O tym jak fantastycznym facetem był Kazimierz Nowak, jego samotnej wyprawie przez Czarny Ląd i trwającej właśnie rowerowej sztafecie, która ma uczcić wyczyn sprzed osiemdziesięciu lat opowiada Jakub Pająk, jeden z pomysłodawców i organizatorów AfrykaNowaka.pl.

– Zacznijmy od tego kim był Kazimierz Nowak i czym jest Afryka Nowaka?

– AfrykaNowaka.pl to inicjatywa podróżnicza, której celem jest trwałe zapisanie w świadomości Polaków postaci Kazimierza Nowaka oraz jego do dziś nieprawdopodobnej wyprawy przez Afrykę. Kazimierz Nowak w latach 1931-1936 jako pierwszy człowiek na świecie samotnie przemierzył Afrykę na rowerze, a dotarłszy do Przylądka Igielnego w dzisiejszym RPA pomyślał, że czas wracać do domu… więc wsiadł na rower i ruszył na północ: rowerem, pieszo, konno, czółnem i na wielbłądzie.

Cała wyprawa zajęła mu ponad pięć lat. Z okolic Poznania wyruszył spełniać swoje marzenia o Czarnym Lądzie i zarabiać fotoreporterką na utrzymanie pozostawionej w kraju rodziny (były to czasy ogólnoświatowego, wielkiego kryzysu i pracy w Polsce bezskutecznie szukał przez parę wcześniejszych lat). Wyruszył w ciemno, natchniony często fantastycznymi wizjami o Afryce z kolonialnych książek, bez pieniędzy i sponsorów, bez praktycznych informacji o trasie, jakie dzisiaj bez problemu możemy wydobyć z przewodników czy Internetu.

Zostawił po sobie wydany dopiero przeszło siedemdziesiąt lat po śmierci zbiór niebagatelnych reportaży bogato ilustrowanych zdjęciami – Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Myślę, że Kazimierza Nowaka bez cienia przesady nazwać można prekursorem polskiego reportażu podróżniczego – pisał o prawdziwej Afryce i jej rdzennych mieszkańcach jak chyba nikt inny w tamtych czasach, pisał jak człowiek i brat napotykanych tubylców nie zaś jak Biały, dumny zdobywca „podróżujący” przez kontynent z wanną i tłumem tragarzy… Zresztą Nowak do końca był wierny własnym ideałom konsekwentnie sprzeciwiając się kolonializmowi i polskim zakusom na zamorskie posiadłości. Przez to żył i umarł jak biedak, jednakże właśnie dzięki prawdzie żyje i jest podziwiany dziś.

To zaledwie część powodów, dla których warto poświęcić mu wyprawę, mam nadzieję zresztą, że nie ostatnią… Kazimierz Nowak dla wielu już jest ikoną, symbolem, bohaterem dążącym do realizacji marzeń i trzymającym się prawdy. Wierzę, że taka postać jest potrzebna, w szczególności ludziom młodym i ślepo zapatrzonym w telewizor, społeczeństwu któremu lansuje się na idoli puste, silikonowe lalki…

– Afryka Nowaka to dość poważne przedsięwzięcie. Przybliż je w liczbach…

– Nowak dokonał przed laty rzeczy naprawdę niebywałej – samotnie przebył ponad 40.000 km przez Czarny Ląd o własnych siłach. Ciężkie do ogarnięcia nawet dzisiaj, gdy przez Internet lub na żywo możemy w parę chwil przenieść się niemal wszędzie…

Staramy się jak najwierniej powtórzyć trasę Nowaka, stąd dystans będzie podobny, około czterdziestu tysięcy kilometrów. Do przejechania mamy siedemnaście afrykańskich krajów (za czasów Kazika było ich trochę mniej), począwszy od Libii, przez Egipt, Sudan, itd. aż po RPA na południu, a w drodze powrotnej po Algierię na północy.Przyjęliśmy jednak inne założenia dla wyprawy niż Nowak – chcemy odtworzyć jego trasę w formie sztafety: dwa lata, dwadzieścia czteryetapy jednomiesięczne, po cztery osoby w ekipie.

Wynikało to przede wszystkim ze współczesnych realiów urlopowo-ekonomicznych, mało kto zdecydowałby się dziś rzucić wszystko, wsiąść na rower i jechać przed siebie parę lat, choć takich też znam. Studenci mają sporo czasu, lecz niekoniecznie większe pieniądze, z kolei normalnie pracujący więcej kasy, ale mało urlopu. Forma sztafety otwiera zatem swe ramiona do ludzi różnych zajęć i profesji, starych i młodych… Tak naprawdę w przeciągu dwóch lat na trasie sztafety AfrykaNowaka.pl pedałować będzie ponad 80 osób, co wierzę, że przyczyni się do ogromnego bogactwa nadsyłanych on-line fotoreportaży, z każdym miesiącem nowa ekipa wnosić będzie świeży oddech w kręcenie się projektu, a imię Kazimierza Nowaka rosnąć będzie w siłę!

– Jak udało się to wszystko zorganizować? Ile to trwało?

– Obecna forma projektu wykluła się podczas „polskich podróżniczych Oscarów” – Kolosów za rok 2008, czyli w marcu 2009 r. Wtedy przedstawiłem publicznie pomysł przejechania samotnie, na rowerze mniej więcej połowy trasy Nowaka, od Egiptu po RPA. W toczonych w kuluarach rozmowach wraz z dwójką szczecińskich podróżników doszliśmy do konsensusu, że wspólnymi siłami możemy więcej, lepiej będziemy trąbić medialnie o Kazimierzu Nowaku i jego podróży, no i w ogóle cały projekt może być ciekawszy, zyskać nowy wymiar.

Tak to się zaczęło i szczęśliwie toczy się do dziś. 5 listopada, czyli dokładnie w siedemdziesiąt osiem lat po rozpoczęciu wyprawy Nowaka, oficjalnie wystartowaliśmy: pokonaliśmy w dużej grupie dystans z Boruszyna (gdzie mieszkał Nowak) do Poznania, a następnie pierwsza czwórka sztafety wyruszyła na I etap – do Libii.

– Czy uda się wiernie odtworzyć trasę jaką przejechał Kazimierz Nowak?

– Szczerze w to wątpię, choć z założenia dążymy do jak najwierniejszego odtworzenia jego trasy. Niestety sytuacja geopolityczna we współczesnej Afryce jest diametralnie inna niż za czasów Nowaka. Afryka pocięta jest nowymi granicami, inaczej przebiegają szlaki komunikacyjne, w wielu rejonach grasują dziś bandyci i rebelianci, toczą się otwarte lub utajone konflikty zbrojne, w rękach ludzi jest sporo broni palnej, niektóre tereny są zaminowane… W związku z tym myślę, że nie będzie łatwo powtórzyć trasy Nowaka, a nawet, że nie jest to możliwe w założeniu. Będziemy się starać, lecz czas pokaże na ile nam się to uda.

Nowak w swoich czasach też obierał taką a nie inną trasę między innymi w związku z panującą sytuacją, wtedy konflikty toczyły się w innych rejonach niż dziś. Wydaje mi się, że najważniejsza jest sama idea, choć przyznam, że wierne odtwarzanie nowakowej trasy jest również mocno kuszące.

– Czy ciężko było znaleźć ludzi, którzy wystartują w sztafecie?

– Przyznam, że początkowo podchodziłem sceptycznie do idei czteroosobowych zespołów, tym bardziej, że zwykle podróżuję sam, ewentualnie we dwójkę. Teraz jestem przekonany, że różnorodność ludzi wniesie nieocenione wartości do projektu. Większych trudności w obsadzaniu etapów nie było od samego początku, obecnie, gdy trwa już drugi etap myślę, że każdy z liderów etapowych ma już plik podróżniczych CV, jak przy rozmowie o pracę :)

Na poważnie – chętnych z bogatym bagażem doświadczeń jest wielu i myślę, że nie będziemy mieli problemów z liczebnością ekip, jednakże wciąż jesteśmy otwarci na nowych uczestników.

– Tak jak wspomniałeś – za sobą mamy już pierwszy etap. Jak się udał?

– Minęło już blisko dwa miesiące wyprawy i już za parę dni III etap przejmie pałeczkę. Były to odcinki przez Libię. Na wstępie zmagania z trudnościami wjazdowo-wizowymi do owego dosyć zamkniętego dla turystów kraju, następnie wiele setek kilometrów przez pustynne bezdroża libijskiej Sahary, zamiecie piaskowe z wiatrem w twarz… czyli wiele wysiłku, trudów i serca włożonych przez uczestników w realizację tych etapów, które owocują powodzeniem projektu. Dodam  jeszcze tylko, że chyba najbardziej wzruszającym wydarzeniem z etapów libijskich było napotkanie przez uczestników sztafety staruszka, który pamięta postać Kazimierza Nowaka…

Nie będę zdradzał więcej szczegółów, zapraszam do lektury relacji on-line na stronie AfrykaNowaka.pl. Zaś osobiście zapraszam do śledzenia opowieści z Sudanu i Sudanu Południowego, które zaczną się ukazywać mniej więcej za miesiąc.

– Jakie jeszcze trudności czekają na uczestników?

– Do tego o czym wspomniałem przed chwilą dodać trzeba spory wysiłek fizyczny, przy trzydziesto-, czterdziestostopniowym upale i ogromnej wilgotności, i wszelkiej maści choroby, które niestety mogą się do człowieka przyplątać. Z drugiej jednak strony z całą pewnością nam będzie o niebo lżej i łatwiej niż Nowakowi: jedziemy w zespołach a nie solo, mamy fantastycznie przygotowane rowery marki Brennabor (tej samej co Nowak przed laty!), filtr do wody i tabletki odkażające, szczepionki i profilaktykę antymalaryczną itd. itp. Damy radę!

Grzegorz Król

Grzegorz Król

Ostatnio jeździł motocyklem po Bałkanach, ale nic o tym nie napisał. Robi Peron4 i bardzo lubi podróże.

Komentarze: (1)

travel geek 5 stycznia 2010 o 21:34

tak 3mać

Odpowiedz