Rowerowa podróż przez Korsykę

Rowerowa podróż przez Korsykę wymaga przygotowania fizycznego, gwarantuje jednak niezapomniane wrażenia. (wyprawyzreporterem.pl)

– To nie wyspa, to kontynent! – wyraził się kiedyś o Korsyce podekscytowany amerykański dyplomata. Trudno mu się dziwić, skoro ujrzał na tak małej przestrzeni góry o charakterze alpejskim, turkusowe morze i pustynię.

650-kilometrowa linia brzegowa wyspy jest jednym z ostatnich prawdziwie dzikich regionów na kontynencie. Tym bardziej trudno w to uwierzyć, bo Korsyka leży w Europie Zachodniej. Wyspa może stanowić zagadkę dla geografów turystyki. Turyści lgną latem do wysp greckich, włoskich, czy Hiszpanii, jakby omijając perłę basenu śródziemnomorskiego szerokim łukiem albo ograniczając pobyt do nadmorskich kurortów na południu. Korsyka to spokój, cisza, sielskie krajobrazy, a kompleksów wypoczynkowych jak na lekarstwo. Czyżby jedną z przyczyn była polityka?

Podróz przez Korsykę

Po drodze mielismy rózne spotkania… (wyprawyzreporterem.pl)

Korsyka przypomina górską twierdzę wystającą z morza. Jej wnętrze wypełnia system ostrych górskich grani, rozdzielających przez długie wieki osiadłe w dolinach górskie klany. Korsykę na przestrzeni dziejów najeżdżała cała litania najeźdźców, pozbawiając jej mieszkańców autonomii. Na wyspie zrodził się silny ruch separatystyczny. Korsykańscy buntownicy skutecznie odstraszali inwestorów, podkładając bomby. Mimo że sytuacja na Korsyce aktualnie jest stabilna, Korsykanie silnie akcentują swoją tożsamość. Posługują się na co dzień językiem korsykańskim, połączeniem włoskiego i francuskiego. Pradawne więzi klanowe są ciągle żywe w kulturze i tradycji Korsykan.

A może turystów, nawykłych do wygód, odstrasza po prostu surowy widok wyspy?

Czego się spodziewaliśmy? Typowego krajobrazu południa Europy: suchej, spieczonej ziemi, skał, tłumów wczasowiczów i nocnych klubów. Ale szybko zrozumieliśmy zaskoczenie amerykańskiego dyplomaty.

Kiedy zbudziliśmy się z porannej drzemki na promie Livorno (Włochy) – Bastia (stolica Korsyki), na horyzoncie majaczyła już strzelista góra wyrastająca z szafirowej wody. – Przecież to wygląda jak jakiś Ekwador! – usłyszałem głos jednego z uczestników wyprawy.

W Bastii przypinamy do siodełek naszych rowerów sakwy z ekwipunkiem. Na dzikiej wyspie, ze słabo rozwiniętym transportem publicznym, dwa kółka miały być strzałem w dziesiątkę. Były.

Prowadząca brzegiem morza droga na Korsyce

Korsyka to przede wszystkim olbrzymie kontrasty i róznorodność. Zaczynamy od przyjemnej przejażdżki brzegiem morza. (wyprawyzreporterem.pl)

Po pierwsze, na Korsyce żyje jedynie 275 tys. ludzi. Kuszą surowe zakamarki wyspy. Nic nie zastąpi na tu rowerów – rano chłód górskich kotlin, potem długie podjazdy i zjazdy (do 4 kilometrów!), a wieczorem, czasem i nocą obowiązkowa kąpiel w czystym morzu i wyśmienite korsykańskie wino.

Po drugie – zapach makii. Dopiero kiedy rozcina się powietrze, jadąc na rowerze, jej zapach atakuje nasze nozdrza i nie odpuszcza do samego końca.

– To jeszcze nic! Przyjeździe tu wiosną – tłumaczy Korsykanin. – Wtedy wszystko kwitnie, można się od tej woni udusić!

Po trzecie – kontrasty, różnorodność. Nasza trasa (średnio czterdzieści kilometrów dziennie, łącznie 300 kilometrów) wiedzie brzegiem morza od Bastii, przez Centurię, I’lle Rousse, Calvi, aż do Porto. Góry i morze, na zmianę, albo po prostu jednocześnie. Jakby przestawić całe Tatry i postawić tuż nad brzegiem Bałtyku.

Mając za sobą podróże na inne kontynenty, z pełną odpowiedzialnością stwierdzam: przede mną jeden z najbardziej spektakularnych krajobrazów na Ziemi. Skaliste ściany wpadają wprost do morza, drogi wiją się nad przepaściami, jakby celowo wystawiały na próbę odwagę cyklistów i kierowców, człapią po nich dzikie świnie z okolicznych rześkich lasów, a cały czas towarzyszy nam widok Alp Korsykańskich. To ich granią wiedzie najdłuższy i najtrudniejszy szlak górski w Europie – R 20.

Z dnia na dzień nasza kondycja rośnie. Nie oszukujmy się: rowerowy trekking na Korsyce wymaga przygotowania fizycznego, choć przy odpowiednim nastawieniu dadzą sobie na nim radę z pewnością tzw. rowerzyści weekendowi. Ale czy to nie sprawiedliwe? W czasach łatwych wojaży, w których wiele atrakcji można zwyczajnie kupić, istnieją jeszcze miejsca (najpiękniejsze), które bronią do siebie dostępu. Potrzeba czasu i wysiłku, by do nich dotrzeć.

Wieże-strażnice - charakterystyczny obrazek na Korsyce

Jadąc wzdłuż korsykańskiego wybrzeża mija się charakterystyczne wieże-strażnice. (wyprawyzreporterem.pl)

Trasę zaczynamy od objazdu półwyspu Corse na północy, który przypomina ludzki palec, jakby specjalnie wystawiony, żeby nadziali się na niego europejscy najeźdźcy. Mówi się o nim, że to wyspa na wyspie. Najbardziej wysunięty w kierunku kontynentu od zawsze stanowił strategiczny punkt dla kupców. Doskonale zdawały sobie z tego sprawę żyjące z wina i oliwy kupieckie klany z Genui, które starały się utrzymywać z mieszkańcami półwyspu przyjazne stosunki.

Genueńskie rody budowały na skalistym wybrzeżu wieże-strażnice, chroniące przed zakusami innych przybyszy z kontynentu. Dokładnie te, które mijamy, jadąc wzdłuż wybrzeża. Kolonialna architektura „nowobogackich” kontrastuje z okolicznymi wioseczkami, przycupniętymi wśród winnic, skał i lazurowych zatoczek.

Pustynia na Korsyce

Częśc Korsyki to najprawdziwsza pustynia. (wyprawyzreporterem.pl)

We wsi Casta odbijamy w prawo w kierunku najpiękniejszej plaży na wyspie – Saleccia. Zanim do niej dotrzemy czeka nas 12-kiometrowy zjazd szutrową drogą przez pustynię. Desert des Agriates, jałowy rejon na południe od półwyspu Corse pokrywają nagie skały i śródziemnomorska makia. Trudno uwierzyć, że rejon ten przed stuleciem tętnił życiem. Na zimę z górskich hal schodzili nad morze pasterze, wracając do swoich poletek, na których uprawiali oliwki.

Mieszkańcy sami doprowadzili do pustynnienia swojej ziemi, regularnie wypalając pola przed zasiewami. Swoje zrobiły trawiące wyspę pożary. Pustynia rozpościera się bezpośrednio nad morzem, tuż przy białych plażach. Piaszczysta Saleccia słynie z niezwykłego koloru wody w zatoce i swojego położenia – oddalona od dróg asfaltowych, w pobliżu znajduje się tylko jeden kemping. A nocą – cisza, cykady, niebo białe od gwiazd.

Mijamy I’lle Rousse i wjeżdżamy do serca prowincji La Balagne. Wstajemy jeszcze przed świtem, zwijamy namioty i ruszamy w trasę. Przed nami wyzwanie: wjazd do miasteczka San Antonino, położonego dosłownie na wierzchołku góry, ponad pół kilometra nad taflą morza.

Korsyka, miasteczko San Antonio.

San Antonio to malowniczo położone miasteczko w prowincji La Balagne. (wyprawyzreporterem.pl)

Gdy docieramy na szczyt, ledwo oddychamy, ale czeka nas nagroda: szklaneczka miejscowego specjału – gęsty, zimny sok z limonki i kawa w najwyżej położonej kawiarence w miasteczku, skąd roztacza się jedyna taka panorama: z lewej mur Alp Korsykańskich z płatami śniegu na turniach, po prawej aż po rozmyty horyzont błękitne morze. To niewiarygodne, San Antonino to nie skansen. W tym bajecznym miasteczku, którego usytuowanie tłumaczy tylko i wyłącznie średniowieczna strategia obronna, ciągle mieszkają ludzie.

Każdy dzień przynosi coś innego. Nie ma mowy o monotonii. Calvi, kolejne miasteczko na naszej trasie, to elegancki, zadbany kurort z wyśmienitą kuchnią, w stylu miasteczek Lazurowego Wybrzeża. Zupełnie inaczej niż w Saint Florent, przypominającym raczej włoską Toskanię. Cała Korsyka: jutro spływ kajakami w delcie rzeki Fangu pełnej żółwi, pojutrze emocjonujący rowerowy trawers pionowych ścian drogami, na których ledwo mijają się samochody, wreszcie Porto przycupnięte pod skrzesaną, monumentalną górską ścianą wpadającą do morza.

Wracając do Bastii naszym busem (towarzyszył nam w drugiej części wyjazdu, wożąc bagaże), zatrzymaliśmy się w Corte, byłej stolicy Korsyki, położonej u stóp Alp Korsykańskich. Corte jest ciągle bastionem korsykańskiego nacjonalizmu, o czym świadczą choćby napisy na murach i przekreślone sprajem francuskie nazwy.

Opaleni jak murzyni, przewiani wiatrem odpłynęliśmy promem do Livorno. Rowery na Korsyce to kapitalny pomysł na aktywny urlop i pełną regenerację (przede wszystkim psychiczną). Przecież Korsykanie, razem z Sardyńczykami, co potwierdzają rankingi, cieszą się najlepszym zdrowiem na całym kontynencie.

Wyprawyzreporterem.pl

Jest pierwszą w Polsce agencją, rozwijającą ofertę ambitnych wyjazdów tematycznych np. warsztaty fotoreporterskie w Maroko, kursy batiku na Bali, kursy kulinarne, lekcje tanga w Buenos Aires, wyprawy konne i rowerowe, wyjazdy piłkarskie, wyprawy dla rodzin z małymi dziećmi, wyjazdy kulturalne, a także ambitne ekspedycje. Uczestnicy aktywnie biorą udział w wyprawach np. prezentując swoje prace fotograficzne na wystawach. Nie pozwalamy na eksploatację tubylców i śmiecenie, nawet kosztem utraty klienta. Nie mamimy ludzi tanią przygodą. Wierzymy w ich inteligencję.

Wyprawy z reporterem

Autorsko, po swojemu, czasem alternatywnie. Ludzie,
którzy nie lubią bezmyślnych rajdów przez kraje. W pestki, trzeba iść w pestki – wyprawyzreporterem.pl.

Komentarze: Bądź pierwsza/y