Do Ameryki Południowej po raz pierwszy wybraliśmy się 6 lat temu. Była to samodzielna wyprawa do Peru i Boliwii. Później odwiedziliśmy też Wenezuelę, Brazylię, Argentynę i Chile. Zanim tam wyruszyliśmy, usłyszeliśmy wiele złego o tych krajach i całym kontynencie.

Ameryka Południowa miała być krainą pełną oszustów, przestępców i skorumpowanej policji, gdzie narkotyki leżą na ulicach, dzieci biegają z pistoletami, a rabunek trzeba po prostu wliczyć w koszty podróży. Czy rzeczywiście tak jest?

La Boca. Dzielnica artystów w Buenos Aires. (Fot. Marta i Łukasz. swiatzbliska.pl)

La Boca. Dzielnica artystów w Buenos Aires. (Fot. Marta i Łukasz. swiatzbliska.pl)

Negatywne etykietki

Powszechne skojarzenia z krajami latynoskimi są takie, że jest tam niebezpiecznie, często zdarzają się napady, a kradzieże są po prostu nagminne. Przewodniki przestrzegają przed kieszonkowcami i wszelkiej maści złodziejami. Co ciekawe, na rabusiów radzą też uważać sami Latynosi, tyle tylko, że zawsze twierdzą, że ich kraj jest w porządku, za to tuż za progiem jest już bardzo groźnie. W Argentynie ostrzegają przed Boliwią, w Boliwii przed Peru, a w Peru przed Chile. I tak
w kółko.

Ale na kradzieżach, przynajmniej tych potencjalnych, nie kończy się lista rzekomych niebezpieczeństw. Według niektórych można też zostać porwanym lub zamordowanym. A gdzie łatwiej o to, niż w Kolumbii czy Wenezueli? A skoro już mowa o tych krajach to w powszechnej percepcji rządzą tam gangi handlujące bronią, mafia narkotykowa i właściwie nie sposób nie wdepnąć w jakieś kłopoty.

Idąc dalej, w ogólnym przekonaniu podróżnik w Ameryce Południowej nie tylko narażony jest na wiele niebezpieczeństw, ale, co gorsza, jest też wobec nich bezradny. Oczywiście ze względu na wysoki stopień skorumpowania policji. Wieść gminna niesie, że mundurowych należy omijać szerokim łukiem. Mogą to być bowiem policjanci fałszywi, przed którymi ostrzegano nas w Boliwii, lub prawdziwi, ale zajmujący się głównie łupieniem turystów, o których historie słyszeliśmy w Wenezueli. Tak czy inaczej, nie dość, że stróże prawa nic nam nie pomogą, to jeszcze mogą narobić problemów.

Na ogólnym bezprawiu nie kończy się jednak lista złych skojarzeń z Ameryką Południową. Łatwo i chętnie przypisuje się państwom tu leżącym również bałagan, brak infrastruktury, lenistwo czy po prostu brud. Nie są to miłe opinie i choć nie powodują utraty portfela, to jednak zniechęcają do odkrywania tego kontynentu.

W drodze przez Patagonię. (Fot. Marta i Łukasz. swiatzbliska.pl)

W drodze przez Patagonię. (Fot. Marta i Łukasz. swiatzbliska.pl)

Niestety bardzo wiele negatywnych etykietek zostało przyklejonych krajom Ameryki Południowej. Nie mamy zamiaru dowodzić, że to wszystko, przed czym przestrzega się turystów, nie ma w ogóle miejsca. Że nie ma złodziei, skorumpowanych policjantów, gangów ani oszustów. Jednak nasze doświadczenia z Ameryki Południowej są zupełnie inne i zdecydowanie pozytywne.

Strach ma wielkie oczy

Ameryka Południowa to przede wszystkim kontynent wielki i różnorodny. Generalizowanie i wrzucanie wszystkich do jednego worka jest więc dużym błędem. Porównywanie Wenezueli do Chile to jak przymierzanie lisa do wiewiórki. Może i oba zwierzaki są rude i mieszkają w jednym lesie, ale różnią się od siebie zasadniczo. Każdy kraj regionu ma swoją charakterystykę, swoje zalety i wady. O ile Buenos Aires czy Santiago de Chile są na tyle nowoczesne i zadbane, że można poczuć się jak
w Barcelonie lub Berlinie, o tyle w Boliwii ma się wrażenie, że jest się w indiańskiej wiosce.

Złodziei w Ameryce Południowej jest pewnie tylu, ilu w Europie. Podejrzewamy, że równie łatwo można paść ofiarą kieszonkowca w Paryżu, Rzymie czy Londynie, jak w La Paz czy Bogocie. Podczas naszych kilku podróży do krajów Ameryki Południowej nigdy nas nie okradziono. Spędziliśmy na tym kontynencie w sumie cztery miesiące, zwiedzając go w różny sposób, i nie byliśmy nawet świadkami takiej sytuacji. Słyszeliśmy kilka historii o tym, jak ktoś został okradziony, ale zdecydowana większość spotkanych podróżników nie miała żadnych złych przygód.

Oczywiście wszędzie tam, gdzie są turyści, są i złodzieje, ale najwyraźniej można się przed nimi ustrzec. Noszenie plecaka z przodu, trzymanie paszportów i kart ukrytych gdzieś w saszetce lub wewnętrznej kieszeni czy brak ekstrawaganckich gadżetów to proste sposoby, żeby złodzieja zniechęcić.

W Argentynie czy Chile czuliśmy się zupełnie bezpiecznie. Pewne obawy mieliśmy przed podróżą do Brazylii oraz do przodującej w różnych przestępczych statystykach Wenezueli, bo kiedy przed wyjazdem zrobiliśmy rozeznanie, to przyznajemy, nie wyglądało to kolorowo. Jak się jednak okazało, strach miał wielkie oczy. Zwiedzanie Wenezueli było wspaniałą przygodą, a najgorsze co nas tam spotkało, to pięciogodzinne opóźnienie autobusu z powodu problemów z kołem.

Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że szerokim łukiem ominęliśmy Caracas i trzymaliśmy się raczej odległych miejsc w głębi kraju. Najwyraźniej to pomogło, bo ludzie, których tam spotkaliśmy, bardziej niż zawartością naszych plecaków zainteresowani byli pokazaniem nam pięknej wenezuelskiej przyrody.

Gościnność Latynosów

Spotkaliśmy wielu mieszkańców Ameryki Południowej, bo to u nich zatrzymywaliśmy się najczęściej w ramach couchsurfingu. Od Brazylii, przez Argentynę, Chile, Peru po Boliwię mieliśmy możliwość zobaczyć, jak żyją mieszkańcy tych krajów i trochę lepiej ich poznać. Większość z nich zostawiała nam klucze do swojego domu – dwójce nieznajomych podróżników z Polski. Brzmi to może niewiarygodnie, szczególnie w krajach, które uchodzą za niebezpieczne, a jednak nasi gospodarze nie mieli obaw, żeby nam zaufać. Niezależnie od tego, czy było to studenckie mieszkanko w Buenos Aires czy elegancka willa pod Sao Paulo.

Latynosi nie tylko chętnie udzielali nam gościny, ale też ochoczo dzielili się z nami swoją kulturą. Najdobitniej doświadczyliśmy tego w Argentynie, gdzie królują yerba mate i asado. Kultura picia mate to temat na osobny artykuł, ale to, co jest w niej najważniejsze, to aspekt socjalny. Mate należy się dzielić z każdym wokoło. Mogliśmy więc spróbować argentyńskiego naparu przy różnych okazjach, w domach, na ulicy, w parku czy nad jeziorem.

Jednak najbardziej nieoczekiwany przypadek zdarzył nam się w Rio Gallegos. Łapaliśmy stopa do Ushuai i zabrały nas dwie Argentynki jadące na zakupy do Chile (do Ushuai trzeba jechać przez Chile właśnie). Podwiozły nas kilkaset kilometrów i w czasie jazdy przygotowały mate. A że byliśmy z nimi w samochodzie, to oczywiście też zostaliśmy napojem poczęstowani, choć byliśmy tylko dwójką obcych autostopowiczów. Podobnie rzecz miała się z pieczeniem asado, czyli czymś w rodzaju argentyńskiego grillowania. Ilekroć zatrzymywaliśmy się u kogoś, tylekroć mieliśmy okazję spróbować tradycyjnej, miejscowej kuchni.

Gościnność Latynosów nie ogranicza się jednak do jedzenia i picia. Przejawia się też
w chęci pokazania podróżnikom kultury danego kraju. Nieraz trafiliśmy więc na lokalną imprezę tango, gdzie Marta mogła spróbować swoich sił w tym tradycyjnym tańcu. Dołączaliśmy też do weekendowych wypadów nad jezioro lub w góry. Pewnego razu nasz gospodarz oprowadził nas po Valparaiso, opowiadając o mieście i jego historii, a na koniec wiedząc, że Łukasz uwielbia piłką nożną, podarował mu koszulkę reprezentacji Chile.

 

Jednak chyba najlepszym przykładem gościnności, z którą się spotkaliśmy, były Święta Bożego Narodzenia, które spędziliśmy w argentyńskiej Bahia Blanca. Miejscowość nie jest specjalnie ciekawa, poza tym, że to tutaj urodził się Manu Ginobili, największa gwiazda argentyńskiej koszykówki. Dla nas jednak Bahia Blanca będzie się zawsze kojarzyła z jednymi z najbardziej niecodziennych świąt, jakie zdarzyło nam się przeżyć. Nie tylko zostaliśmy zaproszeni na bożonarodzeniową kolację, lecz także dostaliśmy nawet gwiazdkowe prezenty, nie mówiąc już o tym, że Łukasz wcielił się w rolę Świętego Mikołaja.

Nie spać, zwiedzać!

Warto też dodać, że podróżowanie po Ameryce Południowej nie jest trudne. Wszędzie można dojechać autobusami, których standard jest najczęściej całkiem przyzwoity. Każde miejsce turystyczne ma bogatą bazę noclegową i szeroką gamę oferowanych wycieczek. Można więc zatrzymać się w eleganckim hotelu i dać się zawieźć klimatyzowanym autokarem do wodospadów Iguazu lub lodowca Perito Moreno. Można też równie dobrze zwiedzać te miejsca na własną rękę, nocując
w hostelach, podróżując stopem czy lokalnymi autobusami i jedząc w małych barach. Możliwości jest mnóstwo i tylko od woli zwiedzających i zasobności ich portfela zależy, jaki będzie poziom komfortu.

Budżet może tu mieć zresztą spore znaczenie, bo kraje Ameryki Południowej wcale nie są tanie. Skończyły się czasy, gdy za przysłowiowe kilka dolarów można było żyć jak król. Właściwie jedynym nadal tanim krajem pozostaje Boliwia. Nawet Peru z roku na rok robi się coraz droższe, nie wspominając już o Brazylii czy Chile. Tam ceny są takie jak w Europie.

Niezależnie jednak od kosztów, do Ameryki Południowej warto pojechać, bo jest to kontynent bardzo ciekawy, z gościnnymi mieszkańcami i niesamowitą przyrodą. Jedyne w swoim rodzaju miejsca, jak Amazonię, Perito Moreno, Machu Picchu, Salar de Uyuni czy Atakamę można zobaczyć tylko tutaj. Moglibyśmy w nieskończoność o nich opowiadać, ale zamiast czytać o Ameryce lepiej spakować plecak i samemu zobaczyć ten świat z bliska.

Grudzień 2012 – Luty 2013

Marta Cwalina-Śliwińska i Łukasz Śliwiński

Marta Cwalina-Śliwińska i Łukasz Śliwiński

W życiu i w podróżach oboje przede wszystkim nie chcą żałować, że czegoś nie spróbowali. Dlatego ciągle szukają okazji do poznania i przeżycia czegoś nowego. Prowadzą bloga Świat z bliska.

Komentarze: 4

Patryk 17 lipca 2014 o 13:02

Bardzo ciekawy opis, przedstawiający prawdziwą stronę Ameryki Południowej.Dobrze,że obaliliście stereotypy,których o AP jest bardzo dużo.Mam 15 lat i planuję się wybrać za 3 lata na podróż po Ameryce Południowej.Będę dysponował budżetem 15 tysięcy – wystarczy? ( czytałem,że tylko na miesiąc wystarczy tyle pieniędzy )
Czy byłby ktoś chętny na podróż razem ze mną ?

Odpowiedz

Pawel 21 sierpnia 2014 o 18:11

Sam tam Patryk jedziesz?

Odpowiedz

Aconcagua 11 września 2015 o 11:27

Eh stereotypy niestety wciąż mają się dobrze :( Byłam w AP już dwa razy i nie doświadczyłam właściwie żadnego przypadku z przytoczonych stereotypów :) Wiadomo, że bezpiecznie w 100 % nie jest nigdzie, ale nie demonizujmy niczego na siłę…
Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Ewa 13 lipca 2016 o 5:43

chcę pojechać do Ameryki Pd za około dwa lata z Ameryki Pn. Chciałabym to zrobić własnym samochodemi przejechać od północy na południe. Nic jescze konkretnie nie zaplanowałam. Wasz opis mnie urzekł – dokładnie tak samo sądzę o tzw. miejscach niebbezpiecznych. Sporo podróżowałam i wszędzie są ludzie,którzy najczęściej dobrze reagują na uśmiech. Bardzo by mi zależało na kontakcie z Wami i podpowiedziach jak zaplanować tę podróż, co zobaczyć, a przede wszystkim co sądzicie o pomysle „samochodowym”. No i o tym, ze podróżuję sama. Czekam na sygnał – uściski, Ewa Piętniewicz

Odpowiedz