Michał Pater w swojej nowej filmowej serii postanawia opowiedzieć prawdę o Calais. Tyle że wybiera się tam bez wiedzy o filmowanym temacie, a na miejscu nie kłopocze się rozmową ze spotkanymi ludźmi. Stanowią oni raczej rolę eksponatów w kiepskim filmie, który przypomina bardziej bezmyślną zabawę, niż coś stworzonego przez ciekawego świata podróżnika.

Łatwo dostępny internet i tania elektronika sprawiły, że tym co widzimy i myślimy, możemy się podzielić z całym światem w przeciągu minut. Veni, vidi, post. Kto nie wrzucił choćby jednego zdjęcia z wakacji? Norma. Są też tacy, którzy postanawiają wykorzystać te narzędzia, by uświadomić innym jak jest naprawdę.

Odpowiedzi na niełatwe pytania o różnego rodzaju prawdy od dawna szuka się w formach wymagających pewnego wysiłku, zarówno od twórcy i odbiorcy, takich jak reportaże, badania naukowe czy sztuka. Zaufanie mają także relacje bliskich – ludzi, których znamy i wiemy czy ich słowom ufać. Wiele treści publikowanych przez autorów w sieci tworzy osobną kategorię – ma masowy zasięg, ale trudną do zweryfikowania wiarygodność. Odbiorca musi ocenić samodzielnie to co przekazujemy. Nie inaczej ma się sprawa jeśli chodzi o podróże do nieznanych miejsc czy portrety ludzi z innych krajów. Czy nierzetelnie ukazany obraz wykrzyczany przez internetową tubę może szkodzić?

 

 

Michał Pater to młody entuzjasta podróży, zwłaszcza autostopowych, który sam siebie określa mianem „prawdziwego podróżnika”. Podróżując kręci filmiki kamerką na kijku i wrzuca na swój kanał youtube, który ma tysiące fanów. Ostatnio postanowił zrobić serię pod tytułem Jak jest? i na pierwszy ogień wybrał się do nieoficjalnego obozu migrantów w Calais we Francji. Najnowszy film kończy się podsumowaniem autora: Ludzie w Polsce jak zobaczą ten materiał, to dostaną majndfaka. W naszym przypadku zdecydowanie to nastąpiło. Wielokrotnie.

Tytuł Jak jest: W ciapatowie? W tym momencie odruchowo zamknęłabym przeglądarkę, gdyby nie przekonanie Grześka, że muszę to obejrzeć. Zatem oglądam.

(Filmiku nie zamierzamy linkować – kto widział, ten widział, kto bardzo chce, to znajdzie. Zamieścimy za to komentarze do cytatów.)

Dwóch chłopaków (Michałowi towarzyszy kolega) przechadza się z kamerką na kijku i kamerką przypiętą na piersi po obozie w Calais. Głośnymi okrzykami komentują to co widzą, bo widzą to pierwszy raz w życiu, a poza tym obawiają się, że ktoś im złoi skórę. Są namioty oraz sklecone z blachy i sklejki baraki poobklejane folią, bo nieustannie leje deszcz, kilka słupów elektrycznych, tam gdzie nie ma żwiru – błoto po kolana. Mniej więcej to, raczej mniej, co pokazują fotoreportaże z Calais od prawie roku. Chociażby ten z Getty Images, którym ilustrujemy ten tekst.

 

 

No zobacz, fury mają! Tuż za bramą chłopaki trafiają na kilka aut, które jak wynika z toku ich wypowiedzi nieopatrznie biorą za własność migrantów. Emocjonuje ich także widok sanitariatów, żwiru na drodze, placu zabaw, szkoły. Wygląda na to, że nie doczytali przed wypadem o kilkunastu organizacjach pomocowych, które próbują zapewnić minimum znośnych warunków w obozowisku i zapobiec rozwijaniu się chorób (przed ich pojawieniem się sytuacja była na skraju epidemii) przez ostatnie kilka miesięcy.

Przecież tu się normalnie gospodarka rozwija. Czysty, nieopodatkowany, antysystemowy zysk. Chłopcy wielokrotnie wyrażają zdumienie, że ludzie w obozie nie siedzą z założonymi rękami, ale w prowizorycznych budkach organizują sobie podstawowe usługi: jedzenie, prysznic, fryzjer.

Myślisz, że oni płacą podatki? Oczywiście, że nie! Nie można zaprzeczyć. Jako migranci bez statusu prawnego, nawet jakby chcieli, to nie mogą Zresztą ze sprzedaży kebsa w obozie nie załapaliby się we Francji nawet w najniższy próg podatkowy.

 

 

Cała wycieczka zdaje się kosztować młodzieńców dość sporo energii, bo nie tylko boją się o swoje bezpieczeństwo, ale jak sami przyznają – nie wiedzą co o myśleć o rzeczywistości tak różnej od ich wyobrażeń.

Jedyne co możemy zrobić to wyśmiewać to jak przekłamany jest obraz, który możemy obserwować w telewizji. Sądząc po tym co mówią oraz poziomie angielskiego jaki prezentują, chłopcy nie są w stanie swobodnie korzystać z anglojęzycznej ani francuskiej prasy, w której pojawiają się rzetelne, regularne doniesienia o sytuacji w Calais. Zatem obraz Calais jako tajemniczego, ukrywanego na mapach Google miejsca, gdzie mieszkają niebezpieczni ludzie, którzy szturmują Europę pochodzi prawdopodobnie z polskich mediów i internetu, w dodatku z jakiejś ich specyficznej części. Dziwi trochę, że Michał, który doskonale poradził sobie z dojechaniem na Syberię i z powrotem, nie potrafi skorzystać z wyszukiwarki internetowej, by znaleźć garść informacji przed wyruszeniem do Calais. To co prezentują na filmiku ani nie wyśmiewa, ani nie kontruje tego, co pojawiło się dotąd w mediach.

 

 

Wycieczka trwa, idziemy dalej. Chwilę wcześniej chłopaki zatrzymali się w baraku, gdzie grupa ludzi ogrzewała się przy ogniu i szybko nawiązali dialog przy wódce. Jedni mieli trochę we flaszcze, drudzy też, kieliszki w ruch. Wesoło jest, radośnie. Aż kończy się flaszka. W dalszej części filmiku chłopaki poświęcają sporo czasu rozważaniu jak to się stało, że gdy skończyła się flaszka, ich towarzysze oczekiwali, by Polacy postawili kolejną. Nie dość, że – jak sugerują autorzy – poprzednią migranci pewnie ukradli, to jeszcze żeby dwóch autostopowiczów miało kupować wódkę dla sześciu innych osób – przecież trzeba by było się wykosztować na to wszystko.

Pojawia się i wytłumaczenie, wynikające być może z podróżniczych doświadczeń Michała: Ludzie którzy przybywają z centralnej Azji (…) swojego rodzaju gościnność mają we krwi. Ale ponieważ tutaj są tymczasowo, to to jest taka dość powierzchowna gościnność. Ta myśl okazała się tak zaskakująca, że jej nie potrafimy skomentować. Do tej pory wydawało nam się, że jeśli Azjata przyjechał do Europy, to tym razem on jest gościem. Być może autostopowiczom umknął fakt, że Calais nie jest nowym miejscem zamieszkania tych ludzi, lecz punktem, w którym utkwili podczas swojej podróży.

Dzień zbliża się ku końcowi i choć nie dowiedzieliśmy się o Calais nic więcej niż podczas pierwszych kilku klatek filmu, to emocji jest co niemiara. Kolega Michała gubi nakrętkę od butelki z wodą, którą pomaga mu znaleźć jeden z mieszkańców obozu. I czym mu poświecił? Czym, czym? Ajfonem szósteczką. Owszem migrant to człowiek, który może mieć i-phone’a. Żadna z aplikacji nie ratuje przed bombami, nie daje paszportu ani nie chroni przed prześladowaniami.

 

 

Po kilku godzinach w obozie Calais czas na wieczorne podsumowania przytoczone w niewybrednych, jak i cała narracja, słowach. Chłopcy tłumaczą jak bardzo obóz w Calais ich zaskoczył (nikt ich nie zabił ani nawet nie próbował), kto odpowiada za jego powstanie (*** politycy) oraz dlaczego ludzie się w nim znaleźli (No umówmy się, przyjechali za hajsem.), czyli wszystko czego moglibyśmy oczekiwać od materiału wyjaśniającego Jak jest?

Gratisem dostajemy nawet mądrością uniwersalną, a nawet dwiema: po pierwsze migranci to normalni ludzie, a po drugie Ta cała poprawność polityczna, ta cała zabawa w multikulti doprowadziła do tego, że oni rzeczywiście przyjechali tutaj po lepszy świat. W czasie, gdy Michał Pater publikował ten filmik, w Aleppo zbombardowane zostały kolejne szpitale, w tym ostatni funkcjonujący odział dziecięcy, który nie był bynajmniej pusty. Raczej to będzie miało większy wpływ na decyzje tysięcy ludzi, a nie zabawa w multikulti.

Całość tej emocjonującej dla autorów superprodukcji nasuwa pytanie, czy ta zabawa w reportera nie poszła o krok za daleko i nie odbywa się kosztem innych. Żądza poznania i zobaczenia na własne oczy nie zwalnia od zachowania choć minimum etyki i uwagi na słowa. Popularność w sieci nie dodaje prawdziwości słowom, ale rozdmuchuje w niekontrolowany sposób te źle wypowiedziane.

Nawet jeśli autorzy nie mieli intencji stworzyć negatywnego obrazu spotkanych ludzi, ich komentarze powtarzają bezmyślne opinie, budują nieufność i oskarżenia. Brak im wiedzy o filmowanym temacie i umiejętności rozmowy z ludźmi, których traktują raczej jak eksponaty, niż partnerów. Całości bliżej do kiepskiego filmiku nastolatków z wycieczki do zoo, niż czemukolwiek związanemu z ciekawością świata podróżnika. A jednak film obejrzało już kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a nazwisko autora widnieje wśród gości Festiwalu Podróżników National Geographic. Czy to najlepsze co mogą zaoferować młodzi polscy podróżnicy? Chyba nie.

Calais to dramatyczne doświadczenie dla tysięcy ludzi, kilkoro z nich kosztowało życie. Wielu wolontariuszy z wysiłkiem próbowało zapewnić choćby minimalną pomoc; fachowi reporterzy nakręcili filmy, zrobili zdjęcia, napisali reportaże. Dzięki niektórym z nich udało się coś poprawić – pojawiły się werdykty sądu, fundusze, konkretne działania. Czy ten filmik zmieni coś na plus poza ilością lajków na profilu Michała?

Polecamy: 11 dobrych książek o migracjach, islamie i wojnie w Syrii

PS. W środę, 4 maja, dowiedzieliśmy się, że Michał Pater jednak nie wystąpi na festiwalu National Geographic. Organizatorom również nie spodobały się jego najnowsze filmy z Calais.

Jagoda Pietrzak

Jagoda Pietrzak

Lubi ciekawe historie i zmieniający się krajobraz. Od pewnego czasu próbuje wrócić z Bliskiego Wschodu. Robi mapy i Peron4.

Komentarze: 31

Bestia Peluda 1 maja 2016 o 19:39

Jestem wstrzasnieta. W pelni podzielam opinie autorki artykulu. Przeklejam. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Kasia Nizinkiewicz 1 maja 2016 o 21:58

Jagoda, dzięki, że to napisałaś. Dziennikarzy od zawsze obowiązywała pewna etyka. Ktoś ich kontrolował, wymuszał standard. Nas (piszących o swoich podróżach) też powinna i chyba jedyny mechanizm korygowania tego, to rzeczowa krytyka. Czyli widząc szkodliwe bzdury nie można milczeć, chociaż tak byłoby wygodniej i prościej. Filmik żenujący pod każdym względem. Pozdrawiam

Odpowiedz

Tadek 2 maja 2016 o 0:15

A ja się nie zgodzę z autorką. Z rozmów z tirowcami podczas podróży autostopowych jasno i wyraźnie można usłyszeć o rozdartych naczepach przez imigrantów zarobkowych, rabunkach czy pobiciach. Temat jest bardzo drażliwy, ponieważ wchodzi bezpośrednio w politykę, natomiast zauważ proszę, że Ci ludzie jeśliby chcieli uciekać przed wojną, to zostaliby w pierwszym kraju nieobjętym konfliktem, do którego przybyli. Oczywiście łatwo powiedzieć, że należy im pomóc, ale niestety świat nie jest różowy i Ci ludzie sami podjęli ryzyko, a teraz oczekują pomocy atakując jednocześnie tirowców z naczepami podróżujących do Wielkiej Brytanii. Z jednej strony piszesz, że Ci biedni imigranci potrzebują pomocy z różnych organizacji, a z drugiej akceptujesz to, że posiadają telefony, na które chciałbym, żeby mnie było stać. Twoją wypowiedź odebrałem jako hołd ku temu aby deprecjonować chłopaka za to, że wyraził swoją opinię przy jednoczesnym wywyższaniu swojej. Uważam, że powinno powstawać więcej tego typu materiałów jak ten Michała, ponieważ wyrażają one prawdziwe emocje i przemyślenia, które powstają w głowie podróżnika spontanicznie, bez zasięgnięcia wcześniej informacji o danym temacie, aniżeli miałoby to wszystko być oparte o informacje wypisane w gazetach. Zresztą jego kanał i jego sprawa co tam będzie wrzucać, a to że jest zapraszany na tego typu festiwale tylko potwierdza popyt na takie filmy. Jeśli chcesz zrobić materiał według siebie prawdziwszy rzeczywistości, to jedź, nakręć i wrzuć na youtube. Nikt Ci nie broni, ale błagam ludzie nie postulujcie o to aby ograniczać jakimiś kontrolami co ma być wrzucane bądź co jest prawidłowe, a co nie, bo zajeżdża mi to zwykłą cenzurą, gdy coś nie jest pokazane po Waszej myśli. Liczę na to, że przyjmiesz krytykę z mojej strony bez zbędnej urazy i pozdrawiam.

Odpowiedz

    Jagoda Pietrzak 2 maja 2016 o 12:50

    Tadek, przyjmuję bez żadnej urazy : ) Chłopaka nikt nie deprecjonuje, stawiam kilka pytań o jego dzieło i etykę. Nie ma też nawoływania o cenzurę, nie wiem gdzie się go dopatrzyłeś. Na tym polega wolność słowa, że kolega opublikował, a my sobie dyskutujemy co o tym myślimy – także jeśli uważamy, że to niestosowne lub mało wartościowe. I ta dyskusja jest raczej ważna, bo wolność i tolerancja nie oznaczają automatycznej zgody na brak kultury i rzetelności.

    Natomiast jeśli chodzi o migracje i sytuację w Europie to ten tekst nie prezentuje moich poglądów, bo nie po to był pisany. Dlatego też pozwól, że nie odniosę się do tej części komentarza (mogę na prv jak chcesz). Niemniej jednak polemika na temat sytuacji migrantów nie wydaje mi się możliwa na podstawie filmu Michała, bo on jej po prostu nie prezentuje.

    Odpowiedz

Damian Kula 2 maja 2016 o 0:44

Na wstępie zauważyłem ciekawą rzecz: że autorka siebie opisuje w 3 jakże inspirujących zdaniach a opisuje podróż Michała Patera na kilka stron A4. Co oczywiście pewnie prowadzi do różnych niesprzyjających emocji np. zazdrości. Ale nie chciałem oceniać przed przeczytaniem całego artykułu wypowiedź autorki.

Nie mam zamiaru hejtować tego posta. Jedyne co mogę stwierdzić to: post idealnie pasuje na serwisy plotkarskie. Bo jak można krytykować podejście podróży kogoś kto tworzy niezależne filmiki na portalu Youtube? A w jaki sposób pani Jagoda się wyróżnia od Michała Patera, aby móc się wypowiadać ?

Gdyby post był rozpowszechniony do dużej liczby osób panna Jagoda może spodziewać się niezłego hejtu, więc uzbroiłbym swoje nerwy na ataki i radziłbym następnym razem nie umieszczać tak nic nie znaczących i mało merytorycznych wpisów. Poza tym nie zostało uwzględnione w tym „artykule” charakter Michała, styl prowadzenia materiałów i wiele innych czynników. Ten wpis jest przedstawiony na prawdopodobnie tylko jednym z wielu filmów na kanale prowadzonego przez Patera. Jeśli jest inaczej, proszę mnie poprawić.

Czekam na odpowiedź jeśli jestem w błędzie ;)

Odpowiedz

    Jagoda Pietrzak 2 maja 2016 o 12:59

    Cześć Damian, autorka w ogóle siebie nie opisuje, bo tekst nie jest o autorce i Michale, tylko o filmie Michała: nie o Michale, nie o jego podejściu do podróży etc. tylko o jednym z jego dzieł, które publikując udostępnił do oglądania, oceny i komentowania.

    Odpowiadając na Twoje pytania:
    1. Różnica między Michałem a Jagodą polega na tym, że są to dwie różne osoby: Michał i Jagoda. I w dokładnie ten w ten sam sposób w jaki Michał wypowiada swoje zdanie w filmikach, Jagoda wypowiada swoje zdanie w tekście.
    2. Tak, ten tekst jest o jednym z wielu filmów na kanale Patera.

    Dzięki za rady – na ataki hejtu jesteśmy gotowi (mamy kota Ryszarda jako pomoc psychologiczną pod ręką) i będziemy nadal publikować.

    Odpowiedz

darek 2 maja 2016 o 1:57

Ohydni rasiści… Niestety podobnie jak połowa polskiego społeczeństwa. Już nigdy nie będę nikomu z zagranicy tłumaczył, że „polskie obozy koncentracyjne” wcale nie były polskie, nie warto…

Odpowiedz

artur28 2 maja 2016 o 2:39

o nowa seria! obejrzałem trailer zapowiada się ciekawie,dzieki za info.

Odpowiedz

Andrzej 2 maja 2016 o 3:30

Jagoda – świetny tekst! O filmach słyszałem, widziałem je nawet. Szybko człowieka odrzucają – powierzchowność odbioru rzeczywistości razi.
ale jutjub jutjubem – tam popularność takich kanałów jest zrozumiała. pytanie brzmi, czemu NG łapie się na taką tandetę?

Odpowiedz

Damian 2 maja 2016 o 7:39

„W czasie, gdy Michał Pater publikował ten filmik, w Aleppo zbombardowane zostały kolejne szpitale, w tym ostatni funkcjonujący odział dziecięcy, który nie był bynajmniej pusty. Raczej to będzie miało większy wpływ na decyzje tysięcy ludzi, a nie zabawa w multikulti.”
Tak i uciekając przez bombami zamiast osiedlić się już w tej Francji, lub w innym bezpiecznym państwie to koczują tam kilka tygodni i narażają swoje życie byleby dostać się do UK :)

Odpowiedz

Monika Karolak 2 maja 2016 o 8:44

Rzetelna i rzeczowa krytyka żenującego i prymitywnego materiału. Takie reakcje są ważne i potrzebne, należy je zamieszczać, nie zważając na pojawiającą się natychmiast falę standardowych i najczęściej mało merytorycznych komentarzy hejterów którzy oczywiście „nie chcą hejtować ale…”
Dziękuję Jagodzie za dobry artykuł, pozdrawiam.

Odpowiedz

    Jagoda Pietrzak 2 maja 2016 o 22:47

    Dzięki. Na negatywne komentarze staramy się też odpowiadać, o ile ich treść pozwala się jakkolwiek konstruktywnie do nich odnieść.

    Odpowiedz

Jakub 2 maja 2016 o 9:19

Ten artykuł jest żałosny. Tak samo, jak autorka, której podsuwa się pod nos „Jak jest”, to nadal z klapkami na oczach wojuje o „swoją” prawdę.
Taki typowy polski sprzedajny dziennikarz.

Odpowiedz

Derek 2 maja 2016 o 9:53

Jagoda, o jakiej etyce dziennikarskiej piszesz, skoro dzieciak nie jest dziennikarzem? Jemu się tylko wydaje. Nie ma pojęcia co to jest research przed rozpoczęciem pracy nad materiałem. Jedyne czego do tej pory dokonał, to przejazd stopem na Syberię i z powrotem. Rzeczywiście, wyczyn godny Marco Polo.

Druga sprawa, to błędne określenie tzw. migrantów ekonomicznych. Oczywiście, że część maszerujących przez Europę migrantów, to „ekonomiczni”. Problem w tym, że ekonomicznym zostaje ten, kto podróżuje z kraju NIE OBJĘTEGO wojną. Na przykład z Sudanu Południowego, gdzie lokalni watażkowie wycinają w pień całe wioski, przy okazji gwałcąc kobiety i nierzadko dzieci. Ale po co szukać daleko. Przybysz z Donbasu również jest ekonomicznym. W końcu Ukraina oficjalnie nie prowadzi żadnej wojny. Niestety, mam wrażenie, że do dużej części społeczeństwa, a do młodzieży w szczególności, nie dociera fakt, że na świecie jest wiele krajów, w których oficjalnie panuje pokój, a gdzie kładąc się spać wieczorem, nie możesz mieć pewności, że rano się obudzisz.

No i sprawa słynnych już iPhone’ów. Ludzie zrozumcie, że mamy XXI wiek. Internet jest nawet w dżungli na równiku, a iPhone, czy inny smartfon kosztuje grosze. Wbrew temu, co twierdzą nasi lokalni operatorzy sieci komórkowych, narzucający jakieś koszmarne ceny. Poza tym, jest jeszcze cała masa chińskich podróbek o cenach już naprawdę żenująco niskich.

Odpowiedz

    s 2 maja 2016 o 19:10

    Naprawdę twierdzisz, że ajfon szóstka kosztuje grosze? Jakoś znacznej części moich ciężko pracujących znajomych na nie nie stać, i nie domagają się z tego tytułu socjalu w jukeju.

    Co do filmiku Michała się nie wypowiem, bo nie znam, ale chyba się z autorką nie zgadzam w wielu kwestiach (choć zgoda, dziś wielu ludzi poczuwa się do bycia reportażystami, dziennikarzami, etc, robiąc to po łebkach, nie mówiąc już o ‚prawdziwych podróżnikach’ i pisaniu książek o dojechaniu busem na Gibraltar), zgadzam się natomiast z tym komentarzem: „Tak i uciekając przez bombami zamiast osiedlić się już w tej Francji, lub w innym bezpiecznym państwie to koczują tam kilka tygodni i narażają swoje życie byleby dostać się do UK :)”.

    Z pozdrowieniami.

    Odpowiedz

michał strzałkowski 2 maja 2016 o 10:41

Na początku tego tekstu byłem przekonany że autorka przesadza, ale zatrzymałem się w połowie i obejrzałem ten filmik. Jest niestety tak, jak czytamy – powierzchownie a ludzie z Calais zamiast być bohaterami „reportażu” nie stanowią w nim nawet tła. Dziwi mnie, że zamiast kamerzysty imbecyla nie wziął ze sobą kolegi z angielskim na poziomie chociaż B1. W odróżnieniu do nagrań z podróży stopem po Rosji tutaj wyszło słabiutko. Kolesie idą w nowe miejsce z gotową tezą i nie próbują niczego się dowiedzieć. Michał Pater gdy jedzie stopem przez daleką Rosję jest fajny i autentyczny (choć też za dużo pokazuje suszenia ubrań czy rozpalania ogniska a za mało Rosjan). Gdy natomiast bierze się za „reportaż” który nazywa „Jak jest” (sic!) to powinien przygotować się nieco bardziej. No i jak już tu ktoś napisał, nikt nie broni autorce pojechać i nagrać czegoś swojego : )

Odpowiedz

Kasia Nizinkiewicz 2 maja 2016 o 11:11

Tu nie chodzi o poglądy takie czy inne. Michał Pater ma prawo wyrażać siebie tak, jak chce włączając w to specyficzną narrację i język- możliwe, że to jego wypowiedź artystyczna, której ja akurat nie zrozumiałam. Rzeczywiście o sobie powiedział w tym filmie bardzo dużo. Natomiast nikt z nas nie ma prawa do wyrażania pogardy dla innych i powierzchownych ocen przedstawianych jako twarde fakty. Gdyby były opisane jako osobiste wrażenia- ok.
Do krytyki mamy prawo wszyscy. Nie dlatego, że ktoś czuje się lepszy (nie wydaje mi się żeby tutaj tak było, ja też się wcale nie czuję), tylko dlatego, że ma inne zdanie i uważa, że jego wypowiedź jest ważna, że coś ważnego tworzy.
Etyka (dziennikarska czy tylko prywatna), a cenzura to przecież dwie całkiem różne rzeczy!

Odpowiedz

Pogromca jeżyn 2 maja 2016 o 12:49

Pani Jagodo!
Pani pojedzie do Calais i Pani nagra swój film.
Ok?
Będzie na pewno obiektywny i wzruszający.
Chętnie oglądnę tą prawdę objawioną, zakropioną prawami człowieka, miłosierdzia i reszty innych ciekawych zjawisk. Mogę nawet kopsnąć Pani pare stów na jedzenie.
Bo może się tam Pani za darmo dostać stopem. Przespać razem z uchodźcami bo są bardzo gościnni. A Może i poczęstują swoją kuchnią?
No śmiało!

Odpowiedz

Konrad 2 maja 2016 o 15:25

Autorka zarzuca, mniej czy bardziej słusznie, że Michal Pater nie przygotował się do swojej wycieczki do Calais, a sama tez chyba nie poświęciła za dużo czasu na pogoogle’owanie. Pisze „W czasie, gdy Michał Pater publikował ten filmik, w Aleppo zbombardowane zostały kolejne szpitale, w tym ostatni funkcjonujący odział dziecięcy, który nie był bynajmniej pusty. Raczej to będzie miało większy wpływ na decyzje tysięcy ludzi, a nie zabawa w multikulti.” podczas gdy w Calais praktycznie nie ma Syryjczyków.

Odpowiedz

    Jagoda Pietrzak 2 maja 2016 o 23:32

    Może niewielkie rozwinięcie skrótu myślowego, do którego się odwołałeś, pomoże:
    Obozowisko w Calais istnieje od roku około 1999, a migracja ku Europie z Azji i Afryki od początku procesu dekolonizacji – wcześniej jednak nie było o niej tak głośno. Rozrost obozu oraz eskalacja sytuacji spowodowane były zwiększoną migracją w połowie 2015 roku. Z kolei ta migracja wynikła z drastycznego pogorszenia się warunków życia cywilów w Syrii i krajach ościennych, gdzie Syryjczycy i Irakijczycy przebywali jako uchodźcy. Wpływ na to miały przede wszystkim intensyfikacja działań zbrojnych i niedobór żywności, przy jednoczesnym ograniczeniu pomocy międzynarodowej. Nie da się ukryć, że nie tylko Syryjczycy wybrali drogę ku Europie – tak działają migracje, więc także ludzie z innych krajów wybrali te same drogi. Odkąd Calais znalazło się na nagłówkach gazet latem 2015 Syryjczycy stanowili tam mniejszą lub większą część, zależności od upływu. Są jednak nacją, której najłatwiej nie utknąć w Calais jako że mają najłatwiejszy dostęp do przyśpieszonej procedury azylowej, a także gwarantowany brak deportacji. Ergo, po ponad 10 miesiącach batalii w Europie w Calais „praktycznie nie ma” albo i nie ma Syryjczyków, lecz zwiększona migracja na chwilę obecną pozostaje nierozerwalnie związana z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Podobna zależność występuje z krajami pochodzenia innych nacji, które w Calais są. Nie sądzę jednak by należało przytaczać przykład dla każdej, przy założeniu że Czytelnik potrafi wnioskować.

    A o skutkach społecznych i politycznych tego konkretnego bombardowania możesz poczytać w prasie.

    Odpowiedz

      Konrad 3 maja 2016 o 18:32

      No to skoro dyskutujemy o rzetelności dziennikarskiej to warto jednak wgłębić się w temat kim są „uchodźcy w Calais”, czemu koniecznie chcą się dostać do UK (i bronią się jak mogą przed rejestracją we Francji) itp. a nie pakować wszystkich jak leci do worka „uchodźcy z Syrii”. Myślę też, że jednak byłoby warto przytoczyć więcej przykładów, bo jak dla mnie z faktu że w Syrii trwa wojna wcale nie jest łatwo wywnioskować jaki powód do „uchodżctwa” mają Erytrejczycy czy Pakistańczycy.
      Już 10 lat temu jak podróżowałem po Afryce to duza część rozmów z miejscowymi prędzej czy później sprowadzała się do tematu czy jestem jakoś w stanie im pomóc w zdobyciu wizy do Europy (a wcale nie podróżowałem po objętych działaniami wojennymi krajach). W Etiopii spotkałem gościa co już 3 razy próbował się dostać do Europy (zawsze go gdzieś w Libii złapali i cofali).
      Dlatego wcale nie jest oczywiste dla mnie że jeśli ktoś tu jest w Europie to automatycznie jest faktycznie uchodźcą któremu groziło jakieś wielkie niebezpieczeństwo u siebie i jedynie w Wielkiej Brytanii (nie we Francji nawet) jest w stanie znaleźć bezpieczną przystań. Część pewnie jest w takiej sytuacji, spora część po prostu chce wykorzystać historyczną okazję (nigdy wcześniej nie było tak łatwo się tu dostać).

      Jak się kompletnie pomija ten aspekt (i inne niewygodne) to dla mnie nie ma w tym dużo więcej rzetelności niż w relacji „z Ciapatowa” kolesia z kamerką na kijku.

      Odpowiedz

        Jagoda Pietrzak 3 maja 2016 o 21:11

        Konrad, super że chcesz się zagłębiać w temat migracji i dzięki też za Twoje uwagi.
        Jak zauważyłeś pewnie, w tekście się w niego nie wgłębiałam (co nie znaczy że jest mi obcy) i zrobiłam to celowo, bo tekst jest o filmie, a nie o sytuacji migrantów w Europie per se. W tym wypadku to bez znaczenia czy Ci ludzie są uchodźcami czy migrantami ekonomicznymi i z jakiego kraju konkretnie pochodzą, a także co myślę jako autor tekstu na temat tego jak Europa powinna wobec nich zareagować – dlatego o tym nie piszę. Może gdyby mieszkańcy obozu stanowi rzeczywistych bohaterów filmu to byśmy się tego wszystkiego o nich dowiedzieli: skąd są, jak tam trafili, dlaczego, co mają do powiedzenia, gdzie się zamierzają udać. A jak chyba przyznać możesz – to nie następuje.
        Jeśli zamiast o Syrii wspomniałabym np. o Afganistanie czy Nigrze, nie zmieniłoby to przekazu całego tekstu (a przynajmniej nie powinno). Nie zmieniłoby także przeciwwagi odniesienia do cytatu o multikulti, bo wśród czynników push-pull migracji trudno wymienić coś takiego jak „politykę multikulti”. Tylko to znów – nie temat na ten tekst.
        Niemniej, serio dzięki za uwagi. A co do zgłębiania tematu to polecam „Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti, porusza on perspektywę, która może Cię zainteresować.

        Odpowiedz

Maciej Tumulec 2 maja 2016 o 17:14

Jagoda. Ważny tekst. Nie trzeba być dziennikarzem/reportażystą itp. by uczciwie podejść do sprawy. W tym przypadku kwestia prosta: chłopak pojechał do Calais, bo to teraz „fajnie” być w takich miejscach. „Fajnie” jest też być w takich miejscach jak Donbas, Północny Irak, Pakistan, Lesbos. „Fajnie” bo zalajkują, „fajnie” bo zrobię coś cool – niezależnie od tego jak płytki lub zakłamany jest przekaz, to jest to przekaz powielany przez media i dobrze „wbić” się w to co ludzie chcą widzieć i słyszeć. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Anna 3 maja 2016 o 13:23

Dzięki, Jagoda!!

Odpowiedz

Robb 3 maja 2016 o 19:27

Chciałbym Pawłowi dać kiedyś po ryju.
Ktoś wie gdzie mogę go spotkać?

R

Odpowiedz

Krzychu 4 maja 2016 o 10:15

Dzięki za ten tekst. Od pewnego czasu bardzo zwracam uwagę na zarysowany w nim problem dotykający kwestii poznawania i opisywania świata. Dostępność świata i wszelkich kanałów informacyjnych sprawia, ze coraz bardziej trzeba wyławiać reportaże (w szerokim tego słowa znaczeniu) spośród tekstów czy filmów nie mających z nimi wiele wspólnego. Myślę o pisaniu bez przygotowania, w tym zgłębiania dostępnych informacji o odwiedzanych miejscach. O próbach generalizowania – syntetycznego opisywani kraju po pierwszej w nim wizycie i to raptem w kilku miejscach, podobnie w przypadku spotkanych ludzi. Wydaje mi się, że temat mocno zahacza o pokorę wobec siebie i spotykanego świata. O życiową mądrość, która pozwala na stwierdzenie, że wielu rzeczy się jeszcze nie wie. O głód wejścia w głąb.

Temat przypomniał mi zdanie, które ostatnio przeczytałem i bardzo mi się spodobało. Z wstępu do książki Kurz i krew. śladami bliskowschodnich chrześcijan Dariusza Rosiaka: „Wolałem wyruszyć w podróż, spróbować opisać świat, który być może się kończy, złożyć hołd jego mieszkańcom. Czymże ma być prawdziwa podróż, jeśli nie wyrazem szacunku dla ludzi i ich historii, adoracją miejsc i rzeczy?”.

Odpowiedz