Skopje to miasto pełne kontrastów, w którym od lat kultura chrześcijańskiego prawosławia pamiętającego czasy Bizancjum koegzystowała z islamem, który przybył tu wraz z ekspansją Imperium Osmańskiego.

Macedońskie władze jednak najwyraźniej chcą – i płacą za to niezłą kasę – byśmy myśląc „Macedonia” myśleli o TEJ jedynej, właściwej Macedonii, związanej z europejskim kręgiem kulturowym. Świadczyć o tym może projekt „Skopje 2014” zapoczątkowany w 2010 roku przez premiera Gruewskiego i minister kultury Kanceską – Mileską.

Pomnik Dame Grujew w Skopje

Dame Grujew, macedoński bohater narodowy, jeden z założycieli Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej. (Fot. Bartek Borys)

Ma on na celu przebudowę miasta i stworzenie kilkudziesięciu nowych budynków i rzeźb, w większości osadzonych w klimacie starożytnej Grecji. W końcu postaci takie jak Aleksander Wielki vel Wojownik Na Koniu są prawdopodobnie jednymi z niewielu „Macedończyków” znanych szerzej na całym świecie. Na ich koniach/barkach spoczywa więc… no właśnie co?

Budowa poczucia dumy z własnej historii tego małego narodu, którego liczebność na całym świecie nie przekracza 2,5 miliona? Skojarzenie państwa oficjalnie zwanego „Byłą Jugosłowiańską Republikę Macedonii” ze starożytną potęgą? Zwiększenie potencjału turystycznego miasta oraz jego przebudowę po trzęsieniu ziemi w 1963 roku? Odejście od socrealistycznej architektury, zwłaszcza budynków mieszkalnych, których pełne są miasta byłej Jugosławii?

Rozpoczynając spacer po Skopje byliśmy pełni niepokoju, jak wspomniana wyżej idea, o której wcześniej tylko słyszeliśmy, została wcielona w życie. Byliśmy również ciekawi, czy socrealizm i architektura starożytna to jedyne, co Skopje może zaoferować.

Brama triumfalna w Skopje

Brama triumfalna „Macedonia”. (Fot. Bartek Borys)

Zaczynamy w centralnym punkcie miasta, na Placu Macedonii, przywitani monumentalna bramą triumfalną zwaną – a jakże – „Macedonią”. Nieopodal widzimy Aleksandra Wielkiego dumnie siedzącego na swoim rumaku. Jesteśmy trochę skonfundowani, bo po obu stronach rozpościerają się nawet nie dwa, a trzy całkiem różne „światy”. Pierwszy to piękna kamienica z lat 20. XX wieku, z rzucającą się w oczy reklamą piwa Skopsko i rozpoczynającym się tuż obok deptakiem, pełen restauracji, butików i sklepów, a także
– co oczywiste – ludzi.

Dookoła samego placu najbardziej rzucają się w oczy dwie rzeczy. Z jednej strony jest to wszechobecny kurz i hałas wywołany przez ekipy budowlane. Z drugiej – niesamowite natężenie budynków i rzeźb powstałych, bądź jeszcze powstających, w ramach projektu „Skopje 2014”. Realizatorzy postanowili upchnąć jak najwięcej elementów nawiązujących do czasów macedońskiej chwały i potęgi sprzed lat na jak najmniejszej przestrzeni, tak by przyjezdny nie musiał się za bardzo fatygować i miał wszystko pod ręką.

Skopje to jednak nie Rzym i w oczy niemiłosiernie kłuje sztuczność tego rozwiązania i to poczucie „nowości” na tych „starożytnych” budowlach, które nie pasują zarówno do otoczenia, jak i same do siebie. Z drugiej jednak strony – trudno nie ulec fascynacji tym miejscem. Na naszych oczach trwa tu eksperyment, jakim jest budowa macedońskiej przyszłości.

Macedońscy Muzułmanie podczas modlitwy

Wierni przed meczetem. (Fot. Bartek Borys)

Idziemy jednak dalej. Przekraczamy rzekę Wardar kamiennym mostem. Po drodze mijamy jeszcze kilka miejsc (takich jak Muzeum Archeologiczne) i pomników w budowie.

Po kilku minutach znajdujemy się już w zupełnie innym, lecz fascynującym świecie, jakim jest Stara Čaršija. Wąskie – a czasem i strome – uliczki, sklepy ze złotem, herbaciarnie, mężczyźni palący papierosy i grający w tryktraka, chłopcy z dywanikami w rękach wracający z meczetu, śpiew muezina, zapach jedzenia przygotowywanego w dziesiątkach lokali dookoła. To wszystko tworzy klimat tego miejsca, tego świata który czerpie nie z tradycji Macedonii starożytnej, ale z kultury islamskiej i czasów gdy Skopje było częścią Wielkiej Porty.

Tutaj można zobaczyć, że Macedonia to nie tylko Aleksander, Filip, prawosławie, cyrylica i piwo Skopsko. Na starym mieście znajdziemy potwierdzenie statystyk mówiących o tym, że jedna trzecia mieszkańców kraju to muzułmanie, w tym Albańczycy stanowiący jedną czwartą z – niewiele ponad dwumilionowej – populacji.

Wielokulturowość i wielojęzyczność to dla mieszkańca kraju nad Wisłą rzecz niezwykle ciekawa i interesująca, bo tam praktycznie niewidoczna (lub – nawet jeśli tak jak autor niniejszego artykułu mieszka się w woj. opolskim, gdzie zamieszkuje mniejszość niemiecka – łatwa do pominięcia/niezauważenia). Trójjęzyczność napisów (macedoński, albański i angielski), kobiety ubrane zgodnie z modą islamską i te „po europejsku”, mężczyźni zamykający swoje sklepy na czas modlitwy i Ci, którzy tylko na nich spoglądają nie przerywając pracy, dzieciaki z krzyżem na szyi i te wracające ze starszymi braćmi z meczetu.

Stare miasto w stolicy Macedonii

Ulica na Starym Mieście w Skopje. (Fot. Bartek Borys)

Ślady Bizancjum w postaci miejskiej twierdzy – Kale, czy panowania tureckiego, jak łaźnia Čifte Hammam przerobiona na galerię fotografii. Wszystko to niewątpliwie dodaje Skopje uroku.

Stara część miasta ma jednak wiele problemów, niejednemu budynkowi przydał by się remont, a często wręcz odbudowa. Władze Macedonii najwyraźniej dbają o historię miasta nad Wardarem wybiórczo, podkreślając w nim to co ważne tylko z jednej perspektywy (czyli tradycję chrześcijańską i „komercyjną” pogańską). Tradycja muzułmańska z wielu przyczyn (wymienić można tu choćby obawę przed coraz szybszym przyrostem naturalnym Albańczyków, emigrację młodych, chęć bycia postrzeganym jako część europejskiego kręgu kulturowego) jest może nie tyle odrzucana, ale marginalizowana i umniejszana.

Albania – jeden z najmniej europejskich krajów Europy

Co prawda od 2001 roku Albańczycy w Macedonii uzyskali – przynajmniej teoretycznie – wiele praw, takich jak uznanie za równoprawnych obywateli państwa, równy dostęp do edukacji we własnym języku, do pracy w urzędach, wojsku czy administracji. Władze jednak sprawiają wrażenie, jakby obawiały się o przyszłość Macedończyków ze względu na możliwy wzrost aspiracji tej największej w kraju mniejszości. Albańczycy bowiem posiadają już dwa – graniczące z Macedonią – państwa: Albanię i Kosowo. Istnieje więc obawa, że w przyszłości mogli by zdominować liczebnie ludność prawosławną i w demokratycznych warunkach zmienić sytuację polityczną kraju.

Turecka herbata

Herbata ‘po turecku’ w albańskim lokalu na Starym Mieście. (Fot. Bartek Borys)

Z tej perspektywy projekt „Skopje 2014” wydaje się swego rodzaju kulturowym wyborem władz Macedonii, podkreślającym jaką tożsamość powinna przyjąć ludność takiego kraju. Jednak czy w sytuacji, gdy jakikolwiek związek z tą częścią historii może odczuwać co najwyżej 2/3 ludności, jest to wybór słuszny?

Bez względu na odpowiedź na powyższe pytanie można stwierdzić jedno. Macedonia nie jest i nigdy prawdopodobnie nie stanie się turystyczną atrakcją jak chociażby Grecja, a wypełniony nawet największą liczbą pomników i łuków triumfalnych Plac Macedonii nie stanie się drugim Akropolem. Jednak wielokulturowość Macedonii i niewątpliwy urok jej stolicy mogą zachęcić każdego, kto znajdzie się gdzieś pomiędzy Dubrownikiem a Atenami, do odwiedzenia tego kraju. Herbata „po turecku” przygotowana przez macedońskiego Albańczyka pod czujnym okiem Aleksandra Wielkiego będzie tam smakować wyjątkowo.

Bartek Borys

Bartek Borys

Historyk, miłośnik podróży z plecakiem. Planuje kolejną wyprawę w dzień powrotu z poprzedniej, uwielbia być w drodze. Od czasu do czasu wrzuca zdjęcia na My Point of View.

Komentarze: 3

Olaf 25 września 2012 o 20:59

Przeczytałam z dużą przyjemnością i sentymentem, bo Tetovo, Skopje, Macedonia mają w moim serduchu specjalne miejsce…:) ale nawet abstrahując od przywiązania do tych miejsc – artykuł bardzo mi się podoba i odnalazłam w nim wiele ze swoich spostrzeżeń. Pozdrawiam :)

Odpowiedz

Bartek 26 września 2012 o 9:11

@ Olaf – miło mi to czytać ;) Pozdrawiam również!

Odpowiedz

Paweł/Kielce 20 listopada 2012 o 2:20

Właśnie wróciłem ze Skopje, spostrzeżenia podobne, Plac Macedoński – monumentalizm pół na pół z kiczem, dzielnica turecka cudna, jedzenie niesamowite. Stojąc na kamiennym moście masz w zasięgu wzroku kilkanaście pomników, jeden większy od drugiego. Nad brzegiem Wardaru, tuż przy moście, hałdy śmieci i gruzu, pośród nich wędkarze. Na środku rzeki trzy kolumny z rosnącymi na nich …drzewami i napisami: Wiara, Nadzieja, Miłość. Można się pogubić, nie za bardzo wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi.

Odpowiedz