Port w As-Sawirze (fot. Ewa Serwicka)

Port w As-Sawirze (fot. Ewa Serwicka)

Biało-błękitne miasteczko przyczepione do wybrzeża Atlantyku, owiewane przyjemną oceaniczną bryzą. To dzięki tej bryzie, okolice As-Sawiry w Maroku są świetnym miejscem dla miłośników windsurfingu. Jednakże dawny Mogador to coś więcej niż tylko wiatr i spienione grzywy fal. Zapraszam na spacer po tym uroczym mieście.

Historię As-Sawiry można zacząć kreślić cofając się do V wieku przed naszą era, kiedy to Kartagińczycy założyli tutaj swój handlowy przyczółek. Pomiędzy pierwszym wiekiem przed naszą erą, a pierwszym wiekiem naszej ery okolice te zasłynęły z produkcji purpurowego barwnika, otrzymywanego z mięczaków zamieszkujących pobliskie wyspy. W XV wieku naszej ery, na wybrzeżu wylądowali Portugalczycy, którzy postanowili utworzyć tu fortecę. Nazwali ją Mogador.

Pozostałości tej portugalskiej fortecy nadal okalają medinę miasta. Z jej murów rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na wysokie fale rozbijające się o nabrzeżne skały. Armaty ciągle jeszcze wycelowane są w kierunku oceanu. Można usiąść na starym murze i podziwiać pokaz siły natury. Woda uderza o brzeg z taką energią, że w powietrzu unoszą się drobne, słone kropelki. Po chwili na skórze powstaje słony nalot, taki jak po wyjściu z morskiej wody.

Forteca w Mogadorze (fot. Ewa Serwicka)

Forteca w Mogadorze (fot. Ewa Serwicka)

Portugalczycy niedługo cieszyli się panowaniem. W XVI w. Mogador był łakomym kąskiem dla Hiszpanów, Anglików, Holendrów i Francuzów. W końcu pieczę nad miastem zaczął sprawować sułtan Mohammed III. To on zarządził zaprojektowanie miasta i zlecił to zadanie Francuzowi, Théodore Cornutowi. Miasteczko otrzymało nazwę As-Sawira, co oznacza „pięknie zaprojektowane” i stało się wiodącym marokańskim portem.

W południowej części As-Sawiry nadal działa port rybacki, w którym przez cały czas uwijają się rybacy na swoich jaskrawoniebieskich łodziach. Kiedy wyładowują swój połów, nad portem rozlega się wrzask setek mew. Ptaki zlatują się licząc na to, że uda im się schwycić jakąś zdobycz. Podobnie myślą niesamowicie wychudzone koty, których także pełno kłębi się w porcie.

Sułtan Mohammed III zachęcał Żydów do osiedlania się w tym dynamicznie rozwijającym się porcie. Ich populacja sięgnęła 40% mieszkańców As-Sawiry. Żydzi w większości kontrolowali stosunki handlowe z Europą. Powstała żydowska dzielnica zwana mellah. W XIX w. As-Sawira dostała się pod panowanie francuskie, a jej nazwa ponownie została zmieniona na Mogador. Wówczas port powoli zaczął tracić na znaczeniu. Nazwę As-Sawira przywrócono wraz z uzyskaniem niepodległości przez Maroko w 1956 r.

Dzięki świeżej bryzie znad Atlantyku latem nie czuje się upału, chociaż słońce naprawdę przygrzewa. Uliczki mediny są wąskie, pełne warsztatów rzemieślniczych i sklepików. Bez trudu można tu trafić na sprzedawców wyrobów z drewna tujowego, z którego miejscowi artyści mogą wyrzeźbić niemalże wszystko. Medina w As-Sawirze wpisana jest na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Po drodze z portu do mediny i mellah mija się targ, na którym kupcy sprzedają to, co chwilę wcześniej udało im się po długich targach kupić od rybaków. Pełno tu stoisk z owocami morza, ponad którymi unosi się intensywny ich zapach (niektórzy mówią wprost – smród). Na szczęście szybko można się przyzwyczaić, a i wiatr wiejący znad Atlantyku pozwala na zmniejszenie intensywności woni ryb. Po przejściu przez targ warto natomiast znaleźć spokojną restauracyjkę i skosztować już przyrządzonych darów morza popijając popularnym marokańskim napojem thé à la menthe, czyli zieloną herbatą na świeżych liściach mięty z dużą ilością cukru.

Zobacz galerię zdjęć z As-Sawiry: Maroko w odcieniach błękitu.

 

Ewa Serwicka

Ewa Serwicka

Zamieniła korpopracę na turystykę. Lubi patrzeć na świat przez obiektyw aparatu. Bloguje na Daleko niedaleko.

Komentarze: 2

Wojtek 23 grudnia 2009 o 18:55

Cześć
A jak w ogóle samo podróżowanie po Maroku?
Głównie pytam o to czy dużo trzeba mieć kasy? Bo słyszałem, że na każdym kroku naciągacze i w ogóle nieprzyjemnie pod tym względem, ceny hoteli wygórowane a w większych miastach i miejscowościach „turystycznych” to ciężko nawet tanio zjeść. Prawda to, czy nie do końca?
W.

Odpowiedz

Ewa Serwicka 24 grudnia 2009 o 7:56

Cześć, wiesz, w Maroku akurat byłam w odwiedzinach u koleżanki, więc mam trochę inną perspektywę jeśli chodzi o podróże i nocowanie, natomiast jeśli chodzi o knajpy to nie przypominam sobie, żeby mnie coś bardzo negatywnie zaskoczyło. Pozdrawiam!

Odpowiedz