Byłam w Damaszku w hamamie – łaźni publicznej. Przeżycie niezapomniane! Hamamy generalnie dzielą się na żeńskie i męskie, albo jednego dnia są żeńskimi a kolejnego męskimi, niemniej chodzi o to, że panuje w nich radosna atmosfera bezwstydu i panie jak nimfy błotne paradują na golasa.

Sam obiekt to skomplikowany labirynt połączonych ze sobą pomieszczeń, korytarzy, zaułków. Pierwsza sala cała obita dywanami, z siedziskami, poduszkami, herbatką, sziszami i ręczniczkami. Taki chill-out zone. Siedzi w niej hamam-mama, która kasuje wejściowe i pilnuje porządku, instruuje, rozdaje ręczniki, rozlewa herbatę.

Z towarzyszkami podróży, rozebrane do rosołu, tylko zawinięte w prześcieradła poszłyśmy się opłukać, a następnie do sauny (sala najgorętsza, generalnie jest taka zasada że przechodzi się od sali najgorętszej do tej suchej/zimnej). Przy opłukiwaniu spotkałam dziewczynę, która nacierała się henną. Widziała moje zainteresowanie, wiec poczęstowała mnie swoją papką i też jak ona cała się obłożyłam tym błotkiem (w zamyśle działa to jak taki naturalny samoopalacz).

Syria przed wojną. Największy bazar w Damaszku

Suk w Damaszku. (Fot. Paweł Stężycki)

I tak siedziałyśmy w saunie, po czym poszłyśmy na mycie i tutaj pierwszy zonk! Dziewczyna która częstowała mnie henną była gdzieś tam z ojca czy matki urody afrykańskiej, czyli taka czekoladowa trochę. No i jak ja zaczęłam zmywać tą hennę to okazało się, że nie tyle, że jestem cala zielonkawa, to jeszcze zafarbowały mi się wszystkie nawet mikro długości włoski na całym ciele. Normalnie wyglądałam jak małpiszon! :)))))).

Na szczęście kolejnym etapem hamamowego obrządku jest szorowanie. Wielka, gruba arabka wskazała na mnie palcem i przywołała do siebie. I stop: tutaj zabrakło jeszcze sienkiewiczowskiego opisu przyrody. No więc hamam w środku ma coś z lochów: surowe kamienie na ścianach i podłodze, ciemne wnętrza, świetliki w suficie, woda kapiąca i skraplająca się wszędzie, odgłosy chrząkania, pomrukiwania, taplania. I wracamy: wielka bezwzględna arabka kazała położyć się na podłodze, nasunęła na swoją rękę wielką, szorstką myjkę i zaczęła mnie trzeć. Mydło wszystko umyje, nawet uszy i szyję. Jezuuuuuuuuuuuuuu! Normalnie naskórek mi się rolował. A jak doszła do brzucha, to zaczęłam się wić jak wąż, rzucając się po posadzce i chlapiąc w kałużach, bo strasznie mnie to wszystko łaskotało. Ale nie, ona tylko mocnym uściskiem chwyciła mnie za nogę, przyciągnęła do siebie po tych kamieniach i dokończyła tej tortury.

Kolejna sala i kolejny etap to masaż. Inna pani kazała się położyć na kozetce, namydliła i rachu ciachu zrobiła szybki, delikatny masaż pianą. Jami! Potem to już tylko ostyganie w sali z sziszą i herbatką.
Po tych doświadczeniach myślałam już, że nic mnie nie zaskoczy, trochę nawet mi się to wszystko spodobało, chciałam to powtórzyć. Więc będąc w Hamie wybrałyśmy się na powtórkę z rozrywki – po raz drugi do hamamu. I tutaj zobaczyłyśmy dopiero co to znaczy lokalny folklor.

Poszłyśmy tam nastawione na trzy godzinny relaks, a wybiegłyśmy przerażone po 45 minutach. Podstawowa różnica leżała chyba w tym, że w tych łaźniach wizyta białej kobiety-turystki jest wydarzeniem samym w sobie. Więc już cyrk był od samego początku, kiedy to bacznie nas zwyoglądano czy jako białe kobiety nie mamy jakiś ogonków, czy trzeciej nóżki. W ogóle jak weszłyśmy do sali gorącej, gdzie zasiadała cala zwarta grupa miejscowych bab, wydały one na nasz widok taki dziki skowyt/trajkocenie, jak ludy pierwotne przymierzające się do oskalpowania jeńców.

Następnie otoczyły nas i zaczęły tańczyć (a my cały czas stoimy nago) – jak boga kocham, dzikie tańce z przytupem. Potem było jak na lekcji biologii: oglądanie i dotykanie wszystkiego tego, co też biała kobieta może mieć innego. Musze dodać, że dorosłe arabki po urodzeniu 7-9 dzieci są ogromne. Nie muszą nawet po hamamie chodzić w majtkach, gdyż narządy rodne zasłania im wielki zwisający brzuch. I tak siedzi rada bab z rozlanymi na kafelkach biustami, polewa się miseczką gorącą wodą i ogląda białe kobiety.

W ogóle to hamam spełnia jeszcze jedno zadanie – jest miejscem nieustającego castingu, przyglądania się młodym kobietom przez stare baby, które wyszukują kandydatek na żony dla swoich synów. Więc oczywiście każda z nas musiała odpowiedzieć na szereg pytań castingowych w stylu czy jest zamężna, ile ma lat, czy mieszka z rodzicami itp. Przez ten etap weryfikacji musiałam chyba przejść pozytywnie, bo po chwili jedna z seniorek mnie dopadła i swoją myjką zaczęła mnie szorować. Nie było opcji ucieczki. Chwyciła mnie z ramię i zaczęła trzeć. Widząc jak roluje się moja do krwi czerwona opalona skóra i schodzi całymi płatami, zawołała wszystkie kobiety by pokazać im jak bardzo zapuszczona i brudna jestem. A te znowu zaczęły trajkotać i wyć.

Aaaaaaaa! Najnormalniej w świecie uciekłyśmy.

Maja Sontag

Jeździ po świecie, bo tam przygoda goni przygodę. Spisuje je, bo to wszystko w głowie się nie mieści!

Komentarze: 9

Ania 17 marca 2010 o 11:20

Super przygoda ;)

Odpowiedz

Aborygen 17 marca 2010 o 12:00

Dobre, dobre… coś nowego hehe i doświadczenie i przygoda!!!

Odpowiedz

gart 17 marca 2010 o 14:47

Ciekawe, czy podobnie wyglada wersja hamamu dla mezczyzn :)
Nie wyobrazam sobie jakiegos arabskiego osilka szorujacego mnie myjka, brrrrr…

Odpowiedz

Evik 17 marca 2010 o 23:24

Moje przeżycia w hammamie w Aleppo są trochę mniej „inwazyjne” w sensie dotykania, ale czasem można być bardziej dotkniętym wzrokiem niż palcem.:D Ale szorowanie tą myjką faktycznie roluje wszystko na powierzchni skóry.

Odpowiedz

Tom 18 marca 2010 o 8:11

A może odezwie się jakiś pan, który został wyszorowany w jakimś hammanie, co byśmy z Gartem mieli w końcu pojęcie o tym czy panowie mają się czego bać czy mogą spokojnie uderzyć w relax ;) ?

Jak to jest – potrzebny chyba „męski punkt widzenia” ;)

Odpowiedz

Ewa 18 marca 2010 o 14:33

@Tom – bać…? Panowie, a gdzie wasza odwaga? :P

Odpowiedz

martu 19 czerwca 2010 o 11:47

Hihihi, hammam to jest rewelacja, choc trzeba przyznac ze co jeden to inny. Ja przetestowalam dwa – oba w Damaszku. 1. byl ‚kobiecy’ raz w tyg a standard to byl europejski bo na takiego klienta byl nastawiony – bardzo niedaleko wielkiego meczetu, 2. byl tez w tamtych okolicach gdzies w labiryncie uliczek – tu juz bylo bardziej lokalnie ale wcale nie strasznie, choc nieco mniejszy pakiet byl i wnetrza bardziej zuzyte. Czulam sie tam troche jak w zoo bo bylam jedyna blondynka ale za to nie zapomne tanca brzucha odtanczonego przez 2 Irakijki i mlodej Syryjki depilowanej kawalek po kawalku – doslownie – w przeddzien slubu. Tak czy siak do hammamu zawsze warto zajrzec – relaks nieoceniony.

Odpowiedz

artur 6 lipca 2010 o 19:29

Witam,

A ja właśnie wróciłem z Hammamu w Warszawie.
Znalazłem w necie salon Arganica.
Co prawda nie jest to aż tak pokaźnych rozmiarów miejsce ale całość w klimacie arabskim. Fajnie.
Całkiem sporawa łaźnia parowa, czarne mydło, pilling szorstka rękawicą, masaż olejem arganowym.
Suuper – tylko te stringi mnie nieco w d… uwierały :)

Agnieszka

Odpowiedz

Krzysztof Lipiec 8 grudnia 2011 o 11:30

Skoro brak męskich głosów to powiem, że wspomniany „arabski
osiłek” szorujący mnie myjką co prawda onieśmielał z początku, ale warto
się przełamać. Po kolei było to tak:

W Aleppo wybrałem się do tamtejszego hamamu, który według relacji
miejscowych funkcjonuje nieprzerwanie od XIV wieku, a jego wygląd przekonuje,
że może to być prawda. Jako turysta zażyczyłem sobie opcję „ze wszystkim”
nie wiedząc do końca co wchodzi w pakiet – raz śmierć kozie. Na miejscu
najpierw zostałem porzucony przez asystującego mi „arabskiego
osiłka”, którego poorana zmarszczkami twarz okolona siwizną skłaniała do
rozmyślań o czasach Osmanów, w łaźni parowej, gdzie obserwowałem rozmawiających
mężczyzn polewających się nawzajem zimną wodą. Kiedy zbyt słaby od gorąca, żeby
się ruszyć, zacząłem się żegnać z życiem, będąc pewnym, że o mnie zapomniano, wrócił
mój opiekun i zabrał mnie do kolejnych pomieszczeń na mycie, szorowanie,
skrobanie, nacieranie i tak w kółko. Dookoła widziałem mężczyzn oddających się
tym samym rytuałom z tą różnicą, że zamieniali się rolami, na zmianę stając cię
ofiarami i oprawcami w rytuale szorowania ciała. Kiedy cały proces się
zakończył, a ciało nieco schłodziło na leżance w ostatnim pomieszczeniu, poczułem
się lekki, odprężony i czysty jak nigdy. Obserwacje dostarczyły bezcennego
materiału do przemyśleń o różnicach kulturowych, ciele, nagości i granicach
intymności. Z relacji żony z innego hammamu mogę jedynie potwierdzić opowieść o
próbach zawstydzenia turystki przez stałe bywalczynie, mężczyźni nie wykazywali
w moim przypadku takich zamiarów. Polecam to doświadczenie wszystkim, którzy
nie boją się wystawić na próbę stereotypów Zachodu.

Odpowiedz