Trzeba się trochę natrudzić, żeby dostać się na Wyspę Wielkanocną bo niewiele jest połączeń lotniczych, które tam docierają. W końcu to najbardziej oddalona od ludzkich osiedli zamieszkała wyspa na świecie. Jednak, kiedy już się tam dotrze, to warto zatrzymać się na dłużej niż tylko kilka dni.

Główną atrakcją Wyspy Wielkanocnej przyciągającą najwięcej turystów są słynne posągi moai, które dominują nad jej scenerią. Najsłynniejsze, te odrestaurowane, stoją na platformach. Pozostałe są rozproszone po najdalszych zakątkach wyspy. Wszystkie robią niesamowite wrażenie, szczególnie jeśli pozna się ich historię. Oczywiście można to zrobić na własną rękę, tak będzie najtaniej. Jednak jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, polecamy zwiedzanie z lokalnym przewodnikiem. My trafiliśmy na młodego chłopaka, wywodzącego się z ludu Rapa Nui, który w bardzo ciekawy sposób (po angielsku i hiszpańsku) opowiadał anegdoty z życia swoich przodków.

Sposoby zwiedzania Wyspy Wielkanocnej

Wyspę Wielkanocną można zwiedzić na wiele sposobów. Na głównej ulicy w Hanga Roa funkcjonuje mnóstwo wypożyczalni rowerów, skuterów, motocykli, quadów czy samochodów więc do wyboru do koloru! Dość popularnym sposobem dla backpackerów jest wynajęcie w kilka osób samochodu na 24 godziny. Warto to zrobić choćby dla zobaczenia spektakularnego wschodu słońca w najlepszym do tego miejscu, czyli w Tongariki. Bez własnego środka lokomocji trudno się tam inaczej dostać, bo żadnego publicznego transportu na wyspie nie ma, a stopa o 5 rano trudno złapać.

Warto dodać, że żeby zobaczyć zdecydowaną większość historycznych miejsc na wyspie nie ma konieczności kupowania biletu wstępu do Parku Narodowego, który sprzedawany jest już na lotnisku. Bilet potrzebny jest jedynie w dwóch miejscach: żeby wejść na teren kamieniołomów Rano Raraku, w których produkowano posągi oraz do wioski na zboczu wulkanu Rano Kau. Jednak, jeśli ktoś podróżuje bardzo niskobudżetowo, oba miejsca można obejrzeć z trochę większej odległości.

Nie tylko posągi moai

Poza podziwianiem posągów jest jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia na Wyspie Wielkanocnej. Miłośnicy trekkingu znajdą sporo szlaków prowadzących wzdłuż stromych klifów czy na znajdujące się na wyspie wulkany. Koniarze mogą wybrać się na zwiedzanie wyspy w siodle. Tym, którzy lubią wodę spodoba się z pewnością nurkowanie, snorkowanie czy surfing. A dla amatorów przedstawień scenicznych kilka razy w tygodniu lokalni artyści dają pokaz miejscowych tańców. Jest to co prawda zrobione pod turystów, ale jeśli kogoś ten aspekt kultury interesuje to też jest dostępny.

Trudno w to uwierzyć, ale na wyspie jest też kino! W rzeczywistości funkcję tą spełnia sala w jednym z hoteli, do której wstawiono kilka krzeseł, stolików, rzutnik i rozwinięto na ścianie ekran. Co ciekawe w kasie, oprócz biletów na seans filmowy, można kupić także lokalne piwo. Kino jak się patrzy!

Repertuar jest prosty do zapamiętania bo grają tam tylko jeden film. Jest to produkcja w reżyserii Kevina Costnera z 1994 roku o tytule Rapa Nui, która opowiada historię miłosną dziejącą się właśnie na Wyspie Wielkanocnej. Nie jest to może szczyt osiągnięć hollywoodzkiej produkcji i w dodatku reżyser podobno naciągnął dość mocno historię. A jednak sam fakt oglądania tego filmu właśnie tam jest w jakimś sensie ciekawy.

Tanie noclegi i couchsurfing

Podróżujących z niskim budżetem ucieszy fakt, że na Wyspie Wielkanocnej można dość tanio zanocować. Jest tu dobrze przygotowanym kemping (nie trzeba mieć nawet własnego namiotu). Można też skorzystać z gościnności miejscowych ludzi w ramach couchsurfingu. Oczywiście jest też opcja full-wypas, czyli hotele czy SPA all inclusive jeśli ktoś sobie życzy. De facto jeden z bardziej eleganckich ośrodków SPA na wyspie znajduje się tuż obok kempingu, więc widok zachodu słońca z okna luksusowego pokoju czy z namiotu jest dokładnie taki sam.

Niestety nie jest tak łatwo z wyborem budżetowej opcji jedzenia. Na Wyspie Wielkanocnej jest ono kilkukrotnie droższe niż na kontynentalnej części Chile, do którego wyspa należy. Dlatego warto jest przed przylotem zapakować do plecaka jedzenie, które wystarczy na cały pobyt. To niestety przeważnie oznacza dietę makaronowo-tuńczykową, lub ryżowo-curry’ową przez większość czasu, bo tylko zapakowane i przetworzone produkty można wwieźć na wyspę podróżując samolotem. Na szczęście, jeśli znudzi się albo skończy makaron, miejscowe restauracyjki, piekarnie, bary czy stragany zadbają o zaspokojenie naszego apetytu. Polecamy empanadas, czyli miejscowe pierogi nadziewane mięsem, warzywami, owocami morza czy… tuńczykiem. Pycha!

Codzienność stałych mieszkańców wyspy, których jest tam kilka tysięcy, urozmaicana jest od czasu do czasu festynami. Wbrew temu co można by sobie wyobrazić, nie wszystkie są związane ze słynnymi posągami.

My trafiliśmy na festyn z okazji Dnia Kobiet, który tak jak w Polsce, obchodzony jest ósmego marca. Z tej okazji przez cały dzień kobiety mogły skorzystać z przeróżnych atrakcji takich jak relaksacyjny masaż, nauka makijażu, dobór kosmetyków do pielęgnacji ciała czy badanie piersi. Odbywały się także kursy gotowania i turniej piłki siatkowej. Co kto lubi!

Moai są wszędzie

Wracając na koniec do słynnych figur moai. Trzeba przyznać, że są po prostu wszędzie: oryginalne na ceremonialnych platformach, podrabiane w prywatnych ogródkach czy nawet na kempingu. Ponadto sklepiki z pamiątkami oferują je w postaci małych figurek, wisiorków, kolczyków, breloczków a nawet czekoladek. Jednym słowem, czego dusza zapragnie! A tych, którzy lubią tego typu pamiątki ucieszy fakt, że na poczcie można poprosić o stempel w paszporcie przedstawiający oczywiście słynne posągi. My tak zrobiliśmy!

Na Wyspie Wielkanocnej spędziliśmy prawie dwa tygodnie, dzięki czemu udało nam się nie tylko obejrzeć słynne posągi i dowiedzieć o ich historii, ale też poznać miejscowych ludzi, spróbować lokalnego jedzenia, czy poleniuchować na przepięknej plaży. Każdemu, kto się tam wybiera polecamy spędzić na wyspie więcej niż tylko kilka dni. W końcu nie jest to miejsce, do którego lata się co roku na wakacje, więc jak już się tam jest to warto skorzystać na maksa!

Marta Cwalina-Śliwińska i Łukasz Śliwiński

Marta Cwalina-Śliwińska i Łukasz Śliwiński

W życiu i w podróżach oboje przede wszystkim nie chcą żałować, że czegoś nie spróbowali. Dlatego ciągle szukają okazji do poznania i przeżycia czegoś nowego. Prowadzą bloga Świat z bliska.

Komentarze: 2

Nat 16 sierpnia 2013 o 13:14

Najlepszy kemping to „Tipanie Moana”! Jego wlasciciel Benjamin spedza wieczory ze swoimi goscmi, ktorych traktuje jak prawdziwych przyjaciol. Nas zaprosil kilka razy na kolacje do siebie, przygotowal nam nawet „umu”, czyli tradycyjny polinezyjski grill (w czasie ktorego wymalowal nam buzie :D).
Koszt: $10/os ze swoim namiotem, $11/os z wynajeciem namiotu i $20 za dorma. Polecamy, bo dzieki takiemu miejscu Wyspa Wielkanocna na zawsze zostanie w naszej pamieci :D (oczywiscie poza moaiami, pieknymi plazami i kraterami)

Odpowiedz

Radoslaw 21 marca 2017 o 22:14

Dzień Dobry ! planuję odwiedzenie Wyspy Wielkanocnej. Jak jest z podróżą ? jakie linie wybrać. Kiedy najlepiej lecieć ? Może coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć?

Odpowiedz