5 kapel, bez których naczelny słuchałby dziś disco
Będzie o muzyce, bo przecież nie tylko podróżami żyje człowiek. Zwłaszcza, że cały rok musi tyrać w korporacji, żeby sobie te 5 tygodni wyrwać na wczasy w tropikach. Słucha więc w tym czasie różnych rzeczy, coby się nie denerwować zbytnio.
Poza tym to „Maszynista ma głos”. O życiu redakcji miało tu być. A życie w redakcji wygląda tak, że czasem uda się nam spotkać na żywo. I wtedy są różne historie, często niepoważne i opowieści dziwne, i wtedy jest youtube zazwyczaj, i można pokatować resztę jakimś dobrym dźwiękiem. Ewentualnie wrzucić coś na fejsbukowy profil peronowy, co się nam czasami zdarza (ba, czasami to nawet ktoś kliknie, że to lubi :)).
Dobra, lecimy. Jako samozwańczy naczelny, pozwolę sobie jako pierwszy podzielić się z drogimi Czytelnikami muzyką, która jest dobra. A później ładnie poproszę resztę, żeby wrzuciła coś od siebie.
Dobra, jedziemy. Lekko nie będzie.
1. SHELLAC i „Didn’t We Deserve A Look At You The Way You Really Are” (wersja z Godzillą)
Shellac to bez wątpienia numer jeden, a piękną tę piosenkę, usłyszałem pijąc tanie wino na jakiejś imprezie, jeszcze za czasów prób jakiegoś studiowania. Oczywiście było to tak dawno, że szkoda gadać. Miłość jednak została i, jak tylko raz jeszcze będą grać w Polsce, to jadę choćby na drugi koniec kraju. To tak żeby o podróżach coś też było…
2. THE EX + Tom Cora i „State Of Shock” (wersja dla majsterkowiczów)
The Ex to mistrzowie z Holandii. 30 lat na scenie, ze trzydzieści płyt nagranych. Punk i DIY w wydaniu najczystszym. Tu z gościnnym udziałem nieżyjącego już Toma Cory, który produkuje się na wiolonczeli. Plus teledysk od fana majsterkowicza. DIY, jak wspomniałem.
3. FUGAZI i „Glueman” (wersja z filmu „Instrument”)
Na nich to wystarczy popatrzeć. Polecam na żywo, choć mało prawdopodobne, żeby się jeszcze w kraju pod tytułem Polska pojawili. Koncert we Wrocławiu dobrych lat temu kilka do dziś nie do przebicia w rankingu mym osobistym. Shellac na drugim miejscu w tym przypadku.
4. SONIC YOUTH i „100 %” (wersja w końcu oficjalna)
Chyba znacie, co? Teledysk pierwszy lepszy, bo nie ma co przebierać. Do dziś nagrywają dobre płyty. Może nie takie jak „Goo”, ale z przyjemnością można wydać kaskę na oryginał – rozczarowania nie będzie.
5. BNNT i „Rozejm kończący pierwszą wojnę czeczeńską” (wersja z naczelnym i olloxem :D)
BNNT live „Rozejm kończący pierwszą wojnę czeczeńską” from pink punk on Vimeo.
Tu trochę tak nie pod tytuł, bo to nowa rzecz. A, że chciałem jakiś polski band w zestawie, to ten się nadał najlepiej. Bo odkąd rozpadła się Ewa Braun, a próba powrotu do grania Something Like Elvis wygląda, jak wygląda, to nie mam co polecić poza BNNT.
I w ogóle to klip z koncertu, na który załapaliśmy się z Olem nieco przez przypadek. Ale skoro się udało, to trzeba polecać. Niestety, dla tych którzy na załączonym filmie wytypują trafnie dwie postacie peronowe, nagród tym razem nie przewidziano :)
Bawcie się dobrze w Nowym Roku! Zdrowia życzę!
