Tata Grześ, mama Magda i ich dwie córeczki planują wspólne wakacje. Nie jadą jednak nad polskie morze, a tym bardziej wypoczywać do hotelu, ponieważ ich podróż ma być przede wszystkim niskobudżetowa i pełna wrażeń. Wyjeżdżają rowerami w kierunku Mołdawii.

Przez około miesiąc będą razem pedałować a ich głównym założeniem oprócz nietypowych, rodzinnych wakacji będą poszukiwania Polaków na odwiedzanych terenach.

Wywiad z Grzegorzem Czorapińskim – głową rodziny, który przybliża piękno Mołdawii, ale i opowiada jak to jest podróżować z małymi córeczkami.

– Start już 1 lipca. Kto zasiądzie na rowerowych siodełkach?

– Tak, wszystko postanowione i dopięte na 1 lipca. Jedziemy w czysto rodzinnym składzie – Tata z bagażami, Mama z najmłodszą, prawie dwuletnią Ariadną oraz samodzielnie, ośmioletnia Weronika. Mamy więc cztery osoby, trzy rowery i dwie przyczepki. To nasza pierwsza tak daleka i tak długa rodzinna podróż na rowerach.

– Jakie są główne założenia waszej rowerowej podróży do Mołdawii? Na co szczególnie kładziecie nacisk?

– Najważniejsze jest to, że będziemy dosyć blisko domu. To będzie chrzest bojowy naszych dzieci. Jeśli wszyscy zdamy egzamin będą kolejne, dalsze i dłuższe wyprawy. Chcemy też nawiązać kontakty z mołdawską Polonią, interesuje nas ich kultura, odrębność, przeszłość oraz niepewna przyszłość. Od kilku lat chodzi mi po głowie rajd od Bałtyku do Morza Czarnego, ale z dużym udziałem rowerzystów ukraińskich i mołdawskich.

– Czy dzieciaki mają takie atrakcje na co dzień?

– Weronika ma już osiem lat. Od pięciu lat jeździ z nami. Gdy miała trzy lata sadzaliśmy ją w foteliku rowerowym i ruszaliśmy w Polskę. Naprawdę wiele widziała… Nie równa się to jednak z pierwszym samodzielnym przejechaniem kilku setek kilometrów.

Pierwsza, prawdziwa wyprawa to nasze, polskie wybrzeże gdzie przejechaliśmy ponad trzysta kilometrów od Gdańska do Kołobrzegu. Była też z nami w Paryżu, Koszycach, Popradzie, Zakopanem.

Ariadna dopiero raczkuje w naszych podróżniczych klimatach, ale jej sygnały staramy się odbierać bardzo poważnie – kocha swój mały, podróżniczy świat – przyczepkę ;)

Oczywiście, zabierając w taką podróż kilkuletnie dzieci musimy zapewnić im pewne minimum dziecięcych atrakcji – plac zabaw, przygodne dzieci, gra w gumę, czy najbardziej mnie męczące skakanie na skakance i włażenie po schodach.

– Którego miejsca na trasie nie możecie się doczekać najbardziej?

– Nie możemy się doczekać… wyjazdu. Na szczęście to już jutro :)

Najbardziej ciekawi jesteśmy imprezy, która odbędzie się w dniach 8-10 lipca w pobliżu miejscowości Soroca. Będzie to czas Art-Labyrinth Fest – największego festiwalu kultury i sztuki alternatywnej.

Poza tym Mołdawia tylko z pozoru jest nieatrakcyjna – nie ma gór, morza, wszechobecne ubóstwo… Gdy jednak odstawimy na bok uprzedzenia, oczom naszym ukaże się RAJ ;)

– Co takiego rajskiego znajdziemy w Mołdawii?

– Mołdawia leży bardzo blisko Polski. My do Kiszyniowa mamy bliżej niż do Szczecina. Tymczasem wyjeżdżając tam nie zmieniamy tylko województwa, całkowicie zmieniamy kulturę i „strefę czasową” – cofamy się w czasie. Wszystko nagle zwalnia, nikt się nie śpieszy, czas przestaje istnieć… Rolnicy na polu, mnisi w swoich skalnych celach. Zupełnie inna świadomość.

Gdy dodamy do tego piękno krajobrazu, rozbijemy obozowisko pośrodku Orheiul Vechi. Dopiero w stolicy przypominamy sobie o cywilizacji. Trudno coś więcej napisać, to trzeba zobaczyć…

Wyprawa jest niskobudżetowa. Zabieramy ze sobą śpiwory, namioty i pełną kuchnię. (fot. Grzegorz Czorapiński)

Wyprawa jest niskobudżetowa. Zabieramy ze sobą śpiwory, namioty i pełną kuchnię. (Fot. Grzegorz Czorapiński)

– Jak Wasza podróż wygląda od strony praktycznej? Jakimi drogami będziecie się przemieszczać? Gdzie będziecie nocować, jadać etc.?

 

– Jedziemy mocno „obciążeni”, dlatego chcemy poruszać się po drogach utwardzonych. Ariadna w swojej przyczepce mocno podskakuje i musimy to uwzględnić.

Wiele atrakcji jest dostępnych tylko dzięki wyboistej drodze polnej, wąskiej ścieżce… Do takich miejsc dotrzemy pieszo zostawiając po drodze rowery.

Wyprawa jest niskobudżetowa. Zabieramy ze sobą śpiwory, namioty i pełną kuchnię. Na szczęście za naszą wschodnią granicą nie ma najmniejszych nawet problemów z rozbiciem namiotu, zdobyciem wody do mycia i gotowania, sklepy są dobrze zaopatrzone, a ludzie służą bezinteresowną pomocą.

Przez kilka nocy będziemy goszczeni przez zaprzyjaźnionych poprzednio tiraspolskich i kiszyniowskich rowerzystów.

– Jakie ciekawe rzeczy czekają na was po drodze? Zarówno pod względem przyrodniczym i kulturowym.

Oj, tutaj mógłbym długo… Wymienię tylko najważniejsze :

  • Tiraspol – stolica Naddniestrza, czyli nieistniejącego państwa
  • Bendery – jedyne miasto tego niby kraju po drugiej stronie Dniestru. To co zwraca tu uwagę to celowo nietynkowane domy ze śladami kul sprzed dwudziestu lat, pozostałości po wojnie domowej
  • stolica Mołdawii Kiszyniów
  • stolica Gagauzji Comrat
  • naddniestrzańskie monastyry Rudi, Japca, Tipova, Saharna,
  • twierdza w Soroce
  • Styrcza – wioska niemal całkowicie Polska,
  • Dom Polski w Bielcach
  • Orheiul Vechi – przepiękna kraina z wielkim kanionem, monastyrem Bosie i niesamowitą, wykutą w skale Pustelnią Rafała.

Ogólnie, jakieś plany są, ale wiele będzie improwizacji.

 Wnętrze cerkwi monastyru Pestera - najlepiej zachowanego mołdawskiego monastyru wykutego w skale. Stary, brodaty mnich wita nas nakazując założenie odpowiedniego stroju i oprowadza po wnętrzach. (fot. Grzegorz Czorapiński)

Wnętrze cerkwi monastyru Pestera – najlepiej zachowanego mołdawskiego monastyru wykutego w skale. Stary, brodaty mnich wita nas nakazując założenie odpowiedniego stroju i oprowadza po wnętrzach. (fot. Grzegorz Czorapiński)

– Cel wyprawy to przede wszystkim szukanie polskości na terenach, przez które przejeżdżacie. Skąd taka potrzeba?

– Polacy są na całym świecie, a odkąd nasze Państwo istnieje jako unijne województwo nasiliły się w nas nastroje patriotyczne. Chcemy sprawdzić jak ma się polska świadomość, tam gdzie przez dziesięciolecia była tępiona, a dzisiaj ożywa ze zwielokrotnioną siłą.

Coraz więcej osób w Mołdawii przyznaje się do pochodzenia polskiego. Czy to moda, korzyści materialne, czy wreszcie wolność i koniec strachu – zobaczymy.

Mołdawia jest pięknym, niedocenianym krajem, ludzie są przyjaźni i gościnni. Zakochałem się w nim od pierwszego wyjazdu. Teraz pragnę zabrać rodzinę i pokazać jej to czego wielki brak odczuwam w naszym szybkim, skomercjalizowanym świecie.

Samia Grabowska

Samia Grabowska

Czasem gdzieś jedzie. A jak nie jedzie to jej myśli wędrują daleko :) Dalej niż mogłyby ją zaprowadzić nogi.

Komentarze: (1)

Magda 16 czerwca 2013 o 10:35

Na wpis trafiłam dziś i to w poszukiwaniu artykułów o Rumunii. O Mołdawii czytam wszystko, co wpadnie w ręce i tez bardzo ten kraj, lubię tam jeździć i zawsze chętnie wracam. Niestety ze Szczecina mam podwójną odległość;), nad czym bardzo ubolewam, ale dzięki temu właśnie odkryłam Rumunię…
Ciekawa jestem, jak udała się ta podróż rowerowa z 2011 roku, no i najważniejsze, czy później jeszcze udało się to powtórzyć? Może w innej formie? Mołdawia jest dla mnie krajem bardzo ważnym, dla mnie to powrót do korzeni, miejsca, gdzie urodził się mój ojciec… mimo tych rodzinnych zależności, a może właśnie przez nie;), Mołdawia jest moim zdaniem bardzo dobrym celem wakacyjnej podróży :) Jeśli byłaby możliwość bardzo proszę o informacje, jak się Państwu po Mołdawii podróżowało:) Gratuluję fantastycznego pomysłu i pozdrawiam:)

Odpowiedz