Perła Syberii, Święte Morze – Bajkał. Co druga relacja turystyczna z Syberii dotyczy pobytu w tym zakątku. Ale nie zamykajcie jeszcze strony, będzie inaczej! Spędziłem ponad pół roku w Irkucku i w tym czasie na penetrację Bajkału ze wszystkich stron poświęciłem w sumie dwa miesiące. Nie będzie to zatem zwykła relacja turysty, a raczej „insidera”, który to magiczne jezioro traktuje poniekąd jak swoją własność. Będzie to też opowieść o tym jak nim się stawałem. Kuba ♥ Байкал.

Wydawało by się, że nie ma się czym zachwycać. Jezioro to przeciez tylko jezioro… (Fot. Jakub Rybicki)

Wydawało by się, że nie ma się czym zachwycać. Jezioro to przeciez tylko jezioro… (Fot. Jakub Rybicki)

Marzec

Po kilku dniach pobytu w Irkucku i zapoznawaniu się z Uniwersytetem, wybraliśmy się wreszcie nad Bajkał. Wydawało by się, że nie ma się czym zachwycać. Jezioro to przecież tylko jezioro…

Z Irucka jedzie się około godziny drogą zbudowaną na przyjazd Eisenhowera, który nigdy nie przyjechał. I co tu dużo pisać, jezioro jest… niesamowite. A widzieliśmy tylko mały i w sumie najmniej efektowny kawałek – okolice Listwianki. Jeżeli jedziecie transsibem do Chin czy Mongoli i macie jeden dzień na zobaczenie Bajkału, to wizyta w tej wiosce może mieć sens, ale jeśli macie choć trochę więcej czasu to błagam – zacznijcie gdzie indziej!

Ciężko wyjaśnić co jest takiego fajnego w zamarzniętym jeziorze. Czasem ślisko, czasem śnieg, czasem kry. Niby nic, ale zabawa jest przednia: górki majaczą daleko, hen daleko po drugiej stronie, słoneczko świeci (jest tu bardzo mało pochmurnych dni w roku), można się poślizgać, samochody (i nie tylko) jeżdżą po lodzie. Jest pięknie i już wiem, że warto było przyjechać na koniec świata. Ooo, jak pięknie! A potem Omul wędzony na gorąco, ryba, która tu żyje. Jedzą jej za dużo, więc jej coraz mniej ponoć pływa. Na targu w każdym razie pod dostatkiem. I pełnia szczęścia na jakimś zardzewiałym kutrze przy brzegu, który pewnie dumnie się prezentował w czasach sojuza.

Niesamowita sprawa - obserwować jak jezioro walczy z lodem. (Fot. Jakub Rybicki)

Niesamowita sprawa – obserwować jak jezioro walczy z lodem. (Fot. Jakub Rybicki)

Niesamowita sprawa – obserwować jak jezioro walczy z lodem. Najlepiej rano posłuchać jak trzeszczy ta ogromna masa lodu, w niektórych miejscach wybrzusza się, wyrzucając z siebie ostre zęby kry. Z góry widać jak fantastycznie jest popękany, a z dołu można podejść do jakiejś świeżej szczeliny, by poprzyglądać się fantazyjnie ułożonym, spiętrzonym krom, zrobić im zdjęcie o wschodzie słońca.

Oto moje pierwsze, nieopierzone wrażenia. Potem było tak: Chciałem zrobić coś fajnego na lodzie, więc wymyśliłem, że pobiegam na nartach. Pomysł co najmniej bez sensu, bo wszyscy twierdzili, że lód już ponoć cienki. Choć jeszcze marzec. Wszyscy też zgodnie orzekli, że na taki bez sensu pomysł się nie piszą.

W wypożyczalni nart zetknąłem się bodaj po raz pierwszy z niezwykle charakterystyczną cechą Rosjan – jeżeli ty masz jakąś sprawę, a oni są władni ją załatwić, na początku zawsze odpowiedzą niet. Jednak, jeżeli nie poddamy się, opowiemy jak bardzo lubimy Rosję, Rosjan, Putina, wódkę, niedźwiedzie, Bajkał i na koniec tą własnie, odpowiadającą nam wciąż twarde niet osobę, to nie ma siły – w końcu przychyli nam nieba. Uwaga! Działa w wypożyczalniach sprzętu turystycznego, w urzędzie migracyjnym, hotelu, muzeum, na kolei i w starciu z milicją – sprawdzone!

Tak oto pani z wypożyczalni najpierw dobitnie udowodniła mi bezsensowność i bezcelowość mojego pomysłu, kilka razy kazała wracać do Polszy, a na koniec nie dość, że dała narty, to jeszcze czapeczkę z napisem Łyżnia Rassiji dorzuciła. I chwała jej za to, bo swoją przywiezioną z ojczyzny czapę zdążyłem oczywiście zostawić w marszrutce.

 

Czy 40 cm to jest cienki lód? No nie wiem, a sprawdzałem empirycznie. (Fot. Jakub Rybicki)

Łyżnia Rossiji to ogólnorosyjska akcja, wymyślona i rozpropagowana osobiście przez najbardziej wysportowanego z prezydentów, Władymira Władymirowicza. W skrócie: „Cała Rosja na narty!”

Przeszkody się piętrzyły, bo w sobotę wieczorem była impreza integracyjna z naszymi nowymi koleżankami z roku, a do naszego akademika – uwaga – przed 7 rano nie wejdziesz. Stanie przed akademikiem w dwudziestostopniowym mrozie nie jest również zbyt zachęcającą opcją. Skończyło się więc tak, że poszedłem z nartami na imprezę, a następnie z przyjemnym szumem w głowie wsiadłem do elektriczki, czyli pociągu osobowego mającego zawieźć mnie do Sliudanki.

I tu mogę skończyć tą przygodę, bo co? Pojeździłem sobie, nie utopiłem się, spóźniłem się oczywiście na pociąg, zjadłem cztery omule – było przednio. Uwielbiam robić rzeczy bez sensu. A z tym lodem, to ja nie wiem czy 40 cm to jest cienki. Sprawdziłem empirycznie. W każdym razie trzy tygodnie później już byłoby to niebezpieczne. Nawet miejscowi wtedy nie wyjeżdżają już autami na jezioro, a w Irkucku wisi billboard, na którym wypasiony jeep wpada do jeziora, a biedni pasażerowie zamarzają. To nie żarty, corocznie w Bajkale topi się ponoć około 30-40 aut (sic!) i ginie kilkanaście osób.

W ruskim przewodniku jest nawet specjalny rozdział „wyławianie aut z Bajkału”. No bo jak takie auto wpadnie to po co ma leżeć na dnie i rdzewieć, nikomu pożytku nie przynosząc? Jeśli leży na głębokości do 8 metrów to nie ma problemu. Jeśli auto jest dobre np. UAZ i niedługo leżało w wodzie to zdarza się, że nawet odpali od razu po wyciągnięciu i wymianie świec:)) Są specjalne firmy, które raz dwa samochód niedrogo wyciągną – o ile pasażerowie przeżyją.

Ale i tu przewodnik przychodzi z pomocą: są praktyczne rady, jak się zachować gdy wpadniemy do wody. Jeśli wpadniemy niegłęboko, czyli do 15 metrów, to lepiej nie otwierać drzwi i czekać aż woda zaleje „salon”, czyli wnętrze, w tym czasie pakując w coś suchą odzież (sic!). Jednak jeśli topimy się nie wiadomo gdzie, to jak najszybciej otwieramy drzwi i siup! Na zewnątrz! Ale wyjść na lód nie jest też tak łatwo, więc dobrze mieć w ręce nóż. Gdy jest bardzo zimno, powiedzmy -30, to wystarczy położyć mokry rękaw na lodzie, to od razu przymarza i w ten sposób się wdrapujemy.

Jakub Rybicki

Jakub Rybicki

Fotograf, dziennikarz, podróżnik, kolekcjoner dziwnych czapek. Jeździ po świecie w poszukiwaniu prawdy, dobra i piękna. Więcej zdjęć na jakubrybicki.pl.

Komentarze: (1)

Misza 1 lutego 2013 o 21:34

Czytajac twoje idiotyczne rusofobiczne wypowiedzi mozna wnioskowac, ze
„niezwykle charakterystyczną cechą” Polakow jest glupota, brak wyobrazni i kompleksy. Na szczescie, nie uogolniam i radze ci robic to samo….

Odpowiedz