Przez kilka miesięcy podróżowała po Wschodzie. Dwukrotnie odwiedziła Pakistan i Afganistan, gdzie m.in. prowadziła zajęcia dla kobiet na uniwersytecie w Kabulu. Teraz wybiera się w trasę z Kairu do Kapsztadu. O podróżowaniu, niedwuznacznych propozycjach, hejcie i zarabianiu pieniędzy na wyprawę życia, rozmawiamy z Moniką Masaj.

– Możemy zacząć od hejtu? Choć to zjawisko dość popularne ostatnio, dopóki nie zobaczyłem twojego wpisu na jednej z grup autostopowych, nie przypuszczałem, że powodzeniem cieszy się też wśród podróżujących.

– A jednak. Pamiętam, jak przed moim wyjazdem do Pakistanu i Afganistanu wrzuciłam hasło, że jadę i gdyby ktoś był w tych okolicach, to można się spotkać, połączyć siły. Od razu się zaczęło, od lekkiego hejtu – że jestem głupia i nie wiem co robię, po ostre historie w stylu, że jestem, delikatnie to ujmując, nienormalna i na pewno tam umrę.

Teraz, przed podróżą do Afryki, wrzuciłam linka do strony crowdfundingowej z prośbą o wsparcie. Szybko poleciały hejty takie jak np. mamy nadzieję, że nie będziemy musieli się składać na transport zwłok, albo że powinnam się zastanowić nad swoim życiem. Dowiedziałam się też, że nie jestem prawdziwym podróżnikiem, bo ktoś był na moim spotkaniu i nie spodobało mu się głupkowate zdjęcie z bronią. Czasami jest to zabawne.

– Może oni się po prostu o ciebie martwią?

– No nie wiem. Zapytałam o to w kolejnym wpisie. Tak po prostu – dlaczego hejtujecie zamiast napisać co mam poprawić w prezentacjach albo podrzucić jakieś przydatne informacje? Nie dowiedziałam się, bo wszystkie wpisy zostały usunięte.

– Ale mówię ci, że oni się o ciebie boją…

– Może jest w tym trochę racji. Z drugiej strony, gdy mężczyzna planuje wyjazd w takie rejony jak na przykład Afganistan, to wszystko spoko, podziw, szacun itd. A jak jesteś kobietą, która chce to zrobić, i w dodatku jedziesz samotnie, to ludzie zaleją cię falą hejtu o tym, że nie wiesz gdzie się pchasz i na pewno cię zgwałcą.

– No dobra, to przejdźmy do podróżowania. Jak to jest, gdy samotna kobieta podróżuje po krajach muzułmańskich?

– Przede wszystkim ludzie się dziwią. Tam kobiety w ogóle samotnie nie podróżują, zawsze mają przy sobie jakiegoś mężczyznę z rodziny. Kobieta w islamie w większości przypadków podporządkowana jest rodzinie, nie pracuje, zajmuje się domem. Raczej nie ma kogoś takiego jak podróżniczki. Dlatego najpierw jest zdziwienie, a później mnóstwo pomocy. Co ciekawe, oni raczej nie widzieli nic złego w tym, że jestem sama. Zawsze pytali o to, gdzie mam męża i dlaczego w ten sposób jeżdżę. Ale gdy już zaspokoiłam ciekawość nie zostawiali mnie na drodze, zawsze starali się pomóc.

Myślę, że przez to, że jestem kobietą, nawet było mi łatwiej. Wiesz, taka nadopiekuńczość w stosunku do płci pięknej się zazwyczaj pojawia. Zresztą muzułmanie w ogóle opiekują się ludźmi, którzy są w drodze, są bardzo gościnni i zależy im na tym, żebyś wywiózł dobry wizerunek o ich kraju.

Na Facebooku, gdzie relacjonowałam wyjazd również po angielsku, dostawałam dziesiątki wiadomości od Pakistańczyków. Dziękowali za to, że dobrze piszę o Pakistanie i ich kulturze. Byli zszokowani, że samotna kobieta podróżuje po ich kraju, cieszyli się jednak, że odważyłam się na coś takiego. I ci Pakistańczycy mnie nie hejtowali, oni czuli się w pewnym sensie zaszczyceni tym, że do nich przyjechałam i przedstawiam ich kraj.

– I żadnych nieprzyjemnych sytuacji? Przecież ci muzułmanie tacy straszni…

– Taaa, tylko że w żadnym muzułmańskim kraju nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie próbował na przykład łapać za kolano. A podczas podróży stopem po Europie to się zdarza. Do tego często dochodzą hasła typu sex please, pausa sex. To teksty popularne szczególnie wśród obcokrajowców, nie mówiących zbyt dobrze po angielsku. A od Polaków często słyszałam może się pokochamy? albo buzi za podwózkę. Na szczęście to są raczej śmieszne historie, oni nie są natarczywi. Nie wiem, pewnie myślą, że coś może jednak z tego wyjdzie.

Nigdy takie propozycje nie padły w krajach muzułmańskich, gdzieś w Turcji, Pakistanie. Nigdy. Częściej ludzie traktowali mnie jak córkę czy siostrę. Problemy mogą się pojawić ponieważ kobiety niekiedy nie wiedzą jak się ubrać czy zachować w takich krajach. Czego się spodziewać jeżeli założysz krótkie spodenki i pokażesz uda komuś, kto tego nie widzi na żywo nawet u własnej siostry?

– To jeszcze takie standardowe pytanie, które słyszałaś pewnie niejednokrotnie – często się bałaś?

– Cały czas to słyszę. Nawet jak jadę stopem z Katowic do Krakowa, to kierowca mnie pyta czy się nie boję. Strach to nieodłączna część podróży, także tych małych. Jasne, że się bałam jadąc do Afganistanu. Przede wszystkim dlatego, że jechałam do kraju o zupełnie innej kulturze, w rejony, których nie znam. Teraz planuję wyprawę przez całą Afrykę i też się boję. Nie wiem co mnie tam spotka i jakich ludzi poznam na drodze. Wydaje mi się, że ktoś kto mówi, że się nie boi, jest kłamcą, każdy się boi. A ja nie jestem przecież superbohaterem.

Bartek Sabela: leżysz na plaży, a obok torturują ludzi

Nie można jednak pozwolić żeby ten strach cię gdzieś zamknął i spowodował, że nie będziesz realizować swoich marzeń. Jeżeli coś ma się stać, to stanie się to wszędzie. Ja podejmuję to ryzyko i idę naprzód, taką wybrałam drogę.

– To powiedz mi teraz skąd pomysł na przejechanie Afryki?

– Powodów jest kilka. Po pierwsze chcę jechać w długą podróż i teraz mam na to czas. Nie mam żadnych zobowiązań i nic nie trzyma mnie na miejscu, chcę wykorzystać tę okazję.

Po drugie – dlatego Afryka, a nie na przykład Ameryka Południowa, bo to w Afryce żyją Masajowie, a ja mam Masaj na nazwisko. Śmieszny zbieg okoliczności.

Trzecim powodem jest trasa. Odwiedzić Masajów może każdy, kupić bilet i polecieć na wycieczkę, w końcu to jest najsłynniejsze plemię w Afryce. Ale ja chciałam zrobić coś więcej, czymś się zainspirować i zaczęłam szukać. Poczytałam o podróżnikach, pierwszych odkrywcach tego lądu, poczytałam o Afryce kolonialnej. W pewnym momencie znalazłam relacje Kazimierza Nowaka i wtedy stwierdziłam – kurczę, skoro on mógł przebyć Afrykę z północy na południe pieszo i rowerem, to ja autostopem też to zrobię. Zabrnęłam nawet dalej i znalazłam informację o kobietach podróżniczkach, które sto lat temu w kapeluszach i gorsetach przemierzały ten kontynent. To jest dopiero inspiracja.

– Dla wielu przeszkodą na wyruszenie z domu jest brak pieniędzy. Ciebie nie będzie co najmniej kilka miesięcy. Za kasę z crowdfoundingu?

– Tak to bym nie chciała jeździć. Jeżeli chodzi o koszty to ja już po prostu na tę podróż zarobiłam. Jadę do Afryki za własne pieniądze, które zarobiłam na nadgodzinach pracując po sześć dni w tygodniu. Mam już wszystkie szczepionki i wystarczy mi na przejechanie całego kontynentu. Nie powiem ile, ale odłożyłam spora sumę.

– Myślę, że na kilka miesięcy w Afryce potrzebujesz kilku tysięcy. W Polsce da się tyle odłożyć?

– Nie mogłam wyjechać zarabiać za granicą z powodów zdrowotnych. Po powrocie z Pakistanu okazało się że mam pewną chorobę autoimmunologiczną i diagnozy, leczenie itd. zajęły bardzo dużo czasu. W międzyczasie pracowałam. Cierpiałam, ale odkładałam. Jak się robi po dziesięć godzin, to się odkłada i nie ma czasu na wydawanie tych pieniędzy. Poza tym wyjeżdżam na bardzo długo, wyprzedałam więc połowę niepotrzebnych rzeczy. Jakieś stare telefony, ubrania, biżuterię… Sprzedałam co się dało. Po co to ma leżeć, skoro nie będzie mi potrzebne?

Dopiero trzecim środkiem jest crowdfounding, czyli finansowanie społecznościowe. Bo to nie ma być sponsorowanie mi wycieczki, nie chcę żeby ktoś płacił za moją podróż. Tylko że pracowałam na nią kilka miesięcy, w tym czasie nie byłam w stanie uzbierać na sprzęt, którym chcę ją zarejestrować. A chciałabym zrobić jakieś fajniejsze zdjęcia, nakręcić trochę filmów. Żeby kupić porządny bezlusterkowiec trzeba trochę kasy. I może uda się to zrobić w ten właśnie sposób. Jak nie zbiorę tych pieniędzy, to i tak pojadę, tylko bez sprzętu do robienia zdjęć.

– Pewnie też kijek do selfie chcesz, bo widzę, że podróżnicy bez tego teraz nie wychodzą z domu. A w blogosferze chyba być musisz, nie?

– Haha. Nagle każdy jest blogerem, a jak podróżuje to jest blogerem podróżniczym i fotografem. Nie potrafię się tak określić, bo wiem, że jeszcze wiele mi potrzeba żeby tworzyć sprawne teksty czy robić dobre zdjęcia. Ja po prostu spisuję swoje historie. Wszystko przychodzi z praktyką i czasem.

– A nie chciałabyś być sławną podróżniczką?

– Kim w ogóle teraz jest podróżnik? Maciek, który przejechał Bałkany autostopem za dwadzieścia euro? Czy Krzysiek z Kasią na urlopie w Azji? Podróżnikiem był Tony Halik czy Kazimierz Nowak, ja na pewno nim nie jestem. Nie zależy mi na tym żeby być sławnym podróżnikiem, zależy mi, żeby coś zobaczyć, odkryć, przeżyć coś czego nie doświadczę siedząc na miejscu. Jestem normalnym człowiekiem, tylko taki sobie wymyśliłam sposób na spędzanie wolnego czasu, a może nawet na życie.

W ogóle to mogłabym podróżować bez prowadzenia bloga. Mam jednak taką trochę misję, chciałabym kogoś zainspirować i pokazać, że wszystko jest możliwe. W Afryce będę pisać dużo poradników, spostrzeżeń, szczególnie dla kobiet. Żeby dziewczyny wiedziały jak się zachować w podróży, jak się ubrać, jak znaleźć odwagę. Żeby było im łatwiej, jeśli zdecydują się na samotną podróż.

Do odważnych świat należy, dlatego już teraz trzymamy kciuki za wyprawę Moniki. Relację z jej afrykańskich przygód będziecie mogli przeczytać na Peronie oraz blogu Zepsuty Kompas.

Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć projekt symboliczną złotówkę można przekazać na portalu Polak Potrafi: Autostopem z Kairu do Kapsztadu.

Grzegorz Król

Ostatnio jeździł motocyklem po Bałkanach, ale nic o tym nie napisał. Robi Peron4 i bardzo lubi podróże.

Komentarze: (1)

Zepsuty Kompas 11 lutego 2016 o 18:16

:)

Odpowiedz