Do wioski Zapatystów jedzie się krętą drogą przez góry. Serpentyny są tak ostre, że może nieźle zemdlić. Jest czwartkowe przedpołudnie, a my siedzimy stłoczeni w busiku, którego celem jest Oventik. Wieziemy projektor, instrumenty muzyczne i pomoce do warsztatów…

Zamaskowani Zapatyści w stanie Chiapas w Meksyku - foto

Prawdziwi Zapatyści chodzą oczywiście w kominiarkach. (Fot. Olga Ślepowrońska)

Do wioski Zapatystów jedzie się krętą drogą przez góry. Serpentyny są tak ostre, że może nieźle zemdlić. Jest czwartkowe przedpołudnie, a my siedzimy stłoczeni w busiku, którego celem jest Oventik. Wieziemy projektor, instrumenty muzyczne i pomoce do warsztatów…

Od dwóch miesięcy podróżujemy po Meksyku, prowadząc zajęcia z edukacji emocjonalnej i pokazując teatr cieni. W końcu Zapatyści też mają jakieś dzieci – myślimy. Kto wie, może będzie szansa, by zagrać spektakl. Głupio nam jechać do ich osady tylko po to, by obejrzeć „jak żyją rewolucjoniści”.

Mgła

Tymczasem busik coraz bardziej zatapia się we mgle. Mgle zmieszanej z dymem, którego gryzący zapach sączy się przez półprzymknięte szyby. Mijamy kolejne widmowe wioski, które wyłaniają się nieoczekiwanie i równie szybko nikną. Mężczyźni ubrani w identyczne, czarne, futrzaste marynarki i jasne kapelusze siedzą przy czerwonych, plastikowych stołach, na czerwonych, plastikowych krzesłach z emblematem coca-coli. Po trzech, po czterech. Wyglądają, jakby mieli zamiar tak spędzić cały dzień. Im wyżej, tym mgła robi się gęstsza i bielsza. Myślę, że gdyby śpiący mi na kolanach Roszek, mój osiemnastomiesięczny synek, uciekł mi tu chociaż na metr, miałabym duży problem. Ogarnia nas senność, z której wyrywa nas dopiero głos kierowcy. Oventik!

Z początku mamy wrażenie, że wysadzono nas na pustkowiu. Dopiero po chwili rozpoznajemy fasady ścian ozdobione muralami z motywem rewolucji. Kolory przebijają się przez mleczny dym. Wchodzimy do najbliższego budynku.

Sklep

Wygląda na to, że mieszkańcy osady nie mają nic przeciwko temu, aby po prostu przyjechać i zwiedzać. Chyba o to w tym wszystkim chodzi.

Domek mieści w sobie sklep. Poza owocami i słodyczami dostaniesz tu wszystko, co kojarzy się z rewolucją: małe szmaciane laleczki, przedstawiające zamaskowane postacie z bronią, kalendarze i koszulki z gniewnymi hasłami, czapki wzorowane na tej, którą nosił Che Guevara. Zapatystę-magnesik na lodówkę, Zapatystę-breloczek i Zapatystę-naklejkę.

Przejścia w głąb wioski broni szlaban w czarno-czerwone pasy (barwy EZLN – Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego) i stróżówka, z której obserwuje nas mężczyzna w czarnej kominiarce. Ostrzeżono nas, że przed wejściem obcy zostają poddani szczegółowej kontroli. Mamy przy sobie paszporty. Razem z nami na decyzję czeka amerykański antropolog, który przywiózł film z wykładami na temat praw kobiet. Tak jak my, chciałby zorganizować projekcję. Zapatyści znani są przecież z włączania kobiet do polityki.

Historia

Kiedy ruch Zapatystów powstawał, w latach 90. głównym celem jego założycieli było zwrócenie uwagi na problemy Indian ze stanu Chiapas, jednego z najuboższych regionów Meksyku. Rdzenna ludność stanu buntowała się przeciwko łupieżczej eksploatacji malowniczego Chiapas przez międzynarodowe koncerny i biura podróży. Żądano sprawiedliwego podziału zysków i autonomii, która oddałaby kwestie gospodarcze i społeczne w ręce Indian.

Światowa rewolucja – zdjęcia z Kuby, Chin, Wietnamu…

Iskrą zapalną było podpisanie przez rząd meksykański porozumienia o wolnym handlu pomiędzy krajami Ameryki Północnej (NAFTA). W proteście przeciwko niemu Zapatyści chwycili za broń i 1 stycznia 1994 roku opanowali pięć ośrodków administracyjnych w Chiapas, rozpoczynając powstanie przeciwko rządowi federalnemu. Jednak od początku celem działań militarnych było przede wszystkim przyciągnięcie uwagi międzynarodowej opinii publicznej.

EZLN, jako pierwszy ruch rewolucyjny w historii, na tak dużą skalę wykorzystywał Internet i media w celu zdobycia zagranicznego poparcia i rozgłosu. Swoją walkę wpisywał w szerszy nurt anty- i alterglobalizmu. Opowiadał się za zwiększeniem roli kobiet, sprzeciwiał się dyskryminacji homoseksualistów. Błyskotliwe wystąpienia jego przywódcy i rzecznika, Subcomandante Marcosa, charakterystyczne kominiarki i skupienie się na działaniach pokojowych przyniosły mu szeroką popularność, zarówno w mediach, jak i wśród organizacji pozarządowych, nie wspominając o rzeszach aktywistów i kontestatorsko usposobionej młodzieży na całym świecie. Zapatystom swoje piosenki poświęcali Rage Against The Machine i Manu Chao, powstało o nich wiele filmów dokumentalnych.

Od 2003 roku, konsekwentnie zmierzając do scedowania władzy na miejscową ludność, Marcos i inni nie-indiańscy przywódcy zaczęli stopniowo usuwać się z kierownictwa EZLN. Ruch zaprzestał szerokiej aktywności na międzynarodowym forum, skupiając się na działaniach lokalnych. Na terenie Chiapas utworzono pięć autonomicznych, zapatystowskich społeczności (Caracoles, hiszp. „ślimaki”). Podmioty te nie są uznawane przez rząd w Mexico City, jednak na mocy status quo faktycznie funkcjonują do pewnego stopnia jako niezależne „państwa w państwie”. Na ich terenie działa służba zdrowia i szkoły wyłączone spoza oficjalnych struktur. Większość decyzji podejmowana jest przez lokalne zgromadzenia.

Uśmiech

Caracole Oventik w dalszym ciągu jest dla nas zamknięte. Mam mieszane uczucia, patrząc na te wszystkie rewolucyjne gadżety. Przypomina mi się piosenka Strachów na Lachy o komendancie Che na szklankach i na zegarkach.

Spodziewałam się czegoś innego. Surowego wnętrza przypominającego komisariat, a jeszcze lepiej szałasu, w którym kilku zamaskowanych gości zawzięcie wystukuje coś na nowiutkich laptopach. Atmosfery konspiracji. Elokwentnego oficera, który płynną angielszczyzną informuje nas o ostatnich poczynaniach ruchu i z ogniem w oczach wygraża neoliberalnym gringos z północy. Mój mózg nafaszerowany migawkami z YouTuba i powielanymi w tysiącach egzemplarzy wizerunkami Che nie tak sobie wyobrażał siedzibę buntowników.

Czy dałam się nabrać? Ja i inni turyści, którzy w pogoni za egzotycznymi wrażeniami przyjechali oglądać ślady rewolucji? Czy może sami wpadliśmy w zastawione przez siebie sidła? Przecież każdy z nas tak naprawdę potrzebuje tych pamiątek. Potrzebujemy potwierdzenia, że tu byliśmy, że dotarliśmy w te dzikie ostępy, stanęliśmy twarzą w twarz z zamaskowanymi buntownikami. Potrzebujemy ich dla siebie, a przede wszystkim dla znajomych. Co z tego, że byliśmy w Chiapas, jeśli nikt o tym nie będzie wiedział? Zapatyści wychodzą naprzeciw naszym potrzebom. Koszulki, pocztówki? Ile dusza zapragnie! Laleczki, torebki, chustki? Proszę bardzo!

Wreszcie przychodzi dwóch niewysokich mężczyzn w kominiarkach. Proszą o podanie imion, kraju pochodzenia i czasu wizyty. Odpowiedzi skrzętnie zapisują w wysłużonym zeszyciku. Nie chcą paszportów. Przesłuchanie przypomina nieco teatralną farsę. Oni odgrywają ponurych i wszechmocnych celników, a my – zastraszonych petentów. Rezultat jest jednak z góry wiadomy. Kiedy tłumaczymy im cel naszej wizyty i że CzujCzuj (tak nazywa się nasz projekt) to po hiszpańsku Siente Siente, ich oczy się śmieją. Jeszcze rytualna wizyta u przełożonego i szlaban w końcu się unosi.

– Dzieciaki już skończyły szkołę, więc nie macie z kim pracować, ale możecie wejść do środka i porobić zdjęcia.

Olga Ślepowrońska

Olga Ślepowrońska

Od kilku lat jej pasją jest jeżdżenie po świecie (głównie Azji i Europie) i w ramach Projektu Czuj Czuj robienie w slumsach warsztatów rozwijających kreatywność. Oprócz zabaw z dziećmi kolekcjonuje bajki i przepisy kulinarne.

Komentarze: 3

Wojciech 9 maja 2015 o 4:25

Ola,jesteś w Meksyku? Widzę, że figurki zapatystów podrożały, ja rok temu kupiłem moją za 5 pesos, jeszcze się trzyma ; )

A jakby się ktoś zainteresował, tu moja historia, dla odmianu z Piątego Caracolu: http://fizyk-w-podrozy.blogspot.com/2013/12/z-odwiedzinami-u-zapatystow-czyli-o.html

Odpowiedz

Olga 9 maja 2015 o 12:06

Już wróciliśmy :) Fajna ta Twoja relacja :)

Odpowiedz

Tourystyka 18 maja 2015 o 13:05

Wspaniały artykuł. Bardzo dziękuję! :) Pamiątki zwyciężyły! Pozdrawiam gorąco :)

Odpowiedz