Z Kasią Kipigroch-Paczek oraz Marcinem Paczkiem, czyli „Paczkami w podróży” rozmawiamy w trakcie ich rocznej podróży motocyklowej po Ameryce Łacińskiej i Południowej. Jest to opowieść o ich kilkunastomiesięcznym pobycie w Azji, o tym jak poradzić sobie finansowo w czasie dłuższej wyprawy, o podróżniczych inspiracjach, a także o planach na przyszłość.

Paczki w podróży

Paczki w podróży w Angkor. (Fot. Archiwum Kasi i Marcina)

– Podróżujecie, jak możemy dowiedzieć się z Waszej strony internetowej, niemal od dwóch lat. Piętnaście miesięcy spędziliście jeżdżąc po Azji i Australii, a teraz przyszedł czas na obie Ameryki. W jaki sposób ta wyprawa zmieniła Wasze podejście do życia, kariery i samej podróży?

– W momencie, kiedy zdecydowaliśmy się pojechać w podróż dookoła świata, całe nasze życie wywróciło się do góry nogami. Może to brzmi nieco tandetnie, ale taka jest prawda. Nie chodzi tu nawet o samą podróż, ale cały okres przygotowań i planowania. Zmieniły się nasze plany i priorytety. Nagle przestaliśmy myśleć o karierze, dzieciach, dostatnim życiu, a skupiliśmy się na tym, co jest tu i teraz: na przeżywaniu, doświadczaniu, czerpaniu garściami z tego, co przynosi każdy dzień.

To dość beztroski stan i zdajemy sobie sprawę, że kiedyś musi się skończyć. Mamy jednak nadzieję, że gdy wrócimy do Polski, do pracy i starego trybu życia, wszystkie wartości, które były dla nas ważne przez ostatnie dwa lata nagle nie wyparują. Liczymy na to, że to, co ta podróż zmieniła w nas i naszym życiu na lepsze, zostanie już na zawsze.

Paczki w podróży w Hoillywood

Paczki w podróży podbijają Hollywood. (Fot. Archiwum Kasi i Marcina)

– Jak wyglądał powrót do polskiej rzeczywistości na tych kilka miesięcy między jedną podróżą, a drugą?

– Jeśli chodzi o ostatnie cztery miesiące w Polsce, to nie można ich chyba nazwać powrotem do rzeczywistości. To była przerwa w podróży, podczas której byliśmy trochę zawieszeni w próżni pomiędzy jednym wyjazdem, a drugim. Kończenie rozpoczętych wcześniej spraw, przygotowania, szukanie sponsorów, itp., ale cieszymy się, że mogliśmy robić
to w domu, blisko rodziny i przyjaciół, za którymi zdarzyliśmy się już stęsknić. Dzięki temu mogliśmy wyruszyć do Ameryk z nową energią i zapałem, a było nam to bardzo potrzebne.

– Czym jest dla Was prowadzenie bloga? Pewnego rodzaju uporządkowaniem podróżniczych przemyśleń, poradnika dla innych podróżników, czy może źródłem inspiracji dla tych, którzy by chcieli, ale nie wiedzą jak?

– Nasza wizja bloga ewoluowała z czasem. Na początku robiliśmy to wyłącznie dla siebie i dla rodziny. Chcieliśmy, by znajomi byli na bieżąco z tym, co się u nas dzieje, a dodatkowo uważaliśmy, że dla nas samych będzie to super pamiątka po powrocie. Ale potem zaczęliśmy dostawać coraz więcej wiadomości z pytaniami o nasze przygody i stwierdziliśmy, że jeśli nasz blog zainspiruje przynajmniej jedną osobę do wyruszenia w podróż, to gra jest warta świeczki. Zaczęliśmy umieszczać więcej praktycznych informacji, historii miejsc i napotkanych ludzi. Jedne wpisy cieszą się większą popularnością, inne mniejszą, ale każdy daje nam niesamowitą satysfakcję.

– Jednym z powodów, które stoją na przeszkodzie chcącym wyruszyć w podróż na dłużej, są pieniądze, czy raczej ich brak. Dochodzi do tego myślenie, że wyprawa na inny kontynent musi się wiązać z kosmicznymi wydatkami. Jak to wygląda w Waszym przypadku? Odkładaliście pieniądze przez dłuższy czas przed wyjazdem, staracie się łapać jakichś dorywczych zajęć w odwiedzanych miejscach, czy może zajmujecie się czymś, co może przynieść określony dochód bez względu na to, gdzie się znajdujecie?

– Wyruszenie w tę podróż było dla nas ogromnym przedsięwzięciem. Przez dwa lata planowaliśmy i odkładaliśmy pieniądze, by wyjechać na rok. Ale podróżujemy już prawie dwa lata, więc to normalne, że ludzie zastanawiają się skąd bierzemy pieniądze.

Po pierwsze: im dłużej jesteśmy w podróży, tym podróżujemy wolniej i taniej. Może ciężko w to uwierzyć, ale obecnie w Stanach Zjednoczonych wydajemy dziennie mniej pieniędzy, niż w zeszłym roku w Azji, mimo że wszystko jest tu znacznie droższe.

Po drugie: od jakiegoś czasu nasz blog zaczął przynosić zyski. Małe, bo małe, ale zawsze to jakiś zastrzyk gotówki.

A po trzecie i najważniejsze: jesteśmy szczęściarzami. Wynajmujemy mieszkanie w Warszawie, które co miesiąc generuje stały dochód i prawdę mówiąc dzięki niemu możemy podróżować w nieskończoność.

– Niemal półtora roku, które spędziliście w czasie swojej pierwszej dłuższej podróży, musiało być dla was, jako pary, pewnego rodzaju wyzwaniem. Czy mieliście w czasie swoich podróży jakiegoś rodzaju kryzys, związany z tym, że praktycznie 24 godziny na dobę spędzaliście razem, a jeśli tak, to jak sobie z nim radziliście? Wiem, że piszecie o tym na blogu, ale taki mały skrót dla czytelników Peronu byłby bardzo mile widziany.

– Taka długa podróż to dla małżeństwa fantastyczna sprawa. Przez to, że spędzamy razem tak dużo czasu, jesteśmy w stanie poznać się lepiej niż niektóre pary przez kilka lat. Uczymy się radzić sobie ze swoimi wadami i lepiej rozumiemy konkretne zachowania drugiej osoby. Bardzo dużo czasu spędzamy też w grupie, podróżując z innymi osobami i dzięki temu jesteśmy w stanie wygospodarować trochę własnej przestrzeni na babskie lub męskie sprawy. Może jest to klucz do sukcesu, bo dotychczas nie przechodziliśmy żadnego związkowego kryzysu. Owszem, w Indonezji mieliśmy kryzys podróżniczy, kiedy zaczęliśmy bardzo tęsknić za rodziną i chcieliśmy wracać do domu, ale to dzięki wzajemnemu wsparciu udało się go zażegnać i na nowo cieszyć się podróżą.

– Tutaj muszę Was dopytać. Czy uznaliście, że powrót do domu w sytuacji, w której dopadł Was kryzys, to coś złego? Jaki był powód i argumenty za tym, żeby jednak nie wracać? Czy ewentualny powrót traktowalibyście jako porażkę?

– Kryzys w podróży to normalna sprawa – pojawia się wcześniej lub później. Dla nas i tak była to pewnego rodzaju niespodzianka, że zatęskniliśmy za domem dopiero po roku. Przed wyjazdem wyobrażaliśmy sobie, że nastąpi to znacznie wcześniej, ale przez odwiedziny przyjaciół i rodziny, a także częste rozmowy na Skype czuliśmy, że jesteśmy całkiem blisko.

Powrót do kraju po roku w podróży to żadna porażka – to i tak znacznie dłużej niż wytrzymałaby przeciętna osoba, w naszym wypadku jednak powrót nie wchodził w grę. Nie dlatego, że wstydzilibyśmy się wrócić bez zrealizowania naszych zamiarów, ale dlatego, że mieliśmy pewność, iż nie ważne jak bardzo w tym momencie chcemy wracać, na pewno kiedyś pożałujemy tej decyzji. Z takiej szansy, jaką jest ta fantastyczna podróż, po prostu nie rezygnuje się z własnej woli. Postawiliśmy na inne rozwiązanie: skróciliśmy nasz pobyt w Indonezji o miesiąc i pojechaliśmy wcześniej
do Australii, która miała wszystko, czego potrzebowaliśmy: dostęp do mediów, internet, zachodnie jedzenie, wspaniałych ludzi. I znowu było dobrze!

– Na swojej stronie piszecie, że jedną z Waszych inspiracji, motywujących do dłuższej wyprawy, była lektura blogów. Kto z podróżniczej blogosfery szczególnie Was inspiruje i kogo czytacie ze szczególną przyjemnością?

– Nasze podejście do blogów znacznie zmieniło się od czasu, gdy sami zaczęliśmy pisać i podróżować. Przed wyjazdem byliśmy tylko czytelnikami, szczerze podziwiającymi ludzi, którzy odważyli się wyjechać w świat na dłużej. Ich blogi inspirowały nas i motywowały do działania. Bez nich, szczerze nie wiem, czy bylibyśmy teraz w tym samym miejscu naszego życia. Z blogów, które szczególnie przyczyniły się do naszego wyjazdu możemy wymienić CareerBreak – Magdy i Przemka, Vagabundos – Rafała i Pauliny oraz oczywiście Los Wiaheros – Andrzeja i Alicji. Obecnie patrzymy na blogi z trochę innej perspektywy. Nie są one już dla nas źródłem informacji, czy rad, bo okazało się, że znacznie bardziej lubimy odkrywać wszystko sami. Teraz czytamy blogi z sympatii do ludzi, którzy je tworzą, nawet, jeśli nie znamy ich osobiście, jak na przykład bardzo popularny ostatnio blog Magdy i Tomka – z2strony.

– Dlaczego akurat te blogi Was inspirowały? Co w nich było takiego, że zdecydowaliście się wyjechać w podróż dookoła świata właśnie po takiej lekturze?

– Po pierwsze: pokazywały miejsca, o których nie mieliśmy pojęcia. Miejsca nie tylko znane na cały świat, ale także te, wydawałoby się zwyczajne, a jednak kompletnie porywające. Po drugie: opowiadały o wspaniałych ludziach, tak innych od nas, a w gruncie rzeczy tak podobnych. O ludziach uśmiechniętych, optymistycznych, czerpiących radość z życia, A po trzecie i najważniejsze: są to blogi zwykłych ludzi takich jak my, a nie podróżników ze szklanego ekranu z niewyobrażalną ilością sponsorów i wsparciem całej ekipy realizacyjnej. To uświadomiło nam, że taka podróż jest osiągalna również dla nas i nie musi pozostać jedynie w strefie marzeń. Trzeba tylko wyznaczyć sobie cel i dążyć do niego odpowiednio mocno. Wtedy na pewno się uda!

– Dzięki za rozmowę! Szerokiej drogi!

Bartek Borys

Bartek Borys

Historyk, miłośnik podróży z plecakiem. Planuje kolejną wyprawę w dzień powrotu z poprzedniej, uwielbia być w drodze. Od czasu do czasu wrzuca zdjęcia na My Point of View.

Komentarze: 2

adsfgv 15 maja 2014 o 23:58

czyli kluczem do porozy jest odziedziczyc mieszkanie w wawie i miec 2k na czysto do kieszeni co miesiac za co mozna w byle azji zyc do konca swiata

nuda

inni musza zapieprzac zeby 2k brutto wpadlo co miesiac

Odpowiedz

Janka 26 lutego 2015 o 13:01

Świetny, niezwykle inspirujący wywiad! Więcej takich :) !

Odpowiedz