Niedawno Peron4 objął swoim patronatem akcję zatytułowaną project: Sailing. W wywiadzie z jego spiritus movens – Łukaszem Koperskim – postaramy się wam przybliżyć tę inicjatywę.

– Czym lub kim jest project: Sailing?

Project: Sailing to na daną chwilę inicjatywa, która ma za zadanie wzbudzić zainteresowanie planowanym na lipiec 2012 roku rejsem dookoła Bałtyku. Znajomy podsunął mi  pomysł bym skorzystał z potęgi internetu i rozreklamował swoje przedsięwzięcie. Po pierwsze dzięki rozgłosowi łatwiej będzie skompletować załogę, a po drugie jest to świetny sposób na zdobycie sponsorów.

– Czyli project: Sailing to jesteś ty jako jednostka. Kapitan łupiny, do której załogę dopiero będziesz kompletował, zgadza się?

– Zgadza się, jestem chwilowo sam sobie sterem i okrętem. Chociaż mój kolega Jasiek Domański, który równolegle do mnie propozycję identycznego rejsu zamieścił w ofercie swojej firmy, jest bardzo pomocny jeśli chodzi o organizację. Będziemy płynąć w dwa jachty, z tą tylko różnicą, że jego rejs będzie komercyjny, a mój nie.

Pomysłodawca "project: Sailing" na Darze Młodzieży. (Fot. Łukasz Koperski)

Pomysłodawca „project: Sailing” na Darze Młodzieży. (Fot. Łukasz Koperski)

– Dlaczego właśnie żeglowanie jako sposób na podróż?

– Nie przychodzi mi na myśl żaden inny sposób podróżowania na znaczne odległości, który by dawał tak dużą satysfakcję z okiełznania żywiołu i nagięcia go do swojej woli. Oczywiście jest aspekt samotności, odcięcia od świata w ogólności i sieci telefonicznych w szczególności, co składa się na spokój i odpoczynek, ale to można uzyskać i na lądzie, chociażby w Bieszczadach.

Jasne, jacht to też ograniczenie – nie pożeglujemy do Las Vegas, ale z drugiej strony jest to również i swoboda, bo na świecie jest tyle malowniczych wysepek, na które inaczej niż wodą nie da się dotrzeć, że są one w stanie wiele wynagrodzić. Poza tym kto powiedział, że żeglarz nie może po zejściu na ląd wypożyczyć samochodu?

– Najbliższy rejs planujesz na lipiec 2012 roku. Jaka będzie jego trasa? Ile czasu planujecie  spędzić na morzu? Czy, a jeśli tak, to jak sporo poświęcicie na zwiedzanie portów i miast do których zawiniecie?

– Rejs został podzielony na trzy, mniej więcej równe etapy, gdyż nie każdy jest w stanie rzucić wszystko i zniknąć na miesiąc. Zaczniemy 30.06 w Gdańsku lub Gdyni i pożeglujemy wzdłuż wybrzeża państw bałtyckich do Finlandii, po drodze zawijając do takich portów jak Kłajpeda, Lepaja, czy Tallinn. Planujemy także odwiedzić Helsinki, a pierwszy etap zakończyć 9.07 w fińskim Turku, gdzie dokona się wymiana załóg. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, jeśli ktoś będzie chciał wziąć udział w więcej niż jednym etapie!.

Dalej pożeglujemy na północ do szwedzkiego Sundsvall, by stamtąd zawrócić i udać się na Alandy, a potem przez szkiery do Sztokholmu i tam 18.07 będzie miała miejsce kolejna wymiana załóg.

Tam też rozpocznie się trzeci i ostatni etap, podczas którego zawitamy na Gotlandię, Olandię, Utklippan, Christianso oraz Bornholm, a całość zakończy się 28.07, choć port docelowy jeszcze nie jest znany, gdyż możliwe że zamiast w stronę Trójmiasta, pożeglujemy do Szczecina.

Natomiast, jeśli chodzi o stosunek czasu spędzonego na morzu do tego, jaki spożytkujemy na zwiedzanie, to myślę, że bezpiecznym założeniem będzie około 2 do 1 na rzecz żeglowania. Nie oszukujmy się, powyższy plan jest z kategorii ambitnych i daje niewielki margines błędu, a ponad to w zamyśle ma być to rejs stażowy, czyli taki, który da załogantom godziny na morzu potrzebne do ubiegania się o wyższe uprawnienia żeglarskie.

– Czym planujesz płynąć?

– W zależności od zainteresowania zamierzam wyczarterować jacht ośmioosobowy, o długości mniej więcej 11 metrów, lub jeśli będzie więcej chętnych, to coś powyżej 12 metrów, mieszczące minimum 10 osób załogi. Posiadam uprawnienia zezwalające mi na prowadzenie jachtów nawet do 18 metrów, ale to już by była przesada.

– Czy aby popłynąć w taki rejs trzeba mieć doświadczenie w żeglowaniu? Jakieś patenty, kursy, etc?

– Nie, załogantem zazwyczaj może być nawet osoba, która nigdy nie miała styczności z żeglarstwem. Obowiązek ukończenia odpowiednich kursów oraz, co za tym idzie, posiadania wymaganych przez polskie prawo uprawnień, jest nałożony na kapitana.

Chociaż w zależności od na przykład wielkości jachtu, Polski Związek Żeglarstwa często nakłada dodatkowe obostrzenia i wymusza by dodatkowo chociaż część załogi miała jakieś żeglarskie patenty. Zdarzają się także przypadkami, gdy właściciele jachtów dodatkowo zaostrzają te wymogi. Jest to oczywiście podyktowane bezpieczeństwem.

– Jak można dołączyć do załogi?

– Na razie wstępne informacje wysłałem wszystkim moim znajomym, którzy wyrazili zainteresowanie oraz tym, którzy takiego zainteresowania nie wyrazili, ale wiem że potencjalnie moja oferta mogłaby ich zaciekawić. A dalej informacja rozprzestrzenia się na chwilę obecną głównie dzięki poczcie pantoflowej. Niedługo (między innymi dzięki Peronowi) zacznę bardziej reklamować mój rejs i wtedy chętni będą mogli zgłosić się do mnie lub do Jaśka, a teraz w zasadzie jedynym sposobem kontaktu jest strona projektu na Facebooku – project:Sailing.

– Koedukacja czy męska sprawa?

– Jak najbardziej koedukacja. W dodatku w tej chwili chęć wzięcia udziału w rejsie zdeklarowały głównie dziewczyny. Tak samo nie będę patrzył na wiek, choć w przypadku osób niepełnoletnich będę chciał porozmawiać z rodzicami, by ustalić zakres mojej odpowiedzialności. Żeglarstwo jest dla wszystkich, bez względu na płeć, wiek czy nawet stopień sprawności.

– Zapewne masz na swoim koncie podobne wyprawy. Co sprowadza nas do pytania: jak laikowi nakreśliłbyś obraz takiego rejsu?

– Rejsu podobnego do mojego, czyli stażowo-turystycznego po Bałtyku? Jak sama nazwa wskazuje, składa się on z dwóch części, czyli żeglowania i zwiedzania. Pierwsza z nich to na zmianę kilka (zazwyczaj cztery) godzin wachty, podczas której załogant siedzi za sterem, kontroluje ustawienie żagli, wykonuje prace nawigacyjne lub przygotowuje posiłek dla całej załogi, po których to czynnościach następuje kilkugodzinny (cztery do ośmiu godzin) odpoczynek, kiedy można poczytać książkę, pójść spać, albo zapatrzyć się w odległy horyzont lub nieprzytłumione światłami miast gwiazdy.

Po dopłynięciu do portu załoga ma czas by zwiedzić nowe miejsce, uzupełnić prowiant i znowu w morze. Osobiście raczej staram się nie stać w porcie dłużej niż to konieczne, gdyż spać można płynąc, a taka z pozoru gonitwa może pozwolić na więcej, niż plan rejsu początkowo zakładał.

– Laików takich jak ja nurtuje pytanie: choroba morska – prawda czy mit?

– Niestety jest to jak najbardziej prawda, choć nie ma zasady odnośnie tego kto zachoruje, ani jak długo będzie go trzymać. Może przewiesić przez burtę twardego faceta, podczas gdy jego żona, która wcześniej ostrzegała, że ma słaby żołądek, będzie się beztrosko opalać.

Sposobów na tę przypadłość jest wiele, ale jak mawia stare żeglarskie porzekadło: najlepszym lekarstwem na chorobę morską jest ciężka robota na pokładzie lub odpoczynek w cieniu rozłożystego dębu!

– Najzabawniejsza oraz ta najbardziej niebezpieczna przygoda jaką doświadczyłeś, albo byłeś świadkiem podczas któregoś z poprzednich rejsów po Bałtyku?

– Najzabawniejszy był dowód na istnienie choroby lądowej. Miało to miejsce na moim pierwszym rejsie morskim – przypłynęliśmy do Kopenhagi po dłuższym przelocie i gdy tylko zacumowaliśmy do kei, pobiegłem do portowej toalety. Rozumiecie – czystko i pachnąco, nie to co pod pokładem naszego jachtu. Wielkie było moje zdziwienie, gdy usiadłszy i odprężywszy się musiałem zaprzeć się rękami o ściany w obawie przed upadkiem na podłogę, bo całe pomieszczenie zaczęło kołysać mi się przed oczami.

Natomiast najniebezpieczniejsza przygoda, jaką przeżyłem, miała miejsce na Zalewie Szczecińskim. O północy w wąskim przejściu przyszło mi wybierać między zderzeniem z kontenerowcem a wejściem na mieliznę. Oczywiście wybrałem to drugie, a po pół godzinie udało nam się zejść z niej o własnych siłach, więc można powiedzieć, że mi się upiekło, ale nie zaliczam tego wspomnienia do miłych.

– Na koniec zaś pytanie o genezę project: Sailing. Dlaczego sobie utrudniać życie takimi niecodziennymi pomysłami?

– Trzeba mieć fioła na jakimś punkcie – dla mnie jest to żeglarstwo morskie, bo nigdzie indziej nie znajduję tak bogatej mieszanki emocjonalnej.

Wojciech Pietrzak

Z zawodu dtpowiec, z natury indywidualista. Militarysta, koneser napojów alkoholowych i jak wykazał KIEP – turysta.

Komentarze: 2

Krzysiek212 14 grudnia 2011 o 11:42

Ahoj Lukasz!
Nie moge znalezc w artykule namiaru na Ciebie. Robimy rejs prywatnym jachtem dookola Europy, mamy wolne miejsce na ciekawy odcinek, rejs po kosztach, jedzenie i mariny. Oprocz tego mam pewien pomysl na ciekawy projekt i szukam fascynatow. Pisz na maila: krzysiek212@o2.pl

Odpowiedz

Stanisław 24 lutego 2012 o 8:18

Projekt nie nowy.W maju 2012 rusza kpt. Tułnowski z Kołobrzegu w samotny rejs dookoła Morza Bałtyckiego i jego Zatok.
TRASA na http://www.kapitan-tulnowski.pl
Pozdrawiam.

Odpowiedz