Luiza i Bartek. (Fot. Bartek Turek)

Luiza i Bartek to pogodni optymiści z co rusz to nowym pomysłem na życie. I jeszcze większą ilością pomysłów na podróże. Przeczytajcie sami.

Po przejściu Camino de Santiago i roku spędzonym w La Corunii bezgranicznie zakochali się w hiszpańskiej Galicji. W 2011 roku spędzili pięć miesięcy w Ameryce Południowej, w tym kilka tygodni na wolontariatach. W ostatnie wakacje pojechali do Iranu, a w ferie do Burkina Faso. Prowadzą blog www.tuitam.net, pokazując wraz z innymi blogerami, że podróże to prawdziwy lajfstajl.

– Poznaliśmy się w związku z Iranem oraz organizacją imprezy Salam Iran w Poznaniu. Czy  podczas podróży po tym kraju znaleźliście coś, co was zamurowało, czego w ogóle się nie spodziewaliście zobaczyć/przeżyć?

Bartek: – Opinie osób, które Iran odwiedziły są zgodne – wszyscy opisują niezwykłą gościnność, serdecznych ludzi. Chyba największym zaskoczeniem było to, że te relacje nie były ani trochę podkolorowane, jak to się czasami zdarza. Tam naprawdę tak jest i my zostaliśmy kolejnymi osobami opowiadającymi o irańskiej dobroci i otwartości.

Luiza: – Właściwie nie miałam konkretnych oczekiwań. Oczywiście widziałam przed wyjazdem piękne zdjęcia zabytków, zwłaszcza esfahańskich meczetów i one mnie nie rozczarowały, ale to właśnie niesamowita życzliwość i gościnność Irańczyków jest tym, dla czego warto ten kraj odwiedzić i tym, co zachwyca najbardziej.

Wizyta w irańskim domu

Życzliwość i gościnność Irańczyków jest tym, dla czego warto odwiedzić ten kraj – mówi Luiza. (Fot. Bartek Turek)

Bartek: – Nie spodziewaliśmy się na pewno, że trafimy na pustynię i solnisko z zupełnie obcymi ludźmi. Okazało się, że jak powie się irańskiemu gospodarzowi, że coś by się chciało zrobić, to on stanie na głowie, żeby to się udało. W ten sposób trafiliśmy na Mustafę, który nadzoruje wydobycie soli na solnisku i był on kolejną osobą, która stwierdziła, że skoro przyjechaliśmy z tak daleka i chcemy zobaczyć słone jezioro, to oni muszą nam je pokazać.

– No dobrze, ale przecież pomysł na wyjazd do Iranu nie bierze się z powietrza… Jak doszło do tego, że tam pojechaliście?

Bartek: – Ja, w przeciwieństwie do Luizy, o Iranie myślałem od dawna i był to mój pomysł, by tam pojechać. O wyjeździe zdecydowaliśmy tydzień przed urlopem, a cztery dni później kupiliśmy czarterowe last-minute do Bułgarii. Chyba nie jest to długodystansowe planowanie ;)

Luiza: – Wyjazd do Iranu był jak dotąd najbardziej spontaniczną ze wszystkich naszych podróży. Często to zbiegi okoliczność decydują o tym, które miejsca odwiedzimy: ceny biletów lotniczych, znajomi, którzy akurat są w danym miejscu, itp.

– Faktycznie nie było to zaplanowane z długim wyprzedzeniem… W takim razie czy według was planowanie jakichkolwiek wyjazdów z dużym wyprzedzeniem jest sensowne?

Bartek: – Planowanie podróży to bardzo indywidualna sprawa i wiele osób czułoby się źle, nie mając rozplanowanej godziny po godzinie. My, gdy tylko możemy sobie na to pozwolić, kupujemy bilet w jedną stronę i zaznaczamy na mapie miejsca, które chcielibyśmy odwiedzić. Przy dłuższych wyjazdach planujemy w drodze, czasem nawet z dnia na dzień. Warto poddać się rytmowi podróży, nie spieszyć się. Momenty i miejsca, które najbardziej utkwiły nam w pamięci to właśnie te, które wynikały ze splotu jakichś wydarzeń, takie których nie planowaliśmy.

Podróżniczka Luiza Turek i foka

Z cyklu: bliskie spotkania trzeciego stopnia… (Fot. Bartek Turek)

– Czytałam na waszym blogu, że krótka wycieczka do Słowenii nie zrobiła na was większego wrażenia, ale Wenecję wspominacie już trochę cieplej. Jak to możliwe? Pytam, bo nie znoszę Wenecji, a Słowenię kocham jak drugą ojczyznę.

Luiza: – Wenecja już zawsze będzie dla nas wyjątkowym miejscem, bo tam kilka lat temu się zaręczyliśmy.

Trafiliśmy tam też na niezwykłych ludzi. Nieczęsto bywamy w towarzystwie weneckich artystów, osób wystawiających swoje prace w galeriach Nowego Jorku, którzy przy tym wszystkim są bardzo gościnni i otwarci.

Dodatkowo, inaczej postrzegamy daną podróż na miejscu lub krótko po niej, a inaczej po upływie kilku czy kilkunastu miesięcy. Tak właśnie było ze Słowenią ale też i np. z Boliwią – wyjeżdżając napisaliśmy na naszym blogu: Hasta siempre Bolivia, a teraz Boliwia jest jedną z pierwszych na liście krajów, które byśmy chcieli ponownie odwiedzić.

– Po co jedzie się do Burkiny Faso i dlaczego według was warto (a może nie? może nuda, szarzyzna i bez sensu?;))

Bartek: – O Burkinie Faso mówi się, że nie kojarzy się absolutnie z niczym. Atrakcji turystycznych w dosłownym znaczeniu wielu tam nie ma, ale intensywnie pomarańczowe drogi, mnóstwo kolorów i mili ludzie to było dokładnie to, czego oczekiwaliśmy. Spełniliśmy nasze marzenie o Afryce – wypożyczyliśmy motocykl i jeździliśmy po wioskach, do których niezbyt często trafiają turyści.

Polecamy: Jechać czy nie jechać do Burkiny Faso?

Luiza: – Jednym z bezpośrednich powodów wyjazdu właśnie do Burkiny Faso był nasz znajomy, który pracuje tam na wolontariacie. Chcieliśmy go odwiedzić, a przy okazji poznać ten kraj z innej perspektywy. Druga taka okazja by się już nie powtórzyła.

– W takim razie czy udało się wam zobaczyć święte krokodyle z Sabou?

Bartek: – Początkowo nawet myśleliśmy o tym, żeby pojechać do Sabou, ale po zobaczeniu Świętego Baobabu, Świętych Kurczaków, Świętych Drzew, Świętych Kopców i Świętych Sumów odpuściliśmy. Poprzestaliśmy na zwykłych, nie-świętych krokodylach w jednej z wiosek.

– Byliście już na tylu kontynentach, a czas spędzony przez was w podróży można liczyć w latach. Czy mieliście kiedykolwiek dość wyjazdów i zatęskniliście za szarą codziennością, molem w Sopocie? Czy którykolwiek z wyjazdów dał wam w kość, tak że trzeba było odpocząć od podróży? A może im ciężej, tym lepiej?

Luiza: – Oczywiście że tęsknimy, może nie podczas wyjazdów dwutygodniowych, ale przy tych dłuższych nieraz zdarzyło nam się marzyć o naszym mieszkaniu, o łóżku, o ciepłej bieżącej wodzie, o kanapce z serem, a nawet o zakupach w Tesco ;) Jednak to właśnie te uciążliwe, trudne momenty najdłużej zostają w pamięci, a satysfakcja z “przetrwania” i  pokonania słabości jest wtedy jeszcze większa.

Ekwador - nocleg w namiocie

Dziki nocleg w ekwadorskiej dżungli. (Fot. Luiza Turek)

Bartek: – Przypominam sobie tylko jedną taką sytuację, gdy na poważnie rozważaliśmy słuszność decyzji o wyjeździe – za dużo się naczytaliśmy o niebezpieczeństwach w Ameryce Południowej na forach i byliśmy na tyle zestresowani, że nie cieszyliśmy się pobytem. Na szczęście już po kilku dniach i skonfrontowaniu internetowych opinii z rzeczywistością, opanowaliśmy stres i mogliśmy w pełni cieszyć się podróżą.

Po powrocie do Polski z dłuższej podróży radość sprawia zwykłe życie, brak zmagania się z trudnościami, bezpieczeństwo i komfort własnego domu. Już po tygodniu jednak znów chce się wyruszyć w drogę.

– Czy macie jakieś miejsce, do którego możecie wracać wielokrotnie poza Polską? Czy wasze podróże są raczej nakierowane na zwiedzenie jak największej ilości ciekawych miejsc?

Bartek: – W hiszpańskiej Galicji zakochaliśmy się już kilka lat temu (przy okazji Camino de Santiago) i jest dla nas prawie drugim domem, tam możemy wracać w każdej chwili i na dowolnie długi czas. Kilka lat temu spędziliśmy tam rok studiując na wymianie, a po jakimś czasie Luiza robiła tam paromiesięczne praktyki.

Luiza: – Są miejsca, które nas zauroczyły od pierwszej chwili i oczywiście fajnie by było odwiedzić je jeszcze raz, ale to nie zwiedzanie jest najważniejsze, a konkretne momenty, które są w dużej mierze niepowtarzalne. Emocji towarzyszących dotarciu do upragnionego celu po długiej wędrówce, wieczornej rozmowy z napotkanymi ludźmi, radości z wyczekiwanego dnia nie da się powtórzyć. Nigdy na przykład nie zapomnę pierwszego poranka w Hawanie, zupełnie magicznego, tak jak byśmy przenieśli się do innej rzeczywistości. I chociaż wiem, że to wrażenie nie może się powtórzyć, wciąż marzę, by wrócić na Kubę.

– Podróż pary może być miodowym miesiącem lub piekłem. Czy macie czasem problem z dogadaniem się w podróży? Funkcjonuje u was jakiś podział obowiązków na wyjeździe, czy raczej totalna wolna amerykanka bez żadnych ustaleń?

Luiza i Bartek Turek w Tatrach

Pozdrowienia z Tatr. (Fot. Bartek Turek)

Bartek: – W podróży jesteśmy bardziej zgodni! Upodobania mamy podobne, więc zazwyczaj chcemy robić te same rzeczy w podobny sposób. Gdy w czymś się różnimy to wybieramy taką opcję, żebyśmy oboje byli zadowoleni.

Nie mamy sztywnego podziału obowiązków, ale część rzeczy jakoś sama się podzieliła. Ja zazwyczaj zajmuję się szeroko pojętym organizowaniem: pakowaniem, zwłaszcza sprzętu turystycznego czy lekarstw, dbam o wydatki, robię zakupy i się targuję. Luiza zajmuje się planowaniem, to ona zaznacza na mapie miejsca warte odwiedzenia. Poza tym wzięła na siebie wszystkie obowiązki związane z fotografią, czyli np. obróbką zdjęć czy wyborem tych na bloga.

– Jak zaczynaliście swoje podróżowanie? I jakie rady dalibyście osobom chcącym zacząć spełniać swe podróżnicze marzenia?

Luiza: – W pierwszą, samodzielną i wspólną podróż wybraliśmy się tuż po maturze, kupiliśmy bilety na autobus do Hiszpanii (bez daty powrotu) i ruszyliśmy pieszo do Santiago de Compostela, a potem na wybrzeże Atlantyku. Od tamtej chwili bezustannie tęsknimy za galicyjską zielenią, zapachem lasów eukaliptusowych i skalistym wybrzeżem, a sama wędrówka na pewno wpłynęła na to w jaki sposób teraz podróżujemy.

Bartek: – Co możemy doradzić osobom chcącym zacząć spełniać podróżnicze marzenia? Nie szukajcie wymówek, pakujcie plecak i ruszajcie przed siebie! Świat stoi otworem, a w Internecie można znaleźć odpowiedzi na chyba wszystkie podróżnicze pytania. Podróżowanie nigdy wcześniej nie było tak proste jak teraz.

– Plany, plany – każdy kto podróżuje równie często jak wy ma jakieś w zanadrzu. Co planujecie w najbliższym czasie?

Bartek: – Planów jest aż za dużo i nie wiemy, które uda się spełnić. Mamy dużo pomysłów na życie i jeszcze więcej na podróże, musimy to wszystko tylko poukładać i wybrać te najlepsze.

Luiza: – Najbliższy, dłuższy wyjazd będzie wyjątkowy, bo pierwszy raz będziemy podróżować jako organizatorzy. Kierunek też nie należy do tych standardowych, ale na razie jeszcze nic nie zdradzamy! Biletu powrotnego nie mamy :)

Katarzyna Jadaluk

Temperament niepohamowany. Kiedyś obejrzała ’Persepolis’ i zamarzyła o wyjeździe do Iranu. Dlatego najpierw pojechała rowerem za koło podbiegunowe – co dało początek Rowerowej Rosji. Grafik,upadły architekt, fanka Iwana Wyrypajewa. Pasja jest dla niej najważniejsza.

Komentarze: (1)

mota 20 marca 2016 o 10:19

hi bartek
Please e-mail me a check

Odpowiedz