Ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca niczym echo do mojej głowy myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił.

1.

Przerwa podczas jednego z warsztatów post-turysty o odpowiedzialnym podróżowaniu. Podchodzi do mnie chłopak: początek studiów, koszula w kratkę, na warsztaty przyszedł z gitarą. Niedawno kupił bilet do Etiopii. Czy można tam jeździć autostopem? – zapytał. Odpowiedziałam, że owszem, jednakże autostop jest w Etiopii płatny – kierowcy należy wręczyć równowartość biletu autobusowego na danej trasie. Posmutniał. Ale jak to? Ja nigdy za autostopa nie płacę. A jak powiem, że jestem tylko studentem, to też każą mi zapłacić?

2.

Brak zbędnego bagażu, wolni jak ptaki. Czy chcielibyśmy tak podróżować? Większość odpowie: oczywiście! Archetyp hippisowskiej podróży – bez grosza przy duszy, podczas romantycznej wyprawy stopem i nieustannego bratania się ze spotkanymi mieszkańcami – jest jednym z najsilniejszych archetypów wbudowanych w naszą turystyczną wyobraźnię. Wzmacnia go popkultura. Wzmacniają liczne artykuły i porady w stylu: jak wyjechać w podróż ze 100 dolarami w kieszeni, dookoła świata bez płacenia za noclegi, na czym i jak oszczędzać w podróży. Wzmacnia w końcu, pewne przekonanie, przez wielu traktowane niczym dogmat, że ten kto zapłacił mało, jest godnym pochwały spryciarzem, a płacący więcej są zwykłymi naiwniakami, którzy dali się nabrać. Uwierzyliśmy bowiem, że oszczędzanie zawsze i wszędzie jest cnotą. A może jednak nie zawsze i nie wszędzie?

Kiedy w takim razie nasze oszczędzanie, potrafiące przerodzić się w sknerstwo, wcale nie musi być czymś dobrym i pożytecznym? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, musimy wpierw oswoić się z najważniejszą zasadą świadomej konsumpcji: poprzez sam wybór miejsca pozostawienia swoich pieniędzy mamy wpływ na świat. W przypadku turysty – czyli konsumenta na wakacjach – wydając pieniądze, oddziałujemy bezpośrednio na odwiedzane przez siebie miejsca. Dlatego też, o wydawaniu pieniędzy podczas podróży, można myśleć, jako o formie wsparcia lokalnych mieszkańców, a w pewnych przypadkach również, jako o zadośćuczynieniu szkód wynikłych ze zmasowanego ruchu turystycznego. Tym bardziej, że w świecie gloryfikującym konkurencję i cięcie kosztów, zwykła godziwa zapłata, może być traktowana między innymi jako coś upodmiotawiającego, wspomożenie działania wędki, zamiast dokładania się do ryby. W ten sposób relacje handlowe postrzega się na przykład w ruchu „fair trade” (czyt. „sprawiedliwy handel”). Esej Więcej na ten temat w eseju Izabeli Poliszuk o idei Fair Trade Tourism w naszym Przewodniku po ideach podróżowania

3.

Kiedy z własnej woli wyjeżdżamy w podróż, wyposażeni nie w gotówkę, ale w nastawienie, że „jakoś to będzie”, to często bywa, że oprzeć się musimy na pomocy innych. Już samo to wydaje się problematycznym przerzucaniem odpowiedzialności na kogoś. Moje wątpliwości etyczne rosną jednak jeszcze bardziej, gdy z takim nastawieniem odwiedzamy kraje dużo mniej zamożne od naszego. Bo „jakoś to będzie” to znaczy, że ktoś nam pomoże. Czytaj: ktoś za nas zapłaci. Bywa, że ktoś, kogo standard i możliwości życiowe są dużo skromniejsze od naszych. Trudno zatem nie nazwać takiej postawy zaplanowanym wykorzystywaniem ze względu na własną przyjemność, jaką jest wakacyjna podróż. Wręcz pewną formą wyzysku. A jest z czego korzystać, bo w porównaniu z mieszkańcami niektórych państw, polska „tradycyjna gościnność” wydaje się dość mocno wyblakła.

Jak zostać travelbrytą? Przewodnik post-turysty

Przykładów nie trzeba długo szukać, choćby w Gruzji, Iranie czy Afganistanie gość traktowany jest w sposób wyjątkowy. I niestety bywa to nadużywane przez turystów. W relacjach polskich podróżników przeczytać można o rodzinach, które pożyczały pieniądze od znajomych, żeby stać je było na podejmowanie turystów. W skrajnych sytuacjach, członkowie rodziny sami odmawiali sobie kolacji, żeby nakarmić swojego gościa. Z drugiej strony, nierzadko mi samej zdarzało się być zapraszaną na rodzinną kolację po tym, gdy jedynie zapytałam kogoś o drogę. Nie łatwo wtedy zorientować się, czy zaproszenie nie jest przypadkiem tylko kurtuazją, ani czy moja wizyta przysporzy gospodarzom więcej radości czy kłopotu. Zdarzą się jednak tacy, który celowo wykorzystają każdą serdeczność gospodarzy, każdą taką propozycję.

W Erywaniu, stolicy Armenii, goszczona byłam przez tamtejszego studenta, z którym skontaktowałam się przez portal couchsurfing.org. Nocował u niego także inny turysta, który po umówieniu się na kilka dni zasiedział się ponad dwa tygodnie. Na koniec zapytał, czy któryś z przyjaciół naszego gospodarza może odwieźć go na lotnisko, bo skończyły mu się już pieniądze i nie stać go na taksówkę, a „na pamiątkę” zabił i wziął ze sobą niegroźnego skorpiona, który odwiedzał nasz dom i sprawiał wszystkim dużo radości.

Zatem ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca niczym echo do mojej głowy myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił.

4.

Oszczędność wyzyskująca nie musi wynikać tylko z nadużywania gościnności, które prowadzi do tego, że ktoś musi nas utrzymywać. Może przybierać bardziej bezpośrednią formę. Na przykład targowanie się o niewielkie kwoty, które może realnie wpłynąć na kondycję finansową osoby, od której kupujemy produkt lub usługę. Dla nas stanowi ono najczęściej wakacyjną rozrywkę w rywalizację, kto będzie bardziej chytry. Choć w głębi duszy – powiedziałby psycholog – jest też wyrazem naszej tęsknoty za „światem bazarem”, w którym – podobnie jak pogawędka ze sprzedawcą – handlowi towarzyszą relacje międzyludzkie. Świat bazar przeciwstawiany jest bowiem kojarzonemu z naszym kręgiem kulturowym zindywidualizowanemu „światowi supermarketowi”, w którym kasjerzy traktowani są niczym przedłużenie maszyny liczącej.

W bezpośrednim handlu nie tylko targowanie może być problematyczne. Zastanówmy się chwilę nad działaniem niektórych promocji. Jeśli kupujemy produkt lub usługę poniżej kosztów produkcji, to warto poszukać odpowiedzi, kto i w jakim celu dopłaca resztę. Praktyka ta jest jedną ze strategii monopolizowania rynku przez zamożne firmy, które stać na to, by przez jakiś czas dopłacać do prowadzonego przez siebie biznesu. W tym czasie ci mniejsi, często tylko lokalnie działający, którzy sprzedają te same produkty i usługi po cenie detalicznej powiększonej o własną marżę, zdążą splajtować. Czy wiedząc o tym, nadal będziemy kupować produkty promocyjne? Sytuacja tych najmniejszych przedsiębiorców jest bezpośrednio uzależniona od naszej konsumenckiej odpowiedzialności.

5.

Wielu w tej chwili powie, że przecież Polacy też nie są zamożni, przecież niektórzy muszą oszczędzać, przecież nie jesteśmy bogatymi Europejczykami z Zachodu, których na wszystko stać. Może i nie jesteśmy, ale stać nas na podróżowanie. I to już jest coś, bo aby wyjechać na wakacje trzeba mieć dwie drogocenności: czas i pieniądze. I to w tym samym momencie. Zatem sam fakt, że możemy pozwolić sobie na wyjazd, sytuuje nas w grupie najbogatszych ludzi na świecie.

Z perspektywy globalnej nasze portfele wydają się być bowiem nieźle wypchane. Wystarczy spojrzeć na statystyki (przy czym pamiętajmy, pokazują one trendy, zawsze zaokrąglając rzeczywistość). Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego Polska w 2014 roku była dwudziestą czwartą co do wielkości gospodarką świata pod względem PKB (tzn.: Produktu Krajowego Brutto). Dwudziestą czwartą ze stu dziewięćdziesięciu czterech. Licząc PKB per capita (tzn.: PKB na głowę mieszkańca) Polska znalazła się na czterdziestym ósmym miejscu na świecie. Niższa pozycja w globalnych rankingach z punktu widzenia PKB per capita spowodowana jest niemal wyłącznie tym, że wyprzedziło nas wiele państw z bardzo małą liczbą mieszkańców, posiadających zarazem bogate zasoby naturalne takie jak ropa i gaz (np.: Kuwejt, ZEA czy Katar).

Część czytelników słusznie może zauważyć, że PKB nie należy do najbardziej odzwierciedlających stan rzeczywisty mierników. Zobaczmy zatem, na jakim miejscu znajdujemy się z punktu widzenia poziomu życia. Pokazuje to na przykład miernik HDI (tzn.: Ranking Rozwoju Społecznego). Polska jest na trzydziestym dziewiątym miejscu. I tym razem znaleźliśmy się w najwyżej usytuowanej ćwiartce z punktu widzenia globalnego. Główny Urząd Statystyczny podaje, że 2012 roku (ostatnim w jakim były przeprowadzone badania) średnia pensja wynosiła prawie 3,9 tys. zł brutto, a bardziej miarodajna od średniej mediana (nie posiadająca podstawowej wady średniej, która zawyżana jest przez ogromne wynagrodzenia kadry kierowniczej) była na poziomie 3,1 tys. zł. Oczywiście i w tym przypadku należy podkreślić, że nie są to całkowicie wiarygodne dane (nie ma w nich na przykład zarobków osób samozatrudniających się czy dochodów z szarej strefy). Co nie zmienia kwestii, że większość świata chciałaby tyle zarabiać miesięcznie.

Jesteśmy statystycznie bogaci i z pewnością żyjemy w tej najdostatniejszej części świata. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy zderzymy powyższe liczby z globalną granicą ubóstwa, którą Bank Światowy ustanowił w 2015 roku na poziomie 1.90$ na osobę na dzień. Za mniej niż te kilka złotych dziennie żyje obecnie co dziesiąta osoba na świecie. W Polsce co pięćsetna. Dlaczego zatem tak często narzekamy (co może usprawiedliwiać w naszej głowie wyzyskujące oszczędzanie)? Ponieważ porównujemy się z bogatszymi krajami Unii Europejskiej. Jednak gdybyśmy mieli porównać Polskę z większością krajów globalnego Południa, do których coraz liczniej wyjeżdżamy na wakacje, okazałoby się, że wcale nie mamy aż tak wielu powodów do narzekań. Spójrzmy zatem na siebie z punktu widzenia Ziemianina, a nie tylko Europejczyka.

6.

Statystyka statystyką, nie mniej w uśrednionym zbiorze jednostek, znajdą się i tacy, którzy nie mają tego wypchanego portfela, a zarazem nie podoba im się podróżowanie na cudzy koszt. Przyjrzyjmy się zatem coraz bardziej popularnemu sposobowi oszczędzania podczas podróży, jakim jest korzystanie z usług w modelu ekonomicznym opartym na dzieleniu się. Po angielsku nazywa się to „sharing economy”. W skrócie model ten polega na tym, że zamiast szukać hotelu, wynajmuje się tańszy pokój od miejscowych (na przykład za pośrednictwem portalu airbnb.com). Zamiast kupna biletu na autobus lub pociąg, korzysta się z podwózki kogoś, kto ma wolne miejsce w aucie, dorzucając mu się do benzyny (na przykład za pośrednictwem portalu blablacar.com). Na pierwszy rzut oka wygląda to na tanie i wspomagające indywidualne budżety rozwiązanie. Nie zawsze jednak jest to aż tak różowe.

Paweł Cywiński: skomplikujmy turystom myślenie o wakacjach

Od pewnego czasu, cały świat przygląda się wojnie pomiędzy Barceloną (i jej burmistrzynią Adą Colau) a portalami pośredniczącymi w wynajmowaniu pokojów turystom na zasadzie „sharing economy”. Ada Colau na początku 2015 roku wprowadziła zakaz wynajmowania nielicencjonowanych mieszkań. Grzywny za złamanie tego zakazu wynoszą od 15 000 do 90 000 euro. Jednocześnie uruchomiła nowy program pilotażowy: ludzie złapani na wynajmie nielicencjonowanych mieszkań na stronach internetowych będą otrzymywać szansę na zmniejszenie grzywny o 80%, jeżeli pozwolą oni radzie miasta korzystać z tych mieszkań jako mieszkań socjalnych przez trzy lata. Powodów takiej decyzji było kilka. Po pierwsze, spadek rentowności wielu hoteli, co groziło im upadkiem oraz zwolnieniem personelu. Po drugie, drastyczny wzrost cen mieszkań na wynajem w centrum Barcelony, w którego efekcie przestało być stać mniej zamożnych Barcelończyków, by je wynajmować. Zaczynało brakować dla nich również mieszkań socjalnych. Po trzecie, przestało być również stać na wynajem zamiejscowych studentów uczących się na barcelońskich uczelniach. Koszt wynajmu był tak wysoki, że wielu potencjalnych studentów decydowało się podjąć naukę w innych hiszpańskich miastach, co zaczęły odczuwać barcelońskie szkoły wyższe.

Co na to Airbnb? Opublikowało swój własny raport, z którego wynika, że 75% gospodarzy Airbnb posiada dochody poniżej poziomu średniego dochodu gospodarstwa domowego w Katalonii, tym samym przychody z tytułu wynajmu stały się ważnym elementem ich budżetów rodzinnych. Firma ta zbadała też, że goście Airbnb przebywali w Barcelonie 2,4 raza dłużej i wydali 2,3 raza więcej pieniędzy w porównaniu z typowymi turystami. W dodatku turyści ci nie koncentrowali się w jednej dzielnicy, albowiem wynajmowali oni pokoje w całym mieście. Ważne jest to o tyle, że podobno 45% ich wydatków zostaje w okolicy, w której mieszkają, czyli dochody z turystów bardziej równomiernie rozpływały się po Barcelonie.

Zderzenie tych dwóch linii argumentacyjnych pokazuje, że oszczędzanie za pomocą ekonomii opartej na dzieleniu się nie jest jednoznacznie złym lub dobrym rozwiązaniem dla miejsca przyjazdu turystów. Jest natomiast wzbudzającym coraz liczniejsze kontrowersje, bo niewątpliwie na tym, że ktoś zyskuje, znowu ktoś inny może stracić.

7.

Co w takim razie zrobić, aby nasze oszczędzanie w podróży nie nosiło choćby najmniejszych znamion wyzysku? Można wybrać takie rodzaje zaciskania pasa, w których jesteśmy pewni, że ten pas zaciska się wyłącznie na naszym cielsku.

Jak podróżować? Może – wraz z lżejszym portfelem – warto zupełnie zmienić strategię i tempo podróżowania. Najtaniej, najzdrowiej, a w dodatku i najbardziej ekologicznie jest chodzić na piechotę. Potrzebujemy przemieścić się trochę szybciej? Wybierzmy rower. Potrzebujemy jeszcze szybciej? Łapmy autostopa. Choć w tym przypadku wiele zależy od tego, w jakim kraju będziemy go łapać, nie wszędzie bowiem jest on bezpłatny. Tam gdzie nie jest, powinniśmy tak samo jak każdy inny, bez żadnego marudzenia, za niego zapłacić.

Gdzie spać? Możliwości spania za darmo jest wiele. Najpopularniejsza z nich polega na rozbiciu własnego namiotu. Nie każda jednak pogoda i nie każde miejsce nadają się do tego idealnie. Dlatego czasem dobrym pomysłem jest zamienić namiot na mieszkanie osoby, która z założenia nie chce za to żadnych pieniędzy. Gdzie taką znaleźć? Najłatwiej na jednym z portali internetowych, w którym mieszkańcy z każdego zakątka świata wystawiają oferty bezpłatnych noclegów we własnym domu czy mieszkaniu. Najpopularniejszymi na świecie są couchsurfing.org oraz hospitalityclub.org. Pamiętajmy jednak przy tym, że nocując u kogoś w domu, to my powinniśmy dostosować się do naszego gospodarza lub gospodyni, z pewnością również nie wolno nadużywać ich gościnności. Warto odwdzięczyć się za nocleg, choćby małym prezentem lub zaproszeniem na wspólną kolację. Innym dobrym zwyczajem jest włączenie się do tego ruchu także w roli gospodarza i przyjmowanie osób u siebie w domu. Jeżeli nie chcemy jednak spać u kogoś, można próbować zatrzymać się w hostelu lub na jednej z tysięcy farm na zasadzie: nocleg w zamian za pracę. Dzięki kilku godzinom codziennej pracy przy obsłudze farmy lub hostelowych gości otrzymuje się za darmo łóżko i jedzenie. Najłatwiej znaleźć tego typu oferty na portalach wwoof.net, workaway.info lub helpx.net (za wszystkie trzeba zapłacić kilkanaście dolarów za rejestrację).

Co jeść? Można kupować produkty na targu lub w sklepach, a następnie samodzielnie przygotowywać sobie posiłki w hostelowej kuchni lub w Internecie znaleźć wspólnie gotujące grupy. Jeszcze większą oszczędnością jest jedzenie tego, co wyrzucili inni, a wciąż nadaje się do spożycia. Wystarczy się przełamać i zacząć przeglądać sklepowe kontenery śmietnikowe. Bardzo często można tam znaleźć produkty balansujące wokół daty ważności – których sklepy już by nie sprzedały, ale wciąż są zdatne do jedzenia. Freeganizm – bo tak nazywa się to zjawisko – jest ekologicznym ruchem antykonsumpcyjnym pozwalającym zaoszczędzić wiele pieniędzy. Wystarczy przełamać swój narzucony przez otoczenie i jego normy wstyd.

8.

Jeżeli uznamy, że sam sposób oraz miejsce wydawania pieniędzy może mieć wpływ na świat i polepszenie czyjegoś życia, to uznać musimy również, że i nasze oszczędzanie ma na to jakiś wpływ. Dlatego przed wyjazdem warto przemyśleć własną hierarchię wartości. Zwłaszcza gdy wyjeżdżamy na wakacje do społeczeństw mniej zamożnych, niż nasze własne. Zastanówmy się, co znajduje się w tej hierarchii wyżej – oszczędzanie pieniędzy przy maksymalizacji własnej przyjemności czy może chęć przyczynienia się do bardziej sprawiedliwego podziału zysków na świecie? I czy zawsze to my musimy dostać coś od innych i oszczędzić jak najwięcej pieniędzy, choćby cudzym kosztem?

Artykuł pochodzi z portalu post-turysta.pl.

Marysia Złonkiewicz

Współtwórczyni inicjatyw post-turysta.pl – największego projektu dotyczącego odpowiedzialnego i świadomego podróżowania w Polsce – oraz wspierającej uchodźców Chlebem i Solą.

Komentarze: 10

Marian 19 marca 2016 o 15:06

Ilekroć słyszę, że tu nic nie zapłaciłem(łam), tam wykiwałem sprzedawcę a tu siedziałem u rodziny przez trzy dni za darmo to moje odczucia są jasne i wyraziste ,,Jesteś oszustem”. Podróżowanie za cudze pieniądze z akcji typu ,,Polak potrafi” też nie wzbudza mojego entuzjazmu i podziwu chociaż sam wspierałem niektóre inicjatywy. Dla mnie nie jest to fair, jest to wyłudzanie pieniędzy, być może dla szlachetnych celó ale wyłudzanie. Nie masz pieniędzy baw się k… jak mawia mój znajomy.

Odpowiedz

s 20 marca 2016 o 22:09

Chyba jednak zbyt wiele tu uproszczeń. Np tutaj – „I to już jest coś, bo aby wyjechać na wakacje trzeba mieć dwie drogocenności: czas i pieniądze. I to w tym samym momencie. Zatem sam fakt, że możemy pozwolić sobie na wyjazd, sytuuje nas w grupie najbogatszych ludzi na świecie.” – bo to chyba nie do końca tak, że ten cały świat krajów rozwijających się nie podróżuje tylko i wyłącznie z uwagi na sytuacje ekonomiczną. W grę wchodzi m.in. mentalność i tak przykładowo Irańczycy podróżują po swoim kraju i śpią w namiotach w parku, zaś większość Meksykańów nie wyjedzie na wakacje bo – nie stać ich na hotel i restauracje. Zresztą ciekawie na (trochę) ten temat pisano np tutaj – http://www.peron4.pl/nie-taki-latynos-biedny-jak-sie-sam-maluje/. To właśnie wspominana (krytykowana?) hippie ideologia zaszczepiła w Nas – przedstawicielach kultury Zachodniej tę chęć i możliwość podróżowania za grosze. I nie wynika ona tylko z komforty ekonomicznego ale z pewnych, wyznawanych wartości. W wielu biedniejszych, odległych krajach młodzi ( nie tylko ludzie) mogliby robić to samo i nie blokuje ich sytuacja ekonomiczna – znaczna część Azji, Ameryki Łacińskiej – ale tego nie robi, z uwagi na blokadę mentalną. Kupują samochody, mieszkania. W ich mentalności to jes na która należy pożytkować energie. Ich równieśnicy z Europy nie mają samochodów, mieszkań, i garstke pieniędzy przy duszy, a mimo to podróżują (jest to oczywiście rzadkość, zazwyczaj wygląda to inaczej – ale i takie przypadki się zdarzaja). NIe oceniam co jest lepsze, ale nie tylko ekonomika warunkuje to kto może podróżować.

Czy np tutaj – „Może przybierać bardziej bezpośrednią formę. Na przykład targowanie się o niewielkie kwoty, które może realnie wpłynąć na kondycję finansową osoby, od której kupujemy produkt lub usługę. Dla nas stanowi ono najczęściej wakacyjną rozrywkę w rywalizację, kto będzie bardziej chytry” – Myślenie takie, tzn traktowanie tego jako wakacyjnej rozrywki ma może miejsce dla osób, które wyjeżdzają na 2 tygodniowe wakacje. Jeśli ktoś wyrusza w wielomiesięczna podróż, dlaczego ma płacić więcej niż miejscowi? Dlatego, że pochodzi z bogatszego kraju? Mimo, że wybrał inna drogę życia niż wiekszość przedstawicieli jego społeczeństwa, a pieniędzy używa tylko do realizacji niezbędnych w podróży potrzeb (pożywienie, nocleg, ew. transport) powinien płacić więcej, niż miejscowi i wyzbyć się targowania, ponieważ los chciał że urodził się akurat w Polsce, a nie np. w Mołdawii? Przecież to irracjonalne. Pomijam oczywiście wspieranie nieuczciwej, wyniszczającej lokalnych producentów konkurencji, ale to jest chyba problem mało mający wspólnego z podróżowaniem…Wręcz przeciwnie, myśle ze dotyczy on znacznej większości społeczeństwa kupującej ciuchy w HMach i innych sieciówkach, niż przybiedowanych backpackerów ubierających się w stare ciuchy z lumpa. Łatwo wymierzać palcem, i zakładać, że jesteśmy komuś coś winni, ale to chyba nie do końca tak. Czym innym jest nie wykorzystywanie i nie żerowanie na miejscowych, a czym innym traktowaniem ich jak upośledzonych i płaceniem im więcej z perspektywy ‚bogatego białego’. Ja nigdy nie poczuwałem się do bycia ‚bogatym białym’, bo nim nie byłem, nie rozumiałem ‚rozdawania cukierków dzieciom’, bo z jakiej racji? Mogę im pomóc, ale rozdawanie czegoś za darmo, lub płacenie zawyżonych cen tak naprawdę niczego nie zmieni, tylko rozstroi relacje między miejscowymi a turystami, zwłaszcza w miejscach w których turystyka dopiero rozkwita. I analiza PKB niczego tu nie zmienia, bo zachowanie takie jak opisałem wyżej sprawia, że każdy biały traktowany jak jest przedstawiciel innego, białego świata, który winien moralnie czuć się winny wobec miejscowym, a powinien dać temu upust płacąc więcej lub rozdając cukierki – niezależnie od tego czy jest z US czy Mołdawii, Norwegii czy bułgarskiej wsi.

Tzn. żeby nie było że się czepiam i czepiam, bo zgadzam się z wieloma wnioskami i uważam je za słuszne. Niemniej nie podoba mi się wyciąganie zbyt generalnych wniosków i oskarżycielski ton niektórych argumentów. Jesteśmy bogatsi od większości globalnego Południa, ale nie powinniśmy czuć się winni. Nie powinno nam to też niczego blokować. Oczywiście przypadki o których pisze autorka (nadużywanie gościnności lokalsów czy hostów z CSu) to skrajność i chamstwo, ja się z tym natomiast jeszcze nie spotkałem, a już na pewno nie w skali która bylaby większym problem, choć po rzeczonych krajach nie jeździłem.

Pozdrawiam.

Odpowiedz

Instagram.com/SuitcaseCritic 21 marca 2016 o 2:44

To troche taki trend – byc backpackerem, ktory za prawie zero zlotych okrazyl trzy razy kule ziemska. Kto wyda mniej, ten jest prawdziwszym podroznikiem. Backpacking to chyba nie odhaczanie miejsc byle taniej.

Odpowiedz

s 21 marca 2016 o 12:50

Nie, oczywiście, że nie, ale Autorka chyba poszła nieco dalej – zarzucając wyzyskiwanie (!) tym którzy nie chcą płacić więcej niż lokalsi.

Odpowiedz

Instagram.com/SuitcaseCritic 21 marca 2016 o 13:21

Zgadzam sie, ze to troche za daleko idacy wniosek. Nie chciec placic wiecej tylko dlatego, ze jest sie turysta, to nie barbarzynstwo. I nie kazdy podrozuje z mysla o gospodarce innego kraju. Ale wciaz jestem przeciw postawie „byle taniej” – w koncu jesli jedziemy na wakacje, to wydamy na nich (rozsadne) pieniadze.

Odpowiedz

s 21 marca 2016 o 20:22

Ja akurat dość mocno myślę ( a przynajmniej staram się myśleć) o gospodarce danego kraju i o moim (mikro)wpływie na nią, ale to jeszcze nie oznacza, że będę płacić więcej od lokalsów. Poza tym ja to ja – ale tak jak napisano powyżej – nie każdy musi o tym myśleć.

Odpowiedz

ja 21 marca 2016 o 22:51

Trochę jednostronnie, przedstawiono tylko najgorsze przypadki wśród oszczędnych podróżników.

Odpowiedz

Wojciech 26 marca 2016 o 1:17

Ajajaj, z tym PKB to się pani poślizgnęła okropnie: bo na przykład Indie to są w pierwszej dziesiątce, daleko przed nami :D. Inne turystycznye kraje, jak Brazylia, Meksyk czy Indonezja również zajmują wysokie lokaty – odpowiednio 7, 15 i 16 : )

Tak jak mówi S: podróże to nie tylko pieniądze. A tak jak mówię ja: w krajach „trzeciego świata” bardzo często znajdziemy wiecej bogaczy, niż na własnym podwórku. To są kraje, gdzie mamy warstwę społeczną żyjącą w pałacach. To nie są kraje ubogie. To są kraje z gigantycznym rozwarstwieniem społecznym. I to, że w południowym Meksyku mamy na drogach dzieci zatrzymujące liną samochody, żeby żebrać nie wynika z tego, że jakiś turysta backpacker nie chciał zapłacić więcej za sznurówki, a raczej dlatego, że przeważająca część terytorium kraju rozdzielona jest między kilka rodzin, których dzieciaki pokazują się w telewizji w limuzynach i z tygrysem jako zwierzątkiem domowym.

Odpowiedz

Ppp 28 lipca 2016 o 9:36

Autorka w części o targowaniu się zapomniała o dwóch faktach:
1. W pewnych krajach jest to normalne, a nawet zwyczajowo obowiązkowe.
2. Dla “człowieka wyglądającego na turystę” cena jest wyższa, niż dla miejscowego – czasem wielokrotnie. Jeśli zatm zbijemy cenę o 50-80%, nie jesteśmy “oszustami i wyzyskiwaczami”, lecz przeciwnie – właśnie obroniliśmy się przed oszustwem ze strony sprzedawcy.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Maciek Lukowski 28 kwietnia 2017 o 22:50

Super wpis trafiajacy w sedno pewnego zjawiska nad ktorym sam sie zastanawiam skad sie wzielo. Sam jezdzilem troche na stopa i „spalem po ludziach” wieczor wiem i skad sie biora watpliwosci autorki. Bede zagladal na te stronke czesciej :)

Odpowiedz