Oj życie w La Paz płynie ciekawie… Pamiętacie czasy, kiedy za 10 zł można było kupić paczkę fajek, piwko i listek gumy do żucia? W Boliwii za dychę mamy, papierosy, ćwiartkę whiskey i paczkę gum. Bez problemu można pójść do burger kinga… Ale co z tego, skoro prawie nikt tam nie chodzi, bo jest drogo.

Tutaj bieda ma ciemny kolor skóry i ubija kotlety za pomocą kamienia owiniętego w worek, dzieci tańczą za jednego boliwiana, a zwierzęta oprawia się na ulicy. Jest w tym wszystkim coś dziwnego, coś co nie pozwala przejść obojętnie.

La Paz podzielone jest na trzy części: pierwszą znajdującą się najwyżej, zamieszkiwaną przez najniższą warstwę społeczną. Drugą będącą na wysokości centrum miasta, stanowiącą tzw. klasę średnią oraz trzecią – położoną najniżej, obejmującą tych najbardziej bogatych. Życie płynie tu szybko, auta dźwiękiem klaksonu starają się pospieszyć wszystkich jadących przed nimi – i choć na nic to się zdaje, odgłosy trąbiących kierowców usypiają nas, jak i budzą wcześnie rano.