolwiek przeciwwskazań nie otrzymaliśmy. W zasadzie zastanawiam się, czyja godność ucierpiała w tej sytuacji bardziej – mężczyzn mojego rodu, którzy nieśli trumnę na własnych ramionach do cmentarza wiejskiego, czy dupków zarabiających na przemycie trumny ze zwłokami starego i schorowanego Gruzina.
Zanim zaczniecie Państwo wytykać mnie moje błędy językowe i stylistyczne zastanówcie się czy w jakimkolwiek obcym języku jesteście Państwo w stanie odpowiedzieć na mój post robiąc tych błędów mniej.
Życzyłabym Państwu, by nigdy w życiu nie doświadczyli Państwo na sobie wojny domowej. Jest to straszne, ponieważ wypacza nawet w normalnym człowieku człowieczeństwo. Gdyby moje dziecko zginęło tego dalekiego lata, swoimi rękami mogłabym pozbawić życia każdego niezależnie od pochodzenia, kto do tego się przyczynił, nawet jakbym miała czekać na ten moment do samej starości i to jest straszne.

Odpowiedz

A 31 marca 2014 o 0:59

A ja przeczytałam tę relację i jako osobę podróżującą nieco dobił mnie ten fragment o przekraczaniu granicy… Nie zdajecie sobie sprawy, że zaostrzanie kontroli granicznej, traktowanie każdego turysty jak idioty/ potencjalnie niebezpiecznego przestępcy często bierze się z tak błazeńskiego zachowania jak wasze? Kiedy ubiegacie się o wizę do Abchazji, wyraźnie jest powiedziane, że trzeba mieć ze sobą pozwolenie na wjazd – spodziewaliście się kafejki internetowej na granicy z państwem nieuznawanym? Każde dziecko wie, że na przejściach granicznych się nie fotografuje – po jaką cholerę kręcić filmiki i na siłę się narażać? ” Zostaliśmy także ostrzeżeni, że w Abchazji jest niebezpiecznie i możemy tam zginąć. Nie mogliśmy się doczekać obiecanych atrakcji!” – ten fragment w odniesieniu do miejsca, przez które niedawno przewinęła się wojna, uważam za wysoce niestosowny.

Odpowiedz

Piotr Ryczek 31 marca 2014 o 9:11

Zaufaj mi, że są granice naprawdę silnie kontrolowane, np. uzbecka w stronę Afganistanu czy rosyjska w stronę Osetii. Abchaska to był cyrk, który pomijając nasze niedopatrzenie odnośnie dokumentów, zaczął się od użyciu gazu pieprzowego na psie. Ciężko się dziwić, że skoro po tym nas nie wyrzucili/rozstrzelali można było śmiało założyć, że jednak nie jest to granica z tych „o mój boże, co teraz?!”. Co do ostatniej konstrukcji faktycznie niefortunna. Ale ciężko się nie zgodzić, że (niestety) najciekawsze miejsca nie są też zbytnio bezpiecznie (na pewno nie w naszym europejskim znaczeniu).

Liczyłem się z tym, że poruszając temat Abchazji i pokazując jednocześnie jak od środka wyglądają podróże w miejsca mniej stabilne będzie kontrowersyjnie. Ciężko sobie wyobrazić osobom postronnym, że tam też jest normalne życie, ludzie się śmieją itp. Oczywiście trzeba zachować wyższy poziom ostrożności jednak na pewno nie jest to forma panicznego strachu.

Tydzień temu wróciłem po 3 tygodniach z Krymu, gwarantuje, że byłabyś jeszcze bardziej zszokowana jak funkcjonuje „wielkie” dziennikarstwo w takich warunkach.

Odpowiedz

Adam 18 kwietnia 2014 o 12:35

Przykro mi ale ta relacja jest bardzo mało poważna. Ot taka eskapada znudzonych życiem studentów nic nie wnosząca do sprawy. Uważam, też że wypowiadanie się co do tak trudnych kwestii po parodniowym pobycie w Abchazji i żerowaniu wręcz na goscinności tamtejszych ludzi jest przykre. Sprawy są o wiele bardziej złożone a publikacje świadcza że jeździ sie tam nie po to by wyrobic sobie zdanie na daną sprawę ale by sie pochwalic zaistnieć w mediach. W wielu miejscach byłem w takich również uważam że mieliscie wiecej szczęścia niz rozumu że nic Wam sie nie stało. W Abchazji jak i i Nadniestrzu dochodzi do sytuacji w których nikt wam nie pomoże bo rządzą tam miejscowe kacyki. Myślę że trochę pokory co do wiedzy innych powinno się wam przydać

Odpowiedz

Piotr Ryczek 18 kwietnia 2014 o 12:47

Bardzo dużo zarzutów, zero pytań. Odniosłem się do podobnej krytyki komentarz wyżej i niech to posłuży za odpowiedź także do Twojego.

Odpowiedz

Adam 27 maja 2014 o 9:31

Podtrzymuje swoje zdanie co do artykułu, nie zadaję pytań bo tam byłem i to zarówno jako „turysta” jak i pracownik. Trudno pytać kogoś kto był tam kilka dni i przytacza dość skrajne poglądy. Ja nawet po roku mam problemy by rozgryść skomplikowane miejscowe układy. Miejscowi też bardzo mocno są skażeni rosyjską propagandą.Wasze zachowanie na granicy uważam za nierozważne, po 2 gazu nie wolno wwozić zarówno do Gruzji jak i Abchazji-mieliście szczęście bo jest to tam uznawane jako przemyt broni co w najlepszym razie kończy się koniecznoscią łapówki w okolicach 100 usd. Mi zabrali nawet nóż myśliwski a po odmowie oddania przetransportowali do aresztu na 24 godziny i to bez żadnego ale. I nikt wam wtedy nie pomoze bo nikt tego kraju nie uznaje takze na opiekę medyczną i konsularną nie ma co liczyć. Jak nie przekupisz albo nie uciekniesz nie masz nic. Rosjan nie ruszają ale reszta ma przekichane. Wszedzie korupcja, wymuszenia, przemyt i organizacje paramafijne. To nie jest miejsce na odpoczynek ja już tam nigdy nie pojadę bo to po prostu bandycki twór.

Odpowiedz

Botanik 18 września 2014 o 19:34

My mamy w Polsce Abchazje (czyli Jedwabne). Ukraina ma Lwoski Pogrom z 1941 roku. Serbia ma Srebrenice.
O tym jest film „Sasiedzi” Agnieszko Arnold. Oczywiscie, ze potem przez wiele lat tubylcy tworza sobie
zaklamana historie, w ktorych milcza o tym, jak kradli domy sasiadom, jak ich mordowali, upokarzali, tylko dlatego, ze byl Gruzinami, albo Zydami, albo kims innym. I Abchazja pewnie moze sluzyc jako material do ksiazek o czystkach etnicznych. Abchazi twierdza, ze sa starym narodem. Tylko, ze jezyk pisany Abchaski powstal w 19 wieku, a pierwsze pisane informacje na ten temat pochodza z 17 wieku. Nie jest jasne do konca skad sie wzieli. Przedtem istnialo krolestwo Abchazji, ktorego szlachta mowila po Gruzinsku i ktorego poddani z pewnoscia
mowili w jakims jezyku, tylko nie wiadomo w jakim. W 1992 roku, zaledwie 18 procent mieszkancow ABchazji mowilo po Abchasku. Nawet dzis w Abchazji Abchazi sa malutka 70 tysiecza mniejszoscia. Niepodleglosc Abchazji powstala wbrew mieszkancom, ktorzy w wiekszosci utracili domy, dorobek calego zycia i godnosc.

Odpowiedz

Kaczor 20 września 2017 o 21:31

Niestety nie mogę zgodzić sie z komentarzem użytkownika „Botanik”. Według mnie są dwie możliwe opcje:
1. Słabo znasz historie tego państwa
2. Jesteś Gruzinem/ką
Pragnę poinformować że młodemu pokoleniu Abchazów zabraniano nauki języka Abchazkiego (zamykano Abchazkie szkoły ) a cała inteligencja została wysłana na Syberie. I proszę mi powiedzieć jak Abchazowie mieli znać język jeśli Gruzja blokowała jakikolwiek dostęp nauki owego?

Odpowiedz