Jak wiadomo, alkohol jest integralną częścią kultury człowieka i niemal w każdym kraju można rozkoszować się nie tylko obserwacją tradycyjnych tańców, śpiewów, oglądaniem niespotykanych gdzie indziej krajobrazów, czy też smakowaniem lokalnej kuchni – ale też właśnie próbowaniem regionalnych wyrobów alkoholowych.

Libacje w Indonezji?

Otóż w Indonezji nie jest to aż tak oczywiste, a mianowicie – jak wszystko tutaj – zależy to od regionu kraju. Indonezyjczycy co do zasady nie piją za dużo, nawet jeśli nie są muzułmanami. Po prostu uznają kaca za zbyt doskwierającą przypadłość, więc przysłania im to, co w naszych rejonach uznawane jest za, hmm… powiedzmy pozytywne oddziaływanie trunków. Poza tym jest to i tak naród na tyle rozluźniony, że nie wymaga pogłębiania stanu relaksu. Przyjmowanie świata zbyt serio, zamartwianie się nie leży w ich naturze…

Dodatkową sprawą jest to, że kiedy już spotkamy tu kogoś lubującego się w nasączaniu organizmu alkoholem, okazuje się, że owa intoksykacja może potrwać co najwyżej dwa-trzy piwa, potem Indonezyjczyk traci kontakt z rzeczywistością. Nawet ci, którzy piją, do picia raczej nie przywykli, co właściwie powinniśmy uznać za cechę ogromnie pozytywną. Upijaniu się w Indonezji mówimy raczej (może nie stanowczo, ale w pewnym stopniu) nie! Nie jest to na pewno kraj przeznaczony dla wędrowców spragnionych libacji.

Puste butelki po indonezyjskim piwie

Indonezyjska piwna gwiazda. (Fot. Gosia Drewa)

Gwiazda indonezyjskiego browarnictwa

Mimo wszystko jakieś trunki w tym kraju znaleźć się da. Podstawą i balijską gwiazdą jest piwo Bintang (nazwa Bintang oznacza gwiazdę właśnie). Piwo to całkowicie zdominowało rynek, dzieląc się czasami ze swoimi tańszymi odpowiednikami, których nazwy jednak nie wpadają tak w ucho, oraz lokalną podróbką Guinessa. W kurortach znaleźć też można nieprawdopodobnie drogie piwa importowane, no ale na co mi piwo importowane, kiedy mam ochotę spróbować lokalnych wyrobów?

Ogólnie piwo nie jest tanie (w sklepie od 2 dolarów w górę – i jak znajdziesz sklep, w którym dają piwo za 2 dolary to masz szczęście, w knajpie z reguły ze 3 dolary, oczywiście jak zwykle też zależy od regionu), ale na przykład na Bali Bintang króluje. Można dostać t-shirty z Bintangiem, skarpetki z Bintangiem, ręczniki z Bintangiem, slipki z Bintangiem i ogólnie co tylko dusza zapragnie z niezapomnianym i budzącym sentyment we wszystkich, którzy kiedyś odwiedzili Indonezję, czerwonym piwnym logiem. Wiedzą jak robić interesy, choć można się zastanowić, czy się w Kucie nie przeliczyli tak upijając turystów (chwilami to przypomina angielskie wieczory kawalerskie w Krakowie), ale zdaje się, że póki co wszystko się kręci.

Stary człowiek i może!

Kolejnym trunkiem, o którym warto wspomnieć, jest ulubione przez międzynarodowych studentów wino orang tua (stary człowiek), które jest typowym tutejszym tanim winem i kojarzy się dokładnie ze wszystkim tym, z czym kojarzy się tanie wino. Jest słodkie, obrzydliwe, tanie. Polecam wszystkim miłośnikom cherry mixa i tym podobnych wytworów okołosiarkowego polskiego rynku.

A wszystkich miłośników win z wyższej półki uprzedzam, że lepszego nie znajdziecie, tutejszy klimat nie sprzyja uprawom winorośli, a importowane australijskie wina nie są łatwo dostępne poza Bali i Jakartą, acz nawet tam ceny potrafią przyprawić o palpitację serca.

A tradycja?

Ależ oczywiście znajdziemy również trunki bardziej tradycyjne. W zapuszczonych wioskach Borneo, a także w Tatorze na Sulawesi, czyli regionach typowo chrześcijańskich, można dostać wino palmowe zwane tuak. Trunek przyjemny, o białawej barwie, z lekką nutką dekadencji… No właśnie bardzo leciutką. Dla wszystkich przeciwników alkoholu tuak to jest coś, bo nie wiem, ile by trzeba tego wypić, żeby było czuć jakieś skutki.

Niemniej jest to całkowicie haram, więc w miejscach ostro zdominowanych przez muzułmanów jest sprzedawane z reguły spod lady. Tak się dzieje na przykład w dużych miastach Kalimantanu, czyli indonezyjskiej części wyspy Borneo. Oczywiście, jak ktoś się uprze, to jesteśmy otoczeni wioskami Dajaków, którzy tuak lubią, więc wystarczy wyskoczyć za miasto.

Z kolei na Sulawesi dodatkowym smaczkiem jest to, że wino pije się ze świeżo ściętych pędów bambusa. Na Borneo niestety nie – zawinił brak bambusów. A szkoda, bo to faktycznie znacząco zmienia smak. Satysfakcja z kupna białego trunku od ludu nazywanego przez niektórych Łowcami Głów może jednak w jakimś stopniu zrekompensować te braki.

Coś mocniejszego

Najmocniejszym dostępnym w Indonezji alkoholem jest arak, czyli wódka palmowa. Arak bywa różny – od 20 do 40%. Dostępny przede wszystkim na Bali (oczywiście), a także na Flores, gdzie niektórzy utrzymują, że to wcale nie alkohol, bo przecież niczego tam nie dodają. Arak z reguły sprzedaje się w plastikowych butelkach po napojach, aczkolwiek oczywiście na Bali można też dostać specjalnie zrobione na drogie pamiątki stylizowane buteleczki.

Podobno w głębinach Borneo arak też można dostać, acz ja się póki co nie spotkałam. Za to na Flores przez przypadek znalazłam się raz w miejscu, gdzie ów arak się wyrabia. W zasadzie nic nadzwyczajnego, dwa paleniska oraz rury do odprowadzania pary – ale zawsze to odrobina folkloru.

Tymczasem w bardziej bezalkoholowych regionach pozostają chrześcijańskie sklepy (swoją drogą jest coś absurdalnego w tym, żeby sklep przykościelny trudnił się sprzedażą alkoholu), zawsze się też znajdzie kilka bardzo nowocześnie wyposażonych, acz raczej opustoszałych knajpek. Jeśli nasze podniebienie domaga się smaku białego wina – to raczej musimy poczekać na powrót w bardziej alkoholowe rejony.

Gosia Drewa

Polonistka z wykształcenia, która rzuciła wszystko i całkowicie oddała się swojej podróżniczej pasji. O poznawaniu różnych kultur pisze na Swoją drogą .

Komentarze: 4

Dominika Paprotny 24 marca 2012 o 15:53

araku (…)

Odpowiedz

Jakub Urbanski 25 marca 2012 o 10:10

a wina też są, dobrze schłodzone balijskie różowe niczego sobie. Poza tym polecam piwo STORM i oczywiście arak. Na objętej prohibicją Papui, juz gorzej trzeba kupować alkohol w prowadzonych przez policję melinach na komistaratach – do wyboru do koloru – zalecam jednak stanowczo uważać na chińskie koniaki…

Odpowiedz

Magdalena 25 kwietnia 2019 o 21:27

Właśnie wróciłam z Indonezji. Wino, którego próbowałam pochodziło z Bali, oczywiście dostępne w hotelu, nie w sklepie. Delikatne, wygrzane w słońcu, o nieco owocowej nucie. Bardzo mi smakowało.

Odpowiedz

    Ula 3 października 2020 o 20:54

    Czytam z przyjemnością i mówię do męża: „jakie lekkie pióro, pewnie polonista to napisał”.

    Odpowiedz