Zapraszamy do podróży w niezgłębiony świat Camino de Santiago. To, co było nam dane przeżyć, „ubraliśmy” w nieco inny sposób, niż to się zwykle czyni.  Naszym celem jest próba uchwycenia myśli, które towarzyszyły nam zarówno przed, w trakcie, jak i po powrocie z Drogi św. Jakuba. Jeśli zainspirują one choć jedną osobę, będziemy się bardzo cieszyć.

A – A jednak Santiago de Compostela

Właśnie jadę z Krakowa do Rzeszowa, do swej żony – Ilony, z którą przemierzyłem naszą najważniejszą drogę: Drogę św. Jakuba, czyli Camino de Santiago.

Patrzę na potężne chmury na nieboskłonie i zamyślam się nad tym, co było nam dane wspólnie przeżyć. Z pamięci znika to, co było niewygodne, trudne i bolesne. Pozostają myśli, które początkowo galopowały, wręcz wierzgały, niczym rozjuszony mustang, by później dać się ujarzmić…

Ciekawe, jak ewoluowały myśli pielgrzymów, którzy na przestrzeni kilkunastu wieków przemierzali jakubowe ścieżki? Camino de Santiago zmusza do odejścia od zagmatwanego przez nas świata i zajęcia się tym, co najważniejsze: znalezieniem noclegu, pożywienia, dbałością o własne zdrowie. Niewiarygodne, jak daleko odeszliśmy od tego pierwowzoru. Postęp miewa bardzo wysoką cenę, a im bardziej byliśmy rozpieszczani przez życie, tym bardziej Camino nam to uświadomi.

W rozdziale XII książki „O naśladowaniu Chrystusa” zawarta jest myśl, która może z powodzeniem służyć, jako motto pielgrzymki i związanych z nią słabości: „To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata”. Kierując się tą myślą możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że warto było poddać się „próbie ognia”, zatem… zapraszamy na wspólną pielgrzymkę do grobu św. Jakuba i na koniec ziemi…

C – Camino

Drzewa i kamienie nauczą Cię rzeczy, których nie usłyszysz z ust żadnego nauczyciela. Claraval

Czymże jest zmęczenie dwudziestoczterogodzinną podróżą, jeśli oto właśnie ujrzeliśmy pierwszą żółtą strzałkę? Ten bardzo konkretny znak popycha nas w nieznane, ale wzbudza również wielką radość. Naprawdę rozpoczynamy szlak Camino de Santiago! W kraju po tak koszmarnej nocy nie dałoby się nazajutrz normalnie funkcjonować, tu zaś jest zupełnie inaczej.

Imponująca twierdza krzyżowców w mieście Ponferrada rozpływa się wraz z miejską dżunglą, ustępując miejsca nienatarczywej przyrodzie. Właśnie przyroda wraz z jej wszystkimi atrybutami jest dla nas i drogą i celem. Do niej pośpiesznie uciekamy, zostawiając za sobą miejskie aglomeracje. Odnosimy wrażenie, że ona nas lepiej rozumie. To intuicja, która jest przez nas tak często ignorowana.

Szlak św. Jakuba prowadzi pod górę, często krętymi ścieżkami, po to, by ukazać równie strome zejście. Camino pokazuje swe trudne do zaakceptowania oblicze, wiodąc przez nieatrakcyjne dla zmysłów tereny, na których trudno doświadczyć życiodajnego cienia.

Camino potrafi jednak oddać z nawiązką to, co odebrało w trakcie morderczego przejścia w skwierczącym słońcu. Nie szczędzi cudownych alejek, zacienionych szczelnie przez rozłożyste korony drzew, zaskakuje strumykiem zimnej wody, w której można zamoczyć obolałe nogi, cieszy widokiem leniwej salamandry wyczekującej na zmianę aury, napełnia nieopisaną wonią eukaliptusów i łąk pełnych kwiatów, zaprasza do cichego i chłodnego wnętrza średniowiecznego kościoła, stawia na drodze ciekawego człowieka, prezentuje niebo udekorowane gwiazdami w takiej ilości, jakiej nigdy dotąd nie widzieliśmy. Czyż ta niezwykła kombinacja nie przypomina nam zwykłego życia?

D – Doświadczenie słabości

Ból i radość żyją w jednej łupinie – ich mieszanina jest ludzkim losem. J.G. Seume

Od początku myślenia o Camino de Santiago było pewne, że nie będzie lekko. Człowiek boi się bólu i dąży za wszelką cenę do jego redukcji. Największe autorytety mówią, że ból jest zły, nawet Jezus, dokonując cudów uzdrowień, niejako podpisał się pod tym stwierdzeniem, jednak… ból jest faktem, któremu trzeba stawić czoło. Zapewne spora część ludzi myśli w duchu, że „być może ból dotknie innych, ale nie mnie”. Z całą pewnością można uniknąć wielu słabości poprzez racjonalne przygotowanie siebie i swego ekwipunku.

O wiele trudniej jednak z przygotowaniem psychiki, gdyż ta może spłatać większego figla niż ciało. Czy można odmówić słabości jej niezaprzeczalnej zalety?

Klasyczne wiejskie widoki w drodze do Santiago. (Fot. Marcin Michalski)

Jaką korzyści może przynosić taka czy inna słabość? – zapyta ktoś zdezorientowany. Oboje jej doświadczyliśmy i możemy powiedzieć, że słabość odkrywa to, kim jesteśmy naprawdę. Bez słabości, bez zmartwień, w uporządkowanym, luksusowym otoczeniu, łatwiej o uśmiech, żart, dobre słowo.

Kiedy ból bierze Cię w swe szpony, każdy z tych odruchów ma bardzo wysoką cenę. W pewnym momencie nie poznajesz swego ciała. Niczym słabo naoliwiona, zardzewiała, ciężka maszyna, zawisa pomiędzy ledwo zauważalnym ruchem, a jego brakiem. Coś piecze, trzeszczy, kłuje. Jeśli jednak uda Ci się przełamać tą niemoc, otrzymujesz niewiarygodny przypływ sił, które pozwalają na marsz tak szybki, że niemal nie czujesz bezlitosnych promieni słońca. Pędzisz do przodu szybciej, niż wtedy, gdy nic Ci nie dolega.

Słabość ujawnia wreszcie Twój prawdziwy stosunek do najbliższej osoby, z którą wyruszyłeś w tą niezwykłą podróż. Jeśli idziesz sam – Twoje podejście do innych pielgrzymów. Odkryć możesz to, co najlepsze w Tobie, ale i to, o co nigdy byś się nie podejrzewał.

Moja żona prosiła w krytycznych momentach bym szedł pierwszy, gdyż „chciała porozmawiać ze swoją nogą”. Podczas gdy ona prowadziła swe nietypowe negocjacje, ja mówiłem do swego bólu: „I tak nie masz szans, kolego”. Tym sposobem brnęliśmy do przodu, kuśtykając, rozmawiając, śmiejąc się, wreszcie znikając na horyzoncie, szczęśliwi, że po prostu możemy wciąż iść.

G – Gościnność

Ale nie oczekuj niczego od człowieka, jeśli pracuje tylko na swoje życie, a nie dla wieczności. Antoine Saint de Exupery, Twierdza

Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, okazałoby się, że wspomnienia związane z pielgrzymką utkwiły w nas bardzo mocno przed ponad 20 laty. Pamiętamy rozśpiewane tłumy, które zatrzymywały się na postój w drodze na Jasną Górę. W pamięć wbili się pielgrzymi zagraniczni, goszczący w moim mieszkaniu. Były to pierwsze spotkania z innymi językami, inną kulturą i wyglądem. Im większa radość emanowała od gości, tym większy smutek pozostawał po ich odejściu.

Pielgrzym nie ma zbyt wygórowanych wymagań. Szklanka wody czy talerz zupy znaczą wiele, ale czy rzeczywiście można dziś oczekiwać takich gestów? Słyszę opinię, że stopniowo zanika ta tradycja, ale wiem również, że nie brakuje chętnych do ugoszczenia pielgrzymów. Najlepiej się nie nastawiać na szczodrobliwe odruchy, a wszelkie odstępstwa od tej zasady będą miłą niespodzianką.

Tak właśnie było na Camino de Santiago do momentu, kiedy ujrzeliśmy zatroskaną staruszkę, która dziarskim krokiem pobiegła do domu, nam nakazując czekać… Po chwili przyniosła talerz pełen naleśników i zaprosiła do smakowania. Czyż to nie wspaniały gest? Zwykły naleśnik nabiera smaku królewskiego dania! Gdy poklepałem w podzięce gościnną starowinkę, usłyszeliśmy: „1 Euro”. Atmosfera tak się ochłodziła, że i naleśniki stały się zimne, wobec czego nie mieliśmy już ochoty na dalsze uczestnictwo w uczcie.

Czas sprawia, że spontaniczność i zainteresowanie pielgrzymami stopniowo zanika. Biesiadujący przy grillach Hiszpanie nie zwracają najmniejszej uwagi na pojawiających się i znikających podróżnych, dlatego jakże miłym gestem była skrzynka z owocami wystawionymi przed jednym z domów. Było na niej napisane: „dla pielgrzymów”. Gdzieś indziej siedzieli wolontariusze, serwujący herbatę za darmo.

Największej jednak gościnności można było doświadczyć na ostatnim przystanku przed Santiago de Compostela, czyli na Monte de Gozo, gdzie znajduje się Europejskie Centrum Pielgrzymkowe im. Jana Pawła II. Atmosferę tworzą ludzie, a w tym miejscu, jak w żadnym innym, dało się szczególnie odczuć serdeczność i brak zobojętnienia, stopniowo ogarniającego i wypalającego tych, którzy każdego dnia mają do czynienia z innymi ludźmi. Placówkę tą prowadzą nasi rodacy. Czy to przypadek, czy rzeczywiście jest coś w tej polskiej gościnności?

Ciąg dalszy alfabetu pielgrzymujących Drogą Św. Jakuba >> Pielgrzymka drogą świętego Jakuba (II)

Marcin Michalski

Na co dzień pedagog specjalny – zajmuje się osobami z autyzmem. Praca do łatwych nie należy, więc czasem udaje się to tu to tam i snuje przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc.

Komentarze: 2

maciek j. 25 sierpnia 2012 o 1:57

W ubiegłym roku przeszedłem z Polski do Santiago.
Tu: http://www.reconnet.pl/viewtopic.php?t=3539 relacja (jeszcze nie skończona)

Pozdrawiam
Maciek

Odpowiedz

Europcar Poznań 31 grudnia 2013 o 0:36

A ja szykuje się tam przenieść. I być może będę pomagać pielgrzymom, tak by posłuchać co myślą, i jak się czuja.
Wiele się przezywa idąc tak długo, i ciekawie czyta gdy osoba potrafi to zapamiętać, bo myśli potrafią szybko umykać.

Odpowiedz