Słynny polski pisarz, wielbiciel przyrody tatrzańskiej – Stefan Żeromski, pisał: Zazwyczaj chodzę do Doliny Białego… leżę sobie tam w podścielisku pysznych mchów i całych zarośli liści borówek (1892). Przyroda greckich gór jest również warta zobaczenia. Zapraszam na wędrówkę u podnóży Olimpu.

Będąc choćby przejazdem w miasteczku Litochoro nie można pominąć Wąwozu Enipea. To bardzo urokliwy krajobrazowo kanion górski – w regionie masywu Olimpu. Położony jest w prefekturze północnej Grecji – Pierii.

Dojeżdżamy do wspomnianego miasteczka. Życie tu płynie swoim własnym, powolnym rytmem. Słońce przygrzewa, mimo, iż grecka jesień tuż za pasem. Z centralnego placu miasta udajemy się na spacer do wrót Wąwozu Enipea. Trasa nie należy do wymagających, raczej nie powinna sprawiać trudności.

Początkowo prowadzi ulicą Enipea lekko pod górę. Kierujemy się z centrum Litochoro wąziutką ulicą, gdzie zabudowa górskiego kurortu wychodzi praktycznie na ulicę, a z górnej części miasta cały czas wyjeżdżają samochody uniemożliwiając spokojny marsz. Mijamy ładnie utrzymane domy bogatych mieszkańców miasta. Mówi się, iż Litochoro jest swego rodzaju zapleczem odpoczynku dla bogatych Thessaloniczan i Ateńczyków. Po niedługim czasie dochodzimy do lokalnej tawerny I Mili, znanej turystom, jak i lokalnym mieszkańcom. W weekendy ma sporo klientów. Czynna jest czasami nawet do późnych godzin nocnych. Gdy nabierzemy tam sił, możemy ruszyć w dalszy marsz.

Spacer do Wanny Afrodyty

Wejście do Kanionu Enipea znajduje się na wysokości ponad 300 m n.p.m., to również wejście do miejsca, gdzie rozpoczyna się Olimpijski Park Narodowy masywu Olimpu. Piękne widoki są już na wyciągnięcie dłoni.

Teraz czeka nas najprzyjemniejsza część trasy – przemarsz akweduktem, który zaopatruje Litochoro w bieżącą wodę pitną. Woda płynie prosto z gór więc notabene jest zdatna i idealna do picia oraz zdecydowanie lepsza, smaczniejsza niż w innych miejscowościach tego regionu Grecji. A przede wszystkim jest bezpłatna.

Wąwóz Enipea to miejsce, do którego przybywają zagraniczni turyści i mieszkańcy Grecji. Oferuje chwilę wytchnienia od zgiełku codziennego życia, ukazuje nieskażone czasem urwisko Olimpu. Przyroda Kanionu Enipea, lokalny śpiewak przygrywający w nim na gitarze, mała kapliczka Świętego Grzegorza, razem idealnie wkomponowują się w scenerię tego miejsca.

Udajemy się do wodospadu Wanny Afrodyty schowanego w dalszej części wąwozu. W oddali kanionu szumi potok rzeki Enipea, którego źródła rozpoczynają się na wysokości 1100 m n.p.m. Rzeka uchodzi bezpośrednio do Morza Egejskiego. Po około dwudziestu minutach od wejścia do Kanionu Enipea, dochodzimy do wodospadu.

W okresie zimy i wiosny olbrzymie masy wody zapełniają kanion. Stopniowo kiedy przychodzi lato, potok staje się coraz mniejszy i mniejszy. Jednak nie zniechęca to śmiałków, przeważnie miejscowych – młodych osób, żeby zażyć w nim przyjemnej, ożywczej górskiej kąpieli. Wskazana jest ona szczególnie mężczyznom, którym po kąpieli zostanie odjęte nawet dwadzieścia lat. To jedna z legend. O paniach raczej nie warto wspominać gdyż reakcja organizmu może być odwrotna i mogą otrzymać plus dwadzieścia lat gratis. Dlatego nie warto aby płeć piękna zażywała tam kąpieli.

Kanion Enipea porośnięty platanami, bukszpanami, makią, to idealne miejsce na rodzinną przechadzką w weekendowe leniwe popołudnie. Trasa od wejścia do wąwozu aż do wodospadu Wanny Afrodyty prowadzi po terenie płaskim – betonowym akweduktem, częściowo jest to zwykła ścieżka, która nie wymaga specjalnej kondycji ani umiejętności. Jest do przejścia również w nieodpowiednim obuwiu.

Dwa klasztory Dionizosa

Powoli wracamy na parking samochodowy nieopodal centrum miasteczka. Wsiadamy w auto i udajemy się w kierunku schroniska Stavros, aby kres naszej wycieczki osiągnąć na najwyżej położonym parkingu samochodowym w Prionii na wysokości 1100 m n.p.m.. Po drodze zajeżdżamy do Klasztoru Św. Dionizosa. Drugi klasztor o tej samej nazwie jeszcze przed nami.

Wstępujemy żeby zobaczyć klasztor oraz zabudowania go otaczające. Kobiety przekraczające próg prawosławnej świątyni zobligowane są do pobrania specjalnej spódnicy, którą przywiązują sobie w pasie. Zarówno mężczyźni i kobiety powinni posiadać zakryte ramiona.

Klasztor Św. Dionizosa powstał w 1650 r. Obecnie na jego terenie toczy się zwyczajne, normalne życie mnichów. Mają tu swoje cele mieszkalne, modlą się, pracują, handlują w lokalnym sklepiku, w którym zgromadzili wszelkiej maści towary i pamiątki dla turystów.

Udajemy się dalej. Droga staje się coraz bardziej kręta i wąska. Docieramy do najniżej położonego schroniska w regionie masywu Olimpu – Stavros (944 m n.p.m.). Widoki są przepiękne. Zawsze jak nastaje świt a niebo nie jest zachmurzone, pierijskie wybrzeże Morza Egejskiego zmienia kolor i budzi się do życia. Morze wówczas przybiera co róż to różnorakie barwy.

Wjeżdżamy coraz wyżej. Skręcamy w kieruku XV-wiecznego – starego klasztoru Św. Dionizosa. Ten górski klasztor stanowił ważny punkt oporu w walkach o wyzwolenie Grecji, zniszczony został przez Niemców w okresie II wojny światowej. Następnie udajemy się już bezpośrednio do parkingu w Prioni (1100 m n.p.m.). Wypełniony jest on po brzegi. Auto przy aucie.

Co roku wielu wspinaczy, w tym turystów – między innymi z Polski, zdobywa ten najwyższy szczyt masywu Olimpu – Mitikas (2917 m n.p.m.). A codziennie – kiedy zaczyna świtać, w kierunku Olimpu wyruszają dwa osiołki: Kostas i Nikos, które dostarczają prowiant do schroniska Spilios Agapitos (2100m n.p.m.) – popularnej bazy noclegowej oraz dogodnego miejsca wypadowego na zdobycie szczytu Mitikas.

Zwolennicy pieszych wędrówek mogą zostawić samochód w Prioni i po ponad pięciu godzinach marszu osiągnąć wierzchołek Mitikasa. My wracamy do Lichtoro.

Krzysztof Pawlik

Pilot wycieczek i rezydent grup turystycznych w basenie Morza Śródziemnego. Miłośnik gór, fotograf – amator, zafascynowany orientem. Entuzjasta fajki wodnej i kawy tureckiej.

Komentarze: (1)

SWid 25 lutego 2012 o 21:27

Zeby „osiągnąć wierzchołek Mitikasa” potrzebny jest sprzęt wspinaczkowy na ostanie kilkaset metrów. Ja o tym nie wiedziałem i musiałem zawrócić nie zdobywając szczytu. Szlak oznaczony byl sobie, i bylo sporo sniegu u góry – maj 2007. Uważam w 6 godzin średnio zaawansowany turysta powinien dać sobie radę. Choć spotkani na szlaku izraelscy zolnierze (w trakcie urlopu podczas wojny z Libanem) mnie podziwiali za kondycje. Oni nocowali pod ostatnim schroniskiem przed szczytem (bylo zamkniete). I tez zawrócili spod szczytu bo byli bez lin… Ja dojechalem samochodem póżno w nocy na parking, spalem w samochodzie (schronisko przy parkingu bylo zamkniete) i wyruszylem wczesnie rano. A na tym tym parkingu i calej górze nie bylo zasięgu GSM…

Odpowiedz